Reportaże, Stary młody prałat - zdjęcie, fotografia
  • Fotka nr 0 z 5
  • Fotka nr 1 z 5
  • Fotka nr 2 z 5
  • Fotka nr 3 z 5
  • Fotka nr 4 z 5
NowinyNyskie.com.pl 19/04/2019 09:58

30 marca 2019 r. obchodziliśmy 32 rocznicę śmierci ks. prałata Józefa Kądziołki - człowieka, który odbudował nyską świątynię ze zniszczeń wojennych. Kapłan był też niezwykle barwną postacią. O "Księdzu Prałacie" rozmawiamy z jego następcą - ks. prałatem Mikołajem Mrozem, który prowadzi parafię św. Jakuba już ponad 40 lat.

"Nowiny Nyskie" - Jakie było pierwsze zetknięcie Księdza Proboszcza z księdzem prałatem Józefem Kądziołką?
Ks. Mikołaj Mróz - Przyszedłem do nyskiego seminarium w 1977 roku jako ojciec duchowny. Ksiądz prałat zapraszał księży profesorów i wychowawców z seminarium do posługi duszpasterskiej. Mnie zapraszał do odprawienia mszy św. w katedrze w niedziele o godz. 12, albo o 11.30 w kościele Wniebowzięcia. Tak się z nim zetknąłem.
- Pierwsze wrażenie?
- Ogromny lęk, bo to była postać legendarna! Mówiono o nim: "Jeżeli Nysa jest Śląskim Rzymem, to ks. prałat Kądziołka jest papieżem". On tu wszystkim rządził. Był człowiekiem bardzo zdecydowanym, zadaniowym i punktualnym do bólu. Jeżeli któryś z księży spóźnił się nawet 3 sekundy to był koniec - ksiądz prałat "zrywał stosunki dyplomatyczne". Nosił duży, nowoczesny zegarek z tarczą wewnątrz nadgarstka i zawsze sprawdzał czas.
- Ksiądz prałat sam też był osobą zorganizowaną?
- Bardzo. Zaproszono mnie kiedyś do odprawienia mszy św. o godz. 12. Na wcześniejszej o godz. 10.45 były chrzty. Idę przez Rynek i widzę: tłumy wylewają się z katedry i mnóstwo chrztów, bo widać białe beciki. Zapytałem siostry zakrystianki, ile ich było. Okazało się, że aż 29! I wszystkie ksiądz prałat chrzcił? - zdziwiłem się. Usłyszałem, że sam osobiście, a msza św. skończyła się po 1 godzinie i 15 minutach. Prałat Kądziołka miał zasadę: największa nawet uroczystość nie mogła trwać więcej niż pięć kwadransów. Zapytałem zdziwiony: "I ksiądz prałat dał radę?!". Usłyszałem od sióstr: "Jeszcze trzy razy rzucił książką w rodziców i chrzestnych, bo źle się ustawili!". Bo u księdza prałata wszystko musiało być jak w szwajcarskim zegarku!
Ks. Kądziołka dbał też o czytelnictwo katolickie. Dzwonił do seminarium i mówił: "Niech ksiądz przyjdzie, przywiozłem nowe książki". Wtorek dla ks. prałata był dniem wolnym. Wsiadał do starego żuka i z kierowcą jechali do Poznania, Wrocławia lub Katowic do księgarni katolickich po książki. Klerycy przychodzili po nie do kancelarii i je kupowali. W czasach komuny w Polsce wydawano tylko 15 tytułów katolickich, w nakładzie 4-5 tys. książek. Ksiądz prałat odkładał dla mnie po 2-3 książki, mogłem coś z nich wybrać i kupić.
- Znając punktualność ks. Józefa Kądziołki, Ksiądz Proboszcz chyba nigdy nie spóźnił się na posługę duszpasterską?
- Owszem tak (śmiech)
- ... taaak?
- Ks. Kądziołka poprosił mnie, żebym wziął jedną naukę na kursie przedmałżeńskim, w każdą czwartą środę miesiąca. Na kurs przychodziło ponad sto osób. Odbywały się w dużej sali, którą ksiądz prałat wybudował specjalnie na te spotkania. Wymyśliłem sobie temat: "Miłość trzeba pielęgnować, bo miłość jest wielokształtna" i... tę naukę wygłaszam do dziś. Wtedy jednak zdarzyło mi się wśród obowiązków w seminarium zapomnieć, że to czwarta środa i że mam naukę dla młodych.
- Jaka była reakcja ks. Kądziołki?
- Jesteśmy przy kolacji i ktoś telefonuje do mnie. Słyszę w słuchawce: "Ksiądz powinien już być w sali konferencyjnej przy plebanii". Nie zdążyłem nic powiedzieć, a ks. prałat mówi: "Posyłam taksówkę, proszę czekać".
- Ks. Kądziołka nie okrzyczał Księdza?
- Nie! I jeszcze przysłał po mnie taksówkę (śmiech). Miał do mnie jakąś słabość, wybaczył mi, że się spóźniłem, choć normalnie z innymi zrywał kontakty. Od tamtej pory w każdą czwartą środę miesiąca siedem minut przed 18.30 czekała na mnie taksówka.
- Kiedy Ksiądz Proboszcz dowiedział się, że obejmie parafię przy nyskiej katedrze?
- Kiedy ksiądz biskup Nossol wyznaczał mnie do seminarium do Nysy powiedziałem: "Ależ ja chcę być proboszczem na parafii, a nie wiecznie w seminarium". Biskup zapewnił mnie, że będę tam tylko 3-4 lata, a potem zostanę proboszczem. Zostałem w seminarium... 9 lat, a moi koledzy już dawno byli proboszczami. Półżartem przypominałem się arcybiskupowi i słyszałem tylko: "Dobrze, dobrze".
W 1986 roku ks. abp. Alfons Nossol zdecydował się wprowadzić wiek emerytalny dla księży. Wcześniej proboszczem było się do końca życia. Jeśli któryś zaniemógł to biskup wyznaczał do prowadzenia parafii wikariusza ekonoma. W naszej diecezji było ośmiu proboszczów, którym ks. biskup zaproponował emeryturę. Wśród nich był ks. prałat Józef Kądziołka. Każdemu z nich ks. abp. Nossol mianował administratora parafii, który miał przejąć całość obowiązków.
W kwietniu 1986 roku ks. abp. Nossol był u nas w seminarium z wykładami. Wtedy poinformował mnie: "Pójdziesz do Kądziołki na administratora". Zmroziło mnie, to było jak grom z jasnego nieba! Wyobrażałem sobie różne parafie gdzie mógłbym pójść, ale nigdy nie pomyślałem o katedrze w Nysie.
Dla mnie taka parafia prestiżowa, po TAKIM proboszczu, który był tutaj od pierwszych lat po wojnie!? Zatkało mnie, nie wiedziałem co powiedzieć. Arcybiskup mnie uspokoił: "Nie bój się, po obiedzie pójdę do prałata Kądziołki i mu to powiem".
- Jak po wizycie biskupa Nossola wyglądało Wasze spotkanie z ks. Kądziołką?
- Nie pokazywałem się w katedrze. Nagle dzwoni do mnie ks. Józef Kądziołka i pyta: "No i jak tam?" Ja na to: księże prałacie, ja się boję. Usłyszałem: "Niech się ksiądz niczego nie boi. Trzeba się bać tylko Pana Boga! Proszę przyjść wybrać sobie kolor pokoju".
Ks. Józef Kądziołka urządzał sobie świat po swojemu. Mimo, że ks. bp. Nossol powiedział mu na jakich zasadach będę administratorem, to ks. prałat uważał, że ja przyjdę jako starszy wikary i będę organizował duszpasterstwo. A ja miałem mieć pełnię władzy duszpasterskiej i ekonomicznej. Księdzu prałatowi pozostawał tytuł proboszcza, odprawianie mszy św. za ojczyznę i utrzymanie przez parafię - o ile zechciałby w niej pozostać. Tego jednak ks. Kądziołka nie brał pod uwagę, tylko urządzał mi jeden ze swoich pokoi.
W strachu idę na spotkanie. Ks. prałat prowadzi mnie do pokoju bez mebli. Na drabinie stoi malarz, trzyma pędzel w ręku. "Tu ksiądz będzie mieszkał". - powiedział mi ksiądz prałat. I zapytał: "Jaki ma być kolor pokoju?". Miałem pustkę w głowie i przyszedł mi na myśl tylko jeden: seledynowy."Ból (tak się nazywał malarz) - maluj na seledynowo! - zaordynował ks. Kądziołka.
- Kiedy Ksiądz Proboszcz przejął pełnię władzy w parafii?
- Otrzymałem biskupi dekret, że od 27 sierpnia 1986 roku jestem administratorem z pełnią władzy.
- Trudno było przekonać prałata Kądziołkę do zastosowania się do dokumentu?
- On na te fakty nie zwracał uwagi, ale ja musiałem rzeczywistość urządzać wbrew jego wyobrażeniu. Na tak dużej plebanii, gdzie do utrzymania było czterech wikarych oraz ja i ksiądz prałat potrzebna była gospodyni na stałe, a nie dochodzące panie. Przyszli też nowi wikarzy i trzeba było przygotować im mieszkania. Postanowiłem wprowadzić zmiany. Poinformowałem ks. Kądziołkę: "Proszę księdza prałata ja tu nie będę mieszkał, tu będzie jadalnia a ten mały pokój będzie dla gospodyni". Kiedy padło słowo "gospodyni", to... ks. prałat zrozumiał, że odtąd tu już będzie inaczej. Szybko przepracował to wewnętrznie. Nie skomentował moich słów, tylko przyjął je do wiadomości. Nadal był jednak dla mnie bardzo życzliwy i ojcowski.
- Jak długo byliście razem?
- Niedługo. Przyszedłem tu w sierpniu 1986 roku, a w kolejnym - 30 marca 1987 roku ksiądz prałat zmarł. Miał cukrzycę, kilka razy był w śpiączce cukrzycowej.
- W chorobie pozostał na parafii?
- Tak. Uzgodniliśmy wspólnie, że będzie mieszkał na "ranczo" - w swoim domku na ul. Długosza z ogromnym ogrodem, który był jego hobby. Zresztą tam już wcześniej nocował. Zawsze po zamknięciu kancelarii taksówkarz odwoził ks. prałata na "ranczo", a rano go przywoził do katedry. Na parafii miał pełne wyżywienie, ustaliliśmy też sprawy finansowe.
Każdego dnia punktualnie o godz. 6 rano (w tygodniu msza św. jest o 6.15) ksiądz prałat wkraczał do katedry głównym wejściem - taksówkarz przywoził go aż pod drzwi. Szedł do konfesjonału na 10 minut, a potem odprawiał mszę św. Wszystko musiało być przygotowane, tak jak tego wymagał. Siostry zakrystianki miały założony specjalny zeszyt uwag i tam czytałem: "I znowu siostra zapomniała zapalić światło w przedsionku. Z tego powodu już drugi raz potknąłem się i boleśnie uraziłem". Ksiądz prałat miał nogi cukrzycowe i rzeczywiście bolał go każdy uraz. A biedna siostra zakonna zapomniała zapalić światło i... dostała uwagę w zeszycie.
Po odprawieniu mszy św. ksiądz prałat przychodził na plebanię, gdzie czekała na niego pielęgniarka z zastrzykiem insuliny. Zjadał śniadanie i szedł do swojego pokoju na plebanii na spoczynek. Punktualnie o godz. 9 zasiadał w kancelarii.
O matko, z tą kancelarią to były trzy światy! Była w niej siostra kancelistka Pauletta. Wcześniej pracowała za ks. Kądziołki, ale ją wyrzucił, bo nie mogli się zgodzić. Potem raz w roku - przez ok. 12 lat - ks. prałat posyłał po nią taksówkę do Przemyśla i siostra wypełniała w kancelarii księgi parafialne na podstawie danych zapisanych w brudnopisach. Kiedy wszystko wypełniła, ks. Kądziołka wsadzał ją do taksówki, która odwoziła ją do Przemyśla.
Kiedy objąłem parafię prosiłem siostry felicjanki o kogoś na stałe do kancelarii. Siostra prowincjalna z Przemyśla poinformowała mnie, że wszystkie zakonnice są już rozdysponowane. "Została tylko siostra Pauletta, ale ks. prałat Kądziołka jej nie znosi!" - podkreśliła. Ja na to: "To będzie znosił". I siostra Pauletta przyszła do nas na stałe.
- I jak było?
- W kancelarii stały dwa biurka: przy jednym siedział ks. Kądziołka, przy drugim siostra Pauletta (jeszcze żyje). Ksiądz Prałat sobie coś pisał, robił. Kiedy potrzebował linijkę, czy nożyczki wyciągał rękę i czekał... siostra wstawała i podawała. Jeśli prałat otrzymał długopis, wyrzucał go i znów wystawiał rękę. Tak długo, aż siostra się domyśliła co on chce. Taki był ksiądz prałat. Ja w ogóle ze strachu do kancelarii nie wchodziłem!
- Wróćmy do rozkładu dnia ks. Józefa Kądziołki.
- Kancelaria była czynna do godz. 12. Ks. prałat jadł obiad i taksówkarz odwoził go na "ranczo", a rano znów przywoził do katedry. We wtorki ks. prałat tradycyjnie tym zimnym żukiem jeździł po książki do Poznania, Katowic lub Wrocławia.
Do mnie zwracał się zawsze z wielką atencją i szacunkiem - naprawdę po ojcowsku. Zawsze to podkreślam!
- Ministranci chyba bali się księdza prałata?
- Ale wtedy było tu aż 150 ministrantów!
- Sama jednak widziałam, jak ksiądz Kądziołka "ćwiczył" jednego z nich na mszy św. w szpitalu.
- Tak, ksiądz prałat był bardzo wymagający, ale również wobec siebie. Wie pani, że on codziennie - przez długie lata, za mnie już nie - o godz. 5.25 odprawiał msze św. w szpitalu? Z okien seminarium widziałem często wcześnie rano ks. Kądziołkę jadącego do szpitala na starej "damce" (przyp. rower).
W szpitalu ks. Kądziołka musztrował wszystkich, podobnie jak tutaj na parafii. Obchodził każdą salę i pytał "ostro" każdego pacjenta: "Będziesz się spowiadał!?".
- Zdecydowanie, konsekwencja i ten specyficzny sposób bycia chyba były pomocne w zdobywaniu funduszy i materiałów na odbudowę nyskiej katedry, co w epoce komunizmu było nie lada wyzwaniem. Ks. Kądziołka jeździł nawet do Warszawy?
- Ks. prałat powiedział mi kiedyś: "Proszę księdza, jak ksiądz będzie chciał coś zrobić przy katedrze to proszę nie jeździć do gminy czy do Opola, tylko od razu do ministerstwa". Miał tam chody przez pisarza Jana Dobraczyńskiego (związanego z PAX-em), z którym był zaprzyjaźniony. Jeżeli potrzebował dla katedry wysokiego kalibru rzeczy, najpierw obgadywał to z Dobraczyńskim. Ten załatwiał audiencję w Ministerstwie Kultury i obaj tam się udawali.
- Śmierć ks. prałata Józefa Kądziołki to był cios dla wszystkich - odszedł wielki Kapłan...
- Byliśmy na nią przygotowani, ze względu na chorobę księdza prałata. Późną jesienią 1986 roku jeszcze odprawiał pryncypialne msze św. jak np. niedzielne sumy. Zawsze z odpowiednim porządkiem. Przed sumą były ogłoszenia (do dziś to utrzymałem). Kiedy już ksiądz prałat nie mógł długo stać, to przy balaskach stawialiśmy mu fotel. Tam rozmawiał z wiernymi: kogoś ofuknął, kogoś pochwalił, a potem odprawiał sumę. Ale pilnowaliśmy go, bo miewał zapaści ze względu na cukrzycę i słabe serce. Odprawił jeszcze pasterkę w 1986 roku - to była jego ostatnia oficjalna msza św.
Mimo choroby w listopadzie pojechał też do Poznania po książki. Wieczorem otrzymałem telefon, że trafił do szpitala w Grodkowie, bo dostał śpiączki cukrzycowej. Stamtąd przewieźliśmy go karetką na parafię. Zamieszkał na "ranczo", mieliśmy tam dyżury. Był w ciężkim stanie, lekarze dawali mu trzy tygodnie życia. Śpiączka była we wtorek i w niedzielę. Ks. prałat nadal był ciężko chory. Dlatego szykowałem się, że w poniedziałek muszę być o godz. 6 w bazylice, tak jak ks. Kądziołka. Rankiem siedem minut przed 6 rano schodzę na dół i... drzwi się otwierają - stoi w nich ks. prałat. "Niech się ksiądz nie spieszy, ja zdążę" - mówi.
Odprawił już tylko trzy msze św., bo był coraz słabszy. Potem była pasterka, koncelebrowaliśmy ją wszyscy. Ksiądz Kądziołka wygłosił kazanie - mam je i podziwiam: ręcznie napisane, kolorowymi mazakami podkreślone ważne cytaty. Przed "Ojcze nasz" powiedział jednak do mnie: "Niech ksiądz dalej odprawia". Usiadł, tak doczekał do końca.
Widzieliśmy, że ze zdrowiem prałata jest coraz gorzej. On jednak uważał, że jego obowiązkiem jest też odprawienie noworocznej mszy św. w kościele Matki Boskiej w Lasku. Pan Kafel zawiózł go tam samochodem, a my... posłaliśmy skrycie karetkę. Nie dokończył tej mszy. Potem było na przemian: dwa tygodnie w szpitalu, tydzień w domu... aż przyszedł zgon.
- I trudna decyzja o miejscu pochówku?
- To była moja decyzja, bezwzględnie moja. Mówiłem: Tylko w katedrze!
- Były propozycje pochowania ks. prałata Józefa Kądziołki w tzw. "alei zasłużonych" na Cmentarzu Jerozolimskim?
- Aleja zasłużonych z komunistami, to nie miejsce dla księdza prałata! Miejsce dla księdza, który odbudował kościół, jest w kościele. Zrobiliśmy grobowiec w krypcie pod baptysterium, którą ks. prałat wcześniej wyremontował na polecenie ks. biskupa. Tam wcześniej po ekshumacji został pochowany ks. Klemens Nejman. Płyta nagrobna księdza prałata jest w podłodze i tym jego rodzina była oburzona. Tłumaczyłem im, że taki jest zwyczaj w kościele: "Proszę się przejść po świątyniach - płyty nagrobne kanoników, prałatów, nawet biskupów są w podłodze".
Sam podjąłem decyzję o miejscu pochówku i o przebiegu uroczystości. Wystawienie zwłok śp. ks. prałata Józefa Kądziołki było w kościele Wniebowzięcia, a potem w dniu pogrzebu przeprowadzono je uroczyście do bazyliki. W pogrzebie wzięła udział cała Nysa.
- 30 marca br. minęła 32 rocznica śmierci ks. prałata Kądziołki.
- Została po raz pierwszy odprawiona msza św. nad jego grobem w baptysterium. Ta krypta to jego dzieło i to najlepszy pomnik dla kapłana, dziekana, prałata, który swoje życie poświęcił tej parafii i odbudowie tego kościoła!
- W katedrze, która potem została bazyliką, po wojnie było dotąd tylko dwóch gospodarzy: ks. prałat Józef Kądziołka i ks. prałat Mikołaj Mróz?
- Rzeczywiście, to jest ewenement. Musiałbym to przeanalizować, ale chyba jedyny w Polsce.
- Ks. prałat Józef Kądziołka odbudował świątynię ze zniszczeń wojennych, a teraz Ksiądz Proboszcz gruntownie ją remontuje. Ogrom pracy?!
- Tak, ogrom! Ale sześć sklepień jest już wyremontowanych i widać na nich gwiazdki. W poniedziałek mieliśmy radę budowy, która zbiera się co 4 tygodnie (14 osób - inżynierowie, architekci itd.) i są omawiane postępy prac, i problemy. Na szczęście wszystko idzie zgodnie z harmonogramem, który jest zatwierdzony przez Ministerstwo Kultury i musi być skrupulatnie przestrzegany. Termin zakończenia remontu upływa w grudniu 2021 roku.
- Wydaje mi się, że Ksiądz Proboszcz ma wiele cech wspólnych z ks. Józefem Kądziołką: konsekwencję, zorganizowanie...
- Chyba coś w tym jest, bo kiedy byliśmy obaj na parafii, parafianie mówili: "stary ks. prałat" i "młody ks. prałat". Ja wszedłem w kapcie ks. prałata Kądziołki i zasadniczo tu w parafii nic nie zostało zmienione. Kiedy ktoś przychodzi do mnie we wtorek do kancelarii i pyta zdziwiony: "Nieczynna?", to mówię: "Od prawie 100 lat jest nieczynna". Na tablicy głównej z napisem: Parafia Rzymskokatolicka itd." są numery telefonów sprzed 40 lat: 33 25 05. Nie zmieniałem tu zbyt wiele, bo jeśli coś jest dobrze urządzone i dobrze funkcjonuje to po co zmieniać?
- Dziękuję za rozmowę i życzę w zdrowiu wielu lat posługi w parafii.
- Dziękuję bardzo.

Reklama

Stary i młody prałat komentarze opinie

  • aniela - niezalogowany 2019-04-19 22:43:37

    ale to chyba nie cala historia o ks. pralacie ??? pare watkow opuszczono??

Dodajesz jako: |
Reklama

Ogłoszenia PREMIUM

Sprzedam Peugeot 206 1.4

Sprzedam Peugeot 206 1.4 benzyna 2004 i Skoda praktik 2007 uszkodzony silnik Więcej informacji telefon 510180205


Zobacz ogłoszenie

Zatrudnię pizzera w Nysie

Zatrudnię pizzera na pełen etat lub na weekendy w Nysie, bądź osobę chętną do przyuczenia na stanowisko pizzera. Więcej informacji pod numerem..


Zobacz ogłoszenie

HYDRAULIK GAZOWNIK

Usługi Hydrauliczne-Gazownicze AWARIE USTERKI PRZERÓBKI


Zobacz ogłoszenie

Dam pracę

Dam pracę w Szwecji na bardzo dobrych warunkach


Zobacz ogłoszenie
Reklama


 Reklama


25 maja 2018 roku weszło w życie Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z 27 kwietnia 2016 roku tzw. RODO. Nowe prawo nakłada na nas obowiązek uzyskania Twojej zgody na przetwarzanie przez nas danych osobowych w plikach cookies

Oświadczam, iż zapoznałem sie z Polityką prywatności i zgadzam się na zapisywanie i przechowywanie w mojej przeglądarce internetowej tzw. plików cookies oraz na przetwarzanie zaszyfrowanych w nich danych osobowych pozostawianych w czasie korzystania z innych stron internetowych, serwisów oraz parametrów zapisywanych w plikach cookies w celach marketingowych, w tym na profilowanie i w celach analitycznych przez nowinynyskie.com.pl, oraz ZAUFANYCH PARTNERÓW.

Administratorzy danych / Podmioty którym powierzenie przetwarzania powierzono

NYSKIE TOWARZYSTWO SPOŁECZNO KULTURALNE z siedzibą w Nysa 48-304, Prudnicka 3

Cele przetwarzania danych

1.marketing, w tym profilowanie i cele analityczne
2.świadczenie usług drogą elektroniczną
3.dopasowanie treści stron internetowych do preferencji i zainteresowań
4.wykrywanie botów i nadużyć w usługach
5.pomiary statystyczne i udoskonalenie usług (cele analityczne)


Podstawy prawne przetwarzania danych


1.marketing, w tym profilowanie oraz cele analityczne – zgoda
2.świadczenie usług drogą elektroniczną - niezbędność danych do świadczenia usługi
3.pozostałe cele - uzasadniony interes administratora danych


Odbiorcy danych

Podmioty przetwarzające dane na zlecenie administratora danych, w tym podmioty ZAUFANI PARTNERZY, agencje marketingowe oraz podmioty uprawnione do uzyskania danych na podstawie obowiązującego prawa.

Prawa osoby, której dane dotyczą

Prawo żądania sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania danych; prawo wycofania zgody na przetwarzanie danych osobowych. Inne prawa osoby, której dane dotyczą.

Informacje dodatkowe

Więcej o zasadach przetwarzania danych w "Polityce prywatności"