Ok. 50 pielęgniarek zatrudnionych w Zespole Opieki Zdrowotnej w Nysie i w Głuchołazach chce podwyżek wynagrodzeń. Te, które zdobyły wyższe wykształcenie w ostatnich latach czują się dyskryminowane.
Pielęgniarki od 2023 roku próbują uzyskać finansowe uznanie (zgodnie z ustawą) dla wyższego wykształcenia. Dlatego związki zawodowe pielęgniarek i położnych zorganizowały w nyskim muzeum spotkanie, w czasie którego wyłożyły swoje racje w obecności dyrektora ZOZ Nysa Artura Kamińskiego i starosty nyskiego Daniela Palimąki.
W niektórych momentach dyskusja była bardzo gorąca. Pielęgniarki podnosiły, że mają ustawowy obowiązek dokształcania i podnoszenia kwalifikacji. Same ponoszą koszty dokształcania i przeznaczają na to swój wolny czas. Pojawiły się także sygnały niejednolitości w samej grupie pielęgniarek i położnych, gdzie panują duże różnice płacowe, a przez to rodzą się wewnętrzne konflikty. – Przez wiele lat nasze środowisko walczyło o należne miejsce - o dostrzeżenie znaczenia naszego zawodu, zdobywanej wiedzy, podnoszonych kwalifikacji, studiów licencjackich, magisterskich, specjalizacji czy licznych kursów zawodowych. Jesteśmy tu po to, aby rozwój zawodowy nie był tylko obowiązkiem, ale wartością dostrzeganą i godnie wynagradzaną – mówiła Marta Grześków, przewodnicząca Związku Zawodowego Pielęgniarek i Położnych w nyskim szpitalu.
Pielęgniarki mówiły, że chcą jedynie tego, by szpital realizował ustawę o minimalnym wynagrodzeniu w ochronie zdrowia i dochodziło do właściwego zaszeregowanie pielęgniarek i położnych zgodnie z posiadanymi kwalifikacjami zawodowymi. Nyskie pielęgniarki podnosiły, że w takich szpitalach jak w Opolu, czy w Brzegu wynagrodzenia są wypłacane według siatki płac wyznaczonej przez ustawę.
W czasie dyskusji pojawiło się zdanie dyrektora Kamińskiego mówiące o tym, że pielęgniarki, które zainicjowały spotkanie, mają za sobą prawomocne wyroki sądu pracy, które wygrał ZOZ.
Pojawiły się groźne informacje o odchodzeniu pielęgniarek z pracy w szpitalu i wyjazdy do Czech, do Niemiec. Pielęgniarskie braki kadrowe na bloku operacyjnym mają być przyczyną mniejszej ilości zabiegów, a to przyczynia się do mniejszych wpływów z Narodowego Funduszu Zdrowia. Podkreślano także, że środowisko pielęgniarek nyskiego szpitala jest coraz starsze.
W dużej mierze problem leży w ustawie o minimalnych wynagrodzeniach w służbie zdrowia wprowadzonej przez poprzednią ekipę rządzącą, którą krytykowała ówczesna opozycja, ale po przejęciu władzy… nic z nią nie zrobiła. Sytuacja trwa więc już dobrych kilka lat i z pewnością nadal potrwa, bo przecież trudno się jej spodziewać przed przyszłorocznymi wyborami parlamentarnymi.
Efektem spotkania dyrekcji szpitala ze środowiskiem pielęgniarek i położnych miały być wspólna komisja, która błyskawicznie - bo w ciągu niespełna dwóch tygodni - ma tak opracować zmiany w regulaminie płac w nyskim szpitalu, by zadowolić protestujące środowiska i zmniejszyć dysproporcje między pielęgniarkami.
Efekty rozmów mają poznać radni jeszcze podczas czerwcowej sesji rady powiatu.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Jest ustawa i pracodawca ma płacić!!!!!
Czterdzieści tysięcy zgarnia co miesiąc ten aparatczyk z PiSu, Artur Kamiński. Po kilka tysięcy doją z kasy nyskiego ZOZu przeróżni nieudacznicy życiowi będący chwilowo radnymi. A dla wykształconych pielęgniarek pieniędzy brak? To jest niebywały skandal. Wypierdolić tych wszystkich politycznych nieudaczników na zbity pysk z tego szpitala i kasa się znajdzie.
A słyszeliście ten młody lekarz bez specjalizacji z Platformy 1.6 miliona.
W Warszawie 1600 tyś. zarobił w rok lekarz bez specjalizacji, ale on był z PO.
no przez ten PiS to pielegniarki do "dobrego niemca" musza jechac do pracy............. no chyba że ryży z tych konkretow - 35. Podniesienie nakładów publicznych na ochronę zdrowia do 7% PKB (?)
"Kiedy słucha się tych „wyjaśnień”, zapewnień, opowieści o „walce z wiatrakami”, „zwyrodniałym systemie” i naprawianiu niedobrej sytuacji bez „sporów ideologicznych”, można odnieść wrażenie, że premier ryży codziennie stroi sobie żarty z Polaków, a już na pewno tych, którzy w to wierzą."
Ryży sam nie może nić podnosić bo decyzje zapadają w Berlinie.
W pracy nie ma żadnych koleżanek czy kolegów to tylko znajome twarze. Pamiętacie o tym że nie rozmawia się w pracy o swoich planach czy problemach rodzinnych bo może się to dla was źle skończyć. Ludzie są tak fałszywi i wredni że trzeba uważać pamiętajcie o tym i dbajcie o siebie!
Ten komentarz jest ukryty - kliknij żeby przeczytać.
z całym szacunkiem do pielegniarek To, czy pielęgniarka otrzyma wyższe wynagrodzenie z tytułu ukończenia studiów magisterskich, zależy przede wszystkim od tego, czy magister pielęgniarstwa jest wymagany na danym stanowisku pracy, na którym jest zatrudniona. Posiadanie samego tytułu nie gwarantuje automatycznej podwyżki 1. Kwalifikacje wymagane na stanowisku pracy (Siatka płac)Zgodnie z ustawą o sposobie ustalania najniższego wynagrodzenia zasadniczego niektórych pracowników zatrudnionych w podmiotach leczniczych, kluczowe są kwalifikacje wymagane, a nie tylko posiadane:Jeśli w umowie o pracę lub regulaminie zakładu na danym stanowisku wpisany jest wymóg posiadania tytułu magistra, pracodawca musi wypłacić pensję przypisaną do wyższej grupy (grupa 5 dla magistra bez specjalizacji, grupa 2 dla magistra ze specjalizacją).Jeśli stanowisko wymaga jedynie licencjatu lub średniego wykształcenia, a pielęgniarka podniosła swoje kwalifikacje dobrowolnie, szpital/przychodnia może (ale prawnie nie musi) odmówić uznania dyplomu magistra i dalej płacić według niższej stawki (grupa 6). 2. Wyroki Sądów Pracy i spory prawneW praktyce temat ten wywołuje ogromne kontrowersje w polskiej ochronie zdrowia i doprowadził do setek spraw w sądach:Sądy stające po stronie szpitali argumentują, że pracodawca ma prawo określić strukturę zatrudnienia i płacić za to, czego realnie wymaga na danym odcinku pracy. Sam fakt doniesienia nowego dyplomu do kadr nie zmusza dyrekcji do zmiany warunków finansowych.Sądy stające po stronie pielęgniarek (częste wyroki) orzekają z kolei na korzyść pracowników, powołując się na Kodeks pracy i zasadę równego traktowania (zakaz dyskryminacji płacowej). Jeżeli pielęgniarka z magistrem wykonuje dokładnie te same obowiązki, ma taką samą odpowiedzialność i realizuje te same zadania co jej koleżanki bez magistra, to różnicowanie ich pensji wyłącznie na podstawie papierka może zostać uznane za nielegalne.
Żeby dobrze zarabiać trzeba ryżemu klaskać dupą.
Jest ustawa i pracodawca ma płacić!!!!!
Czterdzieści tysięcy zgarnia co miesiąc ten aparatczyk z PiSu, Artur Kamiński. Po kilka tysięcy doją z kasy nyskiego ZOZu przeróżni nieudacznicy życiowi będący chwilowo radnymi. A dla wykształconych pielęgniarek pieniędzy brak? To jest niebywały skandal. Wypierdolić tych wszystkich politycznych nieudaczników na zbity pysk z tego szpitala i kasa się znajdzie.
A słyszeliście ten młody lekarz bez specjalizacji z Platformy 1.6 miliona.