Michał Raczyński, znany nyski propagator turystyki kolarskiej już siedmiokrotnie od momentu wybuchu wojny na Ukrainie odwiedził ten kraj. Tutaj mieszka bowiem większość jego rodziny, znajdują się groby rodziców i rodzeństwa. Wreszcie tutaj odwiedza on swoich przyjaciół z Uniwersytetu Lwowskiego. Kolejne wizyty dają obraz zmian, jakie niesie wojna. W swojej ocenie Ukrainy i Ukraińców pan Michał jest niezwykle obiektywny.
Ostatnia wizyta pana Michała na Ukrainie była jednak wyjątkowa. Pierwszy raz pojechał tam na święta Wielkanocne. – To było moje marzenie zobaczyć jak wyglądają te święta, bo na Boże Narodzenie byłem tam wielokrotnie. Tam bowiem spoczywa moja mama, moje rodzeństwo. Żyje tam dwanaścioro wnuków od mojego zmarłego rodzeństwa.
Pan Michał ponownie powtórzył, że na Ukrainie ogromny wpływ ma rosyjski odłam cerkwi prawosławnej. - Tam jest teraz tak jak u nas gdy rodziła się Solidarność - ludzie garnęli się do Kościoła. Teraz tak już nie jest za to na Ukrainie owszem. W jednym miasteczku są nawet trzy cerkwie i to w promieniu 500 metrów – mówi pan Michał.
Czym różnią się odłamy cerkwi? - W niewielkim stopniu liturgią, prawda? Tak jak my w naszym kościele modlimy się za papieża, biskupa ordynariusza, to tam z kolei jeszcze niektórzy modlą się za tego patriarchę Rosji i to jest wyjątkowo niepokojące. Bo przecież on siedzi na tym samym poziomie, co Putin. On ma swoją gwardię, rodzinę, tzn. dzieci! – uważa nasz rozmówca. Na pytanie skąd ta wiedza pan Michał bez wahania mówi, że biegle posługując się językiem ukraińskim codziennie przez wiele godzin czyta różne źródła informacji. Wielokrotnie już jego tezy na temat tego co dzieje się na Ukrainie okazały się prawdziwe.
Sam obrzęd poświęcenia pokarmów na Ukrainie jest bardzo podniosły. - Wierni mają koszyki z ręcznikami ozdobionymi motywami ukraińskimi – każdy region ma swój motyw. Jeśli chodzi o zdobienie jajek to pojawiają się na nich elementy dębu jako symbolu siły, oraz gołębia jako symbolu pokoju.
Nadal na Ukrainie nie zmienia się jedno – wszechobecna korupcja, także w wojsku. - Pieniądze decydują nawet o tym, na której linii frontu znajdzie się dany żołnierz. Płacąc można się znaleźć w bezpieczniejszym miejscu. No po prostu źle się dzieje… – kwituje pan Michał.
Polakom sprawa wojny na Ukrainie - można śmiało powiedzieć - spowszedniała. Jednak Polska dla Ukraińców jest nadal miejscem, gdzie chcą przyjeżdżać, chcą pracować. – Kolejki na granicy są ogromne, ale tylko w jedną stronę - w stronę naszego kraju. Mogę powiedzieć, że w 99 proc. ruch jest jednostronny.
Pan Michał zaznacza przy tym jedną ważną kwestię – to, co widzimy i słyszymy w mediach na temat tego, co dzieje się na Ukrainie. - Jeśli chodzi o naszych dziennikarzy to oni jadą tylko do Lwowa, wynajmują tam hotel i z tamtej perspektywy relacjonują „wojnę”. Ale to nie jest prawdziwa wojna. W dodatku polscy dziennikarze mają ukraińskich informatorów i przekazują to, co przekazywane jest przez ukraińską telewizję, a tam jest tylko jedna telewizja – prezydenta Zełenskiego. Łatwo się więc można przekonać jaka panuje w niej narracja powielana przez polskich dziennikarzy – dodaje pan Michał.

Nasz rozmówca używa też ostrych słów na określenie prezydenta – on jest szkodnikiem, jemu nie można ufać. On już swoją rodzinę odstawił do Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Zełenski sam zaś niszczy byłego prezydenta Poroszenkę i generała Załużnego. Tymczasem Putinowi chodzi o to, żeby zniszczyć jak największą część Ukrainy i oczywiście zająć Odessę, żeby Ukrainie odciąć dostęp do Morza Czarnego. Pojawia się pytania jak to możliwe, że Putin nie możne sobie poradzić z Ukrainą przez taki długi czas. On tymczasem został wprowadzony w błąd przez swoich doradców, którzy twierdzili, że na Ukrainie powitają ich drewniane karabiny, że w ciągu czterech dni zdobędzie Kijów, że ludzie będą ich witać. Nic takiego nie miało miejsca.
Nadal nie zmienił się sposób werbowania do wojska ukraińskiego – dotyczy to mężczyzn od 18 do 60 lat. - Mężczyźni po prostu nie wychodzą z domów, żeby nie zostać wcielonymi do wojska. To kobiety dominują na ulicach – one chodzą do sklepów, załatwiają sprawy. Służby wcielające do wojska zatrzymują transport publiczny, ludzi na przystankach, chodzą do klubach, magazynach. Na przykład Aleja Wolności we Lwowie w ciągu dnia jest pełna młodzieży. We Lwowie prawie wojny nie widać. Kawiarnie są pełne. Komendantura nie działa jednak w dużych skupiskach ludzi, bo będzie przeciwko nim cała grupa.
Pan Michał dodaje, że odnosi wrażenie, że ludzie przyzwyczaili się do wielu trudności związanymi z wojną, np. tym, że nie zawsze jest prąd, czy woda. Nie można się jednak przyzwyczaić do tego, że wielu z nich wynosi swój majątek na chodnik i cieszy się z każdego sprzedanego przedmiotu, który spieniężony można wymienić na żywność.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze