Interwencje, Policjanci dusili! - zdjęcie, fotografia
NowinyNyskie.com.pl 19/09/2016 19:23

Policjanci mieli mi pomóc odszukać męża. Bałam się, żeby w nerwach nic sobie nie zrobił. A oni brutalnie rzucili go na ziemię, dusili i założyli mu kajdanki – opowiada zdenerwowana Julita Olaniewicz. To kolejny przypadek agresji nyskiej policji wobec „ratowanej”osoby.

Emocje, kłótnia, spacer…
W lipcu br. (nr 28 NN) przedstawiliśmy historię pijanego 19-latka, pobitego podczas policyjnej interwencji. Matka bała się o jego bezpieczeństwo. Według niej i syna, zamiast pomocy było… pałowanie.
Sytuacja, którą teraz przedstawia Marek Olaniewicz ma wiele elementów podobnych do tamtego zachowania funkcjonariuszy z Nysy. Wówczas policjanci zwalili winę na chłopaka, że to on ich wyzywał, szarpał itd. Tym razem działania policji dotyczyły człowieka w średnim wieku, trzeźwego i - jak zapewnia żona – spokojnego, który swoim zachowaniem nie sprowokował policjantów do agresji.
- Nigdy nie miałem konfliktu z prawem. Nigdy nie byłem nawet notowany – zapewnia mężczyzna.
Marek i Julita Olaniewiczowie dwa miesiące temu zdecydowali się powrócić na stałe do Nysy, po 5-letnim pobycie w Anglii.
- Zamieszkaliśmy u mojej mamy – opowiada pan Marek.
W rodzinie były jednak pewne sytuacje konfliktowe. Mężczyzna szczerze o nich opowiada, ale nie mamy prawa o nich pisać. Zresztą stanowią one tylko tło zdarzeń.
- To wszystko odbija się na naszym małżeństwie, głównie na moich emocjach. W piątek 16 września od rana była napięta sytuacja między mną a mamą. Wieczorem to się skumulowało i pokłóciłem się z żoną. Poszedłem do parku przy al. Lompy, żeby w samotności ochłonąć. Usiadłem na ławce i powoli dochodziłem do siebie. Było mi bardzo ciężko – opowiada Marek Olaniewicz.
Julita usiłowała porozmawiać z mężem i dzwoniła cały czas do niego.
- Nie odbierałem, chciałem być sam przez kilka godzin. Napisałam do żony sms-a, że „nie wracam na noc i żegnaj”. Miałem na myśli to, że muszę odpocząć, wyciszyć się. Moja żona się wystraszyła i zadzwoniła na policję – wyjaśnia mężczyzna.
- Inaczej to zrozumiałam, bo podczas scysji z mamą Marek coś mówił o samobójstwie. Wiem, że było to w nerwach, ale bałam się o niego – dodaje żona.
- Mama jest taka, że jak się jej do muru nie przystawi, to nie reaguje. Dlatego powiedziałem jej: „Jak się nie zmienisz, to chyba sobie coś zrobię, bo nie mam już siły do ciebie”.
- Dwie godziny Marka nie było w domu i zaczęłam poważnie się niepokoić. Byłam w parku, szukałam koło domu, ale go nie znalazłam. Zadzwoniłam wtedy na policję, żeby pomogli mi go znaleźć – dodaje Julita.

Płakałam, błagałam, że nie chcę ich pomocy!
Około godz. 22 żona dostrzegła męża spacerującego po parkowej alejce.
- Powiedziałam do policjantów: „Mój mąż się znalazł, wszystko będzie już w porządku” oraz że biegnę do niego. Myślałam, że dadzą nam już spokój i sami między sobą z Markiem wszystko wyjaśnimy. Zobaczyłam jednak, że oni też biegną za mną – opowiada Julita.
Marek przyznaje, że nie chciał rozmawiać z żoną, odwrócił się od niej i chciał odejść.
- Wtedy podbiegli do mnie policjanci i jeden zaczął mnie ciągnąć za rękę. Nigdy nie miałem konfliktu z prawem, wtedy też nic złego nie zrobiłem. Pomyślałem: „Jakim prawem mnie szarpią!?” Zacząłem się wyrywać. Powiedziałem do policjanta: „Chłopie, zostaw mnie, co robisz!?” Drugi policjant włączył się do akcji. Obaj chwycili mnie brutalnie za ręce i wykręcili je. Bardzo bolało! Krzyczałem,żeby zostawili mnie w spokoju. Wtedy jeden z policjantów stojąc od tyłu chwycił swoim przedramieniem moją szyję i zaczął mnie dusić ze wszystkich sił. Nie mogłem oddychać i straciłem przytomność. Resztę widziałem jak za mgłą. Powalili mnie na ziemię, i przycisnęli mocno, wsadzając moją głowę w błoto. W ustach miałem ziemię i kamienie. Drugi policjant usiadł mi na nogach i z tyłu skuł mi ręce kajdankami – mężczyzna przedstawia przebieg zdarzeń.
- Byłam przerażona. Krzyczałam do policjantów, żeby uważali, żeby tak nie rzucali mężem tak ostro na ziemię, żeby go nie dusili, bo coś mu złamią, uszkodzą. Błagałam, że już nie chcę ich pomocy! Ale oni byli bezwzględni. Gdybym nie zdjęła Markowi okularów, to pewnie miałby szkło w oczach! - dodaje roztrzęsionym głosem żona.
dokończenie str. 28
- Ziemię i piasek miałem nie tylko w ustach, ale też w uchu, a ja jestem po operacji ucha! Następnego dnia leciała mi z niego ropa. Kiedy tak mnie docisnęli do ziemi zacząłem charczeć, bo mam astmę i się naprawdę dusiłem – opowiada mąż.
-Płakałam i błagałam ich, żeby podnieśli Marka z ziemi, bo się udusi. On ma też problem z ciśnieniem, bałam się że dostanie zawału serca. Dopiero tym płaczem zmusiłam policjantów do tego, że podnieśli Marka i posadzili na ławkę. Ale nie złapali go pod pachy, tylko chwycili za kajdanki na rękach i szarpnęli tak, że mąż zwalił się wręcz na ławkę – dodaje żona.
Wtedy Marek odzyskał świadomość:
- Kiedy się ocknąłem, siedziałem skuty z rękoma do tyłu na ławce. Miałem problemy z oddychaniem. Wycharczałem, żeby zadzwonili na pogotowie, bo się uduszę – opowiada mężczyzna.

Porzucony w Opolu
Marek Olaniewicz został przewieziony na oddział ratunkowy nyskiego szpitala. - Tam lekarz pomógł mi dojść do siebie. Zapadła jednak decyzja, że odwiozą mnie do Opola na psychiatrię, bo niby mam myśli samobójcze. Pytałem lekarza nyskiego szpitala, czy karetka zabierze mnie z powrotem do Nysy, gdyby okazało się że nie zostanę w szpitalu w Opolu. Dwa razy usłyszałem zapewnienie, że to tylko konsultacja i na pewno karetka poczeka na decyzję opolskiego lekarza – kontynuuje mężczyzna.
Diagnoza lekarza psychiatry w Opolu była pozytywna dla pacjenta. Nie widział on wskazań do hospitalizacji.
Marek Olaniewicz w Opolu jednak został pozostawiony sam sobie, bo karetka odjechała.
- Nie miałem pieniędzy, ani dokumentów. Na szczęście miałem komórkę. Zadzwoniłem do żony – opowiada.
- Ale co ja mogłam zrobić, nikogo prawie tu nie znam, nie mam prawa jazdy?! – mówi żona.
- Pomyślałem wtedy o koledze i zadzwoniłem do niego. Zerwałem go o godz. 2 ze snu i był tak dobry, że przyjechał po mnie. Nie wiem, jak inaczej dostałbym się w nocy z Opola do Nysy – mówi Marek.
Do domu wrócił nie tylko jeszcze bardziej zestresowany, niż był wcześniej. Był też bardzo obolały po „policyjnej interwencji”.
- Bolały mnie nadgarstki rąk po kajdankach, całe ciało miałem obolałe po rzucaniu na ziemię, piekła mnie twarz po kontakcie z kamieniami i ziemią, ucho mi ropiało… Dziś wciąż mam problem z gardłem - bardzo mnie boli, mam też problemy z oddychaniem – wymienia skutki policyjnych działań.
Mężczyzna, który mieszkał ponad 5 lat w Anglii, nie może zrozumieć mentalności polskiej policji.
- Tam policjanci służą pomocą. Tu zachowują się jak oprawcy – są tak agresywni, że strach wzywać ich na pomoc!
- Ja już na pewno nigdy już do nich nie zadzwonię! Mam nauczkę na całe życie – dodaje wciąż bardzo zdenerwowana żona. Ta interwencja policji odbiła się też na jej zdrowiu. Kobieta czuje się winna, że zadzwoniła na policję i „zgotowała” mężowi ten los..
- Skąd jednak mogłam wiedzieć, że nyscy policjanci są tacy brutalni… - mówi jakby się usprawiedliwiając.
Takie same odczucia jak teraz Julita Olaniewicz miała w lipcu br. pani Alicja, matka 19-latka. Nie mogła sobie wybaczyć, że szukała pomocy w nyskiej Komendzie Policji. Przez noc siedziała tam na korytarzu i słuchała krzyków syna: „Mamo ratuj! Mamo biją!”.
Kiedy Piotr złożył zawiadomienie do prokuratury, to interweniujący policjanci oskarżyli go o czynną napaść, o wyzwiska i opór.
Marek Olaniewicz też ma zamiar zawiadomić prokuraturę o bezzasadnej agresji nyskich policjantów. Czy podobna będzie reakcja ze strony policji?

W obawie o jego życie i zdrowie...
Zapytaliśmy Piotra Smolenia, komendanta powiatowego policji w Nysie o przebieg tej interwencji policyjnej oraz czy było konieczne tak brutalne zachowanie policjantów.
Otrzymaliśmy odpowiedź od oficera prasowego (nie podał nazwiska) następującej treści:
- 16 września około godziny 22.15 policjanci z Nysy otrzymali informację od zgłaszającej, że jej mąż prawdopodobnie chce popełnić samobójstwo. Mężczyzna po kłótni rodzinnej miał wyjść z domu, pisząc pożegnalnego SMS-a.
Policjanci natychmiast podjęli działania aby odnaleźć Nysanina. W trakcie interwencji otrzymali informację, że przebywa on w rejonie ul. Aleja Lompy. Tam też razem z jego żoną, napotkali mężczyznę. W trakcie interwencji nie chciał rozmawiać z mundurowymi, był agresywny, odpychał żonę, po czym chciał oddalić się z miejsca.
W obawie o jego życie i zdrowie, dla własnego bezpieczeństwa został obezwładniony. Po założeniu mu kajdanek, mężczyzna uspokoił się. Powiedział policjantom, że źle się czuje i że prawdopodobnie ma atak astmy, w związku z czym funkcjonariusze na miejsce wezwali pogotowie ratunkowe, które przewiozło go do Szpitala w Nysie.

Reklama

Policjanci mnie dusili! komentarze opinie

Dodajesz jako: |
Reklama

Ogłoszenia PREMIUM

Sprzedam Peugeot 206 1.4

Sprzedam Peugeot 206 1.4 benzyna 2004 i Skoda praktik 2007 uszkodzony silnik Więcej informacji telefon 510180205


Zobacz ogłoszenie

Dam pracę

Dam pracę w Szwecji na bardzo dobrych warunkach


Zobacz ogłoszenie

HYDRAULIK GAZOWNIK

Usługi Hydrauliczne-Gazownicze AWARIE USTERKI PRZERÓBKI


Zobacz ogłoszenie
Reklama


 Reklama


25 maja 2018 roku weszło w życie Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z 27 kwietnia 2016 roku tzw. RODO. Nowe prawo nakłada na nas obowiązek uzyskania Twojej zgody na przetwarzanie przez nas danych osobowych w plikach cookies

Oświadczam, iż zapoznałem sie z Polityką prywatności i zgadzam się na zapisywanie i przechowywanie w mojej przeglądarce internetowej tzw. plików cookies oraz na przetwarzanie zaszyfrowanych w nich danych osobowych pozostawianych w czasie korzystania z innych stron internetowych, serwisów oraz parametrów zapisywanych w plikach cookies w celach marketingowych, w tym na profilowanie i w celach analitycznych przez nowinynyskie.com.pl, oraz ZAUFANYCH PARTNERÓW.

Administratorzy danych / Podmioty którym powierzenie przetwarzania powierzono

NYSKIE TOWARZYSTWO SPOŁECZNO KULTURALNE z siedzibą w Nysa 48-304, Prudnicka 3

Cele przetwarzania danych

1.marketing, w tym profilowanie i cele analityczne
2.świadczenie usług drogą elektroniczną
3.dopasowanie treści stron internetowych do preferencji i zainteresowań
4.wykrywanie botów i nadużyć w usługach
5.pomiary statystyczne i udoskonalenie usług (cele analityczne)


Podstawy prawne przetwarzania danych


1.marketing, w tym profilowanie oraz cele analityczne – zgoda
2.świadczenie usług drogą elektroniczną - niezbędność danych do świadczenia usługi
3.pozostałe cele - uzasadniony interes administratora danych


Odbiorcy danych

Podmioty przetwarzające dane na zlecenie administratora danych, w tym podmioty ZAUFANI PARTNERZY, agencje marketingowe oraz podmioty uprawnione do uzyskania danych na podstawie obowiązującego prawa.

Prawa osoby, której dane dotyczą

Prawo żądania sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania danych; prawo wycofania zgody na przetwarzanie danych osobowych. Inne prawa osoby, której dane dotyczą.

Informacje dodatkowe

Więcej o zasadach przetwarzania danych w "Polityce prywatności"