Potomkowie obrońców pamiętają

Reportaże, Potomkowie obrońców pamiętają - zdjęcie, fotografia
NowinyNyskie.com.pl 12/05/2019 11:37

Kilkudziesięciu potomków obrońców i mieszkańców Stanisłówki mieszkających w naszym powiecie brało udział w obchodach 75 rocznicy bitwy o tę miejscowość. Ta podróż była dla nich ogromnym emocjonalnym przeżyciem.

"Nie miałem butów, ale miałem szablę po ojcu, z którą chodziłem w nocy na wartę"

 

Streszczenie bitwy o Stanisłówkę (14 kwietnia 1944) jest trudne. Potrzebny jest do tego rys historyczny. Po zajęciu woj. lwowskiego w czerwcu 1941 roku Niemcy w pierwszej kolejności przystąpili do "ostatecznego rozwiązania kwestii żydowskiej". Tylko dzięki poświęceniu grona polskich oraz ukraińskich "sprawiedliwych", żółkiewski Holocaust przetrwało około 100 osób pochodzenia żydowskiego... ale tych też trzeba było wyłapać i wybić! W tym celu w mieście zainstalowało się tzw. KRIPO, czyli Kriminalpolizei. Wytrawni niemieccy śledczy przyjęli na służbę najgorszych ukraińskich rzezimieszków i rozpoczęło się polowanie na Żydów, Polaków i tych Ukraińców, którzy nie zgadzają się z "linią polityczną" wyznaczoną im przez OUN. W tych hitlerowskich zbrodniach uczestniczy Organizacja Ukraińskich Nacjonalistów i jej zbrojne ramię - Ukraińska Powstańcza Armia.
Zaczęła się ostateczna rozprawa z "cużeńcami" [obcymi]. Znikają i giną przedstawiciele miejscowych elit: księża, leśnicy, nauczyciele i studenci. Płoną polskie wioski i przysiółki. Kto żyw ucieka do STANISŁÓWKI. Mieszkańcy tej czysto polskiej, przez Ukraińców nazywanej "mazurską" wsią przyjmują wszystkich uciekinierów: sąsiadów z okolicznych spalonych wsi, pogorzelców z Wołynia a nawet żydowskich uciekinierów.
W tych tragicznych dniach mieszkańcy Stanisłówki sięgnęli po broń. "Nie miałem butów, ale miałem szablę po ojcu, z którą chodziłem w nocy na wartę" - tak relacjonował ówczesną sytuację jeden z partyzantów. Ochotnikami w (ze wszech stron otoczonej przez ukraińskie siedliska) ostatniej ostoi polskości dowodził weteran 26 Lwowskiego Pułku Piechoty - kpr. Wieczorek.
Wraz z napływem kolejnych uchodźców oraz zapędami banderowców sytuacja osamotnionej samoobrony stawała się z dnia na dzień dramatyczniejsza. Brakowało wszystkiego: broni, amunicji, ubrań, opatrunków i jedzenia. W takich okolicznościach miejscowy ksiądz - Aleksander Kozieł, wyruszył do Lwowa. Po wielu perypetiach dotarł do zawsze wiernego miasta i nawiązał kontakty z dowództwem Armii Krajowej, która po długich dywagacjach wysyła do Stanisłówki swego najlepszego człowieka - por. Onufrego Kuźniara, ps. "Popiel" (odznaczony Orderem Wojennym Virtuti Militari i aż czterokrotnie Krzyżem Walecznych) wraz z garstką żołnierzy lwowskiego Kedywu AK.
W drodze do Stanisłówki "Popiel" podjął ryzykowną decyzję zlikwidowania najgorszych niemieckich i ukraińskich rzeźników w powiecie i zdobycia broni oraz wyposażenia wojskowego dla ludzi w Stanisłówce - rozbicia KRIPO w Żółkwi! Udało się w ten sposób zdobyć broń i amunicję. Natychmiast po akcji cały zespół wyruszył do Stanisłówki. Przewodnik prowadził oddział przez odludzia, bagna i lasy, tak aby uniknąć kontaktu z niemiecką obławą i wszechobecnymi patrolami UPA. Po wielogodzinnym, forsownym marszu obdarci, ubłoceni i wyczerpani żołnierze osiągają cel. Ten moment w następujący sposób opisał komendant "Popiel": "Dowlekliśmy się do Stanisłówki, z wyglądu jak kolonia dziadów kalwaryjskich. Zapewne ludzi mogła najść wątpliwość, co to z nas będą za obrońcy dla ich wsi, skoro sami potrzebujemy pomocy?". Porucznik Kuźniar przystąpił jednak do energicznych działań: zamienił wieś w twierdzę nie do zdobycia. Wszędzie pojawiły się rowy strzeleckie i okopy, teren wsi został otoczony umocnieniami i zasiekami z drutów kolczastych. Poszczególne posterunki i wartownie wokół wsi otrzymały połączenie telefoniczne. Murowany folwark i pałac we wsi został przekształcony na bazę noclegową dla partyzantów a obory i stajnie na pomieszczenia schronowe dla ludności cywilnej. W oknach pojawiły się stanowiska ogniowe i gniazda broni maszynowej. Takim sposobem Stanisłówka stała się "solą w oku" ukraińskich faszystów, którzy kilkakrotnie ponawiali próby jej zdobycia - każdy atak został jednak odparty.
Alarm!

Wydawałoby się jednak, że oblężona ze wszech stron Stanisłówka i garstka jej obrońców nie ma szans na dłuższe przetrwanie, ale 6 kwietnia 1944 r. nadeszła odsiecz ze Lwowa. Niespełna 30 żołnierzy Narodowej Organizacji Wojskowej - elewów lwowskiej podchorążówki NOW wyruszyło do boju! Dowodził nimi porucznik Jacek Lisowski, ps. "Orda". Na kilka dni przed bitwą dotarli do Stanisłówki. Przynieśli zapasy tak bardzo potrzebnej broni i amunicji, a przede wszystkim szaleńczą wręcz postawę podczas obrony wioski.
Tymczasem dowództwo lwowskiej Armii Krajowej zarządziło koncentrację wszystkich oddziałów leśnych w Lasach Janowskich. Porucznik "Popiel" ma doprowadzić swoich ludzi na 16 kwietnia 1944 roku w rejon koncentracji. Co robić, jak pozostawić Stanisłówkę bez obrony? Ale rozkaz rozkazem - musi zostać wykonany. We wsi została mała grupa partyzantów a reszta udała się na zbiórkę do okolicznego lasku. Za nimi podąża kilka miejscowych dziewcząt z prośbą o przyjęcie do Armii Krajowej i... koszem jaj i wędlin. Chcąc nie chcąc dowódca zarządził krótki postój w celu spożycia ostatniej wieczerzy na tej tak gościnnej - polskiej ziemi. Zbliżał się wieczór 14 kwietnia 1944 roku. Partyzanci po tej obfitej kolacji zbierali się do wymarszu na koncentrację, ale w telefonie polowym zadzwoniła czujka: "ALARM, ALARM. Zbliżała się duża grupa ludzi w niemieckich mundurach, wielu w takich jakie nosili członkowie Dywizji SS Galizien i gromada cywili z koszami i workami na plecach!".
Komendant "Popiel" natychmiast wysłał zwiad. Z patrolu wrócił jeden partyzant i zameldował: "Konie ubite, "Żbik" ciężko ranny, zwiad rozbity - to banderowcy!". Tak się zaczęła bitwa o Stanisłówkę.
Banderowcy wdarli się do pierwszych zagród mordując przy tym wszystkich napotkanych mieszkańców. We wsi wybucha panika, z każdej strony słychać było wrzaski banderowców, płacz kobiet, skowyt małych dzieci, ryk płonącego bydła. Ale to nie koniec, to był dopiero początek. Komendant "Popiel" rozdzielił oddział na dwie grupy szturmowe i zarządził atak na tyły atakujących. Wzięci w ogień banderowcy wpadli w panikę. Zaczęła się ucieczka. W złości z oddali ostrzelali wieś amunicją zapalną, przez co połowa miejscowości stanęła w płomieniach. Polegli w boju partyzanci zostali pochowani pod krzyżem na rozstaju dróg, a pomordowani mieszkańcy pod progami swych domów. Spoczywają tam do dziś...
15 kwietnia rozpoczęła się ewakuacja mieszkańców Stanisłówki do Żółkwi. Kolumna składająca się z kilkuset wozów, ponad tysiąca cywili i ogromnego stada bydła, rozciągająca się na kilka kilometrów została ponownie zaatakowana przez oddziały UPA i dezerterów z Dywizji SS Galizien w sąsiedniej wiosce - w Bojańcu. Zbrodniarze zaprawieni w mordach na starcach, kobietach i dzieciach nie spodziewali się, że w kolumnie cywili znajdują się uzbrojeni po zęby partyzanci lwowskiego okręgu AK. Banderowcy zostali zmuszeni do przepuszczenia kolumny, której tyły osłaniał nieustraszony "Brzask" (Władysław Bryk) z kilkoma kolegami. Uzbrojony w broń krótką i granaty ręczne prowadził ukochaną klacz i źrebię, które opóźniało marsz całej kolumny, przez co pozostał daleko w tyle. Na rogatkach Bojańca dopadł go nieznany z imienia i nazwiska Ukrainiec mówiąc: "Szybciej, szybciej! Nie wlecz się pan z tymi konikami, dołączaj pan do swoich, bo za zakrętem już na pana ostrzą noże!". Ten człowiek uratował "Brzaskowi" życie.
Z Żółkwi wszystkich mieszkańców Stanisłówki wygnali sowieccy okupanci. Wygnali na tzw. Ziemie Odzyskane - największą grupę do Warszowic pod Żorami w woj. śląskim, a drugą - mniejszą - do Nysy i pomniejszych miejscowości powiatu nyskiego.
Oni nie zapomnieli

Po ewakuacji do Żółkwi hordy zdziczałych z nienawiści banderowców przystąpiły do ostatecznej rozprawy ze Stanisłówką. Wieś została zrabowana i doszczętnie spalona, olbrzymi murowany dwór wraz z zabudowaniami rozebrany do fundamentów, studnie zasypane a sady wycięte. Stanisłówka przetrwała jednak w sercach potomnych i pamięci garstki Polaków, którzy trwają na Kresach do dziś.
Po tym bastionie polskości pozostały zgliszcza i porastający je las, a w lesie krzyż. Pod tym krzyżem na partyzanckiej mogile potomkowie pomordowanych i poległych spotykają się już od 20 lat. Tak też było w tym szczególnym roku - w równą 75 rocznicę bitwy o wieś. Pielgrzymi z Polski przybyli do Stanisłówki pod biało-czerwonymi flagami i sztandarami. Uroczystą modlitwę poprowadził ks. proboszcz Igor Korzydło z parafii Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny i św. Antoniego w Mostach Wielkich. Strażnik narodowej pamięci - wybitny działacz polskiej społeczności w powiecie żółkiewskim Marian Kładny i jego małżonka, przywitali pielgrzymów chlebem i solą, a konsul Rzeczypospolitej Polskiej we Lwowie - Włodzimierz Sulgostowski odczytał przesłanie dla potomnych.

Reklama

Potomkowie obrońców pamiętają komentarze opinie

Dodajesz jako: |
Reklama

Ogłoszenia PREMIUM

Chcesz coś sprzedać lub kupić, oferujesz usługi, szukasz pracownika lub pracy?

Dodaj swoje drobne ogłoszenie w naszym serwisie. Zapraszamy!

Dodaj ogłoszenie
Reklama


 Reklama


25 maja 2018 roku weszło w życie Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z 27 kwietnia 2016 roku tzw. RODO. Nowe prawo nakłada na nas obowiązek uzyskania Twojej zgody na przetwarzanie przez nas danych osobowych w plikach cookies

Oświadczam, iż zapoznałem sie z Polityką prywatności i zgadzam się na zapisywanie i przechowywanie w mojej przeglądarce internetowej tzw. plików cookies oraz na przetwarzanie zaszyfrowanych w nich danych osobowych pozostawianych w czasie korzystania z innych stron internetowych, serwisów oraz parametrów zapisywanych w plikach cookies w celach marketingowych, w tym na profilowanie i w celach analitycznych przez nowinynyskie.com.pl, oraz ZAUFANYCH PARTNERÓW.

Administratorzy danych / Podmioty którym powierzenie przetwarzania powierzono

NTSK Redakcja "Nowiny Nyskie" z siedzibą w Nysa 48-304, Prudnicka 3

Cele przetwarzania danych

1.marketing, w tym profilowanie i cele analityczne
2.świadczenie usług drogą elektroniczną
3.dopasowanie treści stron internetowych do preferencji i zainteresowań
4.wykrywanie botów i nadużyć w usługach
5.pomiary statystyczne i udoskonalenie usług (cele analityczne)


Podstawy prawne przetwarzania danych


1.marketing, w tym profilowanie oraz cele analityczne – zgoda
2.świadczenie usług drogą elektroniczną - niezbędność danych do świadczenia usługi
3.pozostałe cele - uzasadniony interes administratora danych


Odbiorcy danych

Podmioty przetwarzające dane na zlecenie administratora danych, w tym podmioty ZAUFANI PARTNERZY, agencje marketingowe oraz podmioty uprawnione do uzyskania danych na podstawie obowiązującego prawa.

Prawa osoby, której dane dotyczą

Prawo żądania sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania danych; prawo wycofania zgody na przetwarzanie danych osobowych. Inne prawa osoby, której dane dotyczą.

Informacje dodatkowe

Więcej o zasadach przetwarzania danych w "Polityce prywatności"