Na zdjęciu Krzysztof Łukaszyński, ratownik medyczny SOR Nysa
NowinyNyskie.com.pl 21/10/2019 09:06

- Gdybym chciał zgłaszać wszystkie obelgi i groźby, to musiałbym zamieszkać w sądzie - mówi Krzysztof Łukaszyński, nyski ratownik medyczny ze Szpitalnego Oddziału Ratunkowego.

„Nowiny Nyskie” - Jak prawidłowo korzystać z ratownictwa medycznego?
Krzysztof Łukaszyński - Nie bać się wezwać zespołu ratownictwa medycznego w przypadkach, kiedy ludzkie życie jest naprawdę zagrożone. To są wszelkiego rodzaju urazy, krwawienia, rany otwarte, urazy klatki piersiowej, urazy wielonarządowe, np. komunikacyjne. Oprócz tego wszelkiego rodzaju duszności. Wzywający nie musi umieć rozróżnić, czy duszność spowodowana jest uczuleniem, ugryzieniem owada, czy chorobą obturacyjną płuc. Kiedy człowiek się dusi zawsze wzywamy karetkę. Innym zagrożeniem życia są przełomy nadciśnieniowe (kiedy nagle pojawia się ciśnienie górne ponad 200, a dolne ponad 100), zawały serca, udary, upadki z wysokości itp.
- Człowiek odbiera obiektywnie swój stan zdrowia. Jak ma rozróżnić czy jest poważny?
- Zgadzam się, ocena jest subiektywna. Jednak, jeżeli chory jest w stanie pójść do przychodni, to powinien skorzystać z pomocy lekarza rodzinnego. Bywają u nas na SOR (przyp. Szpitalny Oddział Ratunkowy w Nysie) takie obrazki. Na czterech łóżkach leżą pacjenci, w jednej ręce mają podpięte kroplówki, a w drugiej trzymają komórki - czytają, piszą...

Bezpieczeństwo zdrowotne ok. 100 tys. mieszkańców rejonu nyskiego
jest w rękach tylko 30. ratowników, którzy są anonimowi.


- SOR często wyręcza lekarzy rodzinnych?
- Oddział stacjonarny SOR często zajmuje się przypadkami, które powinny trafić do lekarza pierwszego kontaktu. Ludzi przybywa na SOR, a w tym czasie karetki przywożą ciężkie przypadki. Wśród oczekujących robi się nerwowa atmosfera, są wymówki, a nawet krzyki pacjentów.
- Bywa też, że ludzie nie dzwonią po karetkę, choć jest zagrożenie życia, bo boją się kar finansowych.
- Kiedy symptomy wskazują na stan zagrażający życiu (np. zawał serca, udar itp.) trzeba koniecznie wezwać karetkę. Przyjmujący zgłoszenie dyspozytorzy pomogą ocenić, czy to jest coś poważnego. Często też instruują, jak postępować z chorym do czasu przyjazdu zespołu ratownictwa medycznego.
Niestety często jednak mieszkańcy Nysy traktują nas jak służby „oczyszczania miasta” z ludzi pijanych. I to jest niemal nagminne.
- To źle, że reagują widząc kogoś leżącego na chodniku czy w parku?
- Nie namawiam nikogo do bezduszności, ale do rozwagi. Podam przykład.
Otrzymaliśmy poważne wezwanie do nieprzytomnego człowieka. Zadysponowani zostaliśmy przez dyspozytora w kodzie pierwszym, czyli mieliśmy minutę na to, żeby wsiąść do karetki. Na miejscu – na osiedlu nyskim KEN mieliśmy problem ze znalezieniem pacjenta. Na balkonie, na drugim piętrze pojawiła się kobieta w szlafroku, w jednej ręce kawa, w drugiej papieros. Wskazała nam, gdzie leżał ten człowiek. Zapytaliśmy: „Skąd pani wie, że jest nieprzytomny?”. Usłyszeliśmy: „Przecież widzę, że się nie rusza”. Niestety, ta pani nie zeszła na dół, by sprawdzić w jakim stanie był mężczyzna, a on tylko wypił kilka piw i położył się na trawie. Nie potrzebował naszej pomocy, ale niestety cała procedura została uruchomiona. Dyspozytor nie mógł wysłać nas do innego przypadku, nawet gdyby to był udar czy wypadek komunikacyjny. Musieliśmy odebrać dane pacjenta, przeprowadzić wywiad, przebadać go, a po przyjeździe do bazy sporządzić dokumentację. Całość takiej operacji to około 30 minut, a w tym czasie ktoś mógł naprawdę potrzebować pomocy. Zdarzyło się kiedyś, że w Nysie nie było wolnej karetki, a człowiek umierał. Wezwano śmigłowiec z Opola, ale mężczyzny nie udało się uratować. Trzeba mieć świadomość tego, że nieuzasadnione wezwania odbierają możliwość ratunku ciężko chorym ludziom.
- Ludzie pijani nie są delikatni. Spotykacie się z agresją?
- Niejednokrotnie spotykamy się z obelgami. Ludzie często wypominają nam: „Ile można na was czekać!?”. Nie mają pojęcia, że kiedy oni czekali na karetkę to my użeraliśmy się z człowiekiem pod wpływem alkoholu. Może nawet musieliśmy zabrać go do szpitala, bo na dworze była minusowa temperatura, a nikt go nie chciał przyjąć. Po takim transporcie musimy zdezynfekować karetkę, żeby nie narazić zdrowia innych chorych.
Zdarzały się też pobicia ratowników medycznych – o czym było głośno w mediach.
- Zgłaszacie takie sprawy do sądu?
- Gdybym chciał je zgłaszać, to musiałbym zamieszkać w sądzie. Na obelgi niestety musimy się uodpornić.
 - Spotykacie się ze śmiercią, kalectwem, tragedią ludzką. Czy to pozostawia ślad w waszej psychice?
- Tak, bo jesteśmy nie tylko profesjonalistami, ale również ludźmi. Takim wstrząsem był dla nas np. udział w akcji ratowania poszkodowanych w wypadku na nyskiej obwodnicy, do którego doszło w ubiegłym roku. Zginęło tam 5 osób. Do dziś pamiętam każdy szczegół. Było wiele służb: straż, policja, pogotowie itd. Ratowaliśmy życie 2-letniego dziecka. W pewnym momencie przywróciliśmy akcję serca i bardzo się ucieszyliśmy. Wezwaliśmy śmigłowiec. Po kilkunastu minutach jednak doszło do ponownego zatrzymania krążenia i nie udało się malutkiego człowieka uratować. Prawdopodobnie sprawiły to obrażenia wewnętrzne. My - dorosłe chłopy - mieliśmy łzy w oczach. Śmierci dzieci nie da się zapomnieć. Miałem kilka takich przypadków, kiedy zmarły nam podczas reanimacji. Pamiętam nawet taki przypadek sprzed 7 lat i ze szczegółami mogę dziś o nim opowiedzieć.
- Macie wsparcie psychologa?
- Nie, nie mamy. Ja od kilkudziesięciu lat ćwiczę sztuki walki i tam z kolegami na treningach upuszczam ten balon emocji. Trzeba znaleźć jakiś sposób na stres. Najgorsze, jeśli ratownik medyczny sięgnie po alkohol, żeby się rozluźnić. To jest złudne ukojenie, tylko na chwilę.
- Co radziłby Pan jeszcze młodszym kolegom po fachu?
- Nie przejmować złych nawyków, żeby nie byli aż nadto proceduralni. Często wystarczy okazać trochę serca, a chory się otworzy, porozmawia. Trzeba wykazywać się empatią, ale być również profesjonalistą, z dużą wiedzą. Wiedza musi być na najwyższym poziomie! Jeżeli sytuacja jest spokojna, to możemy spokojnie porozmawiać z pacjentem. Są jednak sytuacje „na ostro”, kiedy nie ma miejsca na pomyłkę i trzeba działać szybko, bo każdy ułamek sekundy jest cenny. Podam przykład: dwa lub trzy lata temu u mężczyzny około 50-letniego – znanego nyskiego przedsiębiorcy - o poranku doszło do nagłego zatrzymania krążenia. Mieszkał blisko szpitala - w niecałą minutę byliśmy na miejscu. Robota paliła się nam w rękach. Trzeba było szybko zaintubować pacjenta, zrobić wkłucia, stwierdzić co było powodem zatrzymania akcji serca, przeprowadzić szybką defibrylację. Po 15 minutach ten człowiek był już w Klinice Serca (PAK-sie), bo zatrzymanie powstało w fazie ostrego zawału serca. Za 4-5 dni ten człowiek o własnych siłach wyszedł do domu. To największa radość. I takich przypadków życzę młodym ratownikom.
Krzysztof Łukaszyński - Pani redaktor zadaje mi pani pytania. Dla odmiany, ja teraz zadam pani kilka. Z czym kojarzy się pani liczba 30?
„Nowiny Nyskie” - Nie mam żadnych skojarzeń.
- A liczba 6?
- Nie wiem.
- Ile osób mieszka w Nysie i okolicy, aż pod Sidzinę, Chróścinę? Chyba ok. 100 tys. osób – prawda? I tylko 30 ratowników zabezpiecza bezpieczeństwo zdrowotne tych wszystkich ludzi, a 6 ratowników jest na zmianie. Wasze bezpieczeństwo zależy od tych 30 osób, a nie znacie żadnej. Czytam „Nowiny Nyskie” od lat, ale nigdy nie widziałem podziękowań od pacjentów dla ratowników. Są dla lekarzy, dla pielęgniarek, ale nigdy dla ratownika medycznego.
- Jesteście anonimowi w tej masie ludzi ratujących życie?
- I czy to nie jest dziwne?


 

Reklama

Anonimowi bohaterowie z SOR -u komentarze opinie

  • Lady - niezalogowany 2019-10-23 21:08:15

    To otwiera oczy na problem .Dobry, odwazny text. Brawo.

  • Migotka - niezalogowany 2019-10-24 09:37:47

    Wielki szacunek!

  • Lulu - niezalogowany 2019-10-25 14:39:16

    Panie Krzysku walczcie dalej.

Dodajesz jako: |
Reklama

Ogłoszenia PREMIUM

Praca Opiekun

Praca Opiekun Osób Starszych Niemcy


Bez pośredników, po remoncie

Sprzedam mieszkanie 60 m2, II piętro, ul. Karugi. Trzy pokoje, kuchnia, łazienka, WC. Mieszkanie jest po remoncie, nie wymaga dodatkowych kosztów.


Kalendarz

Najbliższe imprezy
Reklama
 Reklama

25 maja 2018 roku weszło w życie Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z 27 kwietnia 2016 roku tzw. RODO. Nowe prawo nakłada na nas obowiązek uzyskania Twojej zgody na przetwarzanie przez nas danych osobowych w plikach cookies

Oświadczam, iż zapoznałem sie z Polityką prywatności i zgadzam się na zapisywanie i przechowywanie w mojej przeglądarce internetowej tzw. plików cookies oraz na przetwarzanie zaszyfrowanych w nich danych osobowych pozostawianych w czasie korzystania z innych stron internetowych, serwisów oraz parametrów zapisywanych w plikach cookies w celach marketingowych, w tym na profilowanie i w celach analitycznych przez nowinynyskie.com.pl, oraz ZAUFANYCH PARTNERÓW.

Administratorzy danych / Podmioty którym powierzenie przetwarzania powierzono

NTSK Redakcja "Nowiny Nyskie" z siedzibą w Nysa 48-304, Prudnicka 3

Cele przetwarzania danych

1.marketing, w tym profilowanie i cele analityczne
2.świadczenie usług drogą elektroniczną
3.dopasowanie treści stron internetowych do preferencji i zainteresowań
4.wykrywanie botów i nadużyć w usługach
5.pomiary statystyczne i udoskonalenie usług (cele analityczne)


Podstawy prawne przetwarzania danych


1.marketing, w tym profilowanie oraz cele analityczne – zgoda
2.świadczenie usług drogą elektroniczną - niezbędność danych do świadczenia usługi
3.pozostałe cele - uzasadniony interes administratora danych


Odbiorcy danych

Podmioty przetwarzające dane na zlecenie administratora danych, w tym podmioty ZAUFANI PARTNERZY, agencje marketingowe oraz podmioty uprawnione do uzyskania danych na podstawie obowiązującego prawa.

Prawa osoby, której dane dotyczą

Prawo żądania sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania danych; prawo wycofania zgody na przetwarzanie danych osobowych. Inne prawa osoby, której dane dotyczą.

Informacje dodatkowe

Więcej o zasadach przetwarzania danych w "Polityce prywatności"