Uciekła z dziećmi przed sadystą

Interwencje, Uciekła dziećmi przed sadystą - zdjęcie, fotografia
NowinyNyskie.com.pl 24/07/2017 14:48

- Kopał moją starszą córkę, więc zasłoniłam ją swoim ciałem, trzymając 4-miesięczne dziecko na rękach. Uderzył z otwartej ręki w twarz, raz, drugi, trzeci. Dławiłam się własną krwią - opowiada Polka, która uciekła z Włoch przed swoim oprawcą.

Dzieci stawiał na baczność
- Jesteśmy ofiarami przemocy w rodzinie. Tym sadystą jest Marokańczyk, ojciec mojej najmłodszej córki.
Katarzyna jest nysanką, ma trójkę dzieci. Starsze mają 17 i 16 lat, najmłodsza Yasmina 6 lat. Jej ojca poznała we Włoszech. Od 2005 roku jeździła tam do pracy sezonowej. - Byłam po rozwodzie. Dzieci w tym czasie zostawały u moich rodziców. Rozłąka trwała 2-3 miesiące, ale ja bardzo tęskniłam. Latem 2009 roku zabrałam 9-letniego synka i 8-letnią córeczkę do Włoch na stałe. Dzieci bardzo dobrze odnalazły się w nowym kraju.
Rok wcześniej Katarzyna poznała Marokańczyka Mohameda. - Byliśmy tylko dobrymi znajomymi. Kiedy przywiozłam dzieci z Polski bardzo mnie namawiał, żebyśmy byli razem, bo on chce stworzyć prawdziwą rodzinę. Bardzo się starał, pomagał mi. W grudniu 2009 roku zamieszkał z nami. Rok później przyszła na świat Yasminka i wtedy Mohamed zmienił się w stosunku do starszych dzieci. Zrobił się szorstki, nie rozmawiał z nimi tylko wydawał rozkazy. Zwracałam mu uwagę, że tak nie można. Wtedy stawał się agresywny.
Katarzyna podaje makabryczne przykłady: - Wracał z pracy bardzo późno, ok. godz. 2 w nocy kiedy już dzieci spały. Stwierdzał, że mają bałagan w pokoju, ściągał je z łóżek, stawiał na baczność. Były krzyki, wyzwiska, a nawet wyrzucanie rzeczy przez okno. Kiedyś zaczął kopać starszą córkę. Zasłoniłam ją swoim ciałem, trzymając 4-miesięczne dziecko na rękach. Uderzył z otwartej ręki w twarz, raz, drugi, trzeci. Dławiłam się własną krwią, dziecko płakało. Kazał dzieciom wezwać z parteru moją przyjaciółkę Polkę. Przyszła, pomogła mi. Powiedziałam, że musi opuścić moje mieszkanie.

Bił i przepraszał
Kobieta nie wezwała policji, czego później żałowała. - Nie chciałam już z nim mieć żadnego kontaktu, zależało mi na świętym spokoju. Zadzwoniłam po jego siostrę i szwagra, oni zawsze byli bardzo dobrzy dla mnie i dzieci. Siostra Mohameda była zszokowana, zajęła się dziećmi. Byłam w takim szoku, że wzięłam tylko prysznic, a zakrwawione ubrania wyrzuciłam.
Kilka dni później partner zjawił się pokorny, przepraszający, z zapewnieniami że to nigdy się nie powtórzy. Uwierzyła, Mohamed znów zamieszkał z nimi.
-  Miesiąc później wszczął awanturę, znów o dzieci. Po kilku dniach wrócił z przeprosinami. Znów kolejny miesiąc spokoju, a potem awantura, że niby byłam za bardzo wydekoltowana przy jego kuzynie. Tłumaczyłam, że jest gorąco, a ja nie jestem Arabką. Zagroziłam, że jeśli tak będzie się zachowywał, to zabiorę dzieci i wrócę do Polski. Wpadł we wściekłość. Złapał mnie za głowę, uderzył „z główki” i ostrzegł: „Jak wyjedziesz z Włoch, to cię znajdę i poderżnę gardło”.
Wezwała karabinierów. Świadkami awantury były dwie koleżanki Polki, które słysząc krzyki przybiegły na pomoc.
Katarzyna po tych przeżyciach wyjechała z dziećmi do kraju, ale po 5 miesiącach ponownie wróciła do Włoch.
- On dzwonił, błagał żebyśmy znów spróbowali, a jego rodzina zapewniała, że się zmienił. Zamieszkaliśmy w innym mieście. Wycofałam skargę z policji.
Dziś kobieta mówi, że to była gra. - Nie był wcale dobry dla moich dzieci. Kiedy wychodziłam z domu, to wyzywał je i bił. Nic mi nie mówiły, bo się go bały. Potem zaczął kombinować z wyjazdem do Maroka, że niby jego matka umiera i chciałaby poznać przed śmiercią wnuczkę. Wierzyłam, a teraz wiem, że chciał wywieźć naszą córeczkę do swojego kraju.
W styczniu 2013 r. Katarzyna z partnerem pojechali do konsulatu polskiego wyrobić dziecku paszport.
 - Mohamed jednak zapomniał swojego paszportu i nic z tego nie wyszło. Dostał wtedy furii. Konsul chwycił za słuchawkę i wzywał ochronę. Bałam się, że go aresztują, uspokajałam go.
Dziś kobieta dziękuje Bogu, że tak się stało.

Walczyła o syna
W tym czasie pojawiły się kłopoty ze zdrowiem syna.
- Okazało się, że jest nadpobudliwy. Szukałam wszędzie pomocy. W opiece społecznej prowadzono z nami konsultacje rodzinne i rozmowy z psychologiem. Tam mój partner przedstawił mnie jako osobę niezrównoważoną, nie nadającą się do opieki nad dziećmi. Nie wiedziałam o tym, tylko dziwiłam się dlaczego namawiano mnie do podpisania zgody na ograniczenie moich praw rodzicielskich na rzecz pracowników opieki społecznej. Grożono mi, że jeżeli się nie zgodzę, to całkowicie odbiorą mi dzieci. Taki wniosek skierowano zresztą do sądu, ale sąd stanął po mojej stronie. Miałam przyznane pełne prawa do moich dzieci.

W tym czasie robiono też badania syna i okazało się, ze jego nadpobudliwość jest wynikiem choroby genetycznej. Jednak zamiast leczenia dawno mu psychotropy w ogromnych dawkach. Umieszczono go też w instytucji, gdzie był pod nadzorem „edukatorów”. Odebrano mi kontakt z 13-letnim dzieckiem. Zdecydowaliśmy wtedy z jego ojcem, że będziemy leczyć syna w Polsce. Wywiozłam go do kraju bez powiadamiania opieki społecznej, tu były mąż przejął sądownie pełną opiekę rodzicielską. Dzięki temu Włosi nie mają już prawa do naszego dziecka.

Szykany wobec Polki
Partner Katarzyny się nie zmienił. Po kolejnej awanturze 6 marca 2013 roku Polka definitywnie pozbyła się Marokańczyka ze swojego mieszkania.
- Był na tyle perfidny, że wezwał karabinierów. Kiedy policjanci zobaczyli zapłakaną kobietę z małymi dzieci natychmiast nakazali mu się wyprowadzić. I to pod karą aresztu! Dopiero wtedy złożyłam doniesienie o przemocy, jego już nie było i nie mógł się mścić.
Po rozstaniu ojciec starał się w opiece społecznej o kontakty z córeczką.
- Uzyskał zgodę, ale pod nadzorem tzw. edukatorki z opieki społecznej. Przyprowadziłam dziecko do budynku opieki, myśląc że będą tam przez cały czas. Nagle patrzę, a ojciec wychodzi gdzieś z córeczką i z pracownikiem opieki społecznej. Przeraziłam się, że mi porwie córkę, tak jak groził. Pobiegłam przerażona do biura. Pracownice zamiast mnie uspokoić, że ojciec ma do tego prawo, zaczęły krzyczeć na mnie. Potem dotarły do mnie niepokojące informacje, że edukatorkę widywano też prywatnie z ojcem mojej córeczki. Zgłosiłam to i znów naraziłam się pracownikom opieki społecznej. Kiedy „wywiozłam” syna do Polski, mogli się na mnie zemścić. Zawiadomili prokuraturę dla nieletnich w Wenecji, że zaniedbałam zdrowie mojego syna oraz naraziłam życie całej trójki dzieci dlatego, że pracowałam po południu. Moja mama zajmowała się w tym czasie dziećmi. Jednak powiedziano mi, że pracować mogę do południa, kiedy one są w szkole.
Włoska opieka społeczna cały czas mnie atakowała, a ojcu oddała pełne prawa do naszego dziecka. Nie ma on już nadzorowanych spotkań, bo edukatorka napisała, że jest czułym ojcem. Mnie natomiast skierowano na testy psychologiczne, czy nadaję się do opieki nad dziećmi. Przeszłam je bez żadnych problemów. Konkubin złożył do sądu wniosek o całkowite pozbawienie mnie praw rodzicielskich. Efektem jest postanowienie, że Yasminka nie może wyjechać z Włoch bez sądowego pozwolenia, a na wyjazd starszej córki muszę mieć zgodę opieki społecznej z tzw. consultorium familiarnego. W przeciwnym razie odbiorą mi całą trójkę dzieci.

Uciekła do kraju
- Cały czas jestem zastraszana. Kiedy miała się odbyć w sądzie pierwsza rozprawa karna przeciwko naszemu oprawcy, przed procesem podeszła do mnie asystentka socjalna z consultorium. Zagroziła, że jeśli starsza córka będzie zeznawać, to odbiorą mi dzieci. Na jej nieszczęście słyszał to mój adwokat i po jego interwencji kobieta dostała naganę. To jednak jeszcze bardziej nastawiło wrogo opiekę społeczną przeciwko mnie.
Katarzyna nie czuła się bezpiecznie we Włoszech.
- Byliśmy cały czas prześladowani przez ojca Yasminki i opiekę społeczną, nie mieliśmy tam normalnego życia.
Chroni się tam jednak człowieka, który się nad nami znęcał.
Nasze życie to koszmar!
Kobieta prosiła o pomoc kancelarię polskiego prezydenta, napisała błagalne wezwanie do konsulatu. Bez skutku.
W lipcu zdecydowała się uciec do Nysy.
- Ojcu mojej córeczki powiedziałam, że jadę we włoskie góry. Cały czas jednak drżę, że włoska prokuratura oskarży mnie o porwanie Yasminki oraz o wywiezienie starszej córki bez zgody ich urzędów. A przecież moje dzieci są obywatelami Polski! Drżę każdego dnia, że zapukają do mnie policjanci i siłą odbiorą mi córeczki i oddadzą sadyście, który nad nami się znęcał!

Nie walczą o nas?
Katarzyna wniosła sprawę do nyskiego sądu o całkowite przekazanie jej praw rodzicielskich nad Yasminą bądź ograniczenie praw jej ojcu oraz o zabezpieczenie na czas rozprawy praw do córeczki. Stara się też o jakąkolwiek pomoc - kobieta nie ma pracy, pieniędzy. Najważniejszą jednak sprawą jest meldunek w Polsce, bo bez niego traktowana jest jako mieszkanka Włoch.
Sytuacją kobiety, po zasygnalizowaniu jej przez „Nowiny Nyskie”, zainteresował się wiceburmistrz Piotr Bobak. Katarzyna uzyskała klucze do jednopokojowego „gminnego mieszkania chronionego” przeznaczonego dla ofiar przemocy i obietnicę uzyskania czasowego meldunku.
- Pani Katarzyna otrzyma od opieki społecznej wszelką możliwą prawem pomoc - zapewnił wiceburmistrz.
Katarzyna zwróciła się też o pomoc do Rzecznika Praw Dziecka. Uzyskała odpowiedź, że nie posiada on środków prawnych do podjęcia interwencji przed instytucjami znajdującymi się poza granicami Polski. Może jedynie zwrócić się do polskich placówek konsularnych o zbadanie sprawy.
  - USA walczy zawsze o swoich obywateli, kiedy dzieje się im krzywda za granicą. Szkoda, że my Polacy jesteśmy pozostawieni sami sobie - mówi smutno młoda kobieta, która uciekła po pomoc do swojego kraju. Czy ją otrzyma?

Reklama

Uciekła z dziećmi przed sadystą komentarze opinie

Dodajesz jako: |
Reklama

Ogłoszenia PREMIUM

Dam pracę

Dam pracę w Szwecji na bardzo dobrych warunkach


Zobacz ogłoszenie

HYDRAULIK GAZOWNIK

Usługi Hydrauliczne-Gazownicze AWARIE USTERKI PRZERÓBKI


Zobacz ogłoszenie

Sprzedam Peugeot 206 1.4

Sprzedam Peugeot 206 1.4 benzyna 2004 i Skoda praktik 2007 uszkodzony silnik Więcej informacji telefon 510180205


Zobacz ogłoszenie
Reklama


 Reklama


25 maja 2018 roku weszło w życie Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z 27 kwietnia 2016 roku tzw. RODO. Nowe prawo nakłada na nas obowiązek uzyskania Twojej zgody na przetwarzanie przez nas danych osobowych w plikach cookies

Oświadczam, iż zapoznałem sie z Polityką prywatności i zgadzam się na zapisywanie i przechowywanie w mojej przeglądarce internetowej tzw. plików cookies oraz na przetwarzanie zaszyfrowanych w nich danych osobowych pozostawianych w czasie korzystania z innych stron internetowych, serwisów oraz parametrów zapisywanych w plikach cookies w celach marketingowych, w tym na profilowanie i w celach analitycznych przez nowinynyskie.com.pl, oraz ZAUFANYCH PARTNERÓW.

Administratorzy danych / Podmioty którym powierzenie przetwarzania powierzono

NYSKIE TOWARZYSTWO SPOŁECZNO KULTURALNE z siedzibą w Nysa 48-304, Prudnicka 3

Cele przetwarzania danych

1.marketing, w tym profilowanie i cele analityczne
2.świadczenie usług drogą elektroniczną
3.dopasowanie treści stron internetowych do preferencji i zainteresowań
4.wykrywanie botów i nadużyć w usługach
5.pomiary statystyczne i udoskonalenie usług (cele analityczne)


Podstawy prawne przetwarzania danych


1.marketing, w tym profilowanie oraz cele analityczne – zgoda
2.świadczenie usług drogą elektroniczną - niezbędność danych do świadczenia usługi
3.pozostałe cele - uzasadniony interes administratora danych


Odbiorcy danych

Podmioty przetwarzające dane na zlecenie administratora danych, w tym podmioty ZAUFANI PARTNERZY, agencje marketingowe oraz podmioty uprawnione do uzyskania danych na podstawie obowiązującego prawa.

Prawa osoby, której dane dotyczą

Prawo żądania sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania danych; prawo wycofania zgody na przetwarzanie danych osobowych. Inne prawa osoby, której dane dotyczą.

Informacje dodatkowe

Więcej o zasadach przetwarzania danych w "Polityce prywatności"