Trzy spółki zarządzające publicznym majątkiem powołały spółdzielnię energetyczną. Gmina przekazała jej bez przetargu ponad 20-hektarową działkę, na której ma powstać farma fotowoltaiczna. Koszt inwestycji to ponad 43 miliony złotych. Założycieli spółdzielni łączy to, że ze wszystkimi związany był Bogdan Wyczałkowski. Stowarzyszenie Nysa Patrzy pyta czy publiczny grunt będzie pracował na prywatne „emerytury” ludzi związanych z obecną władzą?
Spółdzielnia Nyska Elektrownia Społeczna (SNES) powstała w 2022 r. Pierwszym prezesem był Bogdan Wyczałkowski, a członkami Agencja Rozwoju Nysy, Społeczna Inicjatywa Mieszkaniowa Nysa i Społeczna Inicjatywa Mieszkaniowa Opolskie. Dwie pierwsze to spółki komunalne, których właścicielem jest Gmina Nysa. Trzecia to spółka publiczna założona przez państwowy Krajowy Zasób Nieruchomości i opolskie gminy. Wszystkie łączy to, że ich prezesem był lub jest Bogdan Wyczałkowski, a główną księgową Karina Hereda. Z SIM Opolskie Wyczałkowski wyleciał z hukiem za liczne nieprawidłowości (miliony na samochody i promocję), a za nim Hereda. Spółką zajmuje się teraz prokuratura. Siedzibą spółdzielni jest Agencja Rozwoju Nysy (ul. Marcinkowskiego 2-4), gdzie mieści się też SIM Nysa.
Celem Nyskiej Elektrowni Społecznej jest wytwarzanie i sprzedaż energii elektrycznej, pochodzącej z odnawialnych źródeł energii. Nie tylko to, bo znaleźć można tam też badania naukowe i prace rozwojowe z dziedziny nauk humanistycznych i społecznych. Do 16 maja 2023 r. prezesem spółdzielni był Wyczałkowski, którego zastąpiła Karina Hereda, ale Wyczałkowski został pełnomocnikiem spółdzielni. W radzie nadzorczej zasiadają: Grzegorz Jasiok (dyrektor ARN), Adam Kozłowski (prezes SIM Nysa) oraz Marta Gucwa (pracownik i członek rady nadzorczej ARN. W 2023 r. Rada Miejska w Nysie przekazała do spółdzielni grunt o powierzchni ok. 20 ha w strefie ekonomicznej w Radzikowicach. Dzierżawa nastąpiła w trybie bezprzetargowym na okres 25 lat.
Pod uchwałą podpisał się Paweł Nakonieczny z PiS, będący wtedy w koalicji z KWW Kordiana Kolbiarza. Za głosowało 18 radnych, dwóch wstrzymało się od głosu (Jolanta Trytko-Warczak i Joanna Bosak).
Spółdzielnia miała za to płacić rocznie ok. 166 tys. zł plus VAT. Umowa dzierżawy została podpisana 18 kwietnia 2024 r. a już 6 dni później wystąpiono do Gminy o zgodę na poddzierżawę nieruchomości przez Agencję Rozwoju Nysy. Gmina oczywiście się zgodziła. Zrobiono to, bo spółdzielnia nie miała pieniędzy na zapłatę czynszu! Pokryty został on więc z publicznych pieniędzy, należących do mieszkańców Nysy. Tu należy zwrócić uwagę na fakt, że przekazanie gminnego gruntu do spółdzielni nastąpiło na mocy uchwały rady miejskiej, a poddzierżawienie jej przez ARN na mocy decyzji burmistrza.
Koszt budowy farmy fotowoltaicznej szacowany jest na około 43 miliony złotych. Spółdzielnia ogłosiła przetarg na jej budowę, choć nie ma zabezpieczonych na ten cel pieniędzy. Starała się o dofinansowanie z Krajowego Planu Odbudowy ale jak na razie nie otrzymała wsparcia. Jeśli jednak dojdzie do realizacji tego przedsięwzięcia, to może ono generować przez wiele lat miliony złotych przychodu rocznie. "To właśnie w tym momencie warto zadać zasadnicze pytanie: kto będzie beneficjentem tych pieniędzy, kto sprawuje realną kontrolę nad projektem i dlaczego Gmina Nysa, właściciel gruntu traci faktyczną możliwość nadzoru nad spółdzielnią i inwestycją" - pyta stowarzyszenie "Nysa Patrzy", które ujawniło kontrowersje wokół Nyskiej Elektrowni Społecznej. Zwracają uwagę na zaangażowanie Gminy i spółek miejskich w jej powstanie przy jednoczesnym ograniczeniu kontroli Gminy i Rady Miejskiej nad całością przedsięwzięcia. Spółdzielnie nie podlegają też ustawie o dostępie do informacji publicznej.
Zwolennikiem powstania spółdzielni Nyska Elektrownia Społeczna jest burmistrz Kordian Kolbiarz. Przedstawia ją mieszkańcom jako projekt „zielonej energii” i nowoczesnej transformacji energetycznej. Ma zapewnić tani prąd dla miejskich spółek, oświetlenia ulicznego czy szkół. "W praktyce jednak, po analizie dokumentów, statutu spółdzielni oraz decyzji podejmowanych wokół gruntu gminnego, coraz wyraźniej widać, że nie jest to neutralny projekt, lecz mechanizm budowania trwałej kontroli nad publicznym majątkiem przez wąskie środowisko personalnie powiązane z Agencją Rozwoju Nysy" - twierdzą społecznicy z Nysa Patrzy. Dodają, że statut SNES nie pozostawia złudzeń: spółdzielnia nie jest organizacją społeczną w potocznym rozumieniu, lecz podmiotem komercyjnym, którego członkowie mogą czerpać bezpośrednie korzyści finansowe z jej działalności, w tym z wytwarzania i sprzedaży energii oraz z podziału nadwyżki bilansowej. Beneficjentami będą członkowie spółdzielni, którzy jak wynika z dokumentów, związani są ze spółkami kierowanymi przez Bogdana Wyczałkowskiego (ARN, SIM Nysa). Niewykluczone, że lista członków spółdzielni powiększy się o ludzi, związanych z obecnymi władzami Nysy.
Nysa Patrzy zwraca uwagę na to, że w kuluarach spółdzielnia bywa określana mianem „projektu emerytura”. "To projekt polityczno-biznesowy, osadzony w konkretnym środowisku personalnym, realizowany poza kontrolą Rady Miejskiej i z rosnącym wyłączeniem mieszkańców z procesu decyzyjnego. Skala finansowa idzie w dziesiątki milionów złotych, a horyzont czasowy w dziesięciolecia". Stowarzyszenie podkreśla, że publiczny grunt będzie pracował na prywatne „emerytury” ludzi związanych z obecną władzą, a gmina zostanie jedynie biernym obserwatorem przedsięwzięcia, które odebrano jej małymi krokami, decyzja po decyzji, poza salą obrad Rady Miejskiej.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze