Wywiad z Konradem Szcześniakiem, trenerem szachowym, prezesem klubu Gekon Nysa
„Nowiny Nyskie” - Co sprawia, że szachy są takie popularne?
Konrad Szcześniak - Mężczyzna ma czasem potrzebę dać komuś w zęby, a nie każdy może, nie każdy potrafi. Nie każdy osiągnie posturę Pudziana, choćby się zajechał treningami. A w szachach nawet cherlawiec i zdechlak może uderzyć i to baaardzo boleśnie. Dlatego ta dyscyplina tak wciąga.
- Co jest wciągającego w pojedynku, w którym przez kwadrans dwóch gości patrzy się w szachownicę, któryś wyciąga rękę i coś przestawia, a potem znów przez kwadrans nic?
- Ooo, to zupełnie nie tak. Dobrze zbudowana, konsekwentnie prowadzona lub/i pomysłowa partia szachowa jest jak arcydzieło literackie. Pozostawia w patrzących wrażenia estetyczne podobne do oglądania pięknego obrazu. Tylko by się zachwycić, trzeba się choć odrobinę znać, a nie każdy się zna, w przeciwieństwie do piłki, gdzie co facet, to ekspert. A tym, którym się wydaje, że szachy są powolne, polecam spojrzeć na turniej błyskawiczny, bulletowy (1 minuta na partię) lub ultrabulletowy (15 sekund na partię!). Pingpongiści mogliby pozazdrościć szybkiej ręki.
- Jak wygląda uczenie szachów?
- Jak wygląda uczenie, to powie każdy nauczyciel. Szachy nie są wyjątkiem. Jeśli mówimy o 6-, 7-latkach, to głównie zabawa. Trochę wiedzy, dużo pajacowania, by utrzymać zainteresowanie. Ze starszymi jest konkretniej, ale kogo obchodzą starsi. Osobiście znam tylko jedną starszą osobę, która przespała młodość, a jednak do czegoś doszła. Nazywała się Śpiąca Królewna. Natomiast praca z dziećmi, jakkolwiek urocza, wymaga stalowych nerwów i niewyczerpanych pokładów cierpliwości. No bo jak byś zareagował, gdybyś rozpatrując jakąś pozycję na zajęciach, musiał prowadzić z uczniem taki dialog:
- Jak sądzisz, co należy zagrać w tej pozycji?
- Eee, trzeba zagrać… czarnymi.
- No tak, normalne, że po ruchu białych jest ruch czarnych, ale czym byś ruszył?
- Ruszyłbym figurą.
- No świetnie. A jaką?
- Eee, drewnianą.
- No pięknie. A jak?
- Hmm, ruszyłbym dobrze.
I tak w nieskończoność.
Za to gdy gram z dziećmi na ślepo, czyli tyłem do szachownicy, co jest jakimś tam elementem uatrakcyjniania treningu, dwóch lub trzech staje mi za plecami, by zasłonić lusterko, bo przecież na pewno podglądam jakimś tajemnym sposobem. Byli też tacy, którzy zasłaniali szachownicę kocem oraz tacy, którzy usiłowali korzystać ze smartfona. Trzeba mieć oczy dookoła głowy, nawet wtedy, gdy nie wolno patrzeć. Według mnie największym problemem w uczeniu jest rozstrzygnięcie, czy mówimy do całej grupy, czy wychowujemy mistrza. Bo jeśli do całej, to ci najlepsi się nudzą i tracą bezcenny czas, a ci najsłabsi i tak niewiele rozumieją. A jeśli ciśniemy z treningiem ile fabryka dała, metodą „jak pękną, weźmiemy następnych” to po paru zajęciach mamy jednego, dwóch, góra trzech uczniów. Więc ilość czy jakość? Towarzystwo wzajemnej adoracji czy wyczyn?
- Czyli starsi nie mają czego szukać w tej dyscyplinie?
- Ależ skądże. Szachy są wskazane w każdym wieku. To będzie najlepszy pomysł na spędzenie wieczoru ze znajomymi, ogrom przyjemności, wspaniała gimnastyka umysłu, ale jeśli mówimy o sportowym wyczynie, to lojalnie informuję i ostrzegam, że choćby zjedli tysiąc kotletów, choćby nie wiem jak się wytężali, to nie udźwigną, taki to ciężar. Przyjdzie jakieś dziecko z grabkami i foremką i ich ogra, w dodatku ostentacyjnie okazując znudzenie. Będzie z tego tylko kupa frustracji.
- Więc kiedy zaczynać trening?
- Szachy w ostatnich latach się bardzo zmieniły. Przeszły metamorfozę z gry kompletnie niemedialnej w widowiskową. A skoro to gra, to oczywiste, że wabi już dzieci. Kilkunastolatkowie to w dzisiejszych czasach szachowi emeryci. Jak w odpowiednim czasie nie wsiadłeś do ekspresu pędzącego na szczyt, to zostaje tylko ciufcia i sadza w oczach. Owszem, brylanty się zdarzają w każdym wieku, ale szachy i ogólnie sport trzeba zaczynać wcześnie. A opinie, że arcymistrz to stary dziadek z długą siwą brodą, to bzdura. Najwyższy w szachach stopień arcymistrza (coś jak generał w wojsku) otrzymuje już nawet 12-latek, a obecny mistrz świata Gukesh Dommaraju z Indii miał lat 18, gdy zdobywał tytuł. To efekt tytanicznej pracy i nauki przez zabawę, bo dzieci lubią się bawić i grać w gry. Mistrzostwo przychodzi w pewnym sensie przy okazji.
- Czy w szachach da się oszukiwać?
- Oszukiwać da się wszędzie, także i w szachach. Ostatnio głośny był przypadek Norwega Magnusa Carlsena, który zarzucił Amerykaninowi Hansowi Niemannowi, że ten podczas gry otrzymuje podpowiedzi poprzez… kulki analne. Paranoja? Niekoniecznie, biorąc pod uwagę, że pieniądze w szachach już są ogromne, więc i pokusa wielka. Co chwilę wychodzi na wierzch kolejny przypadek zawodnika, który pomaga sobie podpowiedziami Stockfisha (najpopularniejszy program szachowy) w ubikacji lub dzięki mikrosłuchawce w uchu. Dlatego nikogo już nie dziwią kontrole „antydopingowe”, a za posiadanie telefonu, smatwatcha lub czegokolwiek piskającego przy partii natychmiast się ją przegrywa. Na niższym poziomie też się zdarzają oszustwa, choć nie tak subtelne. Ostatnio byłem świadkiem, jak jedno dziecko w turnieju zapytało przeciwnika, czy jego figura też ma pod spodem zielony materiał. Ten naiwnie ją dla sprawdzenia podniósł, a wtedy pytający radośnie krzyknął: „Dotknąłeś, musisz się nią ruszać!”. Inny próbował niepostrzeżenie przesuwać sobie pionka zapisem, czyli kartką papieru. Kolejny w beznadziejnej sytuacji proponował przeciwnikowi: „Czy chciałbyś się zamienić kolorami”? Jeszcze inny, nie mogąc się pogodzić z porażką, ruch przed matem czekał pół godziny, aż do skończenia czasu, by chociaż tak uprzykrzyć życie przeciwnikowi. To niesportowe, choć oczywiście dopuszczalne zachowanie.
- Czy to trudna gra?
- I tak, i nie. To jak z grą na gitarze - nauczysz się 4 chwytów i już jesteś duszą towarzystwa przy ognisku. Ale na wyższym poziomie to nie wystarcza. Szachy mają tę zaletę albo wadę, zależy jak patrzeć, że łączą kompletnie przeciwstawne cechy. Nie wystarczy być dobrym w jednym elemencie. Jak powiedział jeden z czołowych polskich arcymistrzów Mateusz Bartel: „Z jednej strony trzeba być zorganizowanym i precyzyjnym, a z drugiej trzeba czasami lubić ryzyko i się go nie bać. Z jednej strony trzeba mieć znakomitą pamięć i być odtwórczym, z drugiej należy wykazywać się ogromną kreatywnością. To także ciągła batalia psychologiczna z rywalem, z sobą i z czasem. To przestrzeń do zaciętej rywalizacji, a do tego arena pięknych kombinacji i nieoczekiwanych rozwiązań. Dzięki temu dla wielu to dyscyplina z pogranicza sportu i sztuki”. Nie każdy jest w stanie się w niej odnaleźć, ale każdy może czerpać z niej przyjemność na swoim poziomie.
- A czy w Nysie są jakieś wyróżniające się talenty szachowe?
- Ależ oczywiście. Mamy drużynę juniorów Gekon Nysa, w której błyszczą tacy gracze jak Piotrek Jabłoński, Maciej Wilman, Marta Opałka, Kacper Kraska, Julia Żelazny czy Olek Piotrowski. To wszystko Nysa i okolice. Obecnie to już druga liga, a jak się znajdzie jakiś sponsor, będzie nawet pierwsza. Rewelacja.
- Dlaczego robisz to, co robisz?
- Byłem skazany na szachy od zawsze. Najpierw jako zawodnik, teraz trener. Stara się człowiek robić w życiu różne rzeczy, a i tak na koniec zawsze ląduje z uczniem przy szachownicy. To z pewnością karma. Przeznaczenie. Z tym się nie da walczyć. Szachy są bezwzględne, straszne, wredne i okrutne, ale jak poczujesz emocje, które dają, to nie ma odwrotu. Pokochasz je, bez względu na wszystko. Jak krnąbrne dziecko, choć zwykle nie odwzajemnia miłości. Są lepsze i gorsze dni, jak w każdej pracy, ale ogólnie satysfakcja, gdy podopieczny zdobywa medal, wynagradza wszystko. Mam szczęście robić w życiu to, co sprawia mi przyjemność. Niczym pijak, który zarabia piciem wódki.
Z Konradem Szcześniakiem
rozmawiał
Krzysztof Centner
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze