Interwencje, Będę skarżył policję - zdjęcie, fotografia
NowinyNyskie.com.pl 29/05/2017 13:31

Przez 3 miesiące firmowa ciężarówka Leszka Matejaszka nie mogła pracować, bo nyski policjant potraktował światła robocze pojazdu jako drogowe i postojowe. Komendant Piotr Smoleń podzielił to stanowisko. Przedsiębiorca w sądzie będzie domagał się odszkodowania za straty z tytułu postoju, co najmniej 5000 zł za każdy dzień. Kto zapłaci: policjant, komendant, czy podatnik?!

Nadmiar świateł?
Leszek Matejaszek jest młodym nyskim przedsiębiorcą, prowadzi m.in. skład opału i skup złomu, świadczy usługi transportowe. Jest właścicielem ciężarówki Scania.
- Kupiłem ją 5 lat temu, w Niemczech, ma 11 lat i milion kilometrów przejechane. Wszystkie światła są oryginalne, także te w koronie na górze. To są światła robocze, które służą w pracy podczas załadunku, np. w żwirowni czy kopalni. Nie używa się ich w ruchu drogowym - wyjaśnia młody nysanin.
7 lutego br. na ul. Grodkowskiej w Nysie policjant „wyłowił” jego samochód ze stojących w korku pojazdów. Po oględzinach stwierdził, że Scania ma za dużo świateł. Upierał się, że są drogowe i postojowe, że są nieoryginalne i w Polsce nie mogą znajdować się na pojazdach.
- Światła te nie były włączone podczas jazdy, nie naruszyłem więc prawa. Tłumaczyłem funkcjonariuszowi, że są fabrycznie zamontowane i nie są postojowe ani drogowe, tylko robocze. Policjant jednak obstawał przy swoim i poinformował mnie, że on się lepiej zna i zabiera mi dowód  rejestracyjny do czasu usunięcia świateł z korony pojazdu oraz wykonania ponownego badania technicznego. Byłem zaskoczony, bo moja ciężarówka była przez te 11 lat na milionie kilometrów chyba ze 100 razy  kontrolowana przez policję Polski i Europy i nikt nie zakwestionował tych świateł! Zresztą co druga ciężarówka ma takie - na dowód pokazywałem policjantowi mijające nas na Grodkowskiej pojazdy. Usłyszałem wtedy, że to tylko kwestia czasu, kiedy on je wyłapie - opowiada pan Leszek.
Widząc, że nie przekona funkcjonariusza nysanin poprosił tylko, żeby ten na potwierdzeniu zatrzymania dowodu rejestracyjnego wpisał podstawę prawną.
- Poinformowałem, że będę się odwoływał i muszę wiedzieć, jakie przepisy rzekomo naruszyłem. Policjant jednak nie znał podstawy prawnej - co przyznał, ale powiedział, że na pewno ją naruszyłem - kontynuuje nasz rozmówca.
Zamiast paragrafów, policjant tak opisał powód zatrzymania dokumentu: „nadmierna ilość lamp światła drogowego” oraz „nadmierna ilość lamp światła postojowego”.

Komendant murem za podwładnym
Angielska firma Leszka Matejaszka (mieści się w Nysie, ale zarejestrowana jest w Anglii - o czym poniżej) skierowała skargę do Komendy Policji w Nysie, wysyłając ją też do wiadomości brytyjskiego ambasadora w Warszawie.
Znalazł się w niej opis sytuacji i   informacja, że zatrzymanie nastąpiło w miejscu niedostosowanym do kontroli drogowej i stwarzało zagrożenie dla innych użytkowników ruchu.
Właściciel firmy poprosił o wyjaśnienie tej sprawy, jak również o podanie podstawy prawnej zatrzymania dowodu rejestracyjnego. Podkreślił, że zatrzymanie było bezpodstawne oraz nadmienił, że nieuzasadniony postój samochodu, to koszt 5000 zł netto dziennie.
Komendant Piotr Smoleń uznał tę skargę za bezzasadną. Powołał się na Rozporządzenie Ministra Infrastruktury z 31 grudnia 2002 r. w sprawie warunków technicznych pojazdów oraz zakresu ich niezbędnego wyposażenia. Tak jak podległy mu policjant, komendant potraktował światła robocze w Scanii jako drogowe i postojowe. Wg tej interpretacji ich ilość nie odpowiadała liczbie świateł określonych dla ciężarówek w ministerialnym rozporządzeniu. Także miejsce do kontroli drogowej, wg komendanta KPP, było właściwe.

Straty w firmie
Młody przedsiębiorca walczył z policją na pisma, bo mu uciekały pieniądze. Samochód nie pracował, a tu zima wróciła, ludzie chcieli węgla, a on nie miał go czym dowieźć. Były też inne zlecenia transportowe i ludzie odchodzili z kwitkiem do konkurencji. Na stacjach diagnostycznych wzruszano ramionami na ten oczywisty absurd, ale nikt nie chciał podbić badań technicznych do czasu usunięcia świateł kwestionowanych przez nyską policję.
- Wynająłem więc rzeczoznawcę samochodowego, żeby rozstrzygnął tę kwestię - informuje Leszek Matejaszek.
Opinię sporządził mgr inż. Andrzej Lis, biegły ds. motoryzacji z Krakowa. Cytujemy ją wprost, bo zapewne przyda się innym kierowcom ciężarówek, „wyłapywanym” przez nyskiego policjanta:
„Dodatkowe moduły pomocniczych świateł (reflektorów roboczych) zamontowanych na rurze dachu mogą być montowane na każdym pojeździe, a w sprzedaży występują jako akcesoria dodatkowego wyposażenia. Montowane są też w samochodach zakupionych bezpośrednio w sieci dealerów sprzedających samochody ciężarowe. Nie ma szczegółowych przepisów dopuszczających pojazd do ruchu, ponieważ reflektorów roboczych wolno używać podczas jazdy tylko poza drogami publicznymi. Pomocnicze reflektory drogowe mogą być stosowane także w ruchu drogowym, jeżeli pojazd nie porusza się np. podczas załadunku i rozładunku. W celu oświetlenia pola pracy jedynie reflektory robocze emitują odpowiednią ilość światła i równomiernie oświetlają dużą powierzchnię. Reflektory robocze wolno włączyć tylko wtedy, jeżeli nie oślepiają innych użytkowników ruchu”.

Kto zapłaci za postój?
Biegły zauważył też w opinii, że pojazd należący do firmy pana Leszka został już dopuszczony do ruchu na podstawie przepisów Prawo o Ruchu Drogowym w zakresie badań technicznych odnotowanych w dowodzie rejestracyjnym podbitym przez uprawnioną stację kontroli pojazdów.
Dlaczego więc nyski policjant je zakwestionował, a komendant to „przyklepał”?
- Zresztą takie światła robocze są obowiązkowe w niektórych krajach Europy, np. w Norwegii - dodaje pan Leszek.
Na podstawie tej opinii pracownicy stacji diagnostycznych już bez obaw podbili badania techniczne, a nyski biznesmen mógł odebrać dowód rejestracyjny.
Samochód przez 3 miesiące jednak stał bezużytecznie, a firma pana Leszka kumulowała straty - lekko licząc po 5000 zł każdego dnia. Luty, marzec, kwiecień - to było żniwo dla handlujących węglem i koksem.
- Samochód ten obsługuje dwa składy węgla - w Nysie i w Prudniku. W gorącym okresie dla składów opału musiałem się ratować i wynajmować transport i przepłacać, bo wtedy każdy właściciel o swój skład starał się dbać. Musiałem się prosić. Prowadzę też usługi transportowe - wożę piasek, żwir co tam kto chce. Ludzie uciekali do konkurencji. Wyłączenie samochodu na tak długi okres w firmie to katastrofa! Musiałem zrezygnować też z pracownika, bo trzymanie go bez pracy w tym czasie to koszty. Człowiek znalazł inną, a teraz ja zmuszony jestem przyjąć kolejnego kierowcę i wdrażać go, co zakłóca tok pracy - mówi przedsiębiorca.
Na dniach kieruje on sprawę przeciwko nyskiej policji do sądu.
Zapewne w świetle tych faktów Leszek Matejaszek otrzyma odszkodowanie. Jednak od kogo?

Czy pieniądze zwróci mu policjant, który zdecydował o zatrzymaniu dowodu rejestracyjnego? A może Piotr Smoleń - komendant nyskiej policji, który tę decyzję podtrzymał?

Fiskus zniszczył firmę
Podatnicy już wkrótce  zwrócą Leszkowi Matejaszkowi 250 000 zł kary i ok. 150 000 odsetek, które on zapłacił 5 lat temu Urzędowi Kontroli Skarbowej w Opolu.
Na pewno nie zapłacą tych pieniędzy pracownicy UKS, którzy w 2012 r. wszczęli sprawę karno-skarbową przeciwko nyskiemu przedsiębiorcy. Być może nawet za wykrycie „przestępcy podatkowego” otrzymali nawet premię.
- To był absurd podatkowy! Tłumaczyliśmy to urzędnikom przez tyle lat, ale oni nas nie słuchali, nie czytali naszych pism.
 UKS zakwestionował to, że w książce przychodów i rozchodów nie było nazwisk ludzi sprzedających złom, choć one znajdowały się w rejestrach. Urzędnicy przez 5 lat nie sprawdzili rejestrów, nie przesłuchali też świadków. Podałem 1,5 tysiąca ludzi, którzy chcieli udzielić wyjaśnień. UKS nie twierdził, że ja tego towaru nie zakupiłem, ale kwestionował że nie zapisałem tego tak jakby pasowało urzędnikom. Wymierzyli mi karę 250 000 zł plus odsetki ok. 150 000 zł. To położyło firmę. UKS zaczął blokować konta, wszedł na księgę wieczystą. Zapłaciłem, a z firmą uciekłem jak najdalej z Polski! - mówi pan Leszek.
Zarejestrował firmę w Anglii, a Polska straciła podatnika. Polak przeżył pozytywny szok, jak ogromna jest tam różnica w podejściu do właścicieli firm.
 - To coś niewyobrażalnego! Jeśli chodzi o język angielski to jestem na etapie bardzo początkującym, ciężko mi rozmawiać z urzędnikami. Ale to nie jest mój problem. Tam w urzędzie pracownicy są od tego, żebym ja u nich czuł się dobrze. I robią wszystko, żebym to ja ich zrozumiał. W ostateczności jest tłumacz, o którego jeszcze nigdy nie poprosiłem - opowiada młody mieszkaniec Nysy.  Z rozgoryczeniem mówi, że w Polsce uczciwy podatnik i właściciel firmy traktowany jest przez pracowników urzędu skarbowego jako potencjalny oszust i złodziej, który chce wyłudzić podatek. Musi się tłumaczyć z każdego przecinka i rubryczki, a jego najmniejszy błąd traktowany jest jako wielkie przestępstwo. Fiskus nie jest dla ludzi biznesu, a wręcz przeciwnie: robi wszystko żeby na małego przedsiębiorcę nałożyć mandat lub karę i wycisnąć z niego, ile tylko się da.
Czy tak samo jest w Anglii? - Skądże! Tam żyje się bardzo dobrze ludziom, którzy są uczciwi. Anglicy nie mają tak głupich problemów, jaki ja miałem z ciężarówką. Nawiasem mówiąc, to policja nyska powinna pojechać na zlot ciężarówek do Polskiej Nowej Wsi i zabrać dowody rejestracyjne wszystkim kierowcom - oni mają identyczne światła jak ja w Scanii.

Powinni służyć ludziom, a ich niszczą
W Anglii policja jest dla ludzi i tam nikt nie drży ze strachu na widok policjanta. Wręcz przeciwnie on wita się z kierowcą jak z dobrym znajomym, pyta w czym może pomóc. Znajomy w Londynie zapomniał, że nie jest w Polsce i pojechał pod prąd. Policjant zatrzymał ruch, pomógł mu nawrócić i jeszcze zapytał, czy na pewno wie jak jechać dalej. Zaoferował, że może go pilotować. Nie wlepił mu kary. Takie zachowanie u nas jest chyba tylko w snach, bo na jawie... ach szkoda mówić! - mówi smutno Leszek.
Wracamy do jego sprawy podatkowej. Po 5 latach traumy, jeżdżenia do Opola, przesłuchań - 24 marca br. Matejaszek wygrał sprawę sądową z opolską skarbówką. Musi mu wszystko oddać, co zabrała. Do tego dojdzie odszkodowanie za straty.
- Tego co ja i nasza rodzina - moja żona, rodzice, brat... przeżyliśmy, nikt nie wie. Pal sześć pieniądze. Najgorsze jednak było to, że nic złego nie zrobiłem, a na przesłuchaniach w UKS w Opolu traktowano mnie jak złodzieja i największego przestępcę.
Dlatego odszkodowanie przeznaczę na walkę właśnie z takimi ludźmi, którzy nie są po to żeby przedsiębiorcom pomagać, ale żeby ich dołować. Jedno tylko mnie boli, że tych pieniędzy nie zapłacą ci urzędnicy, którzy zdruzgotali mnie i moich bliskich psychicznie, rozwalili nam firmę i omal zniszczyli nam rodziny. Znów za to wszystko zapłacą polscy podatnicy!

Reklama

Będę skarżył policję komentarze opinie

Dodajesz jako: |
Reklama

Ogłoszenia PREMIUM

HYDRAULIK GAZOWNIK

Usługi Hydrauliczne-Gazownicze AWARIE USTERKI PRZERÓBKI


Zobacz ogłoszenie

Dam pracę

Dam pracę w Szwecji na bardzo dobrych warunkach


Zobacz ogłoszenie

Sprzedam Peugeot 206 1.4

Sprzedam Peugeot 206 1.4 benzyna 2004 i Skoda praktik 2007 uszkodzony silnik Więcej informacji telefon 510180205


Zobacz ogłoszenie
Reklama


 Reklama


25 maja 2018 roku weszło w życie Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z 27 kwietnia 2016 roku tzw. RODO. Nowe prawo nakłada na nas obowiązek uzyskania Twojej zgody na przetwarzanie przez nas danych osobowych w plikach cookies

Oświadczam, iż zapoznałem sie z Polityką prywatności i zgadzam się na zapisywanie i przechowywanie w mojej przeglądarce internetowej tzw. plików cookies oraz na przetwarzanie zaszyfrowanych w nich danych osobowych pozostawianych w czasie korzystania z innych stron internetowych, serwisów oraz parametrów zapisywanych w plikach cookies w celach marketingowych, w tym na profilowanie i w celach analitycznych przez nowinynyskie.com.pl, oraz ZAUFANYCH PARTNERÓW.

Administratorzy danych / Podmioty którym powierzenie przetwarzania powierzono

NYSKIE TOWARZYSTWO SPOŁECZNO KULTURALNE z siedzibą w Nysa 48-304, Prudnicka 3

Cele przetwarzania danych

1.marketing, w tym profilowanie i cele analityczne
2.świadczenie usług drogą elektroniczną
3.dopasowanie treści stron internetowych do preferencji i zainteresowań
4.wykrywanie botów i nadużyć w usługach
5.pomiary statystyczne i udoskonalenie usług (cele analityczne)


Podstawy prawne przetwarzania danych


1.marketing, w tym profilowanie oraz cele analityczne – zgoda
2.świadczenie usług drogą elektroniczną - niezbędność danych do świadczenia usługi
3.pozostałe cele - uzasadniony interes administratora danych


Odbiorcy danych

Podmioty przetwarzające dane na zlecenie administratora danych, w tym podmioty ZAUFANI PARTNERZY, agencje marketingowe oraz podmioty uprawnione do uzyskania danych na podstawie obowiązującego prawa.

Prawa osoby, której dane dotyczą

Prawo żądania sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania danych; prawo wycofania zgody na przetwarzanie danych osobowych. Inne prawa osoby, której dane dotyczą.

Informacje dodatkowe

Więcej o zasadach przetwarzania danych w "Polityce prywatności"