Podczas ostatniej sesji Rady Miejskiej w Nysie zastępczyni burmistrza Nysy Elwira Ślimak poinformowała radnych o anonimowym zawiadomieniu dotyczącym działalności Wodnego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego w Nysie. Pismo zawierało szereg zarzutów pod adresem organizacji oraz jej prezesa Jarosława Białochławka. Szef nyskiego WOPR zdecydowanie odrzuca wszystkie oskarżenia, określając je jako próbę zdyskredytowania organizacji i jej ratowników.
Sprawa pojawiła się po głośnym sporze pomiędzy WOPR a władzami Nysy dotyczącym finansowania ratownictwa wodnego nad Jeziorem Nyskim. Konflikt wybuchł po tym, jak miasto znacząco ograniczyło środki przeznaczone na zabezpieczenie kąpielisk i terenów rekreacyjnych. WOPR publicznie krytykowało decyzję władze Nysy, wskazując na zagrożenie dla bezpieczeństwa mieszkańców i turystów.
Zdaniem Jarosława Białochławka powrót do sprawy poprzez prezentowanie anonimowych zarzutów na forum rady miejskiej jest niezrozumiały. – „Nie wiem, po co urząd w Nysie bawi się w takie rzeczy. Uważam, że temat naszego konfliktu z gminą został zakończony. My go zakończyliśmy, mieszkańcy ocenili go w sposób jednoznaczny. Teraz ktoś wyciąga anonimowe donosy i przedstawia je publicznie” – powiedział prezes WOPR.
„Nigdy nie obrażałem burmistrza”
Jednym z zarzutów zawartych w anonimowym piśmie miało być obrażanie burmistrza Nysy przez przedstawicieli WOPR w mediach społecznościowych. – „To nie jest w żaden sposób prawda. Nigdy do burmistrza, ani publicznie, ani na Facebooku, nie odnosiłem się w sposób niekulturalny. Mieliśmy spór dotyczący bezpieczeństwa i tego, że gmina z nami nie rozmawiała. Dlatego informowaliśmy o tym mieszkańców w mediach społecznościowych, ale nie było tam żadnych obraźliwych wpisów” – stwierdził Białochławek.
Zarzuty o kursy motorowodne i dotacje
W anonimowym zawiadomieniu pojawiły się również sugestie dotyczące organizowanych przez WOPR kursów motorowodnych.
– „Ktoś pisze, że prezes organizuje kursy motorowodne i bierze kasę do kieszeni. To jest totalna bzdura. Jesteśmy legalnym ośrodkiem szkoleniowym, mamy kasę fiskalną, księgowość prowadzoną zgodnie z przepisami. Przyjeżdżają egzaminatorzy, wszystko odbywa się oficjalnie i jest rozliczane. To już drugi donos na moją osobę. Wiadomo, gdzie pracuję (policja - przyp. redakcji), więc łatwo jest uderzyć w człowieka, bo później musi się tłumaczyć i być sprawdzany” – powiedział prezes WOPR.
Równie stanowczo odniósł się do zarzutów dotyczących publicznych dotacji. – „Ktoś napisał, że bierzemy dotacje do kieszeni. Nie wiem, w jaki sposób można tak głupio myśleć. Każda dotacja jest rozpisana na podstawie umowy i rozliczana co do grosza. Jeżeli kupiłbym coś innego niż przewiduje umowa, można byłoby mieć do mnie pretensje. Przez wiele lat wszystkie nasze dotacje były prawidłowo rozliczane” – podkreślił.
Jak przypomina prezes WOPR, jednym z powodów konfliktu z magistratem były zastrzeżenia urzędników do wydatków na wyposażenie centrum monitoringu oraz zadaszenie chroniące ratowników pełniących służbę nad jeziorem. Pieniądze na ten cel wyłożyli w końcu prywatni sponsorzy.
„To wierutne bzdury”
Anonimowe zawiadomienie miało również dotyczyć rzekomego braku reakcji WOPR na niebezpieczne zachowania użytkowników skuterów wodnych na akwenie. – „Tak, WOPR interweniuje w takich przypadkach. Oczywiście podstawowe kompetencje ma tutaj policja, ale my również reagujemy na zgłoszenia mieszkańców. Możemy rozmawiać ze sternikami i zwracać im uwagę. To też jest wierutna bzdura, że nic nie robimy” – powiedział Białochławek. Kolejny zarzut dotyczył rzekomego tankowania prywatnego sprzętu na koszt organizacji.
– „To jest w ogóle jakieś kretyństwo. Nie ma czegoś takiego, że WOPR daje komuś paliwo. Firmy współpracujące z nami same kupują paliwo do swojego sprzętu. To kolejny głupi wymysł mający uderzyć w dobre imię WOPR” – stwierdził prezes. Jak zaznacza, organizacja utrzymuje jedynie rezerwę paliwa niezbędną do prowadzenia działań ratowniczych ale to nie ma nic wspólnego z finansowaniem czyjegoś prywatnego sprzętu – dodał.
WOPR: Bez własnych dochodów nie byłoby ratownictwa
Prezes WOPR zwraca uwagę, że organizacja działa przez cały rok, a nie tylko w sezonie wakacyjnym. – „Samo utrzymanie bazy kosztuje około 100 tysięcy złotych rocznie. Prąd, media, remonty sprzętu, dzierżawa terenu – to wszystko kosztuje. Sam rachunek za energię elektryczną w sezonie to około 18 tysięcy złotych” – wylicza. Jak podkreśla, miejska dotacja pokrywa jedynie część kosztów.
– „Dostajemy obecnie 35 tysięcy złotych na 90 dni. Bezpieczeństwo finansujemy również z własnych środków. Te pieniądze pochodzą właśnie ze szkoleń, kursów motorowodnych, kursów sterników i innych działań statutowych. Gdybyśmy tego nie robili, ratownictwo wyglądałoby tak jak kiedyś – od końca czerwca do września, a później zamknięta stanica i koniec działalności” – mówi.
Białochławek podkreśla również rolę wolontariuszy. – „Ratownicy są wolontariuszami. Ludzie często nie zdają sobie sprawy, że za 45 złotych ratownik pełni 12-godzinny dyżur. Dzięki zaangażowaniu tych ludzi jesteśmy w stanie utrzymywać wysoki poziom bezpieczeństwa nad Jeziorem Nyskim” – zaznacza. Jego zdaniem Nysa dysponuje jedną z najlepiej wyposażonych jednostek ratownictwa wodnego w regionie.
– „Mamy profesjonalną jednostkę, ratowników medycznych i specjalistów różnych dziedzin. Jesteśmy nowoczesną organizacją. Tym bardziej trudno zrozumieć, dlaczego pojawiają się takie anonimowe zarzuty” – podsumowuje.
Prezes WOPR nie krył rozczarowania sposobem, w jaki sprawa została przedstawiona radnym. – „Szkoda, że urzędnicy bawią się w ten sposób i jeszcze informują radnych o takich rzeczach. To ma uderzyć w nasze dobre imię. Ratownicy są tym zbulwersowani. Nie boję się żadnej kontroli. Każdy może przyjść, zobaczyć dokumenty i sprawdzić, jak wygląda działalność WOPR” – powiedział Jarosław Białochławek.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze