- Ten dom kupiłem za własne pieniądze, a sekta naciska na mnie, żebym przepisał go na bardziej zaufanego człowieka Sanjayi Jaraszka! Mieszkam pod jednym dachem z kilkoma mężczyznami, którzy nie chcą się wyprowadzić, a prokuratura odrzuciła moje zawiadomienie o tym, że popełniane są przestępstwa! - mówi młody mężczyzna. Nie tylko boi się utraty nieruchomości, ale przede wszystkim życia. - Sanjaya dzwoni do mnie i grozi mi - dodaje człowiek, który niedawno odszedł z sekty.
Stanisław przyjechał do Nysy cztery lata temu. Miał wtedy 27 lat. O sekcie Jasna Strona Mocy dowiedział się przez internet. – Kiedy tu przyjechałem i zobaczyłem jak pracują członkowie grupy bardzo mi się to spodobało. W Warszawie mieszkałem sam w kawalarce, którą odziedziczyłem po babci. Rodzice mieszkali, gdzie indziej, bo się rozwiedli. Z zawodu jestem piekarzem i cukiernikiem, więc zdarzało się, że pracowałem także w nocy. Brakowało mi w życiu czegoś więcej, bo chciałem uprawiać warzywa, mieć takie lepsze warunki do życia. Warszawa mnie męczyła. Chciałem być bliżej natury - przyznaje.
Stanisław dodaje, że zanim zdecydował się zostać członkiem JSM przyjeżdżał tutaj kilkukrotnie. To jednak praktycznie była tylko formalność, bo w rzeczywistości wpadł po uszy już po pierwszej wizycie. Od guru sekty Sanjayi Jaraszka usłyszał, że Warszawa go wykończy, że duże miasto go wykończy, że powinien żyć bliżej natury, jeść zdrowe rzeczy, żeby nie mieć problemów ze zdrowiem.
Kiedy zdecydował się na ostateczną wyprowadzkę z Warszawy myślał początkowo o wynajęciu swojej kawalerki, ale potem za namową członków sekty doszło do jej sprzedaży. Za lokum w stolicy otrzymał 300 tys. zł. Po przyjeździe trafił do siedziby JSM znajdującej się na nyskich działkach przy ul. Saperskiej. Wspomina, że wtedy znajdowało się tam ok. 20 członków grupy. – Byli też tacy, którzy jeszcze nie mogli się zdecydować ostatecznie czy chcą wstąpić… to byli tacy „dochodzący sympatycy”. Głównie mężczyźni, ale zdarzały się też kobiety. Do dzisiaj w JSM jest rodzina z dzieckiem – mówi. W jednej z nyskich agencji nieruchomości pojawiła się jednak oferta sprzedaży domu w podnyskiej Lipowej wraz z ok. hektarem ziemi. – I ja go kupiłem za pieniądze z kawalerki – stwierdza Stanisław pokazując zdjęcie z momentu podpisania umowy kupna sprzedaży z właścicielką nieruchomości. Towarzyszył mu Miłar Kokoszka, prowadzący Portal Nysa opłacany z publicznych pieniędzy przez burmistrza Nysy Kordiana Kolbiarza. Tajemnicą poliszynela jest to, że Kokoszka to od lat zaufany człowiek Sanjayi. – To ja stałem się właścicielem tego domu, za który zapłaciłem łącznie z kosztami urzędowymi ok. 140 tys. zł. – mówi dalej Stanisław dodając, że rodzice wiedzieli o tej transakcji – tak jak i o zmianie życia syna – sprzedaży warszawskiej kawalerki, którą odziedziczył po babci i wyprowadzce na wieś kilkaset kilometrów od stolicy. – Czułem w tamtym momencie dumę, no bo przecież nie każdy w moim wieku może sobie pozwolić na kupno domu za gotówkę! Dzięki temu, że trafiła się nieruchomość z hektarem podatek był niższy, bo gdybym miał tylko dom musiałbym płacić 3 tys. zł rocznie.
Stanisław nie ukrywa, że od razu wiedział, że jego dom będzie w czymś w rodzaju bazy dla członków JSM, że nie będzie w nim sam – że będą w nim mieszkać inni członkowie sekty i razem będą uprawiać warzywa, które stanowią główne pożywienie członków JSM. - Znalazłem także pracę, bo wolę być na etacie, a nie skakać to tu, to tam. To jest pół etatu, żeby ze wszystkim podołać – tylko dla siebie - dodaje. Mężczyzna żył w ten sposób 4 lata (dzisiaj ma 31 lat). Wspomina, że guru sekty nieczęsto przyjeżdżał w tym czasie do Lipowej – bywał tam może dwa razy do roku. – Tylko wtedy, żeby zobaczyć, gdy było coś ważnego do zrobienia – wydać dyspozycje, powiedzieć o planach… - dodaje Stanisław.
Stanisław pokazuje też zdjęcia wewnątrz swojego domu. Warunki są tutaj skromne a on sam przyznaje, że do tej pory remont został przeprowadzony za ok. 35 tys. zł, które jako właściciel dostał w ramach pomocy dla powodzian.
Młody mężczyzna zameldował w swoim domu czterech innych członków sekty. Było to w momencie, gdy był zauroczony słowami guru. Stały adres członkom JSM był też potrzebny z innego powodu – mieszkańcy domu mogli dzięki temu zakładać firmy, otrzymywać dotację z Powiatowego Urzędu Pracy. Dom i działka w Lipowej zyskała także nazwę, którą wymyślił Sanjaya Jaraszek. – To było Wardo… Dlaczego? Od Warszawy skąd przyjechałem. Ja też dostałem nowe imię z sekty – mówi. Nie podamy tego „imienia” ze względu na zastrzeżenie Stanisława, aby go nie ujawniać. Imienia Stanisław także używamy na jego prośbę.
Czy był zadowolony z takiego układu, że pod dachem jego domu mieszka kilku mężczyzn (mówi o siedmiu), a on – mimo że formalnie nieruchomość była jego własnością – nie mógł nią rozporządzać, nie był w niej prawdziwym gospodarzem mówi: – No różnie z tym bywało… Z higieną na przykład nie było najlepiej… Wolałbym, żeby był większy porządek, ale nie mogłem nad każdym stać i każdemu to mówić - dodaje. - Dwa lata temu po raz pierwszy usłyszałem, że powinienem przepisać MÓJ dom na innego członka sekty – takiego bardziej zaufanego dla Sanjayi. Tłumaczenie było takie, że grupa zainwestuje w ten teren i dom, a mnie jakby coś się stało to będzie dziedziczyć moja rodzina. Ja wtedy jednak uciąłem tę rozmowę, bo mówiłem, że jestem za młody na sprawy testamentowe. Na początku były SMS-y, wiadomości napominające. Dostawałem informację, że powinienem posłuchać i przepisać dom, a kiedy się nie zgadzałem słyszałem, że jestem opętany przez demona. Ta wstępna rozmowa była chyba wtedy po to, żeby mnie sprawdzić – ocenia dzisiaj Stanisław. Temat przepisu domu na innego członka sekty JSM wrócił kilka miesięcy temu, a konkretnie w maju. Tym razem Sanjaya Jaraszek był już bardziej stanowczy. Stanisław nagrał dwie rozmowy telefoniczne, które odbył z guru sekty na ten temat. Łącznie nagranie trwa ok. godziny (fragment publikujemy obok)– Znowu powiedziałem, że nie, że nie wchodzę w ten temat. No, nie chcę po prostu, bo jestem za młody na wchodzenie w sprawy testamentowe - tłumaczył.
Pada też imię – oczywiście imię nadane przez guru sekty – mężczyzny, na którego Stanisław miałby przepisać dom. To jeden z najbardziej zaufanych ludzi Jaraszka. – Wiele razy padało w rozmowie z nim, że to on jest faktycznym gospodarzem mojego domu, mimo że nawet nie jest u mnie zameldowany! Czy mnie to bolało kiedy usłyszałem coś takiego? Tak, bo to jakby ktoś zabierał moją własność! Miałem też telefony nawet od ludzi, od byłych członków grupy, którzy słyszeli o mojej sytuacji. Zawsze na początku ich pytam czy dzwonią prywatnie czy na polecenie Sanjaya.
Po wspomnianych rozmowach telefonicznych z Jaraszkiem, Stanisław złożył zawiadomienie do Prokuratury Rejonowej w Nysie. Dotyczyło ono wywierania na niego presji psychicznej w celu przejęcia należącej do niego nieruchomości, doprowadzenia do niekorzystnego rozporządzenia mieniem oraz zajmowaniu nieruchomości bez zgody właściciela. Jedno z przestępstw miało polegać na zmuszaniu go za pomocą gróźb karalnych do określonego działania, czyli przepisania nieruchomości na inną osobę. Grozi za to do 3 lat więzienia. Dołączył do zawiadomienia pendrive’a, na którym nagrane są jego rozmowy z Sanjayą, w czasie których guru JSM chce wymusić na Stanisławie przepisanie domu na innego członka sekty. Padają w niej słowa, które dla Stanisława są groźne lub co najmniej dają do myślenia, np. że żołnierzy, którzy nie wykonują rozkazów stawia się przed plutonem egzekucyjnym. Sanjaya kilka razy wspomina też o tym, że Stanisławowi coś może się stać, dlatego najlepiej, żeby przepisał nieruchomość. Zresztą cały czas mieszka pod jednym dachem z kilkoma mężczyznami - członkami sekty. Stanisław zdecydował się jej sprzeciwić i rozpoczął starania, by mężczyźni opuścili jego dom w Lipowej. Najpierw otrzymali przedsądowe wezwanie do opuszczenia lokalu i zabrania swoich rzeczy. Na miejscu kilkukrotnie była także policja. W sprawie gróźb karalnych, wywierania presji psychicznej i wymuszenia przepisania nieruchomości prokuratura odmówiła wszczęcia dochodzenia, nie stwierdzając „znamion czynu zabronionego” i informując mężczyznę, że może swoich praw dochodzić w postępowaniu cywilnym!
Po tym, gdy sprawa trafiła na drogę prawną nie było żadnego odzewu od samego guru sekty, ale jednocześnie lokatorzy z jego domu nie zamierzają się wyprowadzić. Niektórzy przyjeżdżają tutaj nadal „jak do siebie” nie zwracając uwagi na protesty Stanisława. Jak teraz wygląda życie pod wspólnym dachem? – Staramy się nic nie mówić, przechodzimy obok siebie obojętnie. Mówią, że to nie jest moje tylko władz. Ja mam na dole swój pokój, który zamykam na kłódkę a oni są razem na piętrze i też zamykają na kłódkę uniemożliwiając mi wejście do siebie. Stanisław przyznaje, że boi się takiego życia ale nie może tego dać po sobie pokazać. Obecnie trwa postępowanie o wymeldowanie mężczyzn, którzy mieszkają w domu w Lipowej. Do sądu trafiły też wnioski o ich eksmisję. Dla części z nich czas na opuszczenie nieruchomości Stanisława już minął w połowie lipca dla innych minie pod koniec miesiąca. Stanisław mówi, że od członków sekty usłyszał, że to ziemia obiecana im od Sanyai.
Przypomnijmy, że w kwietniu br. Onet opublikował reportaż o sekcie Jasna Strona Mocy oskarżając Jaraszka o manipulacje, stosowanie gróźb karalnych, zastraszanie i kontrowersyjne poglądy. To spowodowało, że JSM zniknęła z internetu, ale nie zniknęła jej działalność. Całą Polskę obiegło także nagranie Jaraszka oddającego mocz na krzyż. Jak ustaliliśmy, sąd jednak umorzył postępowanie w sprawie obrazy uczuć religijnych powołując się na niepoczytalność sprawcy.
W kolejnym numerze „Nowin” opiszemy jak wygląda życie sekty od środka i jak wygodnie urządził się Sanjaya Jaraszek żyjąc z tego co zarobią jego podwładni.
W sprawie odmowy wszczęcia przez prokuraturę postępowania z zawiadomienia właściciela domu w Lipowej skierowaliśmy pytania o przyczyny takiej decyzji. Zapytaliśmy m.in. o to, czy prokuratura wzięła pod uwagę fakt, że autorem słów na ww. nagraniu jest osoba, co do której sąd orzekł niepoczytalność i czy zdaniem prokuratury słowa, które tam padają nie stanowią gróźb karalnych, a tym samym zgłaszający nie ma się czego obawiać? Odpowiedź, którą uzyskaliśmy, jest lakoniczna. Oto ona: „W odpowiedzi na zapytanie z dnia 20 lipca br. informuję, że postanowieniem z dnia 29 czerwca br. prokurator z Prokuratury Rejonowej w Nysie odmówił wszczęcia dochodzenia w sprawie usiłowania oszustwa na szkodę (tu pojawiają się inicjały właściciela nieruchomości). W ramach postępowaniu zapoznano się z treścią nagrania, które przedłożył zawiadamiający, i nie dał on podstaw do przyjęcia, że doszło do popełnienia jakiegokolwiek czynu wyczerpującego znamiona przestępstwa. W szczególności należy zwrócić uwagę, że znamieniem gróźb karalnych jest, aby groźby wywołały u pokrzywdzonego obiektywną obawę, że mogą zostać spełnione. Treść przedłożonych nagrań nie dostarczył informacji pozwalających w tym zakresie budować ustalenia faktyczne. Postanowienie jest nieprawomocne albowiem pokrzywdzony złożył na nie zażalenie. Sprawa oczekuje na rozpoznanie w Sądzie Rejonowym w Nysie.
Zapis fragmentu rozmowy telefonicznej Sanjayi Jaraszka i Stanisława, byłego członka sekty Jasna Strona Mocy
S.J - Słuchaj, ja zarządziłem na osiemnastą, żebyście się spotkali i na spokojnie porozmawiali, co robić, jak żyć.
Stanisław - Tak, tylko to jest moja przemyślana decyzja, definitywnie i no i ja i tak nie zmienię zdania i że teraz po prostu nie jest czas, żeby się takimi sprawami zajmować jak spadki w moim wieku.
S.J. - Dobrze, ja zarządziłem, że nasi ludzie się spotykają i rozmawiają, bo coś trzeba z tym zrobić. Problem jest taki, że ty nam nie ufasz i boisz się, że my ciebie zabijemy. Ja mam właśnie taką propozycję. My tobie jakieś pieniądze zalegamy. 40 tysięcy. Jakbyśmy ci te pieniądze spłacili wszystkie, wtedy nie będziemy mieć powodu, żeby ciebie zabijać.
ReklamaStanisław - Ale nie myślę, że ktoś miałby powód mnie zabijać.
S.J. - Ale słuchaj, spłacimy cię, przepiszemy na przykład na Rumiego i będziemy żyć tak jak żyliśmy, tylko będą inne papiery i wtedy już nie będzie problemów spadków, bo w papierach będzie Rumi. Nie będzie problemów spadkowych. Ty po prostu sprzedasz to Rumiemu.
Stanisław. - Ale 40 tysięcy to są pieniądze, które ja jeszcze pożyczałem.
S.J. - Słuchaj, to ustalimy ile tych pieniędzy i dostaniesz tyle, ile będziesz chciał. Ja nie mam zamiaru Ciebie na kasę dymać. Ja dokładnie nie wiem na jakich to wyjeżdża się tam pieniądze. To wy ustalicie, przypomnijcie sobie co ile i to byłoby najrozsądniejsze rozwiązanie. Ty nie miałbyś presji, jakichś spadków, Rumi byłby w papierach i dalej byśmy robili to co robimy. To jest jedyne rozsądne wyjście. Dla nas wszystkich, żebyśmy mogli żyć, żeby sobie nie narobić problemów. Życie i tak jest nieciekawe. Ale dla ciebie od strony technicznej to tak, będziesz mieć dodatkowe pieniądze i dalej będziemy żyć tak jak żyjemy, nic się nie zmieni.
ReklamaStanisław. - Rozumiem, ale i tak chcę tę sprawę przemyśleć, bo to nie jest tak, że...
S.J. - A to po prostu wisi na włosku, ty masz takie coś, więc ja, jeżeli ty, to w papierach będzie Rumi i zapłacimy ci, to ty będziesz spokojny, bo nie będzie żadnych spadków, już wiesz, żadnych. Rozmawiasz z naszymi, to pani ci wytłumaczy, to są inteligentni, uczciwi ludzie, jak Rumi usłyszał to się złapał za głowę, to się szykuje. A Rumi jest tam autentycznym gospodarzem, on jest tam główny szef, wiesz. Jesteś taki gospodarz reprezentacyjny. Gdybyś został sam, to same straty, my byśmy stracili mnóstwo pracy, prasy, kasy, no ważne rzeczy by były. A ty jakbyś tam został sam, ty sobie nie poradzisz. Bo to technicznie trzeba ciągle coś robić, mieć tą siłę taką techniczną. Poza tym samemu w takiej chałupie być to można zwariować. Życia nie ma. (…) Tak osiemnasta z momentami. Jedyny pomysł, który mi przychodzi, żeby nie zrobić dramatu nikomu, wiesz. Nasza działalność tu się opiera na wspólnym takim życiu, zaufaniu. Każdy robi to, co najlepiej umie i dzięki temu nam się żyje lepiej, łatwiej. To jest przeklęte życie tutaj na tej planszy. A są takie niewidzialne siły, które bardzo inteligentnie atakują i to głównie mnie. Ja jestem ich celem. A wy jesteście używani czasami jako narzędzia, żeby mi tu coś zrobić. Żeby moje plany były zniszczone. To ja już to dawno zauważyłem. Zwyczajnie głupi cmentariacze mi tak inteligentnie niszczyli i tak jakbyście z sobą się porozumiewali, wiesz.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze