Interwencje, Obława dziecko - zdjęcie, fotografia
NowinyNyskie.com.pl 12/11/2018 15:21

Do budynku szkoły Marokańczyk wszedł z 10-osobową polską obstawą: kuratorkami i umundurowanymi policjantami z Nysy oraz z adwokatem z Poznania. Przyszedł po córkę. Wyrwana z lekcji, przerażona 8-letnia Yasminka broniła się, trzymając się kurczowo barierek. Krzyczała, wołała o pomoc. Ojciec użył siły. Nauczycielki błagały o przerwanie horroru, kuratorki nie reagowały. Władze nyskiego sądu nazywają to humanitarnym przejęciem dziecka. - To bzdura! - mówi Bożena Węgrzyn, dyrektorka „Jedynki”.

W tajemnicy przed matką, w sojuszu  z ojcem
Kobieta nigdy nie byłaby w stanie uwierzyć w to, że tak bezdusznie można potraktować bezbronne dziecko, gdyby sama nie była tego świadkiem.
- Ta 8-letnia dziewczynka przeżyła ogromną traumę, która pozostanie dla niej wstrząsem psychicznym na całe życie! Traumę przeżyli też inni nasi uczniowie, bo krzyk przerażonego dziecka niósł się po całej szkole. My nauczycielki patrzyłyśmy na to i płakałyśmy z bezsilności - mówi wstrząśnięta „interwencją polskich organów policyjnych i sądowych” dyrektorka Szkoły Podstawowej nr 1 w Nysie.
To tu, na szkolnym korytarzu w poniedziałek 5 listopada br. Marokańczyk siłą zabrał córeczkę. Sędzia nyskiego sądu, ta sama, która jako pierwsza dała mu prawo do wywiezienia polskiego dziecka do Włoch, wystawiła mu tego samego dnia nakaz jego wydania. W tajemnicy przed matką - Katarzyną Nowak, mimo że nie ma ona odebranych praw rodzicielskich. Sędzia wydała też nakaz przeszukania jej mieszkania, ale do tego nie doszło.
Wiceprezes nyskiego sądu Mariusz Ulman w piśmie do „Nowin Nyskich” wyjaśnia, że wszystko odbyło się zgodnie z procedurami prawnymi (art. 598 kodeksu postępowania cywilnego). Winą obarcza Katarzynę Nowak, podkreślając że decyzją sądów: nyskiego, potem opolskiego miała ona wydać ojcu córeczkę.
- Matka dziecka nie wykonała postanowienia sądu w terminie, ani później do dnia 5 listopada 2018 r., dlatego doszło na wniosek ojca do przymusowego wykonania postanowienia - informuje nyski sędzia.
- Czy jednak musiano to przeprowadzić w tak szokujący, traumatyczny dla dziecka sposób? - pyta dyrektorka „Jedynki”, która wysłała pismo do prezes Sądu Rejonowego w Nysie z prośbą o wyjaśnienie, czy interwencja kuratorsko - policyjna w jej szkole przebiegała zgodnie z procedurami.

Było spokojnie, zgodnie z prawem?
Z relacji Bożeny Węgrzyn interwencja ta wyglądała niczym scena z gangsterskiego filmu. Najbardziej bolesne jest to, że występuje w niej bezbronna, mała dziewczynka.
- To była zaplanowana i przemyślana akcja. Jedenaście osób weszło do szkoły: kuratorzy sądowi z funkcjonariuszami policji, ojcem dziecka i jego pełnomocnikiem. Był też pracownik operacyjny policji, który wszystko nagrywał kamerą. Zobaczyłam to wszystko później na naszym monitoringu, bo nikt z tych osób nie przyszedł do mnie i nie poinformował mnie o akcji, choć to ja odpowiadam za to, co się dzieje w naszej placówce. Umundurowane policjantki poszły od razu na trzecie piętro pod klasę, w której uczyła się Yasmin. Pozostali udali się do gabinetu wicedyrektorek. Obecnej tam mojej zastępcy powiedzieli, że ma natychmiast wydać dziecko. Pełnomocnik ojca tylko śmignął wicedyrektorce jakimś papierem. Ona poszła powiadomić o tym Jolantę Gawlik, dyrektorkę do spraw wychowawczych, która została wywołana z lekcji. Poszli pod klasę Yasmin. Pełnomocnik kazał wychowawczyni wyprowadzić dziewczynkę na korytarz. Wyszła tak jak siedziała w klasie - bez niczego. Ojciec otworzył ramiona, ale ona się wycofała. Widziałam to na monitoringu.
Moja wicedyrektorka w pewnym momencie spostrzegła, że mnie tam nie ma i zapytała: „Czy pani dyrektor o tym wie?”. Natychmiast pobiegła na dół do mojego gabinetu. Kuratorka za nią jak cień, pilnując żeby czasem nie powiadomiła w drodze nikogo, zwłaszcza matki dziecka.
Kiedy dobiegłam na trzecie piętro zobaczyłam Yasminkę kurczowo trzymającą się barierek na schodach. Ojciec po kolei odginał jej paluszki. Ona krzyczała: „ratujcie, pomocy, ja chcę do mamy!”. Ojciec używał siły, żeby ją zabrać. Dziecko broniło się, zapierało, wierzgało nóżkami, krzycząc i wołając o pomoc.
Próbowałam interweniować, ale zostałam powstrzymana przez kuratorkę, która informowała mnie, że ojciec ma prawo do dziecka. Jego adwokat ostrzegł, że za utrudnianie wykonania postanowienia sądu grozi mi odpowiedzialność karna. Zapewniał wraz z kuratorkami, że wszystko odbywa się zgodnie z prawem.
My dorośli bezsilnie staliśmy i patrzyliśmy na gehennę tego dziecka. Ja, wicedyrektorka i pani Jolanta Gawlik błagałyśmy te służby o odstąpienie od tych działań. Prosiłam kuratorki: „Proszę wyjdźcie ze szkoły, nie róbcie tego w taki sposób! I to na oczach innych uczniów! Tu są dzieci!”.
Widziałam jak otwierały się drzwi od innych klas, wyglądali z nich uczniowie zwabieni błagalnym krzykiem Yasminki. Kuratorki nie reagowały na moje prośby. Pani Gawlik rozpłakała się i błagała: „Nie róbcie nam tego, tak nie wolno! To tylko dziecko!”. Nie reagowały.
Wyprowadzenie dziecka ze szkoły przez ojca do końca było siłowe: Yasminka próbowała się bronić, wierzgała nóżkami, krzyczała. Nie było wcale tak, jak to mówił mediom wiceprezes Sądu Rejonowego w Nysie, że było wszystko pięknie, ładnie, że dziewczynka sama poszła z ojcem. To jest bzdura! - mówi oburzona dyrektorka nyskiej „Jedynki”.
- Przekazanie dziecka ojcu nastąpiło w sposób sprawny i spokojny, (...) na korytarzu, poza salą lekcyjną, więc nie narażało nikogo na traumę - utrzymuje nadal w piśmie do „Nowin Nyskich” wiceprezes Sądu Rejonowego w Nysie Mariusz Ulman.
- Kurator sądowy dokonujący czynności dochował wszystkich procedur - zapewnia sędzia.
„Przymusowe odebranie dziecka” kurator sądowy prowadził w asyście dwóch innych kuratorów i policjantów. Jak poinformowała „Nowiny Nyskie” mł. asp. Magdalena Skrętkowicz, rzecznik nyskiej policji, na wniosek Kuratora Zawodowego ds. Rodzinnych i Nieletnich Sądu Rejonowego w Nysie trzech funkcjonariuszy z nyskiej komendy udzielało pomocy w przeprowadzaniu czynności przez kuratora.
- W trakcie tych czynności żaden z obecnych na miejscu kuratorów nie używał siły w stosunku do małoletniej, dziecko zostało przekazane ojcu bezpośrednio po wyjściu z klasy i na tym czynności kuratora oraz policji zostały zakończone - poinformowała rzeczniczka.

Córeczko wybacz mi!
Matka dziecka dowiedziała się o akcji przekazania córeczki ojcu już po fakcie. Dyrektorka szkoły zapewnia, że zadzwoniła do niej zaraz po wyjściu ojca z dzieckiem z placówki.
- Jechałam autobusem i nie słyszałam telefonu. Kiedy oddzwoniłam, było po wszystkim - mówi ze łzami Katarzyna Nowak. Kobieta wciąż nie może sobie wyobrazić, jak straszną gehennę przeżyła jej córeczka. Natychmiast zadzwoniła na telefon jej ojca. Odebrała Yasminka. Na pytanie jak się czuje cichutkim, wystraszonym głosikiem powiedziała: „dobrze”.
- Córeczko przepraszam, że mnie z tobą nie było! - zdążyła jej powiedzieć matka. Ojciec odebrał dziecku telefon. Błagalne prośby Katarzyny Nowak w języku włoskim o to, żeby choć chwilkę pozwolił jej porozmawiać z Yasminką, były nieskuteczne. Katarzyna dopytywała go, kiedy będzie mogła zobaczyć córeczkę, ale mężczyzna zakończył rozmowę. Potem już nie odbierał telefonów.
- Nie wiem co się dzieje z moim dzieckiem! Ojciec Yasminki jest radykalnym islamistą, dla jego rodu liczy się honor mężczyzny. W celu zmycia hańby, jakim było odebranie mu dziecka przez kobietę (niższą w ich hierarchii), będą próbowali odebrać życie dziecku i mi. Może nie on osobiście, ale jego krewni! - obawia się kobieta. Zawiadomiła o tym jeszcze w dniu wywozu dziecka do Włoch (5 listopada) policję i nyski sąd, ale jak dotąd nie podjęły one żadnych działań.
Katarzyna Nowak jest wstrząśnięta tym, co się wydarzyło w polskiej szkole, w asyście polskiego adwokata i polskich służb mających zapewnić bezpieczeństwo polskiemu dziecku. Jej córeczka została przewieziona przez polską granicę bez paszportu, dowodu osobistego. Wszystko w imię prawa?
Pełnomocnik Marokańczyka - polski adwokat z Poznania - z ignorancją w głosie odesłał matkę do włoskich sądów, żeby tam wystąpiła o zgodę na widzenie dziecka. - Jest to perfidia z jego strony! Ja mam przecież pełne prawa rodzicielskie. On też dobrze wie, że po przekroczeniu włoskiej granicy zostałabym aresztowana za porwanie córki - mówi nysanka.
Ojciec Yasminki złożył bowiem doniesienie do włoskich organów ścigania, zaraz po tym jak otrzymał sprzyjającą mu decyzję nyskiego sądu.

Polska nie broniła polskiego dziecka!
Katarzyna Nowak uciekła z Włoch do Polski, aby bronić swoje dzieci - zwłaszcza najmłodszą córeczkę przed przemocą jej ojca. Przy wsparciu włoskiej opieki społecznej usiłował on przez kilka lat odebrać jej prawa do Yasmin i jej dwójki starszego rodzeństwa. Włoski sąd ją obronił, ale szykany ze strony Marokańczyka wobec Polki się nasilały.
- Liczyłam, że mój kraj mi pomoże - mówi smutno, bardzo rozczarowana kobieta. O jej sprawie od początku wiedział Rzecznik Praw Dziecka, pomoc obiecało też Ministerstwo Sprawiedliwości.
„Nowiny Nyskie” otrzymały z ministerialnego Biura Komunikacji i Promocji taki oto komentarz do sprawy:
- Dla Ministerstwa Sprawiedliwości decyzja sądu o wydaniu dziecka ojcu jest niezrozumiała. My nie mieliśmy na tę decyzję żadnego wpływu. Wprost przeciwnie. We współpracy z prokuraturą wykorzystaliśmy wszystkie możliwości prawne, jednak sąd zdecydował, aby na posiedzeniu niejawnym, bez powiadamiania kogokolwiek, wydać dziecko ojcu. Jest to dla nas szokująca decyzja, gdyż postępowanie wszczęte o zmianę orzeczenia wydanego w trybie Konwencji Haskiej z 1980 r. nie zostało jeszcze prawomocnie zakończone.
Ministerstwo zapewnia, że będzie pilotować sprawę:
- Kilka godzin po uzyskaniu informacji o odebraniu dziecka polski organ centralny wysłał pismo do Ministerstwa Sprawiedliwości Włoch z prośbą o zablokowanie wyjazdu dziewczynki poza Europę. Został złożony również wniosek o to, by we Włoszech przeprowadzono wywiad środowiskowy w miejscu, do którego Yasmin prawdopodobnie wróciła, aby wiedzieć, gdzie jest i w jakich warunkach żyje. Dla Ministerstwa Sprawiedliwości sprawa ta jeszcze się nie zakończyła.


Komentarz
Niemcy walczą o każde swoje dziecko, nawet uzurpując sobie prawo do mieszkających tam polskich dzieci. Amerykanie dla ratowania swoich dzieci wysyłają agentów służby bezpieczeństwa nawet na koniec świata.
Polacy natomiast jak bezwolne kukły pozwalają na to, żeby dorosły mężczyzna (co z tego, że jest ojcem!) używał siły wobec bezbronnego dziecka, odrywał je od poręczy schodów, szarpał, mimo jego płaczliwych próśb i krzyków o pomoc. Jak w świetle jego zachowania mają się słowa nyskiej sędzi o tym, jakim to kochającym ojcem jest Marokańczyk i jak to córeczka lgnie do niego. Niech koniecznie obejrzy sobie nagranie z akcji w nyskiej szkole!
Wiceprezes nyskiego sądu wini za tę brutalną akcję Katarzynę Nowak, pisząc: „sytuacja została wywołana bezprawnym uprowadzeniem dziecka przez matkę”.
Litości, czy ci wszyscy ludzie nie mają uczuć?!
- Ciekawe, czy oni też zachowywaliby się „zgodnie z prawem”, gdyby to ich dzieciom działa się krzywda? - zapytała mnie oburzona czytelniczka. Też jestem tego ciekawa!
Danuta Wąsowicz-Hołota

Reklama

Obława na dziecko komentarze opinie

Dodajesz jako: |
Reklama

Ogłoszenia PREMIUM

Sprzedam grunty rolne Makowice

Witam! Sprzedam grunty rolne 1.9 hektara w Makowicach gmina Skoroszyce


Wynajme mieszkanie w Nysie

wynajme mieszkanie w Nysie na ul. Bonczyka, od 01.09, IIIp., 3 pokoje, 75m2, duzy balkon, umeblowana kuchnia, zabudowana szafa, pralka, lodowka...


Reklama


 Reklama


25 maja 2018 roku weszło w życie Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z 27 kwietnia 2016 roku tzw. RODO. Nowe prawo nakłada na nas obowiązek uzyskania Twojej zgody na przetwarzanie przez nas danych osobowych w plikach cookies

Oświadczam, iż zapoznałem sie z Polityką prywatności i zgadzam się na zapisywanie i przechowywanie w mojej przeglądarce internetowej tzw. plików cookies oraz na przetwarzanie zaszyfrowanych w nich danych osobowych pozostawianych w czasie korzystania z innych stron internetowych, serwisów oraz parametrów zapisywanych w plikach cookies w celach marketingowych, w tym na profilowanie i w celach analitycznych przez nowinynyskie.com.pl, oraz ZAUFANYCH PARTNERÓW.

Administratorzy danych / Podmioty którym powierzenie przetwarzania powierzono

NTSK Redakcja "Nowiny Nyskie" z siedzibą w Nysa 48-304, Prudnicka 3

Cele przetwarzania danych

1.marketing, w tym profilowanie i cele analityczne
2.świadczenie usług drogą elektroniczną
3.dopasowanie treści stron internetowych do preferencji i zainteresowań
4.wykrywanie botów i nadużyć w usługach
5.pomiary statystyczne i udoskonalenie usług (cele analityczne)


Podstawy prawne przetwarzania danych


1.marketing, w tym profilowanie oraz cele analityczne – zgoda
2.świadczenie usług drogą elektroniczną - niezbędność danych do świadczenia usługi
3.pozostałe cele - uzasadniony interes administratora danych


Odbiorcy danych

Podmioty przetwarzające dane na zlecenie administratora danych, w tym podmioty ZAUFANI PARTNERZY, agencje marketingowe oraz podmioty uprawnione do uzyskania danych na podstawie obowiązującego prawa.

Prawa osoby, której dane dotyczą

Prawo żądania sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania danych; prawo wycofania zgody na przetwarzanie danych osobowych. Inne prawa osoby, której dane dotyczą.

Informacje dodatkowe

Więcej o zasadach przetwarzania danych w "Polityce prywatności"