Nie milkną kontrowersje wokół Przedszkola nr 10 w Nysie. Wątpliwości budzą już nie tylko zarobki dyrektor Sylwii Wardakas, która miała ponad tysiąc nadgodzin rocznie, dzięki czemu jej zarobki wynosiły ponad ćwierć miliona zł. Do tego byli pracownicy oskarżają ją o mobbing. Do głosów krytyki przyłączają się też rodzice dzieci, które uczęszczały do gminnej jednostki. Całą sprawę ujawnili członkowie Stowarzyszenia Nysa Patrzy.
O swoich doświadczeniach opowiadają matki dzieci. U jednej z nich granica została przekroczona, kiedy pani dyrektor wezwała ją pilnie do przedszkola, bo dziecko miało brudne paznokcie. - Byłam w pracy 80 km od Nysy. Kiedy do mnie zadzwoniła, zażądała, że mam zaraz stawić się w przedszkolu w sprawie dziecka. Myślałam, że stało się coś złego. Pędziłam na złamanie karku, byłam przerażona a na miejscu okazało się, że dzieci mają robić zdjęcia, a moje dziecko ma brudne paznokcie u nóg! To przecież dziecko! - mówi jedna z matek. Kiedy zapytała dyrektorkę, dlaczego nie powiedziała jej tego przez telefon stwierdziła, że musiała spojrzeć jej w oczy! - To ja jechałam przerażona, rzuciłam wszystko, bo myślałam, że coś się stało mojemu dziecku, a ona mi mówi, że chodzi o paznokcie. Zdradza, że innym razem, kiedy nie mogła odebrać telefonu została zrugana przez dyrektorkę, że jakim prawem nie odebrałam telefonu! - Okazało się, że to nie było nic co wymagało pilnej interwencji rodzica - podkreśla.
Rodzice mówią też, że na początku roku szkolnego część dzieci z przedszkola zostało przeniesionych do nowych grup, co dla niektórych rodziców stało się przyczyną niepokoju. Młodsze dzieci, które zmieniały grupy co roku, musiały na nowo nawiązywać relacje, a te z dłuższym stażem czuły się zdezorientowane. Mówiąc o tych zmianach, jedna z matek zwraca uwagę na różnice w traktowaniu dzieci. „Mój starszy syn uczęszczał do tej samej grupy przez cztery lata, podczas gdy młodszy co roku przechodził do innej i miał nową wychowawczynię. To było dla niego bardzo stresujące. Wolałby mieć stały kontakt z kolegami i nauczycielami, których znał” - relacjonuje matka, której synowie uczęszczali do przedszkola. Mówi też, że w przedszkolu była grupa VIP-ów, np. chodziło tam dziecko jednego z radnych burmistrza, które było lepiej traktowane od innych. Dzieci z tej grupy miały lepsze warunki. - To było widoczne gołym okiem" - mówi jedna z matek. Rodzice zauważają, że w przedszkolu panowała segregacja, która nie tylko dotyczyła warunków, ale także dostępu do zasobów edukacyjnych. "Dzieci w grupach mniej uprzywilejowanych miały gorsze zabawki, a sala, w której przebywały, często była mała i nieprzyjemna" - dodaje matka dziecka.
Rodzice mówią też o kontrowersjach dotyczących finansów przedszkola. Informują o składkach, które były wymuszane na rodzicach. "Na początku roku trzeba było zapłacić 250 złotych na radę rodziców, a do tego blisko 400 złotych za podręczniki. To dla wielu rodzin było dużym obciążeniem" - mówi mama jednego z przedszkolaków. Rodzice zwracają uwagę, że pani dyrektor często przypominała im o obowiązkowych składkach, co wywoływało frustrację. "Nawet wzywała do siebie tych, którzy nie płacili. To było bardzo nieprzyjemne" - dodaje inny rodzic. Ich wątpliwości budziły też rosnące opłaty za obiady w przedszkolu. Twierdzą, że część posiłków nie była przygotowywana pod kątem dzieci. - Nie wyobrażam sobie, że moje dziecko jadło nasiona goi surowe. One są twarde, i niezjadliwe dla dzieci, a takie były w posiłkach. Moje dziecko nigdy też nie dostało dokładki, bo nie było. Tymczasem ja wiem, że kuchnia przygotowywała posiłki też dla części pracowników, a nawet na wynos w tym dla rodziny dyrektorki - zdradza. Pytana skąd ta wiedza, mówi, że od jednej z pracowniczek.
Zachowanie dyrektorki miało się też odbijać na dzieciach. Rodzice opowiadają, że dzieci z grupy, w której pojawiała się pani dyrektor wyglądały inaczej. - Były bardziej spięte i przestraszone" - mówi jedna z matek. Po zajęciach z panią dyrektor rodzice zauważali, że dzieci wracały do domu ciche i zamknięte w sobie. Z relacji rodziców wynika, że podczas zajęć z nią dzieci były pod stałą kontrolą, co budziło obawy o ich samopoczucie. "Czuły się jak na musztrze – musiały siedzieć cicho i nie odzywać się. Po powrocie do domu opowiadały o wszystkim, ale w przedszkolu ich zachowanie było zupełnie inne" - relacjonuje matka.
Rodzice obawiają się o dobro swoich dzieci, a stowarzyszenie Nysa Patrzy zwraca uwagę na nieprawidłowości, które wymagają pilnego rozwiązania. Wspólne działania rodziców mogą okazać się kluczowe w walce o zmiany, które przyniosą korzyści wszystkim dzieciom uczęszczającym do tej placówki. Czy sytuacja w przedszkolu ulegnie poprawie? Czas pokaże, ale jedno jest pewne – głos rodziców nie może zostać zignorowany. To oni, a nie dyrekcja, mają prawo do decydowania o przyszłości swoich dzieci.
Dobrze wypaść przed burmistrzem (jak za komuny przed pierwszym sekretarzem)ReklamaRelacja matki:
Na dzieci była też m.in. krzykiem wywierana presja, żeby dobrze wyszły na przedstawieniu dla burmistrza. Dowiedział się o tym ode mnie sekretarz Piotr Bobak i kiedy pani dyrektor przyszła do urzędu miasta zaprosić burmistrza na przedstawienie, stojąc przy burmistrzu zwrócił na to uwagę. Tego samego dnia zostałam wezwana przez panią dyrektor do przedszkola pod pretekstem odebrania syna, który rzekomo źle się poczuł. Okazało się, że dyrektorka zrobiła to specjalnie, żeby mnie postraszyć sądem za informacje, które opublikowałam o jej zachowaniu. Kiedy powiedziałam, że Piotr Bobak jest moim dobrym znajomym całkowicie zmieniła ton. Zaprowadziła mnie z synem do łazienki, żeby pokazać mi jak czysto jest w przedszkolu. Rozpłakała się i klęknęła przede mną i moim synem. Chwyciła syna i z płaczem prosiła go, żeby powiedział mi, że ona nie jest taka zła. Ja powiedziałam jej, żeby już wstała i nie poniżała się tak i że porozmawiam z Piotrem i wycofam swoje oskarżenia wobec niej. W tym momencie ona od razu wstała, otarła łzy i jak gdyby nigdy nic z uśmiechem na twarzy powiedziała, że powinnam do niej przyjść na kawę czasami, żeby lepiej się poznać. Dodam, że wcześniej walczyłam z nią 2 lata, bo wiecznie robiła mi problemy i zastraszała kuratorium i sądem.
Tekst został opublikowany w wydaniu papierowym Nowin Nyskich zanim jeszcze doszło do zawieszenia Sylwii Wardakas w obowiązkach dyrektora Przedszkola nr 10
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze