Reklama

Gminna spółka traci na systemie kaucyjnym

Wprowadzenie systemu kaucyjnego było jednym z powodów podwyżki opłat za wywóz odpadów w Nysie. Zajmująca się ich odbiorem gminna spółka EkoNysa odczuwa znaczny spadek ilości plastikowych butelek trafiających do sortowni. Butelki PET były dotychczas dla nich najcenniejszym surowcem. – Straciliśmy na wprowadzeniu systemu kaucyjnego. Szacuję, że dużo więcej niż 600 tys. zł – mówi Tomasz Ogorzały, prezes EkoNysa.

Prezes zaznacza przy tym, że nie jest przeciwnikiem tego rozwiązania i uważa, że jego założenia są słuszne. Nie ukrywa jednak, że z miesiąca na miesiąc ilość butelek PET trafiających do Regionalnego Centrum Gospodarki Odpadami w Domaszkowicach jest coraz mniejsza. – Do nas trafiają już tylko te, których nikomu nie chce się oddawać do punktu recyklingu – informuje prezes. Przed wprowadzeniem kaucji na butelki plastikowe większość z nich trafiało do spółki, która je odzyskiwała. Ceny wahały się do 1200 zł do nawet 3000 zł za tonę. Teraz zarabiają na tym firmy powołane przez sieci handlowe, które obsługują butelkomaty w sklepach. 

System kaucyjny w Polsce formalnie zaczął obowiązywać 1 października 2025 roku – po kilkukrotnym przesunięciu pierwotnie planowanego terminu. Obejmuje butelki plastikowe PET do 3 litrów, szklane butelki wielorazowe do 1,5 litra oraz puszki aluminiowe do 1 litra. Kaucja wynosi 50 groszy za opakowania plastikowe i aluminiowe oraz złotówkę za szklane. Mechanizm polega na doliczeniu opłaty do ceny napoju przy zakupie i jej zwrocie po oddaniu pustego opakowania do butelkomatu lub punktu zbiórki.

Reklama

Problem sygnalizowany przez nyską spółkę nie jest odosobniony. Eksperci Izby Branży Komunalnej szacują, że w skali kraju gminy mogą stracić na systemie kaucyjnym nawet 6,6 mld zł w ciągu dekady, ponieważ butelki PET i puszki aluminiowe są najbardziej wartościowymi surowcami w odpadach komunalnych.

Prezes Ogorzały podkreśla, że system kaucyjny to jednak krok w dobrą stronę. – Wcześniej odpowiedzialność była przerzucana na dół, najczęściej na gminę, która musiała po wszystkich sprzątać. Dobrze, że teraz producenci za to odpowiadają – mówi. Jako przykład podaje butelki plastikowe owijane folią termokurczliwą. – To są dwa różne rodzaje odpadów. My, żeby sprzedać butelkę, musieliśmy ją wcześniej oddzielać od folii. Teraz niech robi to producent – stwierdza.

Reklama

Prezes wskazuje też na jeden wymierny zysk dla gminy. Każdy operator butelkomatów ma obowiązek raportowania gminie liczby odzyskanych opakowań, co automatycznie podnosi gminny poziom recyklingu. Dla Nysy to istotna kwestia – według danych w 2025 roku osiągnięty poziom recyklingu wyniósł 42 proc., przy wymaganym progu 55 proc. – Nie będzie już problemu z osiąganiem wymaganych poziomów recyklingu – ocenia Ogorzały.

W szerszej perspektywie prezes jest zwolennikiem systemu. – Docelowo uważam, że to jest ruch w dobrą stronę, przetestowany przez wszystkie kraje zachodnie, gdzie się sprawdził. To jedyna droga. Wiem, że mieszkańcy tego nie lubią i uważają, że płacą za śmieci, a to jest dla nich jakby podwójna robota. Rozumiem to, ale we wszystkich krajach zachodnich, kiedy okazało się, że nie są w stanie spełnić rygorystycznych wymogów recyklingowych, wprowadzały systemy kaucyjne – przekonuje prezes EkoNysa.

Reklama

Zapytany, czy spółka nie planuje ustawienia własnego butelkomatu, odpowiada, że nie ma takich planów. – Prawo dopuszcza taką możliwość, ale spółka nie zarabiałaby na tym. Wątpię też, czy firmy zajmujące się recyklingiem butelek ze sklepów rzeczywiście na tym zarabiają – mówi Tomasz Ogorzały.
 

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo nowinynyskie.com.pl




Reklama