Sąd skazał mnie na śmierć

Interwencje, skazał śmierć - zdjęcie, fotografia
NowinyNyskie.com.pl 30/05/2016 18:57

Biciem zmusili mnie do przyznania się do morderstwa, którego nie popełniłem. Sąd skazał mnie na karę śmierci za zamordowanie młodej pielęgniarki.Od stracenia uratowało mnie zdanie odrębne sędziego Sądu Najwyższego - mówi Julian Czernik.

Biciem zmusili do przyznania się
Julian Czernik, 74-letni mieszkaniec Grodkowa, wraca po latach do tych tragicznych wspomnień, które zniszczyły jego życie. Nie wygląda jak groźny przestępca, tylko poczciwy starszy pan, niewielkiej budowy i wzrostu.
Miał 33 lata, kiedy został oskarżony o morderstwo.
- Żyłem spokojnie, nie miałem nigdy problemów z prawem. Miałem rodzinę i dwójkę dzieci, byłem normalnym człowiekiem. Zrobili ze mnie mordercę, rozbili rodzinę i osierocili dzieci – opowiada mężczyzna.
Jego życie zmieniło się nagle w 1976 roku. - Mieszkałem w Sosnowcu. Wstałem rano do pracy, byłem elektrykiem w hucie Katowice. Kiedy czekałem na autobus podjechało dwóch funkcjonariuszy UB, którzy chcieli coś wyjaśnić.
Na salę sądową pana Juliana zaprowadziła zbrodnia, o popełnienie której został oskarżony. Chodziło o morderstwo młodej pielęgniarki, do którego doszło na terenie jednego z zakładów w Sosnowcu. Zakrwawione ciało młodej kobiety odnaleziono w pomieszczeniach ambulatorium, w którym pracowała. Została uduszona i zgwałcona.
Obecnego mieszkańca Grodkowa wytypowano jako jednego z podejrzanych, bo przychodził tam do innej pielęgniarki.
- Ja tego nie zrobiłem. Ofiary nigdy nie widziałem na oczy, ale ktoś mnie wskazał, że tam przychodziłem i tak do mnie dotarli - mówi.
Na miejscu zbrodni nie znaleziono żadnego dowodu świadczącego, że on był sprawcą. - Jedynym dowodem było moje przyznanie się do winy, które „śledczy” wymusili siłą - maltretowali mnie i znęcali się nade mną. UB pobiło mnie, więc podpisałem zeznania. Reszta dowodów została sfabrykowana - przekonuje. Później, już na procesie oskarżony odwołał przyznanie się, ale sądy nie wzięły tego pod uwagę.
- Chcieli szybko ukarać sprawcę, a ukarali niewinnego człowieka – zapewnia Julian Czernik.
Wyszedł na wolność po ponad 12 latach odsiadki. Stało się dopiero wtedy, kiedy po licznych apelacjach Sąd Najwyższy zmienił wyrok śmierci na 25 lat więzienia. Oczekiwanie na tę decyzję Julian Czernik spędził w celach zakładów karnych w Krakowie, Wrocławiu i Warszawie.

Inne odciski i nr buta...
Pierwszy wyrok śmierci usłyszał w sądzie w Katowicach. - W sumie po kolejnych odwołaniach trzy razy słyszałem, że mam zostać stracony. Dopiero po odwołaniu do Sądu Najwyższego wyrok zmniejszono mi na 25 lat więzienia. Stało się tak, dzięki jednemu sędziemu, który jako jedyny złożył zdanie odrębne i podważył wszystkie ustalenia. On uratował mi życie - podkreśla.
Tym człowiekiem był sędzia J. Borodej. Uzasadniając swoje zdanie odrębne zmiażdżył zgromadzony materiał dowodowy i wytknął liczne błędy procesowe. Okazało się, że na śmierć skazano człowieka, którego materiał genetyczny nie zgadzał się ze znalezionym na miejscu zbrodni. Nie pasowały też odciski palców, a także rozmiar buta pozostawiony przez sprawcę.
- Ja miałem 42,5, a tam znaleziono 41. Nic nie pasowało do mnie. Adwokaci mówili, że 99 procent dowodów jest na moją korzyść, a zdecydował jeden, czyli moje przyznanie się, wymuszone pod wpływem przemocy - nie kryje żalu Julian Czernik, 74-letni mieszkaniec Grodkowa.
Sędzia Borodej podważył także dowód w postaci przyznania się oskarżonego do winy, podkreślając że jest on niewystarczający.
Oto jego cytaty: „Z literatury, ale i z praktyki sądowej wiadomo, że różne mogą być cele przyznania się do winy...”, „tym bardziej, że może ono być wynikiem oddziaływania fizycznego lub środków chemicznych na organizm przesłuchiwanego” oraz, że „istniejące fakty i okoliczności mogą uzasadniać, że zostało uzyskane w sposób sprzeczny z prawem - nie dobrowolnie”.
Sędzia Sądu Najwyższego stwierdził, że nie ma i nie było dowodów świadczących niezbicie o winie oskarżonego: „stwierdzić należy, iż zebrane w sprawie dowody nie pozwalają stanowczo i w sposób pewny stwierdzić, że oskarżony jest sprawcą zabójstwa Haliny K”.
Zdaniem sędziego Borodeja wszelkie wątpliwości w sprawie powinny były przemawiać na korzyść oskarżonego. Podkreślił też, że sąd niższej instancji wziął pod uwagę tylko część materiału dowodowego, a i z tej części wyciągnął sprzeczne wnioski.
- W dniu, w którym doszło do morderstwa zwolniłem się szybciej z pracy, bo musiałem jechać z dziećmi na badania. Byłem w laboratorium, widzieli mnie świadkowie, ale dla sądu istotny był tylko fakt, że wyszedłem szybciej, co zinterpretowano tak, że zrobiłem to tylko po to, aby zamordować tę pielęgniarkę – nawet dziś nie kryje złości 74-latek.
Co czuje człowiek, który właśnie dostał karę śmierci? - Wyrok przyjąłem bardzo obojętnie, może nie wierzyłem w to, co się działo. Byłem niewinny, więc to do mnie nie docierało. Nie wierzyłem, ale nic nie mogłem zrobić! – mówi.

Sędzia wskazał mordercę
Po tym, jak Julianowi Czernikowi zamieniono karę śmierci na więzienie, starał się on o szybsze wyjście na wolność. Uniemożliwiał mu to jednak wysoki wyrok, aż 25 lat pozbawienia wolności. Odsiedział połowę zasadzonej kary, wyszedł za dobre sprawowanie. Był spokojnym człowiekiem, takim samym jak wcześniej na wolności. W więzieniu przez cały czas pracował jako elektryk.
Niesprawiedliwy wyrok zniszczył jego życie. Przez to zmarła mu matka, której serce nie wytrzymało procesów syna. Rozpadła się rodzina. - Powiedziałem żonie, żeby sobie od nowa życia ułożyła, bo nie wiem co ze mną będzie.
Po wyjściu z więzienia w Strzelcach Opolskich postanowił nie wracać na Śląsk, tylko do rodzinnego Grodkowa. Jego największym marzeniem jest rehabilitacja.
- Moje marzenie, to u schyłku życia oczyścić się z tych zarzutów. Chciałbym usłyszeć, że była to pomyłka. Po wyjściu próbowałem szukać sprawiedliwości, pisałem do różnych instytucji, ale bezskutecznie. Chcę odejść z godnością, nie jak zabójca, którym nie jestem, to bardzo mi ciąży – mówi ze łzami w oczach..
- Zniszczono mi moje życie, a prawdziwy sprawca został na wolności. Najgorsze jest to, że w zdaniu odrębnym sędziego Borodeja widać, kto był mordercą. Tam pada jego nazwisko, psy policyjne złapały trop do niego, ale to mnie skazano – mówi mężczyzna.
Potencjalnym mordercą miał być świadek w sprawie o nazwisku Wywiał, który był ostatnią osobą, która widziała zamordowaną pielęgniarkę. Nie został on jednak ponownie przesłuchany, bo MO nie mogła go odnaleźć. Sędzia Borodej zauważył: „Pies tropiący zaprowadził po śladach z miejsca zabójstwa do hotelu robotniczego, w którym zamieszkiwał Jerzy Bucholdz i Alfred Wywiał, powstaje więc zasadnicze pytanie, która z tych osób jest sprawcą zabójstwa”.
Niestety dla pana Juliana ani milicja ani sąd kompletnie nie wzięły tego pod uwagę. Nie zauważyły tego, co wynika z akt sprawy, że Wywiał był wielokrotnie karany, a także „posiadał wybitnie złą opinię”. „W sposób zgoła odmienny wygląda osoba Czernika - dane dotyczące jego przeszłości i zachowania nie wskazują, że mógłby być zdolny, aby pozbawić człowieka życia” – napisał sędzia Borodej.
W aktach sprawy, na odwrocie jednego z wyroków pan Julian napisał modlitwę do Matki Bożej Miłosierdzia, której zawierzył swój los.
- To wiara pozwalała mi przetrwać ten trudny dla mnie czas...

Reklama

Sąd skazał mnie na śmierć komentarze opinie

Dodajesz jako: |
Reklama

Ogłoszenia PREMIUM

Sprzedam Peugeot 206 1.4

Sprzedam Peugeot 206 1.4 benzyna 2004 i Skoda praktik 2007 uszkodzony silnik Więcej informacji telefon 510180205


Zobacz ogłoszenie

HYDRAULIK GAZOWNIK

Usługi Hydrauliczne-Gazownicze AWARIE USTERKI PRZERÓBKI


Zobacz ogłoszenie

Dam pracę

Dam pracę w Szwecji na bardzo dobrych warunkach


Zobacz ogłoszenie
Reklama


 Reklama


25 maja 2018 roku weszło w życie Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z 27 kwietnia 2016 roku tzw. RODO. Nowe prawo nakłada na nas obowiązek uzyskania Twojej zgody na przetwarzanie przez nas danych osobowych w plikach cookies

Oświadczam, iż zapoznałem sie z Polityką prywatności i zgadzam się na zapisywanie i przechowywanie w mojej przeglądarce internetowej tzw. plików cookies oraz na przetwarzanie zaszyfrowanych w nich danych osobowych pozostawianych w czasie korzystania z innych stron internetowych, serwisów oraz parametrów zapisywanych w plikach cookies w celach marketingowych, w tym na profilowanie i w celach analitycznych przez nowinynyskie.com.pl, oraz ZAUFANYCH PARTNERÓW.

Administratorzy danych / Podmioty którym powierzenie przetwarzania powierzono

NYSKIE TOWARZYSTWO SPOŁECZNO KULTURALNE z siedzibą w Nysa 48-304, Prudnicka 3

Cele przetwarzania danych

1.marketing, w tym profilowanie i cele analityczne
2.świadczenie usług drogą elektroniczną
3.dopasowanie treści stron internetowych do preferencji i zainteresowań
4.wykrywanie botów i nadużyć w usługach
5.pomiary statystyczne i udoskonalenie usług (cele analityczne)


Podstawy prawne przetwarzania danych


1.marketing, w tym profilowanie oraz cele analityczne – zgoda
2.świadczenie usług drogą elektroniczną - niezbędność danych do świadczenia usługi
3.pozostałe cele - uzasadniony interes administratora danych


Odbiorcy danych

Podmioty przetwarzające dane na zlecenie administratora danych, w tym podmioty ZAUFANI PARTNERZY, agencje marketingowe oraz podmioty uprawnione do uzyskania danych na podstawie obowiązującego prawa.

Prawa osoby, której dane dotyczą

Prawo żądania sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania danych; prawo wycofania zgody na przetwarzanie danych osobowych. Inne prawa osoby, której dane dotyczą.

Informacje dodatkowe

Więcej o zasadach przetwarzania danych w "Polityce prywatności"