Reklama

Adam Raczyński: „Wiatraki to szansa na rozwój gminy"

Z wójtem gminy Pakosławice Adamem Raczyńskim rozmawiamy o planach budowy farm wiatrowych, zarzutach mieszkańców oraz inicjatywie referendalnej, której celem jest jego odwołanie.

- Czy obawia się pan planowanego referendum w gminie?
- Nie nazwałbym tego strachem. Dzisiaj przede wszystkim trzeba odpowiedzieć sobie na pytanie, z jakich powodów takie referendum miałoby się odbyć. Na razie mówimy o samej możliwości jego przeprowadzenia, bo procedura jeszcze trwa. Dla mnie ważniejsza od emocji jest rzetelna ocena tego, jak przez ostatnie lata funkcjonowała nasza gmina i jakie efekty przyniosła praca samorządu.

- Największym zarzutem wobec Pana jest poparcie dla budowy elektrowni wiatrowych. Mieszkańcy twierdzą, że zostali pominięci i nie przeprowadzono obiecanych konsultacji społecznych.
- Od początku mówiłem, że konsultacje powinny odbywać się wtedy, gdy istnieje konkretny projekt i wiadomo, o czym rozmawiamy. Nie można pytać mieszkańców o coś, czego kształtu jeszcze nie znamy. Inwestycje w odnawialne źródła energii budzą emocje i dlatego muszą być dobrze przygotowane.
Problem polega również na tym, że w gminie nadal obowiązuje miejscowy plan zagospodarowania przestrzennego z 2005 roku. Jest on bardzo ogólny i nie odpowiada obecnym realiom. W praktyce dopuszcza możliwość lokalizacji takich inwestycji na bardzo dużych obszarach, a ostateczne decyzje należą jeszcze do wielu instytucji, między innymi Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska i wojewody.
Jednocześnie mieszkańcy sami organizują akcje zbierania podpisów za i przeciw inwestycjom. Sołtysi prowadzą rozmowy z mieszkańcami i moim zdaniem to jest obecnie najbardziej wiarygodny obraz nastrojów społecznych.

Reklama

- Dlaczego nie zdecydował się Pan na rozwiązanie podobne do tego, jakie zastosowano w Otmuchowie, gdzie burmistrz zorganizował spotkania we wszystkich sołectwach jeszcze przed rozpoczęciem procedury?
- Trudno prowadzić konsultacje dotyczące czegoś, czego ostateczny kształt nie jest jeszcze znany. Chcemy zrobić to zgodnie z nowymi przepisami. Najpierw wskazać konkretne tereny w planie zagospodarowania przestrzennego, a dopiero później przeprowadzić pełne konsultacje wymagane przez ustawę. Nowy plan uporządkowałby sytuację. Jasno wskazałby, gdzie takie inwestycje mogą powstać, a gdzie nie. To pozwoliłoby uniknąć obecnego chaosu wynikającego ze starego planu.

- Czy jest Pan zwolennikiem budowy farm wiatrowych w gminie?
Tak, ale pod określonymi warunkami. Jestem zwolennikiem inwestycji realizowanych z zachowaniem wszystkich norm środowiskowych, odpowiednich odległości od zabudowań i rozsądnego wyboru lokalizacji.
Nie chodzi o to, aby pozwolić inwestorom budować wiatraki wszędzie. Wręcz przeciwnie – chcemy mieć nad tym pełną kontrolę. Dlatego proponowałem, aby minimalna odległość od zabudowań wynosiła nawet 800 metrów, a nie ustawowe 700. Chcemy zabezpieczyć interes mieszkańców i jednocześnie stworzyć możliwość rozwoju gminy.

Reklama

- Krytycy wskazują przykład gminy Grodków, gdzie liczba wiatraków z czasem znacząco wzrosła.
- Właśnie dlatego chcemy wszystko precyzyjnie zapisać w planie miejscowym. Jeśli wskażemy konkretne lokalizacje i określimy liczbę turbin, inwestorzy nie będą mogli wykraczać poza te ustalenia.
Nie chciałbym dopuścić do sytuacji, w której firmy realizują inwestycje według własnego uznania. Sam nie zaakceptowałbym planu pozwalającego stawiać wiatraki praktycznie w dowolnym miejscu.

- Czy wiadomo już, gdzie mogłyby powstać farmy wiatrowe?
- Najbardziej odpowiednie tereny znajdują się w okolicach Prusinowic od strony gminy Łambinowice oraz pomiędzy Ryńską Wsią a granicą gminy Skoroszyce. To miejsca oddalone od zabudowań, z odpowiednimi warunkami przestrzennymi i możliwością przyłączenia do sieci. Mówimy łącznie o około dziewiętnastu turbinach. To są lokalizacje, które z punktu widzenia gminy wydają się najbardziej racjonalne.

Reklama

- Mieszkańcy obawiają się, że z czasem liczba wiatraków będzie rosła.
- Jeżeli uchwalimy nowy plan zgodnie z obowiązującymi przepisami, liczba turbin będzie w nim dokładnie określona. Już wcześniej przygotowaliśmy uchwałę dla rejonu Nowak i Biechowa, która przewidywała sześć lokalizacji. Ostatecznie procedurę wstrzymaliśmy, między innymi z powodu protestów mieszkańców i wyników analiz środowiskowych.

- Jednym z głównych argumentów przeciwników inwestycji jest spadek wartości nieruchomości położonych w pobliżu wiatraków.
- Spotkałem się z tym argumentem wielokrotnie, dlatego sprawdzałem dostępne analizy i rozmawiałem z samorządowcami z gmin, gdzie takie inwestycje już funkcjonują. Nie znalazłem potwierdzenia, że sama obecność elektrowni wiatrowych powoduje spadek wartości nieruchomości. Odwiedzałem między innymi gminę Legnickie Pole, rozmawiałem z przedstawicielami Grodkowa, obserwujemy również sytuację w Prudniku. Z dostępnych raportów wynika, że nie ma jednoznacznych dowodów na trwały spadek cen działek. Wręcz przeciwnie – jeżeli gmina zyskuje nowe dochody i inwestuje je w drogi, kanalizację czy wodociągi, atrakcyjność terenów często rośnie. Oczywiście rozumiem osoby, którym nie podoba się widok wiatraków za oknem. Każdy ma prawo do własnej opinii i trzeba to uszanować. Moją rolą jest jednak patrzeć również na rozwój całej gminy i możliwości finansowania inwestycji, których mieszkańcy oczekują od lat.

Reklama

- Jakie korzyści finansowe mogłaby odnieść gmina?
- Szacujemy, że jedna turbina przynosiłaby rocznie około 200–300 tysięcy złotych wpływów do budżetu. Przy maksymalnie dwudziestu turbinach oznaczałoby to około 4–5 milionów złotych rocznie. Dla dużego miasta być może nie są to ogromne pieniądze, ale dla naszej gminy to kwota, która całkowicie zmienia możliwości inwestycyjne. Dzięki takim stałym dochodom można planować wieloletnie przedsięwzięcia, korzystać z kredytów czy pożyczek i realizować inwestycje, na które dziś zwyczajnie nas nie stać.
Nasz budżet wynosi około 40 milionów złotych. Jednocześnie mamy ograniczoną zdolność kredytową, a środków unijnych na podstawową infrastrukturę jest coraz mniej. Każde stabilne źródło dochodów daje samorządowi większe bezpieczeństwo finansowe.

- Czy gdyby nie obowiązywał limit kadencji, nadal równie mocno wspierałby Pan budowę farm wiatrowych?
- Tak. O odnawialnych źródłach energii mówiłem już w kampanii wyborczej. To nie jest pomysł, który pojawił się nagle. Od piętnastu lat jestem związany z samorządem i wiem, jakie możliwości oraz ograniczenia ma nasza gmina. Uważam, że wykorzystanie odnawialnych źródeł energii jest jedną z największych szans rozwojowych Pakosławic. Patrzę na samorząd w perspektywie dziesięciu czy piętnastu lat, a nie jednej kadencji. Wiem, ile inwestycji jeszcze przed nami i skąd trzeba będzie znaleźć środki na ich realizację.

Reklama

- Wróćmy do referendum. Jeśli mieszkańcom uda się zebrać podpisy, jak zamierza Pan prowadzić kampanię? Będzie Pan zachęcał do bojkotu głosowania?
Nie. Referendum jest narzędziem przewidzianym przez ustawę i mieszkańcy mają pełne prawo z niego korzystać. Nie zamierzam nikomu mówić, czy powinien iść głosować, czy zostać w domu. Uważam, że każdy mieszkaniec potrafi sam ocenić, jak funkcjonowała gmina w ostatnich latach i podejmie własną decyzję.

- Pojawiają się również sugestie, że po zakończeniu kadencji mógłby Pan znaleźć zatrudnienie w branży wiatrakowej.
- To całkowicie nieprawdziwe spekulacje. Nigdy nie planowałem wiązać swojej przyszłości z firmami zajmującymi się energetyką wiatrową. Od lat angażuję się społecznie, działam również w sporcie i właśnie z taką działalnością wiążę swoją przyszłość. Praca za biurkiem w prywatnej firmie nie jest tym, co chciałbym robić.

Reklama

- Na jakim etapie są obecnie przygotowania do inwestycji?
- Obowiązuje jeszcze miejscowy plan zagospodarowania z 2005 roku. Uważam, że wymaga on zmian i dostosowania do obecnych realiów. Jeżeli większość mieszkańców zaakceptuje możliwość lokalizacji elektrowni wiatrowych w wybranych miejscach, kolejnym krokiem będzie przygotowanie nowych planów miejscowych. Wtedy odbędą się pełne konsultacje społeczne wymagane przez przepisy, a wszystkie lokalizacje oraz liczba turbin zostaną precyzyjnie określone. Chcę, aby cały proces przebiegał zgodnie z prawem i w sposób przejrzysty. Nie jestem zwolennikiem niekontrolowanej zabudowy. Jestem zwolennikiem odpowiedzialnego planowania rozwoju gminy.
To mieszkańcy ostatecznie ocenią, czy obrany przeze mnie kierunek jest właściwy. Ja natomiast biorę pełną odpowiedzialność za decyzje, które podejmuję jako wójt i nadal uważam, że dobrze przygotowane inwestycje w odnawialne źródła energii mogą być dla Pakosławic szansą na stabilny rozwój przez wiele kolejnych lat. 

Cały wywiad na kanale YouTube „Nowin Nyskich” :


 

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo nowinynyskie.com.pl




Reklama