Wiele emocji wzbudziło przedstawienie - podczas piątkowej sesji rady powiatu - przez przedstawicieli Wód Polskich docelowej koncepcji ochrony przeciwpowodziowej dla naszego terenu – Studium Redukcji Ryzyka Powodziowego w Zlewni Nysy Kłodzkiej. Samorządowcy nie kryli rozczarowania brakiem uwzględnienia wielu wniosków, a także zaproponowanymi rozwiązaniami, odległym czasem ich realizacji i brakiem konkretów jeśli chodzi o finansowanie przedsięwzięć.
Ze strony Wód Polskich głos zabrali Jerzy Niedbala, specjalista ds. hydrologii, Marcin Jarzyński, zastępca prezesa Państwowego Gospodarstwa Wody Polskie oraz Jacek Drabiński, dyrektor RZGW Wrocław. Radni i burmistrzowie nie ukrywali, że brakowało im w tym gronie prof. Janusza Zaleskiego twórcy wspomnianego dokumentu i szefa Wód Polskich Mateusza Balcerowicza. Zarzucono obecnym przedstawicielom Wód Polskich, że ich prezentacja niewiele różni się od tej przedstawionej w marcu ubiegłego roku.
Sztandarową inwestycją Wód Polskich ma być zbiornik w Kamieńcu Ząbkowickim, na którego budowę będzie ogłoszony w tym roku przetarg. Podkreślano, że zbiornik powstający w tak zwanej kaskadzie Nysy Kłodzkiej ma być kolejnym zbiornikiem (po nyskim, otmuchowskim, Topola i Kozielno), który zredukuje ryzyko powodziowe ze strony Nysy Kłodzkiej. Stanowisko Wód Polskich jest jednoznaczne - póki nie powstanie zbiornik Kamieniec nie zostanie podjęty temat budowy kanału ulgi dla Nysy. Według oficjalnego stanowiska dopiero po zakończeniu tej inwestycji możliwe będzie konkretne określenie parametrów kanału ulgi dla Nysy. W tej kwestii nie padły żadne inne wiążące deklaracje. - Realizowanie dwóch inwestycji równolegle jest bez sensu – stwierdził wiceprezes Jarzyński.
- Dla Głuchołaz w tej koncepcji nie ma nic – mówił z goryczą radny Jacek Kanarski. – Powtórzone slajdy… My musimy już to wykrzyczeć - czas na rozmowy już się skończył!
– Ja też niestety mam wrażenie déja vu. Nie ma czasu już na puste słowa. Muszą być konkrety i na to czekają nasi mieszkańcy. Nie jestem zadowolony z tej prezentacji, bo nie wiem co mam powiedzieć mieszkańcom. Takie ogólne słowa do nich już nie trafiają – mówił z kolei wiceprzewodniczący rady Jarosław Figiel dodając, że Wody Polskie nie tylko nie odbyły spotkania z mieszkańcami gminy Łambinowice, ale też nie odpowiedziano na żadne z czterech zaproszeń, które wystosowano do tej instytucji.
O marginalizowaniu w kwestii ochrony przeciwpowodziowej gminy Paczków mówił także radny Przemysław Tetłak. – Nie ma w tym dokumencie jakiejkolwiek wzmianki o kanale ulgi Paczkowa. Tymczasem takie wsie jak Dziewiętlice doznają zalania znacznie częściej niż Nysa czy Głuchołazy. Od lipca ubiegłego roku czekam na odpowiedź w tej sprawie na pismo z Wód Polskich – dodał swój głos do dyskusji.
Z kolei burmistrz Głuchołaz Paweł Szymkowicz jeszcze raz zaprosił przedstawicieli Wód Polskich na spotkanie do Głuchołaz. – Zbiornik Kamieniec Ząbkowicki w żaden sposób nie zabezpieczy mojej gminy! – mówił burmistrz.
Bodaj najbardziej emocjonalne wystąpienie miał Piotr Trembecki, inicjator akcji „Tak dla kanału ulgi! Tak dla bezpieczeństwa Głuchołaz!” - Nie wierzę! – stwierdził po wysłuchaniu słów przedstawicieli Wód Polskich. - Miasto jest cały czas w odbudowie, gmina wymiera, ludzie wyjeżdżają, a ja słucham tego z niedowierzaniem! Każda powódź w Głuchołazach wylewa na miasto w coraz większym stopniu. Gdzie jest redukcja w Głuchołazach?! Podnoszenie wałów i zmiana koryta niczego nie zmieni. To będzie katastrofa jeśli odrzucie naszą ofertę systemowego ryzyka! Chociaż raz dostrzeżcie jako urzędnicy potrzeby ludności! – mówił rozgoryczony Piotr Trembecki.
Przypomnijmy, że chodzi o budowę kanału ulgi opracowaną przez dr. hab. Józefa Sawickiego i dr. hab. inż. Bogusława Szubę, którzy opracowali koncepcję budowy sztolni pod górą. Ma ona zapewnić bufor na przepływ fali wezbraniowej około 200 metrów sześciennych na sekundę. To sprawi, że fala powodziowa zmieści się w korycie, a nadmiar zostanie poprowadzony do suchego zbiornika w Bodzanowie. Przedstawiciele akcji aktywnie współpracują także ze stroną czeską.
W dyskusji głos zabrał także burmistrz Janusz Wójcik mówiąc o konieczności budowy zbiornika na Ścinawie, która zalewa regularnie pięć gmin. Jego budowa nie byłaby kosztowna ze względu na naturalne ukształtowanie terenu. Kolejny raz burmistrz Wójcik podkreślił, że koszt jego budowy wyniósłby mniej więcej tyle ile straty w gminach, które zalała rzeka w 2024 r.
– Zbiornik musi powstać – mówił burmistrz. - Ja nie oczekuję, że za dwa lata, ale powiedzcie, że to będzie 2040 rok. Moi mieszkańcy mają już tego dość!
W przypadku tego zbiornika stanowisko Wód Polskich jest następujące - dokumentacja mogłaby powstać w ciągu minimum 3 lat, a na budowę potrzeba kolejnych (minimum) 4 lat.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Mamy to !!
Mamy to !!