Reklama

Jak powstają seriale? Artur Kowalewski, pochodzący z Nysy producent filmowy i scenarzysta opowiedział o tym podczas Nyskiego Festiwalu Nauki

05/04/2026 12:29

Jednym z gości Festiwalu Nauki zorganizowanego przez Państwową Akademię Nauk Stosowanych w Nysie był Artur Kowalewski, pochodzący z Nysy producent filmowy i współscenarzysta m.in. pierwszego sezonu hitowego serialu HBO „Wataha” (2014). Współtworzył także scenariusze do takich produkcji jak „Odwróceni” czy „Alfabet mafii”, mając znaczący wkład w rozwój polskiego serialu kryminalnego. 

Artur Kowalewski opowiedział młodzieży o kulisach swojej pracy. Tytuł jego wykładu brzmiał: „Dlaczego musimy opowiadać historie. Skąd się biorą seriale?” - Mniej więcej jeszcze w 2010 roku to film był najważniejszą wizualną sztuką i marzeniem wszystkich twórców. Serial był czymś gorszym i tam też były mniejsze budżety, mniejsze możliwości – mówił Artur Kowalewski do słuchaczy. Według twórcy filmowego to właśnie pandemia odwróciła tę sytuację na korzyść seriali. - Ludzie zostali zamknięci w domach i wtedy wkroczyły na pełnej petardzie streamingi, które „żywią się” przede wszystkim serialami. Seriale są lepsze dla streamerów niż filmy, dlatego że utrzymują uwagę widzów i obecność znacznie dłużej.

Film to jest półtorej, dwie godziny. A jeśli chodzi o seriale, to trwa ten proces łączenia się i bycia tam w tym streamingu znacznie dłużej. 
Artur Kowalewski mówił, że zajmuje się tworzeniem ekranowej historii od początku, od pomysłu serialu do samego końca procesu tworzenia. Jako producent kreatywny decyduje jak on ostatecznie wygląda. – Oczywiście działam we współpracy z masą fantastycznych ludzi. Bo najfajniejsze w tej pracy jest to, że ma się wokół siebie niesamowite osoby - kontynuował. - Zespół, który tworzy serial, to na początku jest nieraz jedna osoba, nieraz dwie osoby. Potem, kiedy ekipa wchodzi na zdjęcia, to potrafi być 200 osób. 

Reklama

Pomysł historii, której ma dotyczyć serial w lapidarnej wersji jest przedstawiamy osobom, które mają zadecydować o przyszłości pomysłu, czyli o tym czy będzie, czy też nie będzie on realizowany. - Rzecz jest bardzo ważna, dlatego że w tym momencie zaczyna się proces, który finalnie potrafi kosztować bardzo dużo. Serial „Heweliusz”, który jest do tej pory rekordowym budżetem, jeśli chodzi o historię, kosztował powyżej 60 milionów złotych. Na podstawie takiego pomysłu zaczyna się wędrówka - chodzimy, rozmawiamy, czy ktoś jest zainteresowany czy nie. Konkurencja jest olbrzymia, na szczęście jest też tak, że tych podmiotów, do których można się teraz zwrócić jest dużo. Jak zaczynałem pracę, to mogłem pójść do TVN, Polsatu i do TVP. Teraz te podmioty, o których wspomniałem mają najmniejsze budżety – przyznał producent i scenarzysta.

Artur Kowalewski stwierdził, że najwyższe budżety mają właśnie streamerzy. – Pisanie scenariusza jest najtańszym elementem tego wszystkiego - kontynuował. - Tworzenie takiego świata jest bardzo ciekawe i bardzo to lubię. Najpierw opisujemy historię od początku do końca – luźny opis tego, co się wydarzy w serialu. Musimy mieć bardzo dobrze narysowanych, wyraźnych bohaterów.

Reklama

To też wymaga zatwierdzenia, a po tym dzielimy historie na sceny. Wyświetla się przed nami jakaś historia, w której ktoś płacze, ktoś się śmieje, a my wszyscy się w to wkręcamy. Oczywiście bardzo ważne jest to co dzieje się na koniec odcinka. Bo wydarza się coś i bardzo chcemy wiedzieć, co będzie dalej. To jest taki punkt zawieszenia, dzięki któremu mamy gwarancję, że ktoś będzie oglądał to dalej. Taka otwarta struktura, która ma spowodować, że potem będziemy przez rok czekać na kolejny sezon tego serialu, czyli powstaje jakiś taki rodzaj zawieszenia na końcu serii.

Artur Kowalewski opowiedział także o pomyśle na serial „Wataha”, którego akcja rozgrywa się w Bieszczadach i który był prawdziwym hitem. Jak się okazało mógł jednak nigdy nie powstać, bo jego pomysł nie spotkał się z entuzjazmem. – Nina Terentiew, do której poszliśmy z pomysłem powiedziała: „Chłopaki skróćcie to, dajcie jakąś żywą muzykę i zobaczymy co z tego będzie – wspominał ten moment Artur Kowalewski. - Jak zwykle jednak przyszły zbiegi okoliczności - moja koleżanka Iza Łopuch została szefową produkcji w telewizji HBO. Drugim zbiegiem okoliczności było to, że Iza pochodziła z Ustrzyk Dolnych, czyli z Bieszczad. Poszedłem do niej, pokazałem co miałem i się zgodziła. 
 

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo nowinynyskie.com.pl




Reklama