Rozmowa z Przemysławem Kanarskim, przewodniczącym Komitetu Obrony Szpitala w Głuchołazach.
„Nowiny Nyskie” - Rada Powiatu w Nysie przyjęła uchwałę intencyjną rozpoczynającą procedurę konsolidacji szpitali w Nysie i Głuchołazach. Jak Pan ocenia tę decyzję?
Przemysław Kanarski - Jako mieszkaniec Głuchołaz jestem tą sytuacją bardzo zaniepokojony. Starosta zapowiadał, że najpierw zostanie przeprowadzony audyt i dopiero później zapadną decyzje dotyczące przyszłości szpitali. Tymczasem kolejność została odwrócona. To właśnie dlatego powstał nasz komitet. Nie reprezentujemy żadnych barw politycznych. To oddolna inicjatywa mieszkańców, którzy obawiają się o los swojego szpitala. Rozmawialiśmy z mieszkańcami i pracownikami placówki. Sprawdziliśmy jej sytuację. Szpital działa praktycznie przy stuprocentowym obłożeniu, a z jego usług korzysta 58 proc. mieszkańców powiatu nyskiego. Argumenty przedstawiane na rzecz konsolidacji nie przekonują ani mieszkańców, ani pracowników, ani – jak sądzę – także dyrekcji szpitala.
- Mówicie wprost, że konsolidacja oznacza w praktyce likwidację szpitala w Głuchołazach. Tak odbiera to społeczeństwo.
- Konsolidacja może zacząć się od połączenia administracyjnego, ale później bardzo łatwo przejść do wygaszania kolejnych oddziałów. To właśnie w taki sposób można wygenerować oszczędności.
Tymczasem starosta zapewnia, że nikt nie straci pracy, a liczba świadczeń pozostanie taka sama. To pytam: skąd mają się wziąć oszczędności? Jeśli szpital jest niemal w pełni obłożony, a mimo to ma problemy finansowe, to oznacza przede wszystkim niedoszacowanie kontraktów z Narodowym Funduszem Zdrowia. Mówi się o rządowym wsparciu i kwocie 70 milionów złotych. Nie dodaje się jednak, że jest to maksymalna wysokość wsparcia i wyłącznie na inwestycje. Dyrektor szpitala podczas sesji mówiła o kwocie do 5 milionów złotych dla Głuchołaz. To jednorazowy zastrzyk pieniędzy, który nie rozwiąże problemów finansowych placówki.
- Nie przekonują Pana argumenty ekonomiczne?
- Ponad połowa polskich szpitali jest zadłużona. To problem systemowy i będzie wymagał działań ze strony Ministerstwa Zdrowia. Jeśli jednak teraz doprowadzimy do konsolidacji, bardzo łatwo będzie ograniczyć działalność szpitala. Natomiast odwrócenie takiego procesu jest później praktycznie niemożliwe. Dziś w Głuchołazach nie mamy problemów kadrowych. Mamy doświadczonych lekarzy i pielęgniarki. Nie możemy sobie pozwolić na ich utratę. Trzeba też pamiętać, że szpital to blisko 200 miejsc pracy. Część osób być może znalazłaby zatrudnienie w Nysie, ale wielu pracowników musiałoby codziennie dojeżdżać. Są też firmy współpracujące ze szpitalem. Zamknięcie lub ograniczenie jego działalności miałoby znacznie szersze konsekwencje dla lokalnej gospodarki.
- Starosta mówił podczas sesji, że sytuacja finansowa szpitala jest wręcz dramatyczna i bez konsolidacji może dojść do jego likwidacji.
- Mam wrażenie, że taki właśnie był cel tej narracji – stworzenie przekonania, że nie ma innej drogi ratunku. Tymczasem szpital w Głuchołazach nie jest jedyną placówką z problemami finansowymi. Szpital w Nysie jest dziś w lepszej kondycji, ale paradoksalnie wynika to między innymi z ogromnego napływu środków po powodzi z 2024 roku. Jednocześnie pojawiają się informacje o planowanym zaciągnięciu przez szpital kredytu w wysokości około 10 milionów złotych na wypłaty.
O kondycji finansowej szpitali trzeba rozmawiać, ale słuchając pracowników i pani dyrektor szpitala w Głuchołazach, miałem poczucie, że jej argumentów nikt nie chciał wysłuchać. Była bardzo dobrze przygotowana merytorycznie. Przypomniała chociażby, że szpital w Głuchołazach należy do około 20 proc. placówek w Polsce posiadających akredytację jakościową. W przypadku konsolidacji istnieje ryzyko jej utraty, a to mogłoby jeszcze bardziej pogłębić problemy finansowe.
Dodatkowo wynagrodzenia w obu placówkach są różne. W Głuchołazach zarabia się mniej. Jeśli po konsolidacji płace trzeba będzie wyrównać, to pojawią się kolejne koszty. To raczej recepta na pogłębienie problemów niż ich rozwiązanie.
- Uchwała intencyjna przeszła jednym głosem. Dwóch radnych z Głuchołaz wstrzymało się od głosu.
- Szkoda, że nie zagłosowali przeciwko. Wystarczyłby jeden głos przeciwny i cały proces zostałby zatrzymany. Przeciw konsolidacji byli pani Grażyna Bortniczuk i pan Bogusław Kanarski. Pan Jacek Kanarski i pan dr Janusz Zapiór się wstrzymali.
- Podczas sesji pojawiły się kontrowersje wokół stanowiska na temat konsolidacji dyrektora medycznego szpitala w Głuchołazach.
- Tak. Powoływano się na rzekomo pozytywną opinię doktora Zygmunta Koniecznego na temat konsolidacji, co później zostało zdementowane przez dyrektor szpitala. To była bardzo dziwna sytuacja. Powiem więcej – w kuluarach mówi się, że istnieją bardzo silne naciski z zewnątrz, aby tę konsolidację przeprowadzić. Tymczasem lekarze w Głuchołazach są przeciwko. Nie widzą w tym żadnej logicznej pomocy dla szpitala. Wręcz przeciwnie – obawiają się, że problemy będą się tylko potęgować. Nawet jeżeli dojdzie do jakichś tam połączeń administracyjnych, to mówimy tutaj o oszczędnościach rzędu setek tysięcy złotych, co w skali szpitala jest naprawdę niewiele.
- Zwolennikiem rozpoczęcia procesu konsolidacji okazał się także burmistrz Głuchołaz Paweł Szymkowicz.
- Jako mieszkaniec Głuchołaz kompletnie tego nie rozumiem i nie akceptuję. Jesteśmy po powodzi i znajdujemy się w bardzo trudnej sytuacji. Mamy problemy komunikacyjne, mówi się o możliwej likwidacji szkoły średniej, a teraz pojawia się jeszcze zagrożenie dla szpitala. Zamknięcie szpitala czy szkoły będzie prowadziło wyłącznie do dalszego wyludniania gminy. Władze samorządowe powinny walczyć o utrzymanie takich instytucji, bo to one decydują o atrakcyjności gminy i jakości życia mieszkańców.
- Czy to jest jakiś kolejny objaw marginalizacji Głuchołaz, też w takim aspekcie społecznym, nie tylko ekonomicznym, jeśli by doszło do połączenia, a dalej, jak mówicie, likwidacji szpitala?
- Oczywiście, tutaj każdy włodarz gminy zdaje sobie z tego sprawę, że należy dbać o interes gminy, nawet jeżeli są jakieś naciski z zewnątrz, to został wybrany przez mieszkańców Głuchołaz i ma prezentować ich interes, a interesem mieszkańców Głuchołaz, ale zarówno powiatu, jest to, żeby nie dopuścić do ograniczenia działalności szpitala.
- Pojawia się także argument, że silny, skonsolidowany szpital mógłby skuteczniej konkurować z placówką MSWiA.
- Nie przekonuje mnie to. Szpital MSWiA jasno zadeklarował, że nie jest zainteresowany żadną konsolidacją. To placówka resortowa, funkcjonująca według innych zasad finansowania. Dzisiaj jako mieszkańcy mamy wpływ na szpital powiatowy poprzez wybranych przez nas radnych. W przypadku placówki resortowej takiego wpływu nie będziemy mieć.
- A może cała dyskusja jest związana z planami budowy nowego szpitala w powiecie?
- Chętnie wrócę do tej rozmowy, gdy ten szpital będzie już stał. Dzisiaj wiemy jedynie, że koszt inwestycji może wynieść nawet około 1,5 miliarda złotych. Nie wiemy, czy szpital w ogóle powstanie, kiedy powstanie i jakie świadczenia będzie realizował. Jeżeli nadal świadczenia medyczne będą niedoszacowane, problem nie zniknie. Będzie po prostu większy i droższy.
- Chcę podkreślić jedno: nikt nie składa broni. Uchwała intencyjna to dopiero początek dyskusji. Czekamy na wyniki audytu. Szkoda, że nie poczekano z decyzją do czasu jego zakończenia. Być może wtedy usłyszelibyśmy konkretne odpowiedzi na pytanie, skąd mają się wziąć oszczędności. Jako mieszkańcy musimy rzetelnie podejść do tej sprawy i – jeśli okaże się to konieczne – bronić naszego szpitala. Na kolejnych sesjach będziemy obecni i będziemy wspierać wszystkich, którzy chcą walczyć o przyszłość ochrony zdrowia w Głuchołazach i całym powiecie nyskim.#
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
ale w głuchołazach wiekszosc byla POmysłami ryżego ..............
ale w głuchołazach wiekszosc byla POmysłami ryżego ..............