Spółki gminne nie mogą ukrywać, kto płacił im za prowadzenie kampanii antyreferendalnej w Nysie. Tak uznał Naczelny Sąd Administracyjny na wniosek Rzecznika Praw Obywatelskich. Choć sprawa dotyczyła spółki Akwa, to dotyczy również Miejskiego Zakładu Komunikacji i Agencji Rozwoju Nysy.
W 2025 r. odbyło się w Nysie referendum w sprawie odwołania burmistrza i rady miejskiej. Głównym powodem były zaniedbania władz Nysy podczas powodzi z września 2024 roku. Nie tylko dezinformowały mieszkańców, że nic im nie grozi, to w ostatniej chwili ogłosiły ewakuację, która była spóźniona. Władze Nysy na czele z burmistrzem Kordianem Kolbiarzem igrały życiem i zdrowiem mieszkańców. Referendum poprzedziła kampania referendalna, w której zgodnie z prawem uczestniczyć mógł tylko zarejestrowany komitet referendalny. Nikt inny nie zarejestrował się w Państwowej Komisji Wyborczej w Opolu. Pomimo tego w Nysie rozpoczęła się kampania antyreferendalna, za którą nie wiadomo kto stał i kto ją opłacał. Jej organizatorzy korzystali z nośników reklamowych gminnych spółek takich jak AKWA, MZK i Agencja Rozwoju Nysy.
Jeden z członków komitetu referendalnego zapytał miejskie przedsiębiorstwa, kto za to płacił. Spółki odpowiedziały ale zamazały dane osoby, na którą wystawiły faktury. Było to istotne nie tylko dlatego, że walka z referendum to walka z demokracją. Drugą ważną sprawą było finansowanie kampanii antyreferendalnej. Organizatorzy referendum musieli rozliczyć się z każdej złotówki, w tym z wpłat na ich konto. Ich działalność podlegała ścisłej kontroli. Tymczasem przeciwnicy referendum działali bezprawnie. Nie tylko nie wiadomo, kto płacił za walkę z referendum (może obce służby?), to jeszcze nie było żadnej oficjalnej organizacji, która za tym stała. Tymczasem w kampanii referendalnej (jak wyborczej) mogą brać udział tylko zgłoszone podmioty.
Na niepełną odpowiedź AKWY do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Opolu poskarżyli się organizatorzy referendum. WSA oddalił ich wniosek, ale wtedy do sprawy przyłączył się Rzecznik Praw Obywatelskich. Wniósł skargę kasacyjną do Naczelnego Sądu Administracyjnego. Podkreślił m.in., że w orzecznictwie przyjmuje się, iż udostępnienie imienia i nazwiska podmiotu wchodzącego w stosunek cywilnoprawny ze spółką komunalną nie narusza jego prawa do prywatności. Przyjmuje się także, że udzielenie informacji niepełnej jest rodzajem bezczynności organu obowiązanego do jej udostępnienia.
Zastępca RPO Stanisław Trociuk w skardze do NSA podkreślił, że doszło do uchylenia się przez spółkę gminną od pełnej kontroli działalności podmiotu obowiązanego do udostępnienia informacji publicznej. NSA przyznał mu rację i potwierdził, że: "osoba zawierająca umowę z podmiotem publicznoprawnym nie może oczekiwać, że w zakresie takich danych jak imię i nazwisko, przedmiot umowy czy wysokość opłaty, zachowa prawo do prywatności"! - Decydując się na umowę z podmiotem publicznoprawnym, taka osoba musi liczyć się z tym, że jej imię i nazwisko może być ujawnione właśnie w trybie dostępu do informacji publicznej. Kwestia, kto wynajmuje, dzierżawi mienie komunalne jest z punktu widzenia dostępu do informacji publicznej i społecznej kontroli niekiedy o wiele ważniejsza od samej treści umowy - podkreślił NSA.
Rzecznik Praw Obywatelskich wskazał, że spółka komunalna, której jedynym wspólnikiem jest Gmina, stanowi podmiot obowiązany do udostępnienia informacji publicznej. Zwrócił uwagę na to, że nie ma znaczenia, że za jej usługi płacą osoby prywatne, skoro korzystają z mienia publicznego.
"Majątek spółki w świetle ugruntowanego stanowiska orzecznictwa i doktryny należy kwalifikować jako majątek publiczny z uwagi na to, że jej jedynym wspólnikiem jest Gmina. Oddanie majątku publicznego w dzierżawę spółki doprowadziło do dysponowania nim przez jej kontrahentów, którzy uprawnieni byli do używania powierzchni reklamowej i pobierania z niej pożytków. W orzecznictwie przyjmuje się zaś, że udostępnienie imienia i nazwiska podmiotu wchodzącego w stosunek cywilnoprawny ze spółką komunalną nie stanowi naruszenia jego prawa do prywatności" - uzasadnił Naczelny Sąd Administracyjny.
Rzecznik Praw Obywatelskich wskazał też na potrzebę wzmożonej kontroli społecznej finansowania materiałów tzw. kampanii referendalnej. "Referendum lokalne w państwie, którego ustrój zakłada demokrację bezpośrednią jako jedną z form sprawowania władzy zwierzchniej Narodu, stanowi sprawę publiczną" - podkreślił!
Reklama
Z nyskim referendum władze Nysy walczyły nie tylko oficjalnie, ale też po kryjomu. Ktoś sfinansował materiały namawiające do tego, żeby w nim nie uczestniczyć. Zawisły billboardy, banery, a także ulotki i gazetki. Ich koszt to kilkadziesiąt, jak nie kilkaset tysięcy złotych. Najbardziej jednak bulwersowało to, że do propagandy antyreferendalnej wykorzystano spółki gminne. Udostępniły swoje powierzchnie reklamowe - AKWA i ARN, a MZK autobusy. Tajemnicą poliszynela jest, że płacił za to Piotr Bobak, zastępca burmistrza Nysy. Skąd miał na to pieniądze? Nie wiadomo. Nie wiadomo też, kto niszczył materiały referendalne, niszcząc i kradnąc banery powieszone w legalnych miejscach.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Brawo, wreszcie szybki i sprawiedliwy wyrok NSA. Klika Kolbiarza pokaże twarze.
Brawo, wreszcie szybki i sprawiedliwy wyrok NSA. Klika Kolbiarza pokaże twarze.