Historie wojenne, Kiedy ziemia przemawia - zdjęcie, fotografia
NowinyNyskie.com.pl 12/10/2019 09:52

Według prof. Krzysztofa Szwagrzyka, każdy powiat w Polsce ma swoją "Łączkę", tj. miejsce pochówku ofiar organów bezpieczeństwa publicznego z lat 1945-1956. Wiceprezes Instytutu Pamięci Narodowej twierdzi także, że każde z nich jest tak samo ważne. W naszym regionie to np. Dworzysko w pobliżu Łambinowic, Stary Grodków czy Barut. Okazją, by dowiedzieć się więcej o najnowszych badaniach na ten temat był wykład profesora w trakcie kolejnej odsłony "Łambinowickich Spotkań Muzealnych".

Historia wojenna przeplata się z historią komunistyczną

Profesor był ponownie gościem muzeum po sześciu latach od ostatniej wizyty. Krzysztof Szwagrzyk jest historykiem, wykładowcą akademickim, wiceprezesem Instytutu Pamięci Narodowej oraz dyrektorem Biura Poszukiwań i Identyfikacji IPN. Od wielu lat zajmuje się poszukiwaniem miejsc pochówku ofiar zbrodni systemów totalitarnych. Swoimi badaniami obejmuje zarówno ważne i powszechnie znane obiekty (np. kwatera "Ł" Wojskowego Cmentarza na Powązkach w Warszawie - tzw. Łączka), ale i mniej znane, w tym te na Opolszczyźnie. Niektóre z okolicznych miejscowości skrywają tragiczną historię członków polskiego podziemia antykomunistycznego. Wpisują się w nią chociażby losy partyzantów Narodowych Sił Zbrojnych z oddziału Henryka Flamego ps. "Bartek". Barut, Stary Grodków, lasy pomiędzy Malerzowicami Wielkimi a Dworzyskiem to miejsca, mające szczególne znaczenie dla prowadzonych przez profesora badań.
Podczas wykładu pt. "Kiedy ziemia przemawia... Poszukiwania ofiar totalitaryzmów w Polsce" prof. Szwagrzyk zaprezentował nie tylko najnowsze informacje z prac poszukiwawczych prowadzonych nie tylko w Polsce, ale także zaprezentował bogatą dokumentację fotograficzną.
Mówił m.in. o pracach poszukiwawczych przy więzieniu na Rakowickiej, gdzie zginęło kilkuset bohaterów w tym generał Fieldorf "Nil", rotmistrz Pilecki, pułkownik Ciepliński. - Prace prowadzimy tam od wielu lat i będziemy wykonywać jeszcze przez wiele kolejnych - mówił prof. Szwagrzyk prezentując jedną z fotografii. - Ten mały szary, niepozorny budyneczek to siedziba departamentu śledczego. Oprawcy tamtego okresu tacy jak Kędziora, Różański męczyli tam naszych bohaterów. A obok tego budynku mamy do czynienia z historią związaną z okresem powstania warszawskiego. - Polacy byli mordowani na terenie więzienia przez cały okres powstania warszawskiego. Często bowiem w naszej pracy historia wojenna przeplata się z historią komunistyczną - stwierdził.
Do tej pory nie udało się znaleźć miejsca, gdzie zakopano zamordowanych żołnierzy Wacława Grabowskiego "Puszczyka", ostatniego oddziału niepodległościowego działającego do 5 lipca 1953 roku na północnym Mazowszu. Likwidacja oddziału nastąpiła osiem lat po wojnie - w lipcu 1953 roku. Profesor Szwagrzyk mówił o poszukiwaniach szczątków żołnierzy w wielu miejscach, które niestety nie przyniosły skutku.
Przykładem na to, że każde miejsce w Polsce ma swoją "Łączkę" jest centrum Poznania -teren dawnego obozu NKWD. - Dzisiaj mamy tam centrum miasta, piękny park, współczesne bloki i ludzi nieświadomych tego, że jest to teren ze szczególnie mroczną historią. Nasze prace były prowadzone w ciągu ostatnich dwóch lat tuż pod oknami lokatorów - mówił podczas wykładu.
Prof. Szwagrzyk nie pominął głośnej historii odnalezienia ciał Danuty Siedzikówny "Inki" i Feliksa Selmanowicza "Zagończyka". - To był 2014 rok. Ich ciała zostały odnalezione w Gdańsku obok chodnika - na głębokości 49 cm. A więc oprawcy nie wysilili się zbytnio - nie chciało im się głęboko kopać. Rzadko mamy taką sytuację jak ta z Gdańska, kiedy odkrywamy dół i mówimy między sobą nie mając wątpliwości kogo znaleźliśmy i to nawet bez przeprowadzania badań genetycznych. Pamiętamy opis jej śmierci przekazaną przez ks. Prusaka (od aut. kapelana powstańców warszawskich), co później jest pięknie pokazane w sztuce teatralnej o Ince: jest pluton egzekucyjny, ONI oboje przywiązani do słupów stojących obok siebie. Inka nie miała 18 lat w chwili egzekucji. Była młodą, ładną dziewczyną. Ręka ubecka jednak zadrżała - nikt z plutonu nie strzelił do Inki. Ale dowódca plutonu musiał doprowadzić egzekucję do końca. On strzelił jej w głowę. Wszystko się zgadzało - przestrzelona głowa i żadnego innego śladu po kuli. Zgadza się, że nie miała jednego zęba. Miała na sobie delikatne buciki i kilka guzików od letniej sukienki, bo przecież zginęła w sierpniu. A u niego zgadzał się wzrost, to że były to szczątki starszego mężczyzny, brak pięciu zębów i praktycznie nie miał klatki piersiowej, bo przecież wszyscy strzelali tylko do niego - mówił prof. Szwagrzyk.

Ziemia wypełniła...
Podczas wykładu nie mogło zabraknąć, chociaż krótkiego wątku dotyczącego poszukiwań na warszawskiej "Łączce". - Teren pod drogą przeszukaliśmy w 2013 roku znajdując ok. 200 szczątków. Brakowało jeszcze ok. 100, ale okazało się, że te szczątki znajdowały się pod grobami zasłużonych dla komunizmu. Tę potężną betonową kwaterę wykonano w latach 1982-1984. Żeby tam zostać pochowanym trzeba było wykazać się zasługami dla władzy ludowej i mieć stopień wojskowy od majora w górę. Okazało się, że odnaleźliśmy tam tylko kilka niezniszczonych ciał i tysiące fragmentów ludzkich szczątków. Dlaczego? Otóż w to miejsce wjeżdżała koparka robiąc jeden długi rząd odkładając ziemię ze szczątkami bohaterów na bok. Nie wpadli na pomysł, żeby ziemię, którą wykopali wywieźć. Na to weszli budowlańcy wykonując konstrukcje betonowe, a potem ziemią ze szczątkami bohaterów wypełniali pustą przestrzeń. Szczątki zostały zniszczone, ale były, a my mamy materiał genetyczny, który możemy poddać badaniom...
Prof. Szwagrzyk zaznaczył, że prace poszukiwawcze nie dotyczą tylko ofiar żołnierzy wyklętych ale także niemieckich, ukraińskich, sowieckich. Dodał, że równie dużo przeszkód w realizacji poszukiwań co na Ukrainie IPN napotyka też w Niemczech. - Z kolei przepisy na Białorusi mówią, że nie ma możliwości prowadzenia prac poszukiwawczych. To oni sami mają specjalny batalion poszukiwawczy. Przy wydaniu zgody oni dają batalion żołnierzy, my możemy pomagać, uczestniczyć, ale jednak bardziej ma to charakter asysty - dodał wiceprezes IPN. Mówiąc o poszukiwaniach na Wschodzie profesor Krzysztof Szwagrzyk przypomniał porucznika Jana Borysewicza ps. "Krysia". - Sowieci zabili dowódcę i jego podkomendnych w styczniu 1945 roku, a następnie załadowali ich nagie ciała na ciężarówkę i obwozili po okolicy. Wyrzucali ich ciała na ryneczkach miast, przed kościołami i obserwowano jak będą reagowali ci, którzy będą widzieli zwłoki. Jeżeli była reakcja - okrzyk, płacz - to oznaczało, że dany człowiek znał "bandytę", a to z kolei oznaczało aresztowanie - mówił profesor.


Trudności w poszukiwaniach
Mówiąc o poszukiwaniach na terenie Niemiec przytoczył odnalezienie ofiar obozu Ravensbrück. - W podziemiach byłego budynku obozu znaleźliśmy piec krematoryjny. Trudno opisać jakie odczucia nam towarzyszyły - to tak jakby przed laty ktoś zamknął to pomieszczenie a teraz my je otwieramy - nikt od tej pory niczego tam nie zmieniał, nie zmywał, nie malował. Do końca 1942 roku wszystkie ofiary były kremowane w tym miejscu. Nasze działania przeprowadziliśmy na cmentarzu, żeby odnaleźć zniszczone urny ze zmieszanymi ludzkimi prochami. To wyjątkowa sytuacja, ale na wiekach urn znajdowały się metalowe tabliczki, na których wykute były imiona, nazwiska, data śmierci. Do niedawna była informacja o trzydziestu kilku Polkach, które zginęły w tym obozie.
Najdłuższy wątek wykładu prof. Szwagrzyka dotyczył naszych terenów, a konkretnie poszukiwań zamordowanych żołnierzy porucznika Flamego ps. "Bartek". "Nowiny" wielokrotnie opisywały historię żołnierzy "Bartka". Relacjonowaliśmy także uroczystości ku ich czci organizowane w miejscu znalezienia ciał - w Starym Grodkowie, a także pisaliśmy o poszukiwaniu kolejnych w pobliżu Malerzowic Wielkich. - To najdłuższe śledztwo w historii trzeciej Rzeczypospolitej wszczęte w roku 1990 i do dzisiaj nie zakończone, i będzie jeszcze długo trwać - mówił prof. Szwagrzyk. - Sprawa zaczęła się od byłego ubeka Zielińskiego, który zgłosił się w roku 1990 do gazety, potem do prokuratury. To on opowiedział, że był uczestnikiem akcji likwidacyjnej, o czym opowiadał bardzo szczegółowo. Mamy jednak dowody na to, że nie zawsze mówił prawdę. Pytanie więc, czy zapominał, czy celowo pomijał pewne kwestie, żeby zataić swój udział w tych akcjach likwidacyjnych. Twierdził, że brał udział w likwidacji jednej grupy, tymczasem zlikwidowano trzy grupy, w trzech różnych miejscach, w liczbie - jak myślimy - ok. 95 - 105. Skąd wątpliwość? Dlaczego nie wiemy ile tych ludzi wyjechało? "Bartek" wydostał tych ludzi z przekonaniem, że jadą do gen. Andersa, podzielił na trzy grupy, więc wiedział kogo wysyła. Ale życie pisało własne scenariusze. Byli tacy, którzy na chwilę przed wyjazdem zrezygnowali, ale byli też i tacy, którzy nie planowali wyjazdu, ale w ostatniej chwili wskakiwali na jadący już samochód - byli to koledzy, ale i miłości. Było też tak, że dziewczyna jechała za chłopakiem. Tak było ze Stanisławą Golcówną "Gustą" (od aut. ciotką znanych muzyków), która chciała wyjechać ze swoim ukochanym i zginęła razem z nim. Jeżeli sprawca opisuje zdarzenie szczegółowo, robi nawet plan, no to nic prostszego - to można sprawę w czasie tygodnia, miesiąca rozwiązać. Okazuje się, że to nie takie proste - dodał profesor Szwagrzyk.#

 

Reklama

"Kiedy ziemia przemawia..." komentarze opinie

Dodajesz jako: |
Reklama

Ogłoszenia PREMIUM

Praca Opiekun

Praca Opiekun Osób Starszych Niemcy


Bez pośredników, po remoncie

Sprzedam mieszkanie 60 m2, II piętro, ul. Karugi. Trzy pokoje, kuchnia, łazienka, WC. Mieszkanie jest po remoncie, nie wymaga dodatkowych kosztów.


Kalendarz

Najbliższe imprezy
Reklama
 Reklama

25 maja 2018 roku weszło w życie Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z 27 kwietnia 2016 roku tzw. RODO. Nowe prawo nakłada na nas obowiązek uzyskania Twojej zgody na przetwarzanie przez nas danych osobowych w plikach cookies

Oświadczam, iż zapoznałem sie z Polityką prywatności i zgadzam się na zapisywanie i przechowywanie w mojej przeglądarce internetowej tzw. plików cookies oraz na przetwarzanie zaszyfrowanych w nich danych osobowych pozostawianych w czasie korzystania z innych stron internetowych, serwisów oraz parametrów zapisywanych w plikach cookies w celach marketingowych, w tym na profilowanie i w celach analitycznych przez nowinynyskie.com.pl, oraz ZAUFANYCH PARTNERÓW.

Administratorzy danych / Podmioty którym powierzenie przetwarzania powierzono

NTSK Redakcja "Nowiny Nyskie" z siedzibą w Nysa 48-304, Prudnicka 3

Cele przetwarzania danych

1.marketing, w tym profilowanie i cele analityczne
2.świadczenie usług drogą elektroniczną
3.dopasowanie treści stron internetowych do preferencji i zainteresowań
4.wykrywanie botów i nadużyć w usługach
5.pomiary statystyczne i udoskonalenie usług (cele analityczne)


Podstawy prawne przetwarzania danych


1.marketing, w tym profilowanie oraz cele analityczne – zgoda
2.świadczenie usług drogą elektroniczną - niezbędność danych do świadczenia usługi
3.pozostałe cele - uzasadniony interes administratora danych


Odbiorcy danych

Podmioty przetwarzające dane na zlecenie administratora danych, w tym podmioty ZAUFANI PARTNERZY, agencje marketingowe oraz podmioty uprawnione do uzyskania danych na podstawie obowiązującego prawa.

Prawa osoby, której dane dotyczą

Prawo żądania sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania danych; prawo wycofania zgody na przetwarzanie danych osobowych. Inne prawa osoby, której dane dotyczą.

Informacje dodatkowe

Więcej o zasadach przetwarzania danych w "Polityce prywatności"