Reklama

Norwegia jest krajem imigrantów. Rozmowa z ojcem Hubertem Łucjankiem, werbistą, który pracował w Parafii pw. Matki Bożej Bolesnej w Nysie

22/02/2026 08:53

Rozmowa z ojcem Hubertem Łucjankiem, werbistą, który przez cztery lata pracował w Parafii pw. Matki Bożej Bolesnej w Nysie. Ucząc młodzież katechezy pozostawił po sobie wspaniałe efekty pracy i wspomnienia parafian. Od wyjazdu z Nysy ojciec Hubert pracuje w Oslo. 

„Nowiny Nyskie” – Kiedy Ksiądz rozpoczął pracę duszpasterską w Norwegii?
O. Hubert Łucjanek - Migrantem stałem się we wrześniu 2022 roku. Jako werbiści piszemy tak zwane petycje misyjne. Na rok przed święceniami dostajemy wytyczne z zaznaczeniem miejsc, w których są potrzeby misyjne. Sugerując się tym, co pisze generał naszego zgromadzenia podajemy trzy kierunki, do których chcielibyśmy się wybrać. Nasze petycje idą do generała, później do głównego przełożonego całego zakonu. Ostateczna decyzja o kierunku naszego wyjazdu należy właśnie do generała.

- Rozumiem, że Ojciec wskazał m.in. Norwegię…
- Na krótko przed składaniem mojej petycji Norwegia w ogóle zaistniała w naszych kierunkach wyjazdów misyjnych. Norwegia w naszych strukturach zakonnych należy do polskiej prowincji. Przełożeni chcieli, żebym najpierw był na parafii w Polsce, a później dopiero pojechał do Norwegii. No i tak było. I ku mojej radości tą parafią była Nysa.

Reklama

- Proszę powiedzieć, jak Księdzu jest w tej Norwegii? Jak wygląda życie w tym kraju i praca?
- Jako werbiści dostaliśmy zaproszenie od ówczesnego biskupa do pracy głównie z Polonią, ale nie tylko, ze świadomością naszej werbistowskiej otwartości na różne działania i różnych ludzi.
Mówiąc krótko, w Norwegii jest mi dobrze. To piękny kraj i piękni ludzie. Pracuję w Oslo i mieszkam w Oslo, więc w stolicy. W mieście stołecznym są trzy katolickie parafie. Współbracia pracują przy katedrze, czyli przy głównej parafii świętego Olafa. Ja natomiast mieszkam przy katedrze świętego Olafa, ale pracuję przy drugiej parafii, która jest w centrum. I to jest właśnie parafia świętego Hallvarda.

- Czym różni się obecna praca Księdza od pracy duszpasterskiej w Nysie?
- Na pewno tym, że w Nysie byłem w parafii jednoetnicznej. Wyjeżdżając z Nysy mieliśmy tylko trochę imigrantów z Ukrainy. Jeśli chodzi o moją pracę w Norwegii to cechuje ją przede wszystkim różnorodność narodowa naszej parafii. Parafia świętego Hallvarda ma około 16 tysięcy członków. Ludzie po prostu mogą się zarejestrować w Kościele.

Reklama

- Jak wygląda sytuacja z Polonią. Dużo jest naszych rodaków w miejscu, gdzie Ojciec dotarł?
- Wśród tych 16 tysięcy członków parafii Polaków jest około 5 tysięcy. Powiedzmy, że to jest jakieś 30-40% parafii. Sporą grupą są Filipińczycy, Wietnamczycy, Latynosi z różnych krajów. Erytrejczycy są z kolei taką grupą, która może nie jest liczna, ale zauważalna. Między innymi ze względu na to, że tutaj na parafii jest jedyny erytrejski ksiądz, który posługuje w Norwegii, więc liturgia odbywa się w języku erytrejskim. Przyjeżdżają do nas z całej okolicy. Z nimi jest głośno, kolorowo, ciekawie…
Jeśli chodzi o samą taką strukturę księży to na parafii jest nas kilku. Ksiądz Sigurd - Norweg jest administratorem parafii. Jesteśmy aktualnie w trakcie zmian personalnych na parafii, ale jest też ksiądz Henry z Birmy, z tym, że lada moment będzie się przeprowadzał. Jest ksiądz Andreas. To jest Niemiec ze Zgromadzenia Marystów. Głównym zajęciem jest duszpasterstwo młodzieży. Jest też ksiądz grekokatolicki, który na naszej parafii ma swój przyczółek. I on też jest jedynym grekokatolickim księdzem na całą Norwegię. Od niedawna z nami jest ksiądz Grzegorz z Polski i od niedawna pomaga nam ksiądz Antoni, nasz współbrat werbista, który posługiwał również w Nysie. Ja jestem duszpasterzem naszych rodaków.

- Proszę powiedzieć, jak żyje się Polakom w Norwegii? Jaka to jest emigracja?
- Jesteśmy zróżnicowani. Jest trochę starej Polonii, która jest tutaj od czasów „Solidarności”. To już nie jest duża grupa, ale funkcjonująca w Kościele, przy parafii św. Olafa. Duży przypływ emigrantów z Polski był też mniej więcej w okolicach naszego wstąpienia do Unii Europejskiej - w 2004 roku.

Reklama

- Chociaż Norwegia nie jest w Unii i niespecjalnie spieszy się, żeby wejść w jej struktury…
- Tak. Natomiast jest w Europejskiej Wspólnocie Gospodarczej, więc jest powiązana z Unią Europejską różnymi umowami. Norwegia jest też w Strefie Schengen, czyli nie trzeba przechodzić kontroli granicznej wjeżdżając do tego kraju. W związku z tym w 2004 roku łatwiej było o legalną pracę. Np. zachęcane do pracy tutaj były polskie pielęgniarki. 
Rzeczywiście rozmawiając z parafianami spotykam się z ludźmi, którzy są tutaj albo od 2004 roku, albo od kilku lat. Nie spotykam za to Polaków, którzy dotarliby do Norwegii po mnie – myślę, że pewnie ze względu na słabszy kurs korony.

- A czy to są całe rodziny, czy może sami mężczyźni?
- Różnie. Są Polacy, którzy mieszkają tutaj z rodzinami, których dzieci już tutaj się uczą, czasami już znajdują pracę i wchodzą w dorosłość. Bardzo często jest jednak tak, że pracują tutaj panowie, a ich rodziny są w Polsce. 

Reklama

- W Polsce jednym z głównych tematów jest zima, jakiej nie było od lat. A jak jest Norwegii? 
- My też mamy zimę tutaj, też jest śnieg, też jest mróz, natomiast paradoksalnie w Polsce w tych ostatnich dniach i mrozy i śniegi są większe niż w Norwegii. Mam rodzinę pod Warszawą i tam śnieg i mrozy dały się we znaki. To jest pierwsza taka zima w Polsce od wielu lat, ale generalnie w Norwegii chłodniej nie jest. Kiedy wcześniej zimą przylatywałem do Polski, to jakby jej tutaj w ogóle nie było. Z kolei kiedy wyjeżdżałem z Norwegii latem, to żegnała mnie pochmurna pogoda i 20 stopni Celsjusza, a w Polsce był wtedy upał. Muszę podkreślić, że mówię o pogodzie w Oslo. Norwegia jest krajem rozległym i zależy właśnie, czy jesteśmy - w głębi lądu, czy nad wodą, czy gdzieś pod kołem podbiegunowym.

- Zdążył Ksiądz zwiedzić cały kraj?
- Nie. Tam jest tyle do zobaczenia! Ale tak, rzeczywiście troszkę udało się w końcu „wypuścić” w Norwegię. Oslo i okolice znam już dosyć dobrze. W czasie wakacji zobaczyłem słynne fiordy. Co prawda Oslo także jest nad fiordem, ale różni się od tych, które znamy z pocztówek, ze stromymi, wysokimi ścianami. To rzeczywiście na zachodzie kraju takie fiordy się znajdują. Natura jest tutaj przepiękna. Jeśli ktoś lubi dziką przyrodę, to Norwegia z pewnością mu się spodoba - lasy, góry, skały. Są takie rejony, przez które przejeżdżając nie natyka się na ludzkie osady - ewentualnie chatki letniskowe. Większość ludzi mieszka na wybrzeżu. Ponad 90% powierzchni kraju jest niezamieszkała.

Reklama

- Norwegia uchodzi za kraj zimny pod względem aury, ale za to bogaty. Wiemy, że jest niezależny energetycznie i to jest bardzo ważne, ale jednocześnie mówi się, że ceny w sklepach mogą nas Polaków przerażać…
- Rzeczywiście Norwegia jest postrzegana jako taki kraj dobrobytu i tak lubi o sobie Norwegia mówić. Jeśli chodzi o ceny to rzeczywiście są produkty, które są dużo droższe niż w Polsce – przede wszystkim jedzenie. Natomiast są takie produkty, które mają zbliżone ceny. Mam na myśli odzież, która nie jest dużo droższa. Ceny paliwa to średnio około 20 koron za litr, czyli jakieś 7 zł. Pensje są jednak wyższe. Niższy zarobek – dla robotnika niewykwalifikowanego, czy na niepełny etat, w przeliczeniu na złotówki to koło 7 - 8 tysięcy zł. Uogólniając, pensje są dwa razy wyższe niż w Polsce. Natomiast nie jest tak, że ludzie tutaj nie muszą oszczędzać. W kraju dużo mówi się o oszczędnościach, zwłaszcza w sektorze państwowym. I rzeczywiście ludzie tego doświadczają, np. w redukcji świadczeń socjalnych, czy w świadczeniach zdrowotnych. Po prostu są cięcia w zatrudnieniu. Np. zmniejsza się liczbę osób, które odwiedzają ludzi starszych albo niedomagających w ich mieszkaniach, żeby im pomóc w codziennych czynnościach. W związku z tym, że jest ich coraz mniej mają coraz mniej czasu, by poświęcić go osobom w potrzebie.

- Czy Norwegia jest krajem ludzi starych, czy młodych? 
- Przede wszystkim Norwegia jest krajem dużej ilości imigrantów. I teraz pytanie, ile ktoś musi mieszkać w Norwegii, żeby być Norwegiem. Pamiętam w statystykach, że dzieci z pierwszego pokolenia urodzonego w kraju były jeszcze jako dzieci imigranckie. Grupy etniczne trzymają się razem. Nawet są jakieś wspólne spotkania Polaków, Wietnamczyków, Filipińczyków. Jest nawet grupa z Mauritiusa. To nie jest to broń Boże kwestia jakiejś wrogości. To naturalne przyciąganie. A jeśli chodzi o Polaków to nasz język słychać w komunikacji miejskiej, na budowie… Jeśli chodzi o strukturę narodową – to jak mówiłem – Polacy są dużą grupą. Litwini są również dużą grupą, ale ich w kościele nie widać. Nie mają też stałego litewskiego duszpasterza, który by mieszkał na miejscu.
W Norwegii mieszkają ludzie z krajów, w których jest wojna - Afgańczycy, Somalijczycy, Pakistańczycy. Są też Filipińczycy - oni już nie ze względu na wojnę, tylko bardzo często Filipinki zajmują się opiekę nad dziećmi.

Reklama

- Jak w Norwegii wygląda kwestia nauki religii. Czy jest w szkole taka lekcja?
- W szkole jest obowiązkowy przedmiot, który my moglibyśmy nazwać „religioznawstwo”, na którym dzieci i młodzież uczą się o różnych religiach, między innymi o chrześcijaństwie. To jest przedmiot bardziej teoretyczny. Tam nie ma modlitwy na początek i koniec zajęć. Jeśli chodzi o katechezę i przygotowanie do sakramentów odbywa się to już na parafii. Takie przygotowanie do Komunii Świętej trwa dwa lata, tak jak i do bierzmowania. Spotkania się odbywają raz w miesiącu w sobotę. Wtedy jest ten moment, kiedy mam kontakt rzeczywiście z dziećmi, z młodzieżą. Bo mam katechezę w języku polskim.
Rozmawiała Agnieszka Groń
 

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo nowinynyskie.com.pl




Reklama