Reklama

Arkadiusz Olejniczak: „Stal Nysa to projekt na lata. Ten herb trzeba nosić z dumą”

Objęcie stanowiska prezesa, powrót piłkarzy Polonii Nysa do III ligi, budowa nowego zespołu siatkarskiego, przyszłość trenera Marka Lebedewa, presja nyskich kibiców, szkolenie młodzieży i możliwość wykorzystania doświadczenia byłych zawodników - o najważniejszych sprawach Stali Nysa z jej nowym prezesem Arkadiuszem Olejniczakiem rozmawia Krzysztof Centner.

„Nowiny Nyskie” - Na początku serdeczne gratulacje z okazji objęcia stanowiska prezesa Stali Nysa. To dla Ciebie duże i trudne wyzwanie?
Arkadiusz Olejniczak - Dziękuję. Nie ukrywam, że bardzo długo zastanawiałem się, czy powinienem przyjąć tę funkcję. Miałem sporo wątpliwości, ponieważ od piętnastu lat prowadzę własną działalność jako fizjoterapeuta. Ograniczenie pracy w gabinecie i poświęcenie się klubowi nie było dla mnie łatwą decyzją. Muszę też przyzwyczaić się do słowa „prezes”. To ogromne wyzwanie i bardzo duża odpowiedzialność. Specjalistą od piłki nożnej nie jestem i nie zamierzam tego ukrywać. Każdego dnia się jednak uczę, rozmawiam z ludźmi, którzy mają w tej dyscyplinie odpowiednią wiedzę i doświadczenie. Na siatkówce jestem wychowany, znam ją praktycznie przez całe życie, ale w obu sekcjach najważniejsze jest otoczenie się dobrymi ludźmi i konsekwentne wykonywanie swojej pracy.

Oficjalnie jesteśmy w III lidze

- Zacznijmy od najlepszej wiadomości dla kibiców piłkarskich. Polonia Nysa zagra w III lidze.
- Tak, oficjalnie jesteśmy w III lidze. Stało się to możliwe w wyniku wycofania się dwóch zespołów – drużyny z Woliborza oraz Skry Częstochowa. Bardzo się z tego cieszę. Uważam, że stadion, który został wybudowany w Nysie, zasługuje na to, aby odbywały się na nim mecze przynajmniej na poziomie III ligi. To bardzo dobra wiadomość dla wszystkich sympatyków piłki nożnej w naszym mieście.

Reklama

- To również poważne wyzwanie organizacyjne i sportowe. Polonia Nysa straciła kilkunastu zawodników. Jak wygląda obecnie sytuacja kadrowa w zespole?
- W kuluarach od pewnego czasu mówiło się, że miejsce w III lidze może się zwolnić. Dlatego cały czas pozostawialiśmy sobie pewien bufor bezpieczeństwa. Mieliśmy przygotowane możliwości pozyskania czterech lub pięciu zawodników, którzy mogliby podnieść jakość naszej gry. III liga wiąże się również z obowiązkiem wystawiania młodzieżowców. Musimy więc pozyskać wartościowych, młodych piłkarzy, którzy nie spowodują obniżenia poziomu sportowego drużyny. W IV lidze takiego wymogu nie było. Od początku braliśmy jednak pod uwagę, że może pojawić się szansa gry szczebel wyżej. Po rozmowach z trenerem oraz Markiem Byrskim uważam, że mamy realną szansę na spokojne funkcjonowanie i utrzymanie się w III lidze.

- W drużynie pozostali między innymi Lechowicz, Zimon, Szczerbal i Czajkowski. Nie będzie natomiast dwóch zdolnych wychowanków - Perkowskiego i Pisuli. Próbowałeś ich zatrzymać?
- Tak, rozmawiałem z nimi i namawiałem ich, żeby pozostali w Nysie. Kiedy podejmowali decyzję, wszystko wskazywało jednak na to, że będziemy grali w IV lidze. Znaleźli sobie więc inne miejsca do dalszego rozwoju. Nie mam do nich pretensji. Zawsze powtarzam, że z niewolnika nie będzie pracownika. Jeżeli otrzymali inne propozycje i chcieli z nich skorzystać, życzyłem im powodzenia. Myślę jednak, że mogą trochę żałować, ponieważ ostatecznie zagramy w III lidze. Dla ich rozwoju sportowego możliwość występowania na tym poziomie w macierzystym klubie mogłaby być bardzo wartościowa. Różnica pomiędzy IV a III ligą jest naprawdę duża. To był jednak ich wybór. Życzę im powodzenia, trzymam za nich kciuki i nigdy nie palę za sobą mostów. Być może jeszcze kiedyś wrócą do Nysy.

Reklama

- Trwają już testy nowych zawodników?
- Tak. Po oficjalnym potwierdzeniu naszego udziału w III lidze natychmiast przekazaliśmy informację, że poszukujemy wzmocnień. Na ostatnim treningu pojawiło się sześciu testowanych zawodników. Musimy działać bardzo szybko, ponieważ pierwsza kolejka III ligi została zaplanowana na 1-2 sierpnia. Rozgrywki IV ligi miały rozpocząć się tydzień później, dlatego cały mikrocykl przygotowawczy był ułożony pod późniejszy termin. Będziemy próbowali przełożyć pierwszy mecz, aby lepiej przygotować zespół i odpowiednio trafić z formą. Myślę, że w ciągu kilku dni lub tygodnia powinniśmy znać komplet nazwisk i odkryć wszystkie karty.

Widok herbu Stali Nysa na koszulkach wiele dla mnie znaczy

- Przejdźmy do siatkówki, czyli dyscypliny szczególnie bliskiej Twojemu sercu. Jako były mistrz świata juniorów nie tęsknisz czasami za wejściem na parkiet?
- Nie, już się z tym pogodziłem. Nie mam takich ambicji. Nie chciałbym również, aby z powodu mojego wejścia na boisko trzeba było wzywać karetkę. Rozpoczęliśmy już przygotowania do nowego sezonu. Zespół od poniedziałku trenuje. Bardzo miło było mi powitać zawodników i cały sztab szkoleniowy. Nie pracujemy jeszcze w kompletnym składzie, ponieważ niektórzy gracze mają obowiązki reprezentacyjne, ale przygotowania ruszyły. Byłem naprawdę szczęśliwy, kiedy zobaczyłem młodych ludzi, którzy przyjechali do Nysy i mają herb Stali Nysa na piersi. Ta nazwa bardzo wiele dla mnie znaczy. W tym klubie stawiałem swoje pierwsze sportowe kroki. Stal Nysa nie jest dla mnie „klubikiem”, krótką przygodą czy sposobem na zarabianie pieniędzy. To cały projekt. Cel jest jasny - Stal Nysa ma w przyszłości występować w najwyższej klasie rozgrywkowej. Żeby to osiągnąć, wszyscy musimy podejść do tego lokalnie i wspólnie. Musimy się wspierać, ponieważ na sukces składa się bardzo wiele elementów.

Reklama

Kadra Stali Nysa na nowy sezon

- Proszę przedstaw zatem zespół po kolei, z podziałem na poszczególne pozycje.
- Na środku siatki mamy czterech zawodników. Z poprzedniego sezonu pozostali Putkowski i Kramczyński. Dołączyli do nich Sadkowski oraz Kozłowski - młodzi i ambitni siatkarze. Na rozegraniu pozostał Pawlun, który ma już za sobą sezon w Nysie. Zna klub, drużynę oraz sposób funkcjonowania całego środowiska. Dołączy do niego młody rozgrywający Bakaj, znajdujący się w szerokim składzie reprezentacji kraju. Na razie nie wiemy dokładnie, kiedy pojawi się w Nysie, ponieważ jego sytuacja jest związana z mistrzostwami Europy. Wszystko wskazuje na to, że dołączy do nas po zakończeniu turnieju. Uważam, że na tej pozycji mamy bardzo ciekawych zawodników. Rozgrywający jest mózgiem drużyny. Pawlun i Bakaj będą rywalizowali o miejsce w podstawowej szóstce, a ostateczną decyzję podejmie oczywiście trener. Na przyjęciu pozostał Depowski oraz młody i ambitny Maciej Pacholski. Do zespołu dołącza również Kisieluk, reprezentant Ukrainy. Jego także nie mamy jeszcze na miejscu z powodu obowiązków reprezentacyjnych. Czwartym przyjmującym jest Polczyk, który wcześniej występował w Będzinie. Na pozycji libero mamy Kubę Olejniczaka, czyli mojego syna. Do niego dołączył Kajetan Marek, doświadczony libero, który grał w Katowicach. Pozostaje jeszcze pozycja atakującego. Jesteśmy na finiszu rozmów. Jednego nazwiska na razie nie mogę zdradzić, ponieważ czekamy na podpisanie umowy. Mogę jedynie powiedzieć, że spoglądamy między innymi w kierunku Finlandii. Będzie więc w naszej drużynie trochę międzynarodowo.

- Budujecie zespół z myślą o awansie?
- Musimy patrzeć perspektywicznie. Jeżeli w przyszłości chcemy walczyć o awans, powinniśmy już teraz budować drużynę w taki sposób, aby była przygotowana do gry w PlusLidze. Moim założeniem było stworzenie składu, który już teraz mógłby podjąć walkę o utrzymanie w najwyższej klasie rozgrywkowej. Nie było to łatwe, ponieważ funkcję prezesa objąłem dopiero 11 maja. W siatkówce rozmowy transferowe rozpoczynają się często już w grudniu lub styczniu. Zawodnicy są wtedy obserwowani, prowadzone są negocjacje, a wiele kontraktów zostaje bardzo szybko uzgodnionych. Przejmując klub w maju, znalazłem się więc w trudnej sytuacji. Mimo tego uważam, że powstał ciekawy skład. Nie chcę jednak na razie mówić o awansie. Najważniejsze są stabilność zespołu i spokojna praca. Jeżeli zapewnimy drużynie stabilność, spokój i odpowiednie warunki, pojawi się również dobry wynik sportowy.

Reklama

Marek Lebedew jest ogromnym autorytetem

- Po poprzednim sezonie pojawiało się sporo pytań dotyczących trenera Marka Lebedewa. Ty wypowiadasz się o nim bardzo pozytywnie. Dlaczego?
- Kiedy byłem poza klubem, trudno było mi formułować jednoznaczną opinię. Oczywiście syn opowiadał mi o pewnych sprawach, ale były to jego doświadczenia i jego spojrzenie. Dzisiaj mogę powiedzieć o Marku bardzo wiele dobrego. To człowiek niezwykle zaangażowany, posiadający ogromną wiedzę siatkarską i znakomitą orientację w światowej siatkówce. Śledzi różne ligi, obserwuje zawodników, pomaga przy transferach oraz w kontaktach z menedżerami. Cały czas się rozwija, uczestniczy w szkoleniach, a także sam szkoli innych trenerów. Uważam go za ogromny autorytet. Oczywiście można powiedzieć, że w poprzednim sezonie miał odpowiedni skład i dobre warunki, wszystko na papierze wyglądało bardzo dobrze, a mimo to celu nie udało się zrealizować. Trzeba jednak pamiętać, że był to jego pierwszy rok w Nysie. Musiał poznać miasto, klub, jego strukturę i ludzi. Istniała też pewna bariera językowa. Teraz widzę u niego większą pewność siebie. Marek lepiej porusza się w klubie, zna jego realia i czuje się w Nysie lepiej jak u siebie. Jest bardziej otwarty, lepiej zna zawodników i otoczenie. Dostrzegam także większą gotowość do słuchania zawodników. Podejście jest bardziej ambitne i otwarte. Bardzo mi się to podoba i uważam, że wszystko zmierza w dobrym kierunku.

Dlaczego zawodnicy nie zawsze radzą sobie w Nysie?

- W historii Stali Nysa można znaleźć wiele przypadków zawodników, którzy w Nysie nie byli zauważani przez trenerów kadry narodowej, a po odejściu trafiali do reprezentacji. Dotyczyło to między innymi Adama Kurka, Krzysztofa Wójcika, Mateusza Czunkiewicza, Marcina Komendy czy Bartłomieja Lemańskiego. Skąd bierze się to zjawisko?
- Powiem całkowicie szczerze, nawet jeżeli komuś się to nie spodoba. Jestem stąd, żyję w Nysie i dobrze znam miejscową społeczność. Grałem też w innych klubach, dlatego mam porównanie. Nyscy kibice są bardzo wymagający. Jednocześnie są wdzięczni, potrafią stworzyć znakomitą atmosferę, a całe miasto naprawdę żyje siatkówką. Każdy zawodnik, trener czy działacz znajduje się tutaj na świeczniku. Nie wszyscy, szczególnie nowi zawodnicy, potrafią sobie z tym poradzić. Nie radzą sobie z presją wyniku, zainteresowaniem kibiców i ciągłym ocenianiem. Kiedy wszystko idzie dobrze, atmosfera jest wspaniała. Kiedy jednak powinie się noga, siatkarze i cały klub natychmiast stają się głównym tematem roz  mów. Czasami żartuję, że ilu w Nysie jest kibiców, tylu mamy trenerów, prezesów i działaczy. Taka jest rzeczywistość. Ja potrafię sobie z tym radzić, ponieważ tutaj się wychowałem i wiem, jak funkcjonuje to środowisko. Wielu zawodników dopiero po odejściu do spokojniejszego klubu czuje, że może swobodniej oddychać i pracować bez tak ogromnej presji. Każdemu zawodnikowi Stali powiedziałem jednak jasno, że presja w Nysie będzie. Rolą profesjonalnego sportowca jest nauczenie się funkcjonowania w takich warunkach. Nysa żyje siatkówką i będzie nią żyła niezależnie od tego, kto będzie prezesem czy trenerem. Ludzie od zawsze chodzili tutaj na mecze i nadal będą to robili. Podczas corocznego spotkania prezesów klubów pierwszoligowych okazało się, że mamy najwyższą frekwencję w całej lidze. Jesteśmy absolutną czołówką. Miasta większe od Nysy pozostają pod tym względem daleko za nami. Nasza frekwencja jest porównywalna z niektórymi klubami PlusLigi. Musimy to pielęgnować, szanować i doceniać. Jednocześnie trzeba pamiętać, że tak ogromne zainteresowanie tworzy presję. Zadaniem trenera, jego asystentów i prezesa jest odpowiednie przygotowanie drużyny do funkcjonowania w takich warunkach.

Reklama

Byli zawodnicy ponownie w klubie

- W Nysie mieszka wielu byłych znakomitych siatkarzy, między innymi Ireneusz Marciniak, Janusz Bułkowski czy Krzysztof Wójcik. Czy klub może wykorzystać ich doświadczenie i wiedzę?
- Zawsze staram się postępować tak, żebym rano mógł spojrzeć w lustro i nie mieć do siebie żadnych zarzutów. Nigdy nie palę mostów. Ze wszystkimi wymienionymi osobami mam bardzo dobre relacje. Otrzymałem od nich gratulacje po objęciu stanowiska. Rozmawiałem między innymi z Ireneuszem Marciniakiem, z którym pozostaję w świetnych stosunkach. Pomagam mu również jako fizjoterapeuta. Usłyszałem od niego, że jeżeli będę potrzebował jakiejkolwiek pomocy, nawet nieodpłatnej, mogę na niego liczyć. Bardzo to doceniam. Potrzebuję jednak czasu. Powiedziałem wszystkim pracownikom klubu, że będę bacznie obserwował ich pracę. Nie jest sztuką wejść do klubu, zrobić rewolucję, zwolnić połowę ludzi i zatrudnić nowych. W klubie pracują osoby, które zostawiają w nim serce. Mamy pracowników administracyjnych, księgowość i ludzi od wielu lat związanych z Nysą. Ich również trzeba doceniać. Nie chcę być „nową miotłą”, która przychodzi i natychmiast wszystkich wymienia. Jeżeli po pewnym czasie uznam, że potrzebujemy dodatkowej osoby, a jej wiedza będzie przydatna, na pewno podejmiemy rozmowy. Wszystko musi jednak zgadzać się również finansowo. To jedna z najważniejszych ról prezesa. Wielu osobom wydaje się, że klub siedzi na górze pieniędzy i ma nieograniczony budżet. Tak nie jest. Każdą decyzję musimy dokładnie analizować. Sport zawodowy jest bardzo kosztowny. Podam prosty przykład. Kiedy sprowadzamy zawodnika do Stali Nysa, chcemy, aby odpowiednio reprezentował klub. Musi otrzymać stroje treningowe, meczowe i oficjalne. Zespół powinien wyglądać jednakowo i identyfikować się z klubem. Samo wyposażenie jednego zawodnika w odpowiednią odzież kosztuje około czterech tysięcy złotych. A przecież trzeba również ubrać członków sztabu. Mówimy wyłącznie o odzieży, bez uwzględniania wynagrodzeń, mieszkań, transportu, wyżywienia i wielu innych kosztów. Jestem wdzięczny wszystkim zawodnikom, którzy w przeszłości reprezentowali Stal Nysa. Wielu z nich grało w trudniejszych czasach i za znacznie mniejsze pieniądze. Chciałbym, aby w klubie pracowało jak najwięcej ludzi z Nysy, ale potrzebuję czasu, żeby ocenić sytuację i przekonać się, jakich specjalistów naprawdę potrzebujemy. Pierwszy krok już został wykonany. Mariusz Buryczka poinformował mnie, że kończy zdobywanie uprawnień masażysty. Zdecydowałem się go zatrudnić. Od pierwszego treningu pracuje przy drużynie wspólnie z Wiesławem Kuźmą. To nasz wychowanek i człowiek z Nysy. Właśnie na tym mi zależy. Musimy jednak zawsze brać pod uwagę fachowość, kompetencje i zdrowe relacje. Nie wchodzę w politykę ani żadne układy. Jestem człowiekiem sportu i chcę zajmować się sportem. Sport powinien łączyć, a nie dzielić.

Akademia ma się dobrze i zawsze będzie mogła liczyć na nasze wsparcie

- W ostatnim czasie pojawiła się publiczna dyskusja dotycząca pracy z młodzieżą i Akademii Siatkówki Stal Nysa. Jak oceniasz jej funkcjonowanie?
- Nie zamierzam publicznie oceniać sporu pomiędzy Bartkiem Dyktą i Robertem Pryglem. To ich sprawa i powinni rozwiązać ją bezpośrednio pomiędzy sobą. Nigdy nie będę prowadził takich dyskusji za pośrednictwem internetowych komentarzy. Jeżeli mam do kogoś jakąś sprawę albo ktoś chce porozmawiać ze mną, spotykamy się i rozmawiamy. Takiej zasady będę się trzymał. Moją rolą jest budowanie zespołu i zapewnienie zawodnikom spokojnych warunków do pracy. Nie będę więc wchodził w publiczne konflikty. Jeżeli chodzi natomiast o samą Akademię, to ona funkcjonuje i nadal będzie funkcjonowała. Trzeba wyjaśnić, że Akademia Siatkówki Stal Nysa jest stowarzyszeniem, natomiast zawodowy klub Stal Nysa stanowi odrębny podmiot prawny. Prezesem Akademii jest Piotr Szczurek, koordynatorem Roman Palacz, a przy szkoleniu pracuje czterech trenerów. Akademia ma zawodników, grupy juniorów, kadetów i młodzików. Ci ludzie od wielu lat zajmują się szkoleniem i wykonują swoją pracę. Jako Stal Nysa wspieramy Akademię i nadal będziemy ją wspierać. Sam również byłem wychowankiem nyskiego szkolenia. Z tego systemu wywodzą się między innymi Bartosz Kurek i Piotr Gacek. Akademia ma się dobrze i z mojej strony zawsze może liczyć na pomoc. Szkolenie młodzieży ma ogromne znaczenie. Dzieci przychodzą na mecze, patrzą na zawodników i marzą, żeby kiedyś znaleźć się na ich miejscu. Mały chłopiec wchodzi do hali, widzi wielkich siatkarzy i herb Stali Nysa. W ten sposób buduje się przywiązanie do klubu. Dlatego musimy się jednoczyć, a nie dzielić.

Reklama

Kontrakty, menedżerowie i budowanie zespołu na lata

- Czy w dzisiejszej siatkówce możliwe jest zbudowanie zespołu na kilka sezonów? Coraz większą rolę odgrywają menedżerowie, a zawodnicy często zmieniają kluby już po roku.
- Dzisiaj praktycznie każdy zawodnik ma menedżera. Uważam, że w przypadku wielu młodych ludzi nie zawsze jest to dobre rozwiązanie. Menedżer często nie poświęca odpowiedniej uwagi zawodnikowi, który ma dwadzieścia czy dwadzieścia jeden lat, ponieważ nie zarabia na nim jeszcze dużych pieniędzy. Skupia się na dwóch lub trzech najbardziej znanych nazwiskach, a pozostałych próbuje umieścić w klubach, nie zawsze patrząc na ich rzeczywisty rozwój. To jest przykre. Wielu zawodników mogłoby próbować samodzielnie negocjować kontrakty, korzystając przy tym z pomocy prawnika. Rozumiem jednak, że nie jest to łatwe, ponieważ umowy zawierają wiele skomplikowanych zapisów. W siatkówce, w przeciwieństwie do piłki nożnej, bardzo rzadko podpisuje się kontrakty wieloletnie. W futbolu funkcjonują transfery, okna transferowe i sprzedaż zawodników. Kluby mogą dzięki temu zarabiać duże pieniądze. W siatkówce wygląda to inaczej. Mimo tego staramy się wiązać na dłużej przede wszystkim z młodymi, perspektywicznymi zawodnikami. Chcemy, aby traktowali Nysę jako miejsce rozwoju i element kilkuletniego projektu, a nie tylko przystanek na jeden sezon. Zawodnik z Finlandii, z którym prowadzimy rozmowy, otrzyma roczny kontrakt. W przypadku młodszych graczy szukamy jednak rozwiązań pozwalających podpisać umowy na kilka lat. Mogę zagwarantować, że jeżeli zobaczę, iż ktoś traktuje Stal Nysa wyłącznie jako krótkotrwały przystanek i nie angażuje się w życie drużyny, nie będzie tutaj pracował. Nawet jeżeli zawodnik ma kontrakt tylko na jeden sezon, musi do ostatniego dnia wykonywać swoją pracę najlepiej, jak potrafi. Powinien zrobić wszystko, żeby drużyna wygrywała, a kibice mogli świętować sukcesy również w ostatnich meczach sezonu. Stal Nysa leży mi na sercu. Będę obserwował jak zawodnicy trenują, jak grają, jak zachowują się po treningach i w jaki sposób reprezentują klub poza boiskiem. Projekt Stali Nysa jest projektem na lata. Ten herb musi być noszony z dumą i każdy zawodnik powinien o tym pamiętać.

 

Całą rozmowę znajdziesz na naszym kanale YouTube

www.youtube.com/watch?v=wSBo_9Vu3K4

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 06/08/2026 12:11
Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    Płatnik - niezalogowany 2026-08-06 12:28:39

    Za ile ta zabawa w przebijanie piłki, panie prezesie? Bo mieszkańcy już ledwo dyszą, widząc kolejne podwyżki za śmieci, wodę, kanalizację i ogrzewanie…. Ile ten wspaniały herb na waszych dresach będzie nas kosztował?

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo nowinynyskie.com.pl




Reklama