Wrobili mnie w napad. Uciekam przed więzieniem

Kradzieże, Wrobili napad Uciekam przed więzieniem - zdjęcie, fotografia
NowinyNyskie.com.pl 29/01/2018 14:33

Tomasz K. od półtora roku ucieka przed więzieniem. Został skazany na 4,5 roku za napad na bank w Głuchołazach. - Ja i jeszcze drugi mężczyzna zostaliśmy pomówieni przez człowieka, który był wielokrotnie karany, jest alkoholikiem i narkomanem. Tylko dlatego, że poszedł na współpracę z organami prawa, jest na wolności. Tak można wsadzić każdego człowieka za kratki - mówi mężczyzna.

Z akt sądowych
Dwóch zamaskowanych mężczyzn weszło do banku. Jeden zablokował drzwi, drugi rzucił cukierkiem w kierunku siedzącej za biurkiem pracownicy i podbiegł do niej, uniemożliwiając włączenie cichego alarmu. Powiedział spokojnie, że nic jej nie zrobią tylko musi otworzyć sejf. Tak według sądowych wyroków miał wyglądać rabunek w głuchołaskiej placówce, skąd złodzieje wynieśli wówczas ponad 53,3 tys. zł.
Domniemani sprawcy zostali schwytani już dwa tygodnie później i od razu trafili do aresztu. Dwaj z nich pozostali tam pół roku. Wyrok w pierwszej instancji - w Sądzie Rejonowym w Prudniku, zapadł 29 października 2015 r.
Robert C. i Tomasz K. z Nysy zostali skazani na 2,5 roku bezwzględnego więzienia. Mieli też oddać bankowi po 20 tys. zł (nie odzyskano pieniędzy, które skradli). Trzeci oskarżony Tomasz W., który kierował samochodem usłyszał wyrok 2 lat więzienia w zawieszeniu i grzywnę. To on trafił w ręce policji i jako pierwszy wskazał głównych oskarżonych.
Skazani odwołali się od wyroku, odwołała się również prudnicka prokuratura - kwestionując jej zdaniem zbyt niskie kary dla Roberta C. i Tomasza K. Sąd Okręgowy zwiększył im karę: 4 lata Robertowi C. i 4,5 roku więzienia Tomaszowi K.
Na Roberta C., jak czytamy w wyroku, wskazała pracownica banku, która rozpoznała go w posturze zamaskowanego sprawcy, zachowaniu i głosie. Także dwaj świadkowie, którzy siedzieli razem z Romanem w celi aresztu zeznali, że podzielił się z nimi szczegółami ze skoku. Ponadto w śledztwie przeanalizowano połączenia telefoniczne całej trójki. Z ich wykazów wynikało, że przed napadem wszyscy oskarżeni kontaktowali się ze sobą.
Robert C. nie przyznał się do napadu. Po uprawomocnieniu się wyroków jednak zgłosił się do więzienia, do odbycia 4-letniej kary.
Tomasz K. skazany na 4,5 roku nie przyznał się do udziału w napadzie rabunkowym. Nie zgłosił się do więzienia i ciągle się ukrywa. Twierdzi, że jest niewinny. Swoją historią chce się podzielić publicznie.

Spowiedź skazanego
We wrześniu 2014 roku około godz. 15 wracałem z kolegą z pracy. Podjechaliśmy pod mój dom w Nysie. Zauważyłem stojących na poboczu policjantów z Głuchołaz, których znałem z baru, w którym kiedyś pracowałem.
Policjanci podeszli do nas. Powiedzieli, że mają do mnie sprawę, bo jest coś niewyjaśnionego i czy mógłbym pojechać z nimi do Głuchołaz. Poprosiłem o 10 minut na prysznic i przebranie się, bo wróciłem bezpośrednio po remontowaniu mieszkania i byłem w roboczych ciuchach. Usłyszałem: „Nie, panie Tomku, nie ma sensu... pół godziny i wróci pan do domu”.
W komisariacie w Głuchołazach weszliśmy na pierwsze piętro - do pokoju, gdzie było 6 - 7 policjantów. Posadzili mnie na krześle i jeden z nich powiedział: „Panie Tomku sprawa jest poważna”.
Zdziwiłem się, bo do wyjaśnienia miała być jakaś drobnostka.
Usłyszałem, że zostałem pomówiony o napad na bank. Zapytałem zszokowany: „O napad na bank!? Chyba sobie żartujecie?!”.
Pozostali policjanci zaczęli mi podwijać nogawki od spodni. Pytali: „Gdzie masz tatuaż?”. Nie znaleźli, usiedli i zaczęli mnie straszyć: „Przyznaj się. Masz przerąbane. Jak się przyznasz, to będzie dobrze”.
Ja na to: „Panowie, nie mam się do czego przyznać, bo niczego nie zrobiłem”. Jeden z policjantów był szczególnie nachalny. Powiedziałem mu, że nie życzę sobie aby w ten sposób do mnie mówił. Policjanci zamilkli, wyszli z pokoju i zostało ze mną tylko dwóch. Po chwili przyszedł jeden i powiedział: „Chodź, idziemy na okazanie”. Weszliśmy do jakiegoś pokoju, postawili mnie przed lustro weneckie samego, a powinny być przynajmniej trzy osoby. Po chwili wszedł policjant i powiedział: „Masz szczęście chłopie, chyba zaraz do domu pojedziesz. Nie rozpoznano cię. Idę spytać prokuratora co on zadecyduje”. Zabrali mnie do pokoju, w którym byłem poprzednio. Okazało się, że jednak zostałem zatrzymany i przewieziony do nyskiej komendy policji. Z tego okazania nie zrobiono żadnego protokołu, jedynie z zatrzymania.

Musiałem pożyczać nawet majtki
Tomasz K. zapewnia, że nie był nigdy karany, nie miał żadnego konfliktu z prawem.
- Następnego dnia zostałem zawieziony do prokuratora w Prudniku. Zapytał mnie: „Czy się przyznaję”. Powiedziałem: „Panie prokuratorze, nie mam się do czego przyznać, a policjanci szukali kogoś z tatuażem na nodze. On zaczął się śmiać: „Panie, tatuaż można sobie namalować, a pan jesteś niebezpieczny, ja muszę pana zamknąć”.
Zaraz po tym była w sądzie sprawa o areszt. Prokurator siedział sobie z sędzią na sali i rozmawiali, choć tak być nie powinno - powinniśmy tam wejść razem. Prokurator zataił przed sędzią, że było okazanie kasjerce z banku (to wyczytałem później z akt), która powiedziała, że to nie ja byłem sprawcą.
Dostałem areszt na 3 miesiące, przewieziono mnie do Prudnika. Żona zaraz po moim zatrzymaniu przywiozła mi ubranie, ale go nie dostałem. Byłem w roboczym ubraniu. Od tego, który był współosadzony w celi pożyczyłem majtki, spodnie dresowe i bluzę. Potem dostałem list od żony, w którym wspomniała o ubraniu.
Przez miesiąc czasu zwodzili mnie, że ubrania nie ma. Po skardze do dyrektora aresztu w cudowny sposób moje rzeczy się znalazły, ale dopiero po miesiącu.
W areszcie siedziałem ponad 6 miesięcy. Wtedy już były rozprawy w Sądzie Rejonowym w Prudniku. Tam poznałem tego drugiego, który został też pomówiony o napad. Pierwszy raz go zobaczyłem. Rzekomo razem mieliśmy zrobić ten skok na bank.
Pomówił nas Tomasz W., który przyznał się do napadu. W zamian za współpracę dostał wyrok w zawieszeniu, czyli zastosowano złagodzenie kary.

Koronny zmieniał zeznania
Tomasza W. znam, bo pracował ze mną. Rozbierałem kiedyś szyb kopalniany w Katowicach i wiedziałem, że on umie ciąć palnikiem. Ktoś mi go polecił i wziąłem go do pracy. Potem trochę się nim zajmowałem, bo on pił, ćpał i rodzice go z domu wyrzucili. Mieszkał na działkach. Czasem mu jedzenie przywiozłem, czy coś do picia. I tak mi się odwdzięczył za pomoc. Nie wiem dlaczego?
Przed aresztem miałem z nim kontakt, ale sporadyczny - może raz w tygodniu lub dwa odwiedziłem go na działce. Aha! Jeszcze mu załatwiłem pracę u pana Mirka B., który budował dom. Ten człowiek dzwonił potem do mnie z pretensjami: „Dałeś mi ludzi do pracy a oni nie przychodzą”. Pojechałem do tego Tomasza na działkę i powiedziałem: „Chłopie, co ty robisz, ja na idiotę wychodzę?”. A on na to: „Tomeczku, Tomeczku my się jutro pokażemy tam w pracy”. Czasami więc do niego dzwoniłem.
Tomasz K. zapewnia, że policja i prokuratura nie miała żadnych dowodów na jego winę, poza pomówieniem Tomasza W.
- On powiedział, że razem ze mną i tym Robertem C., którego nie znałem, poszliśmy na skok. Rzekomo spotkał mnie na mieście i spontanicznie mi zaproponował: „Ej słuchaj, napadniemy na bank”? A ja: „No dobra, to napadniemy”.
Śmieję się teraz z tego, bo to jest niewiarygodne, ale według Tomasza W. tak właśnie było. On ciągle zmieniał zeznania. Na jednej rozprawie mówił, że ja i ten Robert C. oraz on spotkaliśmy się na działce, gdzie wszystko było ustalane przed napadem. A na następnej sprawie, że on nie wie - może ja spotykałem się z Robertem C. sam, ale nie z nim i on nie wie, co było ustalane. A przy zatrzymaniu nawet powiedział, że w Głuchołazach dwóch zamaskowanych facetów wtargnęło do jego auta i kazało mu jechać.

Kasjerka była w szoku?
W Sądzie Tomasz W. unikał konfrontacji. Kiedy był przesłuchiwany, to życzył sobie, żebyśmy ja i ten drugi oskarżony opuszczali salę.
Dopiero kiedy skończył to nas wprowadzano i sędzia odczytywał nam jego zeznania i mogliśmy zadawać pytania. Na 90 procent z nich Tomasz W. odpowiadał: „nie wiem”, „nie pamiętam”. Tego też nie rozumiem, bo jeżeli ktoś idzie na współpracę i jest takim małym świadkiem koronnym, to nie powinien mówić, że czegoś nie pamięta. Skoro ma dostać szczególne złagodzenie kary to powinien wszystko wyznać szczerze.
Z zeznań wyszło, że zaraz po napadzie Tomasz W. uciekł z dozoru na Kujawy. Ktoś mu spalił jego działkę. Zeznał, że nieznani mężczyźni grozili mu przez telefon. Może to prawdziwi sprawcy go zastraszyli, bo Tomasz W. chciał powiedzieć prawdę. Ja tego nie zrobiłem, bo byłem wtedy w areszcie, Robert C. również. Jednak tego wątku prokuratura i sąd nie zbadali.
W tym czasie, kiedy my siedzieliśmy w areszcie on miał dozór policyjny. Ani jednego dnia nie spędził za kratami.
Kasjerka z banku była głównym świadkiem. Podczas tego nielegalnego okazania na komisariacie policji powiedziała, że to nie ja. Także później byłem okazywany razem z Robertem C. na trzech kolejnych rozprawach w sądzie i za każdym razem ta pani mówiła, że jej kategorycznie nie pasuję na sprawcę, bo jestem co najmniej o 10 cm za niski.
Podczas uzasadnienia wyroku sędzia powiedział, że ta pani, kiedy patrzyła na mnie to popełniła błąd, bo była w szoku. Jak była w szoku? A kiedy już patrzyła na Roberta C. to szok jej przechodził?

Czas się nam nie zgadza
Tomasz W. który nas pomówił, podał okoliczności napadu. Według niego miało być tak: sprawcy wyszli z banku o godz. 17.02, przeszli ok. 150 metrów do samochodu, wsiedli i pojechali z Głuchołaz, przez Gierałcice, Biskupów, Sławniowice, Kijów, Nadziejów, Koperniki, Białą Nyską, Morów do Nysy, przejechali przez park i tam koło poczty wyjechali. Potem na działki na ul. Saperską (przez rondo), aż pod samą tamę, a tam jeszcze ok. 400 metrów polną dziurawą drogą na działkę Tomasza W. Okazało się jednak, że Robert C. o godz. 17.36 odebrał spod kościoła przy ul. Rodziewiczówny swoją córkę.
Wg Tomasza W. w ciągu 34 minut przejechaliśmy trasę, dotarliśmy na działkę, podzieliliśmy pieniądze i przebraliśmy się!
Zrobiłem eksperyment procesowy i dostarczyłem dowód wideo do sądu. Trzema różnymi autami przemierzyłem tę trasę: fordem escortem, alfą romeo i najsilniejszym - skodą 170-konną. Sam czas dojazdu z tego miejsca do działki Tomasza W., bez dojścia z banku do samochodu, zajął nam 38 minut. Kierowca przekraczał znacznie w czasie tego eksperymentu prędkość, jechał nawet 120 - 140 km/h. Sędzia przyjął to jako dowód, ale biegły napisał opinię, że da się przejechać tę trasę w ciągu 30 minut i to przepisowo. Obrońca Roberta C. udowodnił na sali, że biegły nie zapoznał się w ogóle z materiałem dowodowym. Nie umiał odpowiedzieć, jaka marka samochodów była na załączonym filmie.

Wieczny uciekinier
Sąd jednak tych uwag nie wziął pod uwagę. Dowody, które przedstawialiśmy: ja, moja mecenas i drugi oskarżony i jego obrońca, nie były w ogóle brane pod uwagę. Założeniem prokuratora i sędziego było wykazanie się, że mają winnych i wszystko robili, żeby to udowodnić. Już na początku we wszystkich gazetach na Opolszczyźnie podawali, że mają sukces, bo zatrzymali sprawców. Głupio byłoby im się przyznać, że jesteśmy niewinni. Dlatego zostaliśmy skazani.
Miałem alibi. W tym czasie, kiedy doszło do napadu byłem w piwnicy i tynkowałem ściany. Ok. godz. 17 (dokładnie nie pamiętam) przyszedł do mnie kolega. Poszliśmy do mieszkania, żona zrobiła kawę i siedzieliśmy w trójkę. Ponadto Tomasz W. powiedział, że ja przed skokiem przyjechałem do niego na działkę swoim autem. A ja je pożyczyłem koledze i on pojechał nim do Wodzisławia Śląskiego.
Prokuratura i sąd w ogóle nie zajęli się tym, dlaczego niby miałbym wziąć udział w napadzie na bank. Pieniędzy nie potrzebowałem, bo dobrze zarabiałem - ponad 3 tys. zł miesięcznie, żona - ok. 2 tys. zł. Nie mieliśmy długów, dlaczego miałem kraść? Przecież nigdy nie byłem notowany, nie miałem konfliktu z prawem.
Tak można wrobić każdego z ulicy, nawet panią redaktor. Powiedziałbym na przykład: „Dobrze ja się przyznaję, ale za złagodzenie kary powiem kto jeszcze ze mną był. Była też ta pani, ona stała na czatach. I pani od razu idzie do aresztu!”. I żadne alibi pani by nie pomogło.
Poskarżyłem się na prokuratora i sędziego do Ministerstwa Sprawiedliwości. I co? Ministerstwo wysłało moją skargę do Prokuratury Krajowej, ta do Prokuratury Okręgowej, a oni do prokuratora, na którego się skarżyłem. Prokurator wysłał do mnie zapytanie, o co mi chodzi?
Tomasz K. się ukrywa: - Zniszczyli mi życie i mojej rodziny. Żona też nie wiem, czy mnie nie zostawi, bo kto umiałby tak żyć. Ja ją rozumiem.
Przypuszczam, że Robert C. zgłosił się do więzienia, bo mu się urodziło dziecko. Dla dobra rodziny, odsiedzi część wyroku i po dobrym sprawowaniu wyjdzie. Co z tego, że siedzi za niewinność. Ja tak nie potrafię, psychicznie bym tam zwariował. Dlaczego mam cierpieć za coś, czego nie zrobiłem! Dlatego jestem wiecznym uciekinierem.

Reklama

Wrobili mnie w napad. Uciekam przed więzieniem komentarze opinie

Dodajesz jako: |
Reklama

Ogłoszenia PREMIUM

HYDRAULIK GAZOWNIK

Usługi Hydrauliczne-Gazownicze AWARIE USTERKI PRZERÓBKI


Zobacz ogłoszenie

Sprzedam Peugeot 206 1.4

Sprzedam Peugeot 206 1.4 benzyna 2004 i Skoda praktik 2007 uszkodzony silnik Więcej informacji telefon 510180205


Zobacz ogłoszenie

Dam pracę

Dam pracę w Szwecji na bardzo dobrych warunkach


Zobacz ogłoszenie
Reklama


 Reklama


25 maja 2018 roku weszło w życie Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z 27 kwietnia 2016 roku tzw. RODO. Nowe prawo nakłada na nas obowiązek uzyskania Twojej zgody na przetwarzanie przez nas danych osobowych w plikach cookies

Oświadczam, iż zapoznałem sie z Polityką prywatności i zgadzam się na zapisywanie i przechowywanie w mojej przeglądarce internetowej tzw. plików cookies oraz na przetwarzanie zaszyfrowanych w nich danych osobowych pozostawianych w czasie korzystania z innych stron internetowych, serwisów oraz parametrów zapisywanych w plikach cookies w celach marketingowych, w tym na profilowanie i w celach analitycznych przez nowinynyskie.com.pl, oraz ZAUFANYCH PARTNERÓW.

Administratorzy danych / Podmioty którym powierzenie przetwarzania powierzono

NYSKIE TOWARZYSTWO SPOŁECZNO KULTURALNE z siedzibą w Nysa 48-304, Prudnicka 3

Cele przetwarzania danych

1.marketing, w tym profilowanie i cele analityczne
2.świadczenie usług drogą elektroniczną
3.dopasowanie treści stron internetowych do preferencji i zainteresowań
4.wykrywanie botów i nadużyć w usługach
5.pomiary statystyczne i udoskonalenie usług (cele analityczne)


Podstawy prawne przetwarzania danych


1.marketing, w tym profilowanie oraz cele analityczne – zgoda
2.świadczenie usług drogą elektroniczną - niezbędność danych do świadczenia usługi
3.pozostałe cele - uzasadniony interes administratora danych


Odbiorcy danych

Podmioty przetwarzające dane na zlecenie administratora danych, w tym podmioty ZAUFANI PARTNERZY, agencje marketingowe oraz podmioty uprawnione do uzyskania danych na podstawie obowiązującego prawa.

Prawa osoby, której dane dotyczą

Prawo żądania sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania danych; prawo wycofania zgody na przetwarzanie danych osobowych. Inne prawa osoby, której dane dotyczą.

Informacje dodatkowe

Więcej o zasadach przetwarzania danych w "Polityce prywatności"