Interwencje, Chorego potraktowano zbrodniarza - zdjęcie, fotografia
NowinyNyskie.com.pl 15/05/2019 11:12

34-letniego umierającego mężczyznę pilnowało dwóch uzbrojonych wartowników, którzy bronili matce dostępu do syna. Ryszard z ciężkim upośledzeniem psychofizycznym trafił do więzienia za kilkaset złotych grzywny. Po 3 dniach odsiadki, w stanie krytycznym znalazł się w szpitalu.

Nie wie, co dla niego jest dobre
Ryszard (imię zmienione) jest częściowo ubezwłasnowolniony. Jego opiekunem prawnym jest matka, ale tylko w zakresie spraw urzędowych. - Od 5 lat staram się w Sądzie Okręgowym w Opolu o całkowite ubezwłasnowolnienie syna i umieszczenie go w Domu Pomocy Społecznej, bo on ze względu na ciężki zespół chorobowy psychofizyczny nie nadaje się do samodzielnego życia. Fizycznie - daje sobie radę, ale umysłowo - nie ma zupełnej orientacji w rzeczywistości. Owszem mieszka sam, robi zakupy, ubiera się. Ale z kąpielą jest ciężko, bo sądzi, że woda go zabije. Pokazuję mu, że się myję i nic mi się nie dzieje, więc po namowach daje się umyć. Nie umie w ogóle rozpoznać, co dla niego jest dobre. Jego mieszkanie jest pełne „niebieskich ptaków”, którzy na nim żerują. Mieszkają, żywią się za jego rentę, piorą, śpią itd. Mężczyzna, który wyszedł z więzienia, nie tylko u niego mieszkał, ale znęcał się nad nim fizycznie. Moje interwencje w opolskiej policji kończyły się niczym - funkcjonariusze mówili: „Pani syn jest tam zameldowany i to on zaprosił tych ludzi” - opowiada matka. Fakt, że to ona jest właścicielką lokalu, nie wpłynął na decyzję policjantów.

Meta dla kolegów
Ryszard nie funkcjonowałby, gdyby nie matka. To ona dowozi mu jedzenie, kiedy „koledzy” po 3 dniach od wpływu renty przetracą jego pieniądze. Ona opłaca rachunki, płaci długi, bo wiele osób wykorzystuje jego brak świadomości. Płaci też mandaty, bo Ryszard nie wie co można, a czego nie można i za co grozi mu kara.
Wnioski matki o całkowite ubezwłasnowolnienie mężczyzny i umieszczenie go w Domu Opieki Społecznej spotykały się z odmową Sądu Okręgowego w Opolu.
- Syn jest chory od dziecka, ma orzeczenie o niepełnosprawności. Choroba jego jest jednak kwalifikowana jako neurologiczna, a nie psychiczna.
Mój syn jest przy tym bardzo inteligentny i... ma cwanych kolegów. Oni przygotowywali go na posiedzenie sądu: myli, ładnie ubierali i uczyli jak ma mówić, że sam wszystko załatwia, opłaca rachunki, dba o mieszkanie itd. Ryszard miał też obrońcę z urzędu, który zawsze występował przeciwko mojemu wnioskowi. Sąd dawał temu wiarę, a moją prośbę o całkowite ubezwłasnowolnienie syna traktował jako działanie na jego szkodę.
„Koledzy” dzięki sądowi nadal mieli metę u Ryśka i utrzymanie na jego koszt, a właściwie jego matki.
- Bo to ja utrzymuję mieszkanie, ja dowożę jedzenie synowi. To wszystko mogłabym nawet ścierpieć, gdyby nie obawa każdego dnia i każdej nocy o jego bezpieczeństwo i życie!

Chory - do więzienia!
Młody mężczyzna nie chce mieszkać razem z rodzicami i rodzeństwem. Nie wyrażał też nigdy zgody na umieszczenie go w Domu Pomocy Społecznej, bo tryb życia jaki prowadzi mu odpowiada. Matka nie miała żadnego wpływu na zmianę jego zachowania. - Cały czas żyłam w przekonaniu, że przez te decyzje sądu kiedyś dojdzie do tragedii, a ja nie potrafię temu zapobiec! - mówi bezradna matka.
Obawy kobiety nie były wyolbrzymione. Ten chory człowiek trafił niespodziewanie do więzienia. Matki o tym nikt nie powiadomił. Dowiedziała się dzień później od swojej siostry, do której ktoś próbował podrzucić psa Ryśka.
- Jeszcze tego dnia pojechałam do więzienia w Opolu. Tam od wartownika usłyszałam, że nie mogę niczego się dowiedzieć o zatrzymaniu syna. Odesłał mnie do dyrektora zakładu karnego, ale z nim miałam się wcześniej umówić. Podany numer telefonu był jednak ciągle zajęty.
Od wartownika w końcu dowiedziałam się, że mój syn jest w szpitalu w Opolu na ul. Wodociągowej. Uspokoiłam się, bo to jest placówka, w której Rysiek leczy się od 3 roku życia. Lekarze zawsze bardzo mu tam pomagali. Ostatni raz mój syn przebywał tam w ubiegłym roku w stanie krytycznym, po ciężkiej padaczce. Leczono go na oddziale psychiatrycznym wbrew jego woli i uratowano mu życie. Potem lekarz miał za to problemy i poszłam do sądu, żeby go bronić.
Kiedy więc w więzieniu dowiedziałam się, że Ryszard jest w szpitalu, to wiedziałam, że tam jest bezpieczny.
Kobieta zadzwoniła do szpitala. - Usłyszałam, że nie mogę z nim rozmawiać, bo syn jest w takim stanie, że nie ma z nim kontaktu. Lekarz miał zadecydować, co z nim dalej będzie. Nie dowiedziałam się jednak, dlaczego mój syn z więzienia trafił do szpitala. Podejrzewałam, że po takim wstrząsie psychicznym jakim było aresztowanie mógł ponownie dostać silnego ataku padaczki. W chwili aresztowania nie miał przecież przy sobie żadnych leków. Jak się dowiedziałam od jego kolegi, policja zatrzymała Ryszarda wieczorem na jakimś parkingu przy sklepie. Nie miał przy sobie ani ubrania na zmianę, ani wody, ani papierosów. On ma straszną depresję i bez papierosa nie może egzystować.
Po 2 godzinach matka ponownie zadzwoniła do szpitala. Tam, ku swojemu ogromnemu zaskoczeniu usłyszała, że... (!?) Ryszard będzie przewieziony ponownie do więzienia.
- On był w takim stanie zdrowia, że nie powinien być ani jednego dnia w więzieniu! Jeśli już, to w więziennym szpitalu, pod opieką lekarzy. Jak można było go tam przewieźć, skoro wcześniej nie było z nim kontaktu?!
Następnego dnia z rana razem z mężem kobieta była pod bramą więzienia. - Nikt jednak z nami nie chciał rozmawiać. Wartownicy nie chcieli przyjąć też dokumentacji lekarskiej dotyczącej stanu zdrowia i leczenia mojego syna. Odsyłali do dyrektora, z którym nadal nie było kontaktu telefonicznego. Z dobrego serca jeden z wartowników poradził nam, żeby przekazać dokumenty za kilka dni - podczas niedzielnego widzenia dyżurującemu wychowawcy. Udało mi się dodzwonić też do sekretariatu. Powiedziałam, że syn jest chory i musi być cały czas nadzorowany i usłyszałam od sekretarki: „Niech się pani nie martwi, nie on jeden jest u nas chory”. Podano mi konto, gdzie mogłabym wpłacić synowi pieniądze na wodę, papierosy i osobiste rzeczy.

Stan syna jest krytyczny!
Tragedia rozegrała się 30 marca. O godz. 6.45 kobieta otrzymała pilny telefon.
- Zadzwonił do mnie lekarz dyżurny ze szpitala na ul. Wodociągowej, że Ryszard o godz. 3 w nocy został przywieziony do nich w stanie krytycznym na OIOM (przyp. Oddział Intensywnej Opieki Medycznej) i walczy o życie. U nich nie było miejsca i został odesłany do szpitala na ul. Katowickiej. „Niech pani tam natychmiast jedzie!” - powiedział mi lekarz.
Rodzice Ryszarda znaleźli się w szpitalu na ul. Katowickiej niemal błyskawicznie, choć musieli dojechać do Opola z powiatu nyskiego (gdzie mieszkają). Zostali odesłani do szpitala MSW na ul. Krakowską. Znaleźli syna na Szpitalnym Oddziale Ratunkowym.
- To co zobaczyłam, to był szok. Mój syn był umierający, a pilnowało go dwóch uzbrojonych wartowników. Mój syn leżał w śpiączce, nieprzytomny, podłączony do aparatury, zaintubowany - z rurką w gardle, a oni stali przy jego łóżku i nie chcieli mnie wpuścić do niego. A pielęgniarka warczała na mnie, jak ich piesek. Nie dałam się zbyć, zareagowałam zdecydowanie, mówiąc:
- Jestem jego matką i opiekunem prawnym. Żądam wyjaśnień i widzenia się z synem!
- Pani nie ma prawa! - odpowiedzieli mi wartownicy i wyrzucali mnie stamtąd.
Pozwolili nam wejść do syna dopiero, kiedy zagroziłam, że ściągnę telewizję, prasę oraz zawiadomię prokuraturę.
- Ludzie, co wy wyprawiacie - ten człowiek wam przecież nie ucieknie. Kogo pilnujecie - mordercy? Za co go aresztowaliście? - dopytywałam z rozpaczą w głosie. Chyba serca tym ludziom zmiękły, bo powiedzieli mi, że mój syn znalazł się w więzieniu za kolizję z 2013 r. Popełnił wtedy wykroczenie drogowe, bo jechał na rowerze po piwku i miał sprawę sądową. Miał zapłacić grzywnę. On jest chorym człowiekiem i nic o tym nie wiedział. Zresztą nawet gdyby wiedział, to nic by sobie z tego nie robił, bo nie zdaje sobie sprawy z rzeczywistości, w której żyje. Dług urósł i Sąd Rejonowy w Opolu w marcu br. zamienił grzywnę na 31 dni więzienia. Szok! Ciężko chorego człowieka za taką głupotę wsadzili za kratki, chociaż on ma rentę i komornik mógł ściągnąć tę kwotę! Nikt nie powiadomił mnie - opiekuna prawnego o decyzji sądu i aresztowaniu syna! Kwota zaległości była niewielka w stosunku do tego, co się stało. Wpłaciłam kilka dni temu do sądu ponad 600 zł i zwrócono mi 240 zł. Zaległość mojego syna wynosiła więc nieco ponad 400 zł. Czy te pieniądze były warte tego, że narażono jego życie i potraktowano go jak mordercę!?

Zniszczyli zdrowie i umywają ręce
Matka wykonała zdjęcia syna - ukradkiem, bo grożono jej karą. - Ryszard wyraźnie miał świeże ślady pobicia: szczególnie na klatce piersiowej, rękach, nodze oraz ślady po kajdankach. Co oni tam wyprawiali w więzieniu z moim niepełnosprawnym, ciężko chorym synem!? Do szpitala na SZOR trafił w agonii - miał ciężką niewydolność oddechowo-krążeniową, obustronne zapalenie płuc, sepsę, niewydolne nerki... - wylicza matka.
Kobieta złożyła doniesienie do opolskiej prokuratury. Wystąpiła też ponownie do Sądu Okręgowego w Opolu o ubezwłasnowolnienie całkowite Ryszarda i umieszczenie go w Domu Pomocy Społecznej. - Mój syn cudem przeżył, tylko dzięki modlitwie wielu ludzi. Jest przytomny, ale w pampersach i wymaga całodobowej opieki. Szpital go jednak wypisał do domu, mimo że Rysiek wymaga nadal leczenia i rehabilitacji. Ja, mąż i najmłodszy syn jesteśmy po ciężkim wypadku komunikacyjnym i wielu skomplikowanych operacjach. I kto się nim teraz zajmie!? Zniszczyli zdrowie młodemu mężczyźnie i teraz wszyscy umywają ręce! - mówi zapłakana kobieta.

Sąd wysyłał pisma
Dlaczego Sąd kazał aresztować i uwięzić w więzieniu niepełnosprawnego psychicznie człowieka? A skoro już musiał go uwięzić, to dlaczego nie skierował chorego człowieka do szpitala więziennego?
Rzecznik Sądu Okręgowego w Opolu Aneta Rempalska tłumaczy, że Sąd Rejonowy w Opolu nie posiadał informacji o złym stanie zdrowia skazanego. Realizował tylko wyrok nakazowy z 14 listopada 2013 r., kiedy to uznał Ryszarda winnym jazdy rowerem po alkoholu (wykroczenie z art. 87 § 1a k.k.) oraz złamania sądowego zakazu prowadzenia pojazdów (przestępstwo z art. 244 k.k.). Mężczyzna otrzymał wówczas karę grzywny - łącznie 900 zł.
- Wzywany do zapłaty skazany nie uiścił orzeczonej grzywny. Również egzekucja komornicza okazała się bezskuteczna - informuje nas rzeczniczka SO w Opolu. Sąd Rejonowy w Opolu 13 grudnia 2018 r. zamienił więc karę grzywny na zastępczą karę pozbawienia wolności w wymiarze 31 dni. Ryszarda na posiedzeniu nie było, dlatego Sąd uznał, że nie zgadza się on na to, żeby grzywnę zamienić na pracę społecznie użyteczną.
Sąd Rejonowy wysyłał na adres Ryszarda kolejne pisma: o tym, że może uwolnić się od kary więzienia poprzez zapłatę kary grzywny, a potem - żeby stawił się do Aresztu Śledczego. Kiedy Ryszard tego nie wykonał, Sądu wydał zarządzenie o jego zatrzymaniu i doprowadzeniu do Aresztu Śledczego w Opolu.
- 27 marca skazany został osadzony w Areszcie Śledczym w Opolu, a 1 kwietnia 2019 r. Sąd Okręgowy w Opolu, z uwagi na zły stan zdrowia udzielił mu przerwy w karze do dnia 01 lipca 2019 r. - informuje Aneta Rempalska. Dodała, że Sąd otrzymał informację, że matka już zapłaciła grzywnę za syna.
- W całym toku postępowania karnego i wykonawczego skazany, ani nikt w jego imieniu (również działający w jego imieniu kurator), nie odbierał korespondencji z Sądu - podkreśla Aneta Rempalska.
Pisma te kierowano jednak tylko na adres skazanego, człowieka chorego, który je ignorował. Nie wysyłano ich do kuratorki (matki) Ryszarda.
Areszt i pobyt w Areszcie Śledczym 34-latek omal nie przypłacił życiem. Stał się człowiekiem obłożnie chorym, wymagającym przewijania i całodobowej pielęgnacji. Nie doszłoby zapewne do tej tragedii, gdyby wcześniej Sąd Okręgowy w Opolu uwzględnił wniosek matki o całkowite ubezwłasnowolnienie jej niepełnosprawnego syna. Dlaczego tego nie zrobił? Jak wyjaśnia rzeczniczka, Sąd uznał, iż ubezwłasnowolnienie częściowe jest wystarczające, bowiem Ryszardowi: „potrzebna jest pomoc tylko w określonych sprawach związanych ze sprawami urzędowymi, z leczeniem, z finansami i ten cel został zapewniony przez ubezwłasnowolnienie częściowe i ustanowienie matki jego kuratorem”.

Służba więzienna wyjaśnia
O pobyt w więzieniu chorego człowieka zapytaliśmy rzecznika Służby Więziennej. Kpt. Katarzyna Idziorek poinformowała nas, że warunki kary określa sąd, a Służba Więzienna jest odpowiedzialna za jej wykonanie. Wiążące są też dla funkcjonariuszy SW wszelkie zalecenia i wskazania lekarzy dot. osadzonych.
- Osadzonemu od momentu przyjęcia zapewniono właściwą opiekę medyczną. W dniu przyjęcia do aresztu, kiedy pogorszył się stan jego zdrowia, wezwano zespół pogotowia ratowniczego, który zabrał osadzonego do Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego w Opolu. Po udzieleniu pomocy medycznej, w szpitalu zadecydowano, że skazany ma powrócić do aresztu. Następnego dnia rano został przyjęty przez więziennego lekarza. W godzinach wieczornych pracownicy więzienia widząc, że stan zdrowia osadzonego znów się pogorszył, ponownie wezwali zespół ratownictwa medycznego, który pod konwojem przewiózł go do szpitala - wyjaśniła rzeczniczka. Co do odmowy przyjęcia od matki dokumentacji medycznej kpt. Katarzyna Idziorek zapewniła: „Nie jest nam wiadomo, aby miało dojść do takiej sytuacji”. Wskazała godziny, w jakich przyjmuje dyrektor aresztu, informując, iż nie odmówił on przyjęcia matki na rozmowę (przyp. aut. matce nie udało się skontaktować z dyrektorem, bo telefon był ciągle zajęty).
Najbardziej bulwersujące jest pilnowanie umierającego więźnia przez wartowników oraz utrudnianie dostępu matce do syna. Rzeczniczka wyjaśniła:
„Nadzór realizowany przez pracowników więzienia, podczas pobytu osadzonego w szpitalu, wynika z obowiązujących procedur. Dzieje się to niezależnie od stanu zdrowia osoby, która znajduje się pod konwojem. Dopóki jest to wg statusu prawnego osoba pozbawiona wolności, pracownicy więzienia pełnią nad nią nadzór, co wynika jednoznacznie z przepisów obowiązującego prawa. Podczas pobytu osadzonego w szpitalu dyrektor aresztu wyraził zgodę na to, aby matka osadzonego mogła z nim przebywać w szpitalnej sali. Nie utrudniano jej kontaktu z synem”.
Z „nadzoru” nad osadzonym zrezygnowano po tym, kiedy Sąd Okręgowy udzielił osadzonemu przerwy w karze. Z takim wnioskiem wystąpił tam dyrektor aresztu z uwagi na stale pogarszający się stan zdrowia osadzonego. - Wg prawa stał się osobą wolną, dlatego też ustąpił obowiązek pełnienia nadzoru przez pracowników więzienia - informuje Katarzyna Idziorek.

Stanowisko szpitala
Zapytaliśmy dyrekcję szpitala na ul. Wodociągowej o to, kto podjął 27 marca br. decyzję o tym, że pacjent może wrócić do więzienia i czy był on w stanie odbywać tam karę. Anna Bieniasiewicz, zastępca dyrektora ds. lecznictwa poinformowała, że przedstawiony przebieg zdarzeń nie odpowiada faktom. Ze względu na tajemnicę odmówiła udzielenia wyjaśnień. Wymagana jest zgoda pacjenta lub jego ustawowego przedstawiciela.

Reklama

Chorego potraktowano jak zbrodniarza komentarze opinie

  • gość 2019-05-16 20:29:52

    W Polsce nie jest to odosobniony przypadek. Bywały takie, gdzie ubezwłasnowolnieni trafiali do więzienia z zamkniętych placówek opiekuńczych. Co ciekawe, Ministerstwa Sprawiedliwości, Prokuratora Generalnego, Rzecznika Praw Obywatelskich w ogóle to nie interesowało i nie interesuje.

Dodajesz jako: |
Reklama

Ogłoszenia PREMIUM

Chcesz coś sprzedać lub kupić, oferujesz usługi, szukasz pracownika lub pracy?

Dodaj swoje drobne ogłoszenie w naszym serwisie. Zapraszamy!

Dodaj ogłoszenie
Reklama


 Reklama


25 maja 2018 roku weszło w życie Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z 27 kwietnia 2016 roku tzw. RODO. Nowe prawo nakłada na nas obowiązek uzyskania Twojej zgody na przetwarzanie przez nas danych osobowych w plikach cookies

Oświadczam, iż zapoznałem sie z Polityką prywatności i zgadzam się na zapisywanie i przechowywanie w mojej przeglądarce internetowej tzw. plików cookies oraz na przetwarzanie zaszyfrowanych w nich danych osobowych pozostawianych w czasie korzystania z innych stron internetowych, serwisów oraz parametrów zapisywanych w plikach cookies w celach marketingowych, w tym na profilowanie i w celach analitycznych przez nowinynyskie.com.pl, oraz ZAUFANYCH PARTNERÓW.

Administratorzy danych / Podmioty którym powierzenie przetwarzania powierzono

NTSK Redakcja "Nowiny Nyskie" z siedzibą w Nysa 48-304, Prudnicka 3

Cele przetwarzania danych

1.marketing, w tym profilowanie i cele analityczne
2.świadczenie usług drogą elektroniczną
3.dopasowanie treści stron internetowych do preferencji i zainteresowań
4.wykrywanie botów i nadużyć w usługach
5.pomiary statystyczne i udoskonalenie usług (cele analityczne)


Podstawy prawne przetwarzania danych


1.marketing, w tym profilowanie oraz cele analityczne – zgoda
2.świadczenie usług drogą elektroniczną - niezbędność danych do świadczenia usługi
3.pozostałe cele - uzasadniony interes administratora danych


Odbiorcy danych

Podmioty przetwarzające dane na zlecenie administratora danych, w tym podmioty ZAUFANI PARTNERZY, agencje marketingowe oraz podmioty uprawnione do uzyskania danych na podstawie obowiązującego prawa.

Prawa osoby, której dane dotyczą

Prawo żądania sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania danych; prawo wycofania zgody na przetwarzanie danych osobowych. Inne prawa osoby, której dane dotyczą.

Informacje dodatkowe

Więcej o zasadach przetwarzania danych w "Polityce prywatności"