Porównanie Jana Koloczka do Nikifora nie jest na wyrost
  • Fotka nr 0 z 5
  • Fotka nr 1 z 5
  • Fotka nr 2 z 5
  • Fotka nr 3 z 5
  • Fotka nr 4 z 5
NowinyNyskie.com.pl 01/04/2019 14:38

Jan Koloczek z Nysy jest cenionym artystą ludowym w kraju i za granicą. Jego prace są wystawiane przez etnografa prof. Mariana Pokropka z Uniwersytetu Warszawskiego, promowane przez Muzeum Wsi Opolskiej w Opolu. Rzeźby i obrazy prezentują zagraniczne i polskie muzea - aktualnie Muzeum Etnograficzne we Wrocławiu. Nysa jednak go ignoruje, tak jak kiedyś Krynica Górska lekceważyła Nikifora.

Magiczne, baśniowe prace...
Wernisaż wystawy we wrocławskim Muzeum Etnograficznym „Jan Koloczek - malowane marzenia” odbył się 26 stycznia, a jej finisaż połączony ze spotkaniem z artystą odbędzie się 18 maja o godz. 20. Wystawę można oglądać w dniach otwarcia muzeum: wtorek - środa, piątek - niedziela w godzinach. 10.00 - 16.00; czwartek w godzinach 9.00 - 16.00.
W charakterystyce ekspozycji czytamy: „Magiczne, baśniowe postaci, barwne ptaki, przedstawienia jak z marzeń sennych - tak w skrócie można opisać niezwykłe prace Jana Koloczka, jednego z najciekawszych działających obecnie artystów nieprofesjonalnych”.
Wystawa nyskiego twórcy zainaugurowała rok wystawienniczy w Muzeum Etnograficznym. Znalazło się na niej 97 rzeźb i 17 obrazów.
Jan wykazywał zdolności plastyczne już w szkole. - Już w podstawówce (SP nr 4 i SP nr 8) wysyłano mnie na różne konkursy. Nawet wygrałem kilka nagród. Potem było nyskie technikum mechaniczne i przestałem się w to bawić. Wróciłem do malarstwa pod koniec szkoły średniej. Zaczęło mi jednak czegoś brakować, szukałem jakiejś namacalnej przestrzeni, dlatego spróbowałem rzeźbić.
Rzeźby Jan Koloczek musiał się uczyć. - Wizję i pomysły miałem, ale nie znałem techniki. Nie kończyłem szkół plastycznych, chociaż chciałem, ale rodziców nie było stać. Poza tym uważali, że mężczyzna musi mieć fach, bo z „pacykowania” - jak mówił mój ojciec - to się nie utrzyma.
Kiedy Jan Koloczek założył rodzinę trudno było mu realizować artystyczną pasję. - Mieszkaliśmy z małym synkiem w jednym pokoiku u teściów. Mówiłem żonie: „Kiedy dostaniemy mieszkanie, to zobaczysz co potrafię zrobić”. A jak już mieliśmy swój własny kąt rzeźbiłem szafki na buty, meble do pokoju, wieszak, ozdoby na ścianę, ramki na zdjęcia itp.

Syn zdradził ojca
- To „Nowiny Nyskie” mnie odkryły ponad 25 lat temu i to pani redaktor pierwsza o mnie napisała - przypomniał mi Jan Koloczek. O artyście ludowym z Nysy, tworzącym w zaciszu swojego mieszkania nikt by nie usłyszał, gdyby nie jego syn.
- Adaś w pierwszej, a może drugiej klasie pochwalił się swojej wychowawczyni, że jego tato rzeźbi takie piękne rzeczy jak prawdziwy artysta.
- Pani Zofia Surma mu nie uwierzyła. Odwiedziła nas w domu, żeby powiedzieć, że nas synek zmyśla. Zobaczyła rzeźby i... namówiła męża, żeby zrobił wystawę w nyskiej „Piątce” - wspomina Dorota Koloczek.
- I pani zrobiła wtedy artykuł do „Nowin Nyskich” - dodaje pan Jan.
Od tamtego czasu wiele się zmieniło w artystycznym życiu nysanina.
- Zainteresowała się mną pani dr Małgorzata Radziewicz - historyk sztuki, późniejsza dyrektor muzeum w Nysie. Wysoko oceniła moje prace pod względem walorów artystycznych. Napisała artykuł o mojej twórczości do wydawnictwa poświęconego sztuce. Podkreśliła, że jest to profesjonalne wykonanie, że polichromia itd. Zachęciła mnie: „Musi pan gdzieś pokazywać swoje prace”. I tak się zaczęło...
Pierwsza wystawa na ogólniejszym forum była na zamku w Mosznej.
- Dyrektor zaprosił mnie do pokazania prac. Spodobały się, bo wystawa miała być przez miesiąc, a przedłużyli ją na trzy.
Jan Koloczek pytany, czy wtedy poczuł się jak prawdziwy artysta mówi:
- Nigdy nie czułem się artystą. Robię to co lubię. Jeśli moje rzeźby i obrazy się podobają, dają komuś radość, albo budzą jakieś inne emocje - to bardzo się cieszę.
Kiedy już prace Jana Koloczka ujrzały światło dzienne, zaczęły się kolejne zaproszenia na wystawy. - Dużo osób było też zainteresowanych zakupem moich prac. Oddawałem je niemal za bezcen, nawet nie zwracały mi się koszty materiałów - śmieje się nyski artysta. - Nigdy mojej pasji nie traktowałem zarobkowo, co zarzucali mi niektórzy: „Ty to za pół darmo oddajesz!” - mówili.

To nie kromka do smarowania
Każde dzieło nysanina jest inne. Nie ma „taśmowego” kopiowania lub robienia czegoś na zamówienie.
- Był czas, że wykonywałem dużo rzeźby religijnej. Szczególnie aniołów. Nikt nigdy mi niczego nie narzucał. Miałem wenę to rzeźbiłem. To co było zrobione już mnie nie interesowało, bo myślałem już o czymś innym - opowiada rzeźbiarz.
Inna tematyka jego prac to przyroda. - Zawsze byłem głęboko związany z naturą. Interesował mnie też kosmos, robiłem planety, znaki zodiaku itp.
- Niektóre prace mąż robił z poczuciem humoru, jak na przykład ten - żona wskazuje na obraz na ścianie.
- To jest troszkę erotyczne, bo takie prace też mi się zdarzają - objaśnia ze śmiechem mężczyzna. - Teraz już nie tworzę typowo realistycznych obrazów. Kiedyś tak, zwłaszcza kiedy malowałem pejzaże.
- Teraz obrazy męża są bardziej „zwariowane” - śmieje się pani Dorota.
- Tak, są troszkę zwariowane, bo wkładam w nie więcej emocji.
Czas tworzenia prac jest różny. - Niektóre tworzę 2-3 tygodnie, inne dłużej. Czasem jest jednak niemoc. Nic mnie nie porusza, nie pcha do malowania. Na siłę niczego nie maluję, tak jak wcześniej nic nie rzeźbiłem. To musi samo przyjść. Nieraz żona mówi: „Co tak siedzisz, bierz się do pracy”. A ja na to: „Co ty myślisz, że to kromka chleba do smarowania?”. To coś przychodzi nagle, np. gdzieś wyjdę czy pospaceruję. Wracam i zaczynam pracować.
Jan Koloczek przez cały czas pracował zawodowo - w ochronie. Teraz jest na rencie. - Ze swojej twórczości nie utrzymałbym siebie i rodziny. Musiałbym nie wiadomo ile żądać za swoje prace, ale ja nigdy nie chciałem mieć z rzeźby i obrazów finansowych korzyści. Nie chciałoby mi się wtedy już tworzyć.

Wypadek, depresja i... pomoc
Nyskiego artystę zastaję przy sztaludze, przy malowaniu obrazu „Brama”. Przedstawia on postacie odsłaniające wrota pozaziemskie do innego świata.
Dorota Koloczek pytana jak się czuje jako żona artysty mówi, że musi mieć duże cierpliwości.
- Janek kiedy coś tworzy, to się zupełnie wyłącza. Wtedy praktycznie go nie ma.
- Gorzej jest, kiedy długo nie tworzę. Wtedy jestem bardzo zgryźliwy. Dostrzegam u wszystkich wady, których tak normalnie nie zauważam - przyznaje się mąż.
- Teraz pani rozumie, dlaczego wtedy namawiam męża do malowania - śmieje się pani Dorota.
Koloczkowie prawie nie mają u siebie prac pana Jana, bo one od razu trafiają do kolekcjonerów, co wciąż zaskakuje artystę. Tak samo, jak przed kilkunastoma laty, kiedy to ich syn Adam pojechał na szkolną wymianę na Litwę.
- Chciał pokazać tam coś nyskiego. Miałem figurę św. Jakuba - ok. 80 cm wysokości. Powiedziałem, żeby zaprezentował Litwinom patrona naszej pięknej bazyliki. Następnego dnia Adaś zadzwonił z pytaniem czy może sprzedać rzeźbę, bo miejscowe muzeum koniecznie chce ją kupić. I w ten sposób moja praca jest na Litwie, w miasteczku koło Kłajpedy.
Przez ponad 25 lat Jan Koloczek zajmował się rzeźbą. Wrócił do malowania kilka lat temu. Po wypadku na pilarce w prawej ręce miał pozrywane ścięgna i przeszedł wiele operacji w Trzebnicy. W dłoni sprawne ma tylko dwa palce.
- Po wypadku byłem całkiem rozbity, wpadłem w depresję. Dla mnie świat się zawalił. Tyle lat tworzyłem - przecież przez kilkadziesiąt lat rzeźbiłem bardzo intensywnie! Moją podporą w tym trudnym okresie był Bogdan Jasiński, etnograf z Muzeum Wsi Opolskiej. Przyjeżdżał do szpitala i do domu, cały czas mnie wspierał. To on mi powiedział: „Nie będziesz rzeźbił, ale będziesz teraz malował i wrócisz do korzeni”. Z ramienia muzeum moim opiekunem jest dyrektor Jarosław Gałęza. Ci dwaj mężczyźni mnie uratowali!

Nysa ignoruje artystę
Rodzinę Koloczków odwiedziłam po ponad 25-letniej przerwie jesienią 2018 roku, ale nie z powodów artystycznych. Pani Dorota poprosiła mnie o pomoc. Interwencja dotyczyła ich eksmisji z mieszkania komunalnego do socjalnego z powodu zaległości czynszowych. Doszło do nich z powodów zdrowotnych pana Jana.
Dług nie były jednak tak wielki, żeby nie było można rozłożyć go na raty. Pisma Doroty Koloczek do burmistrza Kordiana Kolbiarza z taką prośbą pozostawały jednak bez odpowiedzi. Pod nieobecność Jana Koloczka, który był na wystawie w Czechach, administrująca mieniem komunalnym Agencja Rozwoju Nysy podstawiła samochód a wynajęci ludzie w pośpiechu załadowali skromny dobytek rodziny, niszcząc go przy okazji.
Dziś Jan, Dorota i ich dorosły syn gnieżdżą się na 29 metrach, na których jest pokój, kuchnia i łazienka. Eksmisja odbyła się do lokalu, który był nieprzygotowany. Były problemy z wodą i prądem, a jest on ogrzewany elektrycznie. Dopiero po interwencji „Nowin Nyskich” przyszli fachowcy, skuli łazienkę i podłączyli wodę. Prąd Koloczkowie uruchomili sami, zamawiając prywatnie elektryka. Po naszym artykule nysanie otrzymali też zapewnienie burmistrza, że decyzję o rozłożeniu na raty otrzymają do końca 2018 r. Znów było to pustosłowie. Po raz kolejny „Nowiny” musiały interweniować. Ponadto okazało się, że przyłącze wodne zostało źle wykonane: ściana w łazience i w korytarzu była mokra i zagrzybiona, a prośby Koloczków o zbadanie instalacji ignorowano. Dopiero kolejna reakcja „Nowin” zmusiła ARN i nyskie władze do działania.
- Rozkuli nam wszystko, w mieszkaniu jest kurz - aż trudno oddychać. To potrwa kilka dni. Nie mogą jeszcze kafelkować, bo jest mokro - opowiadała nam w miniony czwartek pani Dorota.
W takich warunkach tworzy nyski artysta, tak ceniony w kraju i za granicą. Sztalugę ma wciśniętą w kąt zawalonego rzeczami pokoju, w którym musi zmieścić się rodzinny dorobek z kilkudziesięciu lat. Kiedyś mieli dwa pokoje, dziś muszą się zmieścić na kilkunastu metrach. Trudno jest tam rozłożyć dwa miejsca do spania - dla rodziców i wysokiego syna. Adam musi spać na złączonych fotelach.

Podobieństwo do Nikifora
Rodzina żyje bardzo skromnie. Gdyby nie opieka Muzeum Wsi Opolskiej, które sponsoruje artyście płótna i farby, to nie miałby on na czym tworzyć. Nawet sztalugę ma pożyczoną przez pracujących w muzeum życzliwych mu ludzi. Z powodów lokalowych artysta zamienił technikę olejną na akryl, by nie podtruwać domowników.
- Olej w mieszkaniu nie za bardzo się nadaje, bo opary szkodzą. Do takiej techniki trzeba mieć pracownię - wyjaśnia.
Jan Koloczek to nyski Nikifor. Nie w zakresie twórczości, bo jego prace nie przypominają nikiforowskiego stylu, ale przez podobieństwo traktowania obu artystów. Nikifor mieszkający w Krynicy Górskiej był lekceważony przez „swoich” i klepał biedę. Został doceniony dopiero pod koniec życia i uznany na świecie za jednego z najwybitniejszych prymitywistów.
Jan Koloczek też przez „swoich” jest marginalizowany, choć jest bardzo cenionym twórcą poza Nysą. Należy do Krajowego Związku Twórców Ludowych w Lublinie. Ma na swoim koncie tak dużo wystaw, że nie umie ich zliczyć.
- Wystawiałem na Węgrzech i w Czechach. A w Polsce, m.in. pod Poznaniem, w Warszawie, w muzeum w Prudniku... W Muzeum Wsi Opolskiej moje prace są na stałe, bo placówka je zakupiła.
Wartość artystyczną prac Jana Koloczka doceniło też Muzeum Etnograficzne przy Muzeum Narodowym we Wrocławiu, zapraszając nyskiego twórcę do otwarcia tegorocznego sezonu artystycznego.
- Prezentuję tam eksponaty, które... już nie są moje. Ponad 30 prac wypożyczono z Muzeum Wsi Opolskiej w Opolu, a pozostałe od prywatnych kolekcjonerów. Są osoby, które mają większość moich prac - zarówno w Polsce, jak i za granicą.
W Nysie - w swoim rodzinnym mieście Jan Koloczek jest pomijany. Poza szkołami, nie był dotąd wystawiany. - Kocham Nysę, dużo mnie tu inspiruje. Tu jednak mam bardzo „cieniutko”. Dyrektor Muzeum Wsi Opolskiej przed laty umówił moją wystawę z osobą, która kierowała muzeum nyskim po odejściu pani Radziewicz na emeryturę. Wybrano potem nową władzę, która - jak mi przekazał dyrektor opolskiego muzeum - nie była... zainteresowana organizacją mojej ekspozycji. Nyskie muzeum skontaktowało się z panem Jarkiem Gałęzą dopiero niedawno, kiedy było za późno bo mamy już ustalone terminy kolejnych wystaw. Ekspozycja w Muzeum Narodowym we Wrocławiu jest do maja - bardzo zapraszam wszystkich do jej obejrzenia. Potem będzie w prywatnej galerii pod Warszawą u profesora Mariana Pokropka (przyp. aut.: etnograf polski, pracownik Instytutu Etnologii i Antropologii Uniwersytetu Warszawskiego). Kolejna wystawa będzie w Lublinie i dopiero później w muzeum w Nysie. W Lublinie ekspozycja będzie w Krajowym Związku Twórców Ludowych - oni już kilkakrotnie dopominali się o ekspozycję. Ja jednak nie zabiegam o wystawy, to opiekująca się mną kadra Muzeum Wsi Opolskiej popycha mnie do pokazywania prac. Nigdy nie wydeptywałem ścieżek, nie domagałem się promocji i uznania. Po prostu mam taką osobowość, że nie lubię się napraszać. Jeśli w Nysie byłoby zainteresowanie i ktoś zwróciłby się z propozycją, to ja bardzo chętnie pokażę swoje prace. Nigdy bym nie odmówił, bo to jest przecież moje rodzinne miasto, które bardzo kocham! - podkreśla Jan Koloczek.

Reklama

nysa, nikifor, artystaludowy, malarz,rzeźbiarz,koloczek - komentarze opinie

Dodajesz jako: |
Reklama

Ogłoszenia PREMIUM

Magazynier/ka z bezpłatnym

Pracuj na magazynie z bezpłatnym transportem! Miejsce pracy: Bielany Wrocławskie Systemy pracy: • Na pełen etat 4 dni w tygodniu w systemie..


Praca Opiekun

Praca Opiekun Osób Starszych Niemcy


Reklama
 Reklama

25 maja 2018 roku weszło w życie Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z 27 kwietnia 2016 roku tzw. RODO. Nowe prawo nakłada na nas obowiązek uzyskania Twojej zgody na przetwarzanie przez nas danych osobowych w plikach cookies

Oświadczam, iż zapoznałem sie z Polityką prywatności i zgadzam się na zapisywanie i przechowywanie w mojej przeglądarce internetowej tzw. plików cookies oraz na przetwarzanie zaszyfrowanych w nich danych osobowych pozostawianych w czasie korzystania z innych stron internetowych, serwisów oraz parametrów zapisywanych w plikach cookies w celach marketingowych, w tym na profilowanie i w celach analitycznych przez nowinynyskie.com.pl, oraz ZAUFANYCH PARTNERÓW.

Administratorzy danych / Podmioty którym powierzenie przetwarzania powierzono

NTSK Redakcja "Nowiny Nyskie" z siedzibą w Nysa 48-304, Prudnicka 3

Cele przetwarzania danych

1.marketing, w tym profilowanie i cele analityczne
2.świadczenie usług drogą elektroniczną
3.dopasowanie treści stron internetowych do preferencji i zainteresowań
4.wykrywanie botów i nadużyć w usługach
5.pomiary statystyczne i udoskonalenie usług (cele analityczne)


Podstawy prawne przetwarzania danych


1.marketing, w tym profilowanie oraz cele analityczne – zgoda
2.świadczenie usług drogą elektroniczną - niezbędność danych do świadczenia usługi
3.pozostałe cele - uzasadniony interes administratora danych


Odbiorcy danych

Podmioty przetwarzające dane na zlecenie administratora danych, w tym podmioty ZAUFANI PARTNERZY, agencje marketingowe oraz podmioty uprawnione do uzyskania danych na podstawie obowiązującego prawa.

Prawa osoby, której dane dotyczą

Prawo żądania sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania danych; prawo wycofania zgody na przetwarzanie danych osobowych. Inne prawa osoby, której dane dotyczą.

Informacje dodatkowe

Więcej o zasadach przetwarzania danych w "Polityce prywatności"