Nadzór budowlany nakazał rozbiórkę budynku w Sidzinie, uznając, że został wybudowany bez pozwolenia. Przedsiębiorca, który go postawił, twierdzi jednak, że pozwolenie było, ale zostało cofnięte już po rozpoczęciu inwestycji. Co ciekawe, na budowlę nie skarżą się sąsiedzi, a właściciel nie zamierza prowadzić tam uciążliwej działalności. W czym więc problem i dlaczego budynek przeszkadza urzędnikom?
Budowa, którą rozpoczął Henryk Spiżak, miała być w rzeczywistości rozbudową istniejącego obiektu. W miejscu obecnego budynku stały bowiem dom i stodoła z XIX wieku. Ich stan był katastrofalny i zagrażał bezpieczeństwu. – Najpierw runął dom, który naruszył konstrukcję stodoły, a ta również się zawaliła – mówi pan Henryk. Pozostałości rozebranych budynków przebudował na jeden budynek mieszkalno-gospodarczy. – To była rozbudowa, a nie nowa budowa, bo wykorzystałem część murów i fundamentów starego obiektu – przekonuje. Jak dodaje, wysokość i powierzchnia zabudowy zostały niemal w całości zachowane.
Przyznaje jednak, że prace rozpoczęły się bez ważnego pozwolenia budowlanego, choć – jak twierdzi – dowiedział się o tym dopiero po fakcie. – Architekt, któremu zleciłem projekt i który zajmował się pozwoleniem, zapewnił mnie, że mogę rozpocząć prace, więc zacząłem budowę. Nagle okazało się, że pozwolenie zostało cofnięte, bo był jakiś błąd w projekcie – mówi właściciel niedokończonego budynku. Budowa już trwała, dlatego nadzór budowlany uznał, że doszło do samowoli budowlanej. Pan Henryk podkreśla jednak, że obiekt został wykonany zgodnie ze sztuką budowlaną. – W jednej części chciałem zamieszkać, a w drugiej miała być siedziba mojej firmy – zdradza.
Mieszkaniec Sidziny wystąpił do nadzoru budowlanego z wnioskiem o legalizację samowoli, ponieważ przepisy przewidują taką możliwość. – Przyznałem się do winy i chciałem zapłacić karę. Początkowo inspektor nie widział problemów, jednak ostatecznie dostałem decyzję odmowną – mówi.
– Zgodnie z procedurą legalizacyjną wydaliśmy postanowienie, w którym wskazano, że inwestor ma prawo złożyć wniosek o legalizację budynku. Wniosek taki został złożony – informuje Anna Lech, inspektor nadzoru budowlanego w powiecie nyskim. Dodaje, że legalizacja wymaga spełnienia warunków określonych w prawie budowlanym. Wśród nich są m.in. zaświadczenie wójta o zgodności inwestycji z miejscowym planem zagospodarowania przestrzennego oraz projekt zagospodarowania działki i projekt architektoniczno-budowlany.
– Z przedłożonego przez inwestora zaświadczenia wójta wynika, że wybudowany budynek jest usytuowany w sposób przekraczający nieprzekraczalną linię zabudowy. Oznacza to, że inwestor nie spełnił warunków przewidzianych procedurą legalizacyjną. W związku z tym organ wydał decyzję nakazującą rozbiórkę budynku – wyjaśnia Anna Lech. Jak podkreśla, decyzja nie jest jeszcze ostateczna. – Inwestor odwołał się do opolskiego wojewódzkiego inspektora nadzoru budowlanego i sprawa jest obecnie analizowana – dodaje.
– Ta linia zabudowy jest absurdalna. Uchwalono ją w 2003 roku, a budynek, który przebudowałem, pochodził z XIX wieku – argumentuje Henryk Spiżak. Dodaje, że przy tej samej ulicy wybudował dom, który również nie jest zgodny z linią zabudowy, a mimo to otrzymał pozwolenie i nikt nie kwestionuje jego legalności. Przekonuje, że również inne budynki w Sidzinie stoją wbrew linii zabudowy. – Nie wybudowałem niczego, co odbiegałoby od poprzedniego budynku, który się zawalił i który powstał, zanim ktoś wyznaczył tam linię zabudowy – mówi oburzony. – Gmina powinna zająć się ważniejszymi rzeczami, jak np. drogą, która jest dziurawa i niebezpieczna, a nie utrudnianiem życia przedsiębiorcom i mieszkańcom – dodaje.
Co stanie się, jeśli wojewódzki inspektor nadzoru budowlanego utrzyma w mocy decyzję nyskiego inspektora nakazującą rozbiórkę? – W przypadku niewykonania decyzji organ będzie egzekwował jej wykonanie. Zgodnie z przepisami możemy nałożyć grzywnę w celu przymuszenia w wysokości do 10 tys. zł. W przypadku dalszego uchylania się od wykonania decyzji grzywna może być nakładana wielokrotnie – wyjaśnia Anna Lech.
Na budowlę Henryka Spiżaka nie skarżą się sąsiedzi, a właściciel nie zamierza prowadzić tam uciążliwej działalności. Prowadzi przedsiębiorstwo melioracyjne oraz działalność rolniczą. – W nowym budynku miały być garaże dla mojego sprzętu, a także biura mojej firmy. Żadnej uciążliwej działalności dla mieszkańców nie planowałem i nie planuję – podkreśla.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Henryk. Nazwij ten budynek Zamkiem w Sidzinie i przejdzie jak w Stobnicy. Powodzenia w walce z chorym prawem.
Ktosik ma chrapke na ten teren.
Henryk. Nazwij ten budynek Zamkiem w Sidzinie i przejdzie jak w Stobnicy. Powodzenia w walce z chorym prawem.
Ktosik ma chrapke na ten teren.