„U nas liczą się fakty i twarde dane, nie emocje” to zdanie, które wciąż pokutuje w wielu firmach działających w modelu B2B. Problem w tym, że decyzje zakupowe, nawet te warte kilkuset tysięcy złotych, podejmują ludzie, a ludzie kierują się zaufaniem równie mocno jak arkuszem kalkulacyjnym. Branding w B2B nie jest dodatkiem dla firm, które mają czas na zabawę wizerunkiem. Jest narzędziem, które realnie skraca proces sprzedaży.
W sprzedaży konsumenckiej marka często działa na emocje impulsu. W B2B proces decyzyjny jest dłuższy, angażuje kilka osób po stronie klienta i opiera się na budowaniu zaufania na przestrzeni tygodni albo miesięcy. Silna, spójna marka skraca ten dystans, bo każdy punkt kontaktu, od strony internetowej przez ofertę handlową po prezentację na spotkaniu, potwierdza to samo wrażenie profesjonalizmu i wiarygodności.
Firmy technologiczne, przemysłowe czy z sektora Agro rzadko mają jeden prosty produkt. Zwykle to całe portfolio usług, linii produktowych albo marek własnych, które trzeba jakoś uporządkować, tak żeby klient bez trudu znalazł to, czego szuka, a zespół sprzedaży nie musiał tłumaczyć od zera struktury oferty przy każdej rozmowie. Dobrze zaprojektowana architektura marki i systemy nawigacji dla takich portfolio realnie ułatwiają dystrybucję i sprzedaż, zamiast dokładać kolejną warstwę skomplikowania.
To obszar, o którym firmy B2B często zapominają. Silna marka pracodawcy przyciąga lepszych kandydatów i skraca proces rekrutacji, szczególnie w branżach, gdzie o specjalistów trzeba realnie konkurować. Kandydat, który widzi spójną, przemyślaną komunikację firmy, zakłada, że równie dobrze zorganizowane są tam procesy wewnętrzne, i to podświadome założenie działa na korzyść pracodawcy jeszcze przed pierwszą rozmową rekrutacyjną.
Coraz więcej decyzji zakupowych w B2B zapada, zanim potencjalny klient w ogóle skontaktuje się z handlowcem. Strona internetowa, treści eksperckie, obecność w mediach cyfrowych, to tam odbywa się dziś pierwsza selekcja dostawców. Jeśli te punkty styku wyglądają niespójnie albo nieprofesjonalnie, firma odpada z rozważań na etapie, o którym nawet się nie dowie.
Fundamentem jest audyt wizerunkowy i strategia komunikacji, czyli zrozumienie otoczenia konkurencyjnego, zdiagnozowanie barier komunikacyjnych i zmapowanie realnych potrzeb odbiorców, zarówno klientów, jak i potencjalnych pracowników. Dopiero na tej podstawie ma sens projektowanie identyfikacji wizualnej czy komunikacji cyfrowej. Agencje specjalizujące się w brandingu B2B, takie jak brandglow.pl, prowadzą klientów właśnie przez tę kolejność, od diagnozy problemu, przez strategię, aż po wdrożenie spójnego ekosystemu wizualnego.
Warto od razu zaznaczyć, że efekty tego typu działań rzadko widać po miesiącu. To proces bliższy budowaniu reputacji niż jednorazowej kampanii, a jego zwrot materializuje się w dłuższej perspektywie, poprzez krótszy cykl sprzedaży, wyższą jakość leadów i mniejszą presję cenową w negocjacjach, bo klient kupuje wtedy markę, nie tylko najniższą stawkę w zestawieniu ofert.
Firmy, które traktują branding jako koszt do ograniczenia, zwykle płacą za to dłuższymi procesami sprzedażowymi i częstszą utratą klientów na rzecz konkurentów, którzy zainwestowali w spójny, wiarygodny wizerunek wcześniej.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze