Burmistrz Nysy Kordian Kolbiarz odniósł się publicznie do oświadczenia miejscowego Wodnego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego, które zarzuciło mu ograniczenie finansowania ratowników. Samorządowiec nie przebierał w słowach. Zarzuca ratownikom, że źle przygotowali wniosek i wpisali do niego pozycje, które nie mogą być dofinansowane przez gminę.
– Jestem przekonany, że kolejne wnioski będą już poprawne i zgodne z celem corocznego konkursu – napisał Kolbiarz, wyjaśniając, że gmina co roku ogłasza otwarty konkurs ofert z zakresu ratownictwa i ochrony ludności. W tym roku wpłynęły cztery oferty. Komisja konkursowa oceniła każdy wniosek pod kątem formalnym i stwierdziła, że wniosek WOPR zawierał koszty niekwalifikowane – m.in. zakup fotela biurowego, budowę dachu nad tarasem siedziby oraz pokrycie kosztów podatku od nieruchomości.
– Te wydatki w żaden sposób nie wpisywały się w cel konkursu – podkreślił burmistrz, dodając, że po odjęciu zakwestionowanych pozycji WOPR otrzymał ponad 35 tys. złotych, czyli 100% kosztów faktycznie związanych z ratownictwem. Rok wcześniej, gdy wniosek był poprawny, organizacja uzyskała 50 tys. złotych.
– Obciążanie mnie Waszymi błędami w sporządzanym przez Was wniosku jest sporym nadużyciem i wprowadza mieszkańców w błąd – ocenił Kolbiarz.
WOPR ripostuje. "Wyrośnie kaktus na jeziorze"
Burmistrzowi odpowiedział w imieniu WOPR Nysa ratownik Dominik Rossa. W sprawie podatku od nieruchomości przypomniał, że mimo wyroków sądowych gmina nadal pobiera od WOPR-u podatek, a sam burmistrz miał stwierdzić, że "7 tys. złotych to wielki ubytek z budżetu miasta". Koszt ten ratownicy pokrywają z dotacji, bo innego wyjścia nie ma.
Co do fotela biurowego – Rossa zapytał wprost, na czym siedzi burmistrz, i wyjaśnił, że stanowisko monitoringu wymaga wielogodzinnej pracy przy komputerze, a centrum monitoringu WOPR zbudował całkowicie własnym kosztem, bez wsparcia gminy.
Zadaszenie tarasu uzasadnił natomiast funkcją obserwacyjną – taras jest najwyższym punktem widokowym na jezioro – oraz potrzebą zapewnienia ratownikom miejsca do odpoczynku w cieniu podczas długich dyżurów.
– Jeżeli Pana osoba wspiera nasze działania, to na środku jeziora wyrośnie kaktus – podsumował Rossa.
Członek WOPR zwrócił też uwagę, że organizacja od lat dokłada do bezpieczeństwa mieszkańców z własnych pieniędzy ok. 40 tys. złotych rocznie, bo dotacja gmina jest niedoszacowana. Zarzucił również urzędnikom, że w poprzednich latach sami dzwonili z pytaniami o wniosek – a tym razem nie dopytali, bo – jak sugeruje – pieniądze miały trafić do innego stowarzyszenia.
Na koniec Rossa zapowiedział, że wszystkie przyszłe rozmowy z burmistrzem i jego zastępcami będą nagrywane.
W odpowiedzi burmistrz Kolbiarz zapytał krótko: "W czym skłamałem?" – na co WOPR odpowiedział pytaniem: "A gdzie Pan powiedział prawdę?" i zażądał konkretnych danych o innych podmiotach składających wnioski w konkursie oraz latach, w których to robiły.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Kolbiarz wygląda na niedomagającego, któremu wydaje się, że wszystko co mówi, to prawdy objawione. Teraz rozumiem, dlaczego na sesjach chłop składa długopisy, a na pytania odpowiada za niego jakaś baba. Kolbiarz Musi Odejść!!!
Kolbiarz wygląda na niedomagającego, któremu wydaje się, że wszystko co mówi, to prawdy objawione. Teraz rozumiem, dlaczego na sesjach chłop składa długopisy, a na pytania odpowiada za niego jakaś baba. Kolbiarz Musi Odejść!!!