Reklama

System kaucyjny. Nyskie doświadczenia

20/03/2026 15:18

Punkty przyjmowania plastikowych butelek i puszek przeżywają prawdziwe oblężenie. 50 groszy kaucji sprawiło, że opakowania stały się na tyle intratnym źródłem dochodów, że maszyny do ich zwrotu notorycznie są zapychane. Dla tysięcy biednych i bezdomnych system stał się jedynym „etatem” – zbierają butelki dosłownie ze śmietników, by wyciągnąć te marne 50 groszy za sztukę.

Pracownicy sklepów mają dość – magazyny zapchane plastikiem, a klienci wyładowują frustrację na kasjerach i magazynierach. Dla tysięcy biednych i bezdomnych system stał się jedynym „etatem” – zbierają butelki dosłownie ze śmietników, by wyciągnąć te marne 50 groszy.

Jak to działa?
Producent dolicza kaucję do ceny napoju. Sklep ją pobiera i oddaje klientowi przy zwrocie. Opakowania trafiają do operatora systemu (np. Polska Kaucja, Tomra czy Zwrotka), który je sortuje i oddaje do recyklingu. Automaty skanują kod, ważą, niszczą butelkę (żeby nie dało się jej użyć ponownie) i wypłacają gotówkę lub bon. Proste? Tylko w teorii. Od stycznia 2026 roku, gdy na półki trafiają już wyłącznie opakowania ze znakiem kaucji, liczba zwrotów lawinowo rośnie. W dużych sieciach (Lidl, Biedronka, Kaufland) pod butelkomatami stoją kolejki. Ludzie przychodzą z workami, skrzynkami i siatkami pełnymi butelek i puszek. A maszyny? Zapełniają się błyskawicznie. Jeden „hurtownik” z dwoma-trzema workami blokuje automat na 10–15 minut – reszta czeka. Gdy pojemnik na butelki się zapełni, automat wyświetla komunikat „pełny” lub „awaria” i przestaje działać. W efekcie normalni klienci odchodzą z kwitkiem. „Odbiór wstrzymany” – słyszą często.

Reklama

Nyskie przykłady
Nysa, jedna z Biedronek. Do środka wchodzi mężczyzna z kilkoma workami plastikowych butelek. Skarży się, że automat stojący przed sklepem nie przyjmuje opakowań. Kierownik sklepu tłumaczy, że nie ma już na to miejsca w magazynie, bo odbiór odbywa się raz lub dwa razy w miesiącu. Klient mówi, że jego to nie obchodzi, ale nie ma wyjścia. Musi iść do innego punktu, bo przecież każda butelka to pieniądze. Nie wyrzuci ich pod sklepem. Klnąc pod nosem zbiera worki i odchodzi, krzycząc, że to skandal, bo on chce ratować środowisko naturalne. Lidl na Piłsudskiego. Do środka wjeżdża mężczyzna, który pcha wózek sklepowy wypełniony pustymi butelkami i puszkami. Są brudne i śmierdzące, a z niektórych kapie jeszcze resztka zawartości. Do automatu przyjmującego zwroty musi przejechać przez pół sklepu z artykułami spożywczymi. Zgniecione butelki bierze do ust i dmucha w nie powietrze, żeby przywrócić im kształt. Automaty butelkowe nie przyjmują zgniecionych opakowań, choć same gniotą je zaraz po przyjęciu. 

Zwrot opakowań musi być dużym biznesem dla sklepów. Do każdej butelki doliczane jest 50 groszy kaucji, którą płacą konsumenci. Nieliczni jednak je zwracają, co sprawia, że miliony złotych zostają w kieszeniach właścicieli sklepów. W Polsce to głównie zagraniczne koncerny. Najlepszy przykład, to Kaufland w Nysie, który wybudował olbrzymi punkt przyjmowania kaucyjnych opakowań. Jednak trafiają tam nieliczne zwroty butelek po napojach, które są sprzedawane przez ten market. 

Reklama

Pretensje do pracowników
Klienci z pustymi butelkami wyładowują złość na pracownikach sklepów. „Dlaczego nie przyjmujecie? Przecież to wasz obowiązek!” – słyszą. Ci z kolei tłumaczą: „Nie mamy już miejsca w magazynie, kontenery pełne, operator nie przyjechał na czas”. Sklepy muszą przechowywać zwrócone opakowania do czasu odbioru przez firmę logistyczną. Przy tysiącach zwrotów dziennie (w dużych marketach nawet kilka ton tygodniowo) powierzchnia magazynowa się kończy. Pracownicy ręcznie sortują, przenoszą, układają – przy normalnej obsłudze kas. Efekt? Frustracja po obu stronach. 


Najbardziej gorzką stroną systemu jest to, co stało się z nim dla najuboższych. Dla wielu bezdomnych, emerytów z minimalną emeryturą czy osób żyjących na granicy ubóstwa zbieranie butelek i puszek to codzienny sposób na kilka –kilkadziesiąt złotych. Są tacy co grzebią w śmietnikach, przeszukują kosze przy blokach, zbierają porzucone butelki z rowów i lasów. Widok ludzi z wózkami pełnymi worków z butelkami stał się codziennością. 50 groszy za sztukę przy 100–200 butelkach dziennie daje realne 50–100 zł. Wystarczy na chleb, papierosy czy alkohol. Czy to sukces ekologii czy biedy?

Reklama

 


 

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo nowinynyskie.com.pl




Reklama