Od czterech lat Halina i Zygfryd Bytomscy proszą urzędy i sąd o to, aby pozwolili im zabrać prochy zmarłego syna do domu. Choć ich syn Damian nie miał żony ani dzieci, a rodzice są jego jedyną najbliższą rodziną, sprawa ekshumacji została zablokowana. Decyzję musi wydać sąd. Czas płynie, a ich ból jest coraz większy.
Nagrobek śp. Damiana znajduje się na cmentarzu komunalnym przy ul. Złotogłowickiej w Nysie. Codziennie mijają go ludzie, idąc w pośpiechu na groby bliskich. Dla Haliny i Zygfryda Bytomskich ten grób to ich świat. To miejsce, w którym zakończyło się ich rodzicielstwo, a rozpoczął się ból, który trwa już cztery lata i nie pozwala zagoić ran. Ich syn, Damian Bytomski, zmarł nagle 21 grudnia 2020 roku, mając zaledwie czterdzieści lat. Nie miał żony, nie miał dzieci. Jego najbliższą rodziną są oni – matka i ojciec. To oni byli w dniu narodzin i to oni chcą zdecydować o tym, gdzie ich syn powinien spoczywać.
Droga, która boli bardziej niż wszystko inne
Państwo Bytomscy od wielu lat mieszkają w Niemczech. Mają tam swoje życie, dom, lekarzy, opiekę. Mają tam także wykupione miejsce na cmentarzu, gdzie chcieliby, by ich syn leżał obok nich. Ale grób Damiana jest ponad 430 kilometrów od ich domu. – To prawie pięć godzin jazdy w jedną stronę. Z każdym rokiem nasze zdrowie jest coraz słabsze. Kolana, serce… Ja już nie powinnam prowadzić auta, a mąż też ledwo daje radę. A jednak jeździmy ile możemy. Czasem raz w miesiącu, czasem raz na dwa. Czasem tylko po to, żeby usiąść obok i pomilczeć… – mówi pani Halina, ocierając łzy.
Była zgoda. Wszystko było gotowe. I wtedy – ktoś powiedział „NIE”
Rodzice po raz pierwszy w październiku 2021 roku złożyli w nyskim sanepidzie wniosek o zgodę na ekshumację zwłok i po ich kremacji wywóz szczątków do Niemiec. Państwowy Powiatowy Inspektor Sanitarny w Nysie wydał zgodę. Zgodnie z nią ekshumacja, kremacja i przewiezienie prochów miała nastąpić do dnia 15 kwietnia 2022 roku. Kiedy wszystko było gotowe w dniu ekshumacji – na cmentarzu pojawił się ktoś z rodziny byłej partnerki Damiana. Ekshumację wstrzymano, bo zgoda na nią została wstrzymana w ostatniej chwili. Okazało się, że stroną postępowania ekshumacyjnego nie jest tylko rodzina.
– Nikt nie zapytał nas o zdanie. Nikt nie zaprosił nas do rozmowy. My nawet nie uczestniczyliśmy w organizacji pierwszego pochówku. Tylko dostaliśmy informację o dacie pogrzebu naszego własnego dziecka. A teraz ktoś znów decyduje za nas – mówi pani Halina.
Państwowy Powiatowy Inspektor Sanitarny w Nysie informuje, że przedmiotowe postępowanie administracyjne jest zawieszone do czasu rozstrzygnięcia sprawy w postępowaniu sądowym.
Janusz Trzęsimiech
Państwowy Powiatowy Inspektor Sanitarny w NysieReklama
Sprawa trafiła do sądu. I trwa…
Od października 2021 roku rodzice jeżdżą na rozprawy do Nysy. – Mówią, że musimy czekać. Ale my nie mamy już czasu – mówi pan Zygfryd. Każda rozprawa to kolejny koszt, kolejny stres, kolejny ból. Podczas jednej z rozpraw rodzicom przekazano, że grób Damiana jest regularnie sprzątany i utrzymywany w należytym stanie przez jego partnerkę. - Widać brud i brak pielęgnacji. Stroik jest wyblakły. Czy to jest troska? Czy to jest pamięć? Czy to jest opieka? – pyta pani Halina. – Bo my chcemy go zabrać, żeby o niego dbać. Codziennie. Z serca - dodaje ojciec zmarłego.
To nie jest spór o prawo
Rodzice nie proszą o pieniądze. Nie proszą o współczucie. Chcą tylko jednego, decyzji. A wraz z nią – spokoju.
– Człowiek może wiele znieść. Chorobę. Starzenie. Nawet samotność. Ale kiedy chowa własne dziecko, to świat przestaje być taki jak był. I jedyne co pozostaje, to robić wszystko, żeby to dziecko miało miejsce blisko serca – mówi pan Zygfryd.
Z dokumentacji sprawy wynika, że sanepid jako stronę w sprawie uznał byłą partnerkę śp. Damiana. Powodem było to, że zorganizowała jego pochówek i zapłaciła za wykonanie nagrobka. Wstrzymano z tego powodu wcześniejszą zgodę na ekshumację zwłok. Najbliższa rodzina nie zgodziła się z tym, przekonuje, że jest to działania złośliwe. Jednak pozostała jej tylko walka w sądzie. „Spór pomiędzy uprawnionymi do ekshumacji powinien być rozstrzygnięty w drodze postępowania sądowego, a nie administracyjnego” – czytamy w uzasadnieniu decyzji sanepidu. Sąd Okręgowy w Opolu zajmuje się sprawą od 2023 roku, a ostatnia rozprawa odbyła się w sierpniu 2024 r. Do czasu wydania orzeczenia w tej sprawie rodzice nie mogą zabrać szczątków ich syna do domu i nie wiadomo, czy w ogóle będą mogli to zrobić.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Tak to jest jak własnym dzieckiem zaczyna interesować się dopiero po śmierci.
Ta była partnerka to osoba ,która kochała Damiana z całego serca.Z nią dzielił każdą minutę swojego życia ,z nią wychowywał dwójkę jej dzieci i to ona o niego dbała za życia i po śmierci.Gdzie byli wcześniej Ci zatroskani rodzice ,bo nie przypominam ich sobie ?!