Potraktowali mnie jak kryminalistkę

Policja , Potraktowali kryminalistkę - zdjęcie, fotografia
NowinyNyskie.com.pl 10/10/2019 14:13

- Zostałam potraktowana jak kryminalistka. Kiedy chciałam uchylić drzwi radiowozu funkcjonariusz kazał wysiąść policjantce i pilnować, żebym nie uciekła – opowiada Anna, która została zgarnięta przez policję, kiedy szła nieprawidłowo poboczem ulicy Asnyka w Nysie.

Popełniła wykroczenie
Anna jest nyską nauczycielką, od ponad 25 lat pracującą w zawodzie. Nigdy nie miała kontaktu z policją, bo zawsze starała się przestrzegać prawa. Jako kierowca nie naruszała przepisów, jako piesza przechodziła tylko po pasach.
Ale i jej, tak praworządnej osobie, przytrafiło się, że popełniła wykroczenie drogowe.
- Zrobiłam to zupełnie nieświadomie – zapewnia kobieta.
Był piątek 27 września. Anna po ponad dwutygodniowej infekcji wyszła pierwszy raz z domu. - Przez tę chorobę odłożono u mnie zaplanowaną, poważną operację. Infekcja była tak wyczerpująca, że nie miałam na nic siły i mąż musiał wziąć opiekę. Tego dnia pierwszy dzień po zwolnieniu poszedł do pracy, a ja wybrałam się na zakupy – opowiada Anna.
Sprawunki zrobiła w markecie przy ul. Piłsudskiego. Niestety nie zdążyła na autobus.
- Zdecydowałam więc, że pójdę do następnego przystanku. Przeszłam przez stację BP, potem szłam chodnikiem obok nyskiego targu. Tego dnia był upał, a ja byłam jeszcze słaba po chorobie. Czułam się bardzo zmęczona i bardzo chciałam się czegoś napić – opowiada.
Anna dostrzegła szyld McDonald’sa i skierowała się w jego stronę. - Przeszłam przez pasy i szłam chodnikiem, który jednak zaraz się skończył. Nie było tam żadnych barierek zagradzających dalsze przejście. Tak bardzo chciałam odpocząć, że szłam dalej przed siebie. W pewnym momencie poczułam jak mijają mnie samochody i zastanowiło mnie, dlaczego ten chodnik jest taki wąski. Nie czułam się tam bezpiecznie i zdecydowałam się wrócić do pasów, ale w tym momencie podjechał radiowóz – opowiada kobieta.

Nie jesteśmy taksówką
Anna mówi, że wsiadła do niego niemal w biegu, ale… była szczęśliwa na widok policji. Radiowóz zaparkował na parkingu w połowie drogi między McDonald’sem a „Biedronką”.
- Wręcz poczułam dumę, że funkcjonariusze się tak ładnie się zachowali - zareagowali na osobę, która idzie poboczem i przewieźli ją w bezpieczne miejsce.
Powiedziałam to siedzącemu w radiowozie policjantowi i policjantce. Dodałam, że te wszystkie złe opinie o polskich policjantach są krzywdzące.
Ku zaskoczeniu kobiety funkcjonariusze zareagowali bardzo ostro na jej słowa:
- Usłyszałam, że radiowóz to nie taksówka i oni nikogo nie podwożą, a ja popełniłam wykroczenie i otrzymam mandat. Policjant wyjaśnił mi, że przed wąskim chodnikiem był znak: zakaz ruchu dla pieszych. Niestety ja go nie dostrzegłam. Może wyborcze bilbordy odwróciły moją uwagę, a może byłam tak bardzo osłabiona, że myślałam tylko o tym, że muszę się napić wody, bo zemdleję... Poprosiłam funkcjonariuszy, żeby podjechali tam i pokazali, czy rzeczywiście jest znak. Najpierw usłyszałam: ”później”, a kiedy ponownie o to poprosiłam usłyszałam: „nie jesteśmy taksówką”.

Policjantka nie jest od zakupów
Anna wyjaśniła policjantom, jak doszło do tego, że znalazła się na poboczu ul. Asnyka: opowiedziała o swojej chorobie, o tym, że jest na lekach, że czeka na operację i jest w bardzo złym stanie fizycznym.
- Sytuacja ta powstała z mojej winy i tego nie negowałam. Wyjaśniałam tylko, dlaczego tak się stało.
W odpowiedzi usłyszałam, że policjanci nie są zainteresowani moją historią.
Policjant poprosił kobietę o dowód tożsamości. - Nie miałam przy sobie ani prawa jazdy ani dowodu. Zasugerowałam, że może podjedziemy do domu i wezmę dowód i pan mnie wtedy spisze. Po raz kolejny usłyszałam, że radiowóz nie jest taksówką. Miałam podać dane ustnie.
Anna nie zgodziła się, żeby nie być posądzoną o podanie nieprawdy. - Usłyszałam, że teraz policja ma system komputerowy, w którym po wprowadzeniu nazwiska osoby widać jej dowód osobisty ze zdjęciem. Podałam więc swoje dane, policjant sprawdził i potwierdził, że wszystko się zgadza.
Tę procedurę policjanci przeprowadzali w dusznym zamkniętym radiowozie. - Trwało to dość długo i poczułam się bardzo źle. Bałam się, że zaraz zemdleję. Powiedziałam o tym policjantom, mówiąc że jak najszybciej muszę wypić wodę.- To co, mam dzwonić po karetkę? - zapytał funkcjonariusz. Zaskoczył mnie, bo karetka jest wzywana tylko do zagrożenia życia.
Byliśmy blisko sklepu „Biedronka”. Zapytałam, czy mogłabym tam kupić wodę. A jeśli nie, to czy mogłabym prosić o to panią funkcjonariuszkę. Usłyszałam, że policjantka nie jest od tego – opowiada nyska nauczycielka, która była bardzo zaskoczona bezdusznością młodych ludzi.
- Procedura procedurą, ale gdzie są ludzkie uczucia? - zastanawia się kobieta.
To co stało się później, jeszcze bardziej wstrząsnęło panią Anną. - Było tak duszno, że zapytałam czy mogę uchylić drzwi radiowozu. Nie czekając na odpowiedź zrobiłam to, bo było mi słabo. W tym momencie usłyszałam jak policjant zwraca się do funkcjonariuszki: Wysiądź, stań i przypilnuj drzwi, żeby nie uciekła. Policjantka zerwała się z miejsca i stanęła przy radiowozie od mojej strony. To było uwłaczające dla mnie, potraktowano mnie jak kryminalistkę! Czułam zastraszenie, olbrzymią presję i poczucie władzy ze strony policji.

Dmuchnie pani w alkomat
- To skumulowało moje już i tak bardzo złe samopoczucie, bo prawdopodobnie skoczyło mi ciśnienie krwi.
Anna zadzwoniła więc do męża. Dała telefon na tryb głośnomówiący i opowiedziała o całej sytuacji: że od kilkunastu minut jest przytrzymywana w dusznym radiowozie, że jest jej słabo i nie może doprosić się o łyk wody.
- Mąż powiedział, że natychmiast dzwoni do komendanta i się wyłączył. Po chwili z radiowozem połączył się przełożony policjantów i zapytał, czy rzeczywiście jestem przetrzymywana. Policjant wziął telefon i wyszedł z radiowozu.
Po powrocie usłyszałam od funkcjonariusza, że nie mam go straszyć posłem Januszem Sanockim i komendantem. Powiedziałam, że nie straszę. Przecież ja do nikogo nie dzwoniłam, poza swoim mężem! To mąż, w obawie o moje zdrowie interweniował w komendzie policji i u pana posła Sanockiego.
Policjanci nie skończyli od razu procedury. - Funkcjonariusz odwrócił się do mnie, podsunął mi alkomat pod usta i kazał dmuchać.
Anna zaprotestowała argumentując, że jest w kontakcie logicznym, nie czuć od niej alkoholu i nie zataczała się, kiedy szła poboczem.
- Jakim prawem chce pan, żebym dmuchała do alkomatu? Nie zgadzam się! - powiedziałam zdenerwowana.
Policjant zabrał alkomat. Policjantka cały czas stała przy drzwiach i pilnowała mnie. Czułam się jak przestępca. Byłam już nie tylko w bardzo złym stanie fizycznym, ale i psychicznym. Chciałam, żeby to wszystko skończyło się jak najszybciej.

Wolna po 40 minutach
Anna oświadczyła, że mandatu nie przyjmuje i poprosiła policjanta, żeby jej powiedział, dlaczego nie może otrzymać pouczenia i kto o tym decyduje.
- Powiedział, że to jest jego subiektywna ocena. Poprosiłam, żeby dał mi wezwanie na komendę co zrobił. Poprosiłam też o pouczenie o moich prawach na piśmie. Najpierw nie chciał mi dać, mówiąc że ma ostatnią kopię. W końcu mi ją wręczył.
Kobieta po ok. 30 – 40 minutach przebywania w dusznym radiowozie usłyszała: „Jest pani wolna”. - Usłyszałam też, że jestem roszczeniowa. A przecież ja nie używałam wulgaryzmów, nie krzyczałam, po prostu pytałam i prosiłam: najpierw o pokazanie znaku, potem o wodę. Usłyszałam, że policjantka nie jest od kupowania wody, a radiowóz to nie taksówka. Byłam zdruzgotana zachowaniem tych funkcjonariuszy.
Kilka nocy rozpamiętywałam tę sytuację, nie mogąc zrozumieć jak można być tak bezdusznym!

Liczy się tylko procedura?
Wysiadając z radiowozu, może z nawyku nauczycielskiego, pani Anna zafundowała młodym ludziom (którzy mogli być kiedyś jej uczniami) krótką lekcję zachowania. Powiedziała:
- Życzę państwu miłego dnia. Nie chciałabym jednak, żeby ktoś z państwa bliskich (np. mama, która pewnie jest w moim wieku), był kiedyś tak zaatakowany przez policjantów, że poczuł się zestresowany, mobbingowany, wystraszony i kiedy źle się poczuł, nie otrzymał nawet wody. Policja powinna być po to, żeby służyć, ochraniać obywatela, a nie po to, żeby łapać i dawać mu mandaty. Nie chciałabym, żeby państwa bliscy kiedykolwiek znaleźli się w takiej sytuacji jak ja dzisiaj!#


Komentarz przełożonego policjantów

Nadkom. Janusz Marmul, zastępca komendanta powiatowego w Nysie


- Wszystko wyjaśniłem już w rozmowie z panią Anną i jej mężem. Wcześniej rozmawiałem z policjantami biorącymi udział w interwencji. Oni postępowali zgodnie z procedurami. To, że funkcjonariuszka pilnowała drzwi radiowozu nie wynikało ze złej woli policjantów, ale takie są procedury. Funkcjonariusze twierdzą, że nie przetrzymywali pani ponad wymagany czas – musieli sprawdzić dane w komputerze, była rozmowa, wyjaśnianie sprawy. Według nich pani Anna była w radiowozie kilkanaście minut, nie więcej. Pani Anna twierdzi inaczej, ale trudno mi to sprawdzić, to są słowa przeciwko słowom.
Niestety tej interwencji towarzyszyły emocje, być może z obu stron. Zawsze uczulamy funkcjonariuszy na odprawach, że podczas interwencji powinni przestrzegać procedur, ale też zachować rozwagę i empatię. Może rzeczywiście w tym przypadku zabrakło odrobiny ludzkiego podejścia u policjantów. To nauka dla innych funkcjonariuszy na przyszłość.

 

      
 

 

 

Reklama

Potraktowali mnie jak kryminalistkę komentarze opinie

  • gość 2019-10-10 16:15:15

    Nasza policja zatrzymuje pieszych lub rowerzystów,ale gdy dzieje się coś złego to nie ma co na nich liczyć. Proszę wziąć się do pracy panowie policjanci ,prawdziwej pracy.

  • Jan Marzec 2019-10-10 23:20:23

    "Bohaterska" Policja Nyska ... Zatrzymali groźną przestępczynię, Panią Annę, nauczycielkę która szła nieprawidłowo ...
    Tymczasem na ulicy Zjednoczenia i na ulicy Prudnickiej 5 obok całonocnego monopolowego, wieczorem, po zmroku, łyse umięśnione typy prawie codziennie zaczepiają przechodniów ... I "bohaterskiej" Policji ani widu ani słychu !!! Kamery też niczego nie alarmują ... Więc jak to jest ??? Jakie są priorytety "bohaterskiej" nyskiej Policji ???

  • gość 2019-10-11 04:55:26

    panowie policjanci stańcie na Słowiańskiej gdzie jest 40km na h/tak mówi znak/i nikt tego nie przestrzega , tam jest zgroza idąc chodnikiem , a o godz 8.00 i 14.00-1500 ARMAGEDON

  • marek. m. - niezalogowany 2019-10-11 08:09:41

    dwie sprawy dlaczego nie podajecie nazwisk policjantow to pytanie do NN

  • marek . m . - niezalogowany 2019-10-11 08:17:48

    i drugie najlepsze sa komentarze przełożonych policjantow ze jest sciema do potęgi to wiadomo ale jak oni to ubarwiają "oni postępowali zgodnie z procedurami" a gdzie sa kamery z tego co się dzieje w radiowozie taka kamere można już kupic za 50 zł .
    Dziwi mnie jak starostwo ( w tych samych NN o tym pisze ) może dac tej bandzie 100 tys zl na pojazdy którymi potem woza dupe po miescie i stacjonują np. koło cmentaza na złotogłowickiej żeby przeczekać godziny pracy spia tak w radiowozie .

  • gość 2019-10-11 08:20:42

    spią tam w radiowozie

  • Neptun - niezalogowany 2019-10-11 08:27:38

    Brawo nysa policja. Po pierwsze policjanci nie wiedzą z kim rozmawiają i muszą stać przy drzwiach radiowozu. Tak na wszelki wypadek. przypomne że pani Blida się zastrzeliła w łazience bo funkcjonariusze jej zaufali. po drugie nie przekonuje mnie że ta Pani nie zauważyła znaku. dobrze że trafiła na policjantów ani nie rozpędzoną ciężarówkę, ktora by ją zabiła. Skoro jasno jest zakazane ze nie wolno przechodzić to powinna to nie tyllo uszamowac ale respektować. To jej problem. Ona popełniła błąd. I powinna sie wstydzić łazić po gazetach. Wstyd i kompromitacja

  • marek.m. - niezalogowany 2019-10-11 09:28:09

    człowieku nie o to chodzi nikt nie jest nieomylny każdy popelnia błędy tym bardziej ze była chora itd. chodzi o poziom cywilizacji policji po piewsze to jest kobieta matka widać ze poczciwina kobieta natomiast z drugiej strony jest tez kobieta może tez matka i to ona tez zgotowała jej ten los .na pewno ta policjantka sama nie była decyzyjna tylko pod wpływem ale jednak kobieta kobiecie .Chodzi o poziom cywilizacji tego się nie nauczy tylko na kursie policji chociaż diabel do końca wie co tam ucza.

  • Gośćczytelnik - niezalogowany 2019-10-12 00:46:50

    Rozumiem że poczciwych chorych traktujemy inaczej ? Proszę powiedzieć który przepis Kodeksu Karnego mówi o tym żeby osoby które są nieporadne traktować w inny sposób? Jeżeli kobietą nie była świadoma tego co robi to stwarzała na dodatek zagrożenie dla siebie i innych. Moim zdaniem powinna trafić na dołek i powinnaś się cieszyć że nie trafiła do policyjnego aresztu. Że jej nie wstyd teraz się wypłakiwać? Co za babsztyl. A najgorsze jest to że teraz policjanci będą się bali interweniować przez takie głupie nagłośnienie durmowatej sprawy

  • Gośćczytelnik - niezalogowany 2019-10-12 00:47:15

    Rozumiem że poczciwych chorych traktujemy inaczej ? Proszę powiedzieć który przepis Kodeksu Karnego mówi o tym żeby osoby które są nieporadne traktować w inny sposób? Jeżeli kobietą nie była świadoma tego co robi to stwarzała na dodatek zagrożenie dla siebie i innych. Moim zdaniem powinna trafić na dołek i powinnaś się cieszyć że nie trafiła do policyjnego aresztu. Że jej nie wstyd teraz się wypłakiwać? Co za babsztyl. A najgorsze jest to że teraz policjanci będą się bali interweniować przez takie głupie nagłośnienie durmowatej sprawy

  • Gość - niezalogowany 2019-10-13 10:19:29

    O proszę szlachta wyszła na drogę i oslepiona szyldem Mc, Donalds znaków nie widzi a teraz aferę nakręca bo zna tam jakiegoś posła ( mam nadzieję w związku z nadchodzącym wyborami że już byłego) Sam redaktor w artykule wspólnie z ,, pokrzywdzona" się delikatnie podpierniczyli że nie chciała podać danych bo nie miała dowodu osobistego i żeby ją zawieść do domu po takowy dokument. I prawidłowa reakcja Policji że nigdzie nie będą jej wozić, co najwyżej zakuć w kajdany i zawieść na komendę bo odmowa podania danych jest podstawą do zatrzymania. A teraz jaka to ona nie winna, pewnie s.. wyżej niż d... ma. Komentarz komendanta bezcenny, zamiast stać za swoimi ludźmi to niby dobrze zrobili ale zje.. Li, masakra.

  • gość 2019-10-15 09:09:02

    — Policjanci, którzy służą w ruchu drogowym i pionach prewencji, nie biorą teraz łapówek i nie chleją na służbie. Robi to jednak kierownictwo, co wychodzi na jaw tylko czasami. Gdyby alkohol wypił szeregowy funkcjonariusz, zostałby zwolniony tego samego dnia, a kiedy to samo robi przełożony, sprawy są wyciszane i bagatelizowane — mówi w rozmowie z Onetem Norbert Grzegorz Kościesza, autor książki "Folwark komendanta".

  • gość 2019-10-15 09:10:08

    Norbert Grzegorz Kościesza: ktoś w końcu musiał ujawnić patologie, które panują w polskiej policji

  • gość 2019-10-15 10:44:36

    Komendant wojewódzki zwolnił z pracy czterech policjantów z Nysy. Funkcjonariusze we wrześniu dostali zarzuty prokuratorskie i zostali zawieszeni. Pod koniec stycznia - zwolnieni. Nie pomogły podpisy i prośby 130 kolegów ani Związek Zawodowy, który próbował tłumaczyć, że za wcześnie na wyroki, zanim sprawę wyjaśni sąd.

    Mundurowym zarzucono przekraczanie uprawnień służbowych, zatajanie okoliczności o zaistnieniu przestępstwa, obietnicy wręczenia korzyści majątkowej i ujawnienie informacji z toczącego się postępowania.

  • gość 2019-10-15 12:47:21

    Policjantka z Nysy oskarżona o oszustwo. Ruszył proces
    Starszy aspirant Katarzyna J. przez dłuższy czas była obserwowana przez Biuro Spraw Wewnętrznych Komendy Głównej, czyli swoistą „policję w policji”.
    Z ujawnionych na rozprawie protokołów przesłuchań wynika, że BSW podsłuchiwało jej rozmowy telefoniczne i przejmowało SMS-y.
    Katarzynę J. BSW podejrzewało o przyjmowanie narkotyków i dopalaczy, o wynoszenie na zewnątrz informacji z prowadzonych śledztw, czy informacji o planowanych kontrolach drogowych, a nawet o handlowanie testerami kosmetyków. Ostatecznie w akcie oskarżenia żaden z tych zarzutów się nie znalazł.
    W trakcie przeszukania mieszkania Katarzyny J. w związku ze śledztwem, funkcjonariusze odkryli w jej piwnicy cudzy dowód osobisty. Kobieta została więc oskarżona o przywłaszczenie sobie i posługiwanie się przez 3 lata cudzym dokumentem tożsamości.

  • gość 2019-10-15 18:42:47

    Piotr L. i Lidia S. - para policjantów, którzy pobili na zapleczu wrocławskiego sklepu 82-letnią staruszkę - to dawni pracownicy Komendy Powiatowej Policji w Nysie.

    Piotr L. był też zamieszany w głośną aferę z kupowaniem prac dyplomowych przez policjantów. Po ujawnieniu tamtej sprawy Piotr L. z nową partnerką życiową przeniósł się z Nysy do Wrocławia.
    Kilka dni temu „Super Express” ujawnił nagranie z kamery monitoringu przemysłowego, które zbulwersowało całą Polskę. Do zdarzenia doszło w grudniu 2015 roku na zapleczu sklepu przy ul. Strzegomskiej we Wrocławiu. Ochroniarz zatrzymał 82-letnią kobietę, która ukradła jabłko i ogórek. Zaprowadził ją na zaplecze, posadził na stołku i wezwał policję.
    Na miejsce przyjechał dwuosobowy patrol. Kamera monitoringu zarejestrowała jak policjantka z blond włosami zakłada gumowe rękawiczki, podchodzi do starszej pani i bez powodu dwukrotnie bije ją w głowę. Potem wyrzuca zawartość jej torebki na podłogę. Kiedy kobieta chce wstać, do akcji włącza się też policjant. Rzuca staruszkę na ścianę, po czym oboje skuwają ją kajdankami.
    Po ujawnieniu nagrania wrocławska prokuratura postawiła Piotrowi L. i Lidii S. zarzuty przekroczenia uprawnień. Oboje zostali też zawieszeni, a komendant miejski zaczął procedurę wydalania ich ze służby.
    Ustaliliśmy, że Piotr L. jest także bohaterem głośnej policyjnej afery na Opolszczyźnie. W 2014 roku prokurator oskarżył 8 policjantów z różnych komend o kupowanie prac magisterskich i licencjackich, dzięki którym uzyskiwali potem awanse służbowe. W grudniu ub. roku Sąd Rejonowy w Opolu w nieprawomocnym jeszcze wyroku skazał 3 oskarżonych na kary grzywny. Czterem warunkowo umorzył postępowanie.
    Piotr L. został uniewinniony, choć to od niego zaczęła się cała sprawa.

  • gość 2019-10-15 18:48:51

    Sąd I instancji uznał, że policjanci z Nysy są winni stawianych im przez prokuraturę zarzutów znęcania się nad zatrzymaną kobietą i przekroczenia uprawnień. Funkcjonariusze zostali za to skazani na rok więzienia w zawieszeniu na dwa lata - okolicznością łagodzącą była, zdaniem sędziego, dotychczasowa nienaganna służba policjantów. Zarówno skazani, jak i prokuratorzy oraz prawnik pokrzywdzonej odwołali się od tego wyroku - informuje "Gazeta Wyborcza".

    Do znęcania się nad kobietą miało dojść po interwencji funkcjonariuszy w związku z awanturą domową. Wezwani przez sąsiadów policjanci zatrzymali kłócącą się głośno z bratem kobietę, ponieważ - jak wykazało badanie alkomatem - była ona pijana.

    Według zeznań pokrzywdzonej na posterunku chciano, by rozebrała się ona przy policjantach. Kiedy odmówiła, jeden z funkcjonariuszy uderzył ją w twarz, rzucił na łóżko i siłą ściągnął z niej bluzkę i stanik, po czym założył jej kaftan bezpieczeństwa. Kiedy kobieta nadal stawiała opór kilku funkcjonariuszy zdarło z niej spodnie, rzuciło na ziemię i zaczęło ją kopać. Policjanci nie przestali bić kobiety nawet wtedy, gdy zaczęła do nich krzyczeć o tym, że może być w ciąży. - Zaczęli się śmiać - relacjonowała kobieta. Następnie policjanci siłą wepchnęli jej do ust alkomat łamiąc przy tym część zęba. W celi kobieta miała być natomiast podduszana materacem. Po wypisaniu poszkodowanej z aresztu zgłosiła się ona do lekarza, który przeprowadził obdukcję. Lekarz stwierdził u kobiety obecność siniaków na całym ciele, podbitych oczu, a także urazy głowy. Tymczasem w policyjnym raporcie można było przeczytać, że kobieta miała siniaki i ślady zadrapań na twarzy już w momencie, gdy przywieziono ją na komisariat.

    Pięciu policjantów, którzy zostali oskarżeni przez prokuraturę o znęcanie się nad kobietą zeznało przed sądem, że "kobieta zachowywała się w komisariacie jak zwierzę", a oni "zachowywali się zgodnie z procedurami. Sąd uznał jednak, że policjanci przekroczyli swoje uprawnienia.

  • gość 2019-10-15 18:55:39

    Policjanci z Nysy skazani za skatowanie przesłuchiwanego mężczyzny i grożenie pobiciem kolejnemu
    Chodzi o wydarzenia, do których doszło w nocy w Komendzie Powiatowej Policji Nysie.
    Marek P. i jego kolega Mateusz M. poszli wieczorem pograć w bilard do nyskiej restauracji "Lucia". W pewnym momencie do lokalu wszedł funkcjonariusz policji po służbie i w cywilu razem z kolegami. Chcieli zagrać w bilard.
    Kiedy dowiedzieli się, że Marek P. i Mateusz M. mają opłacone jeszcze dwie gry, zaczęli się awanturować.
    Policjant zadzwonił też do dyżurnego, by ten przysłał do restauracji patrol, który zabrał mężczyzn na komendę... pod pozorem napaści na funkcjonariusza.
    Podczas przesłuchania, żeby zmusić Marka P. do przyznania się do winy, policjanci zaczęli się nad nim znęcać. Przykuli mężczyznę do kaloryfera, bili rękami i kopali nogami po całym ciele.
    Drugiemu mężczyźnie zatrzymanemu w tej sprawie - Mateuszowi M. - mieli grozić pobiciem.
    Pokrzywdzeni zgłosili sprawę do prokuratury zaraz po opuszczeniu policyjnego aresztu.
    Smaczku sprawie dodaje fakt, że zniknęły wszystkie nagrania z monitoringu, który był w pokoju przesłuchań.
    Jak tłumaczyło szefostwo nyskiej policji, taśmy kasowane są po 20 dniach. Policja sprawą zajęła się dopiero po tym czasie.
    W lutym tego roku Sąd Rejonowy w Nysie skazał policjantów: Krzysztofa S. i Andrzeja P. na karę 2 lat więzienia w zawieszeniu na 5 lat, a Łukasza W. na 10 miesięcy więzienia w zawieszeniu na 3 lata (za pobicie i grożenie pobiciem).
    Z kolei Gabrielę P-C. za niedopełnienie obowiązków (policjantka widziała, że jej koledzy biją zatrzymanego, ale nie zareagowała) została skazana na 4 miesiące w zawieszeniu na 2 lata.
    Oficer dyżurny Andrzej Ch. (miał ten sam zarzut, co policjantka) został skazany na karę 5000 złotych grzywny.
    Wyroki są prawomocne. To oznacza, że wszyscy skazani nie mogą pracować w policji.
    - Jeśli tylko dostaniemy z sądu odpis wyroku, wówczas zostanie wszczęta procedura zwolnienia ich ze służby - wyjaśnia rzecznik prasowy Komendy Powiatowej Policji w Nysie.

  • Gosciowa - niezalogowany 2019-10-25 21:33:44

    Krotko. Policja ma dbac o bezpieczenstwo obywateli, pomagac w zagrozeniach nie ujadac jak psy spuszczone z lancucha, przynoszac w pyskach łupy czyt. mandaty dla komendanta. Wstyd.

Dodajesz jako: |
Reklama

Ogłoszenia PREMIUM

Bez pośredników, po remoncie

Sprzedam mieszkanie 60 m2, II piętro, ul. Karugi. Trzy pokoje, kuchnia, łazienka, WC. Mieszkanie jest po remoncie, nie wymaga dodatkowych kosztów.


Praca Opiekun

Praca Opiekun Osób Starszych Niemcy


Kalendarz

Najbliższe imprezy
Reklama
 Reklama

25 maja 2018 roku weszło w życie Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z 27 kwietnia 2016 roku tzw. RODO. Nowe prawo nakłada na nas obowiązek uzyskania Twojej zgody na przetwarzanie przez nas danych osobowych w plikach cookies

Oświadczam, iż zapoznałem sie z Polityką prywatności i zgadzam się na zapisywanie i przechowywanie w mojej przeglądarce internetowej tzw. plików cookies oraz na przetwarzanie zaszyfrowanych w nich danych osobowych pozostawianych w czasie korzystania z innych stron internetowych, serwisów oraz parametrów zapisywanych w plikach cookies w celach marketingowych, w tym na profilowanie i w celach analitycznych przez nowinynyskie.com.pl, oraz ZAUFANYCH PARTNERÓW.

Administratorzy danych / Podmioty którym powierzenie przetwarzania powierzono

NTSK Redakcja "Nowiny Nyskie" z siedzibą w Nysa 48-304, Prudnicka 3

Cele przetwarzania danych

1.marketing, w tym profilowanie i cele analityczne
2.świadczenie usług drogą elektroniczną
3.dopasowanie treści stron internetowych do preferencji i zainteresowań
4.wykrywanie botów i nadużyć w usługach
5.pomiary statystyczne i udoskonalenie usług (cele analityczne)


Podstawy prawne przetwarzania danych


1.marketing, w tym profilowanie oraz cele analityczne – zgoda
2.świadczenie usług drogą elektroniczną - niezbędność danych do świadczenia usługi
3.pozostałe cele - uzasadniony interes administratora danych


Odbiorcy danych

Podmioty przetwarzające dane na zlecenie administratora danych, w tym podmioty ZAUFANI PARTNERZY, agencje marketingowe oraz podmioty uprawnione do uzyskania danych na podstawie obowiązującego prawa.

Prawa osoby, której dane dotyczą

Prawo żądania sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania danych; prawo wycofania zgody na przetwarzanie danych osobowych. Inne prawa osoby, której dane dotyczą.

Informacje dodatkowe

Więcej o zasadach przetwarzania danych w "Polityce prywatności"