Puste lokale, w których kiedyś działały sklepy czy firmy usługowe, można zobaczyć w Nysie na każdym kroku – nawet na ulicach, które mogłyby uchodzić za najbardziej atrakcyjne pod względem lokalizacji.
Tak jest m.in. na ul. Prudnickiej, Celnej, Wrocławskiej, a nawet na rynku. Idąc nimi, co krok można się natknąć na szyld z napisem „WYNAJMĘ”, „SPRZEDAM”, czy „LIKWIDACJA”. Co gorsza, rotacja jest pod tym względem ogromna – niektóre sklepy znikają już po kilku miesiącach działalności. W dużej mierze są to firmy jednoosobowe lub zatrudniające 1–2 osoby. Widok jest przytłaczający, bo takich lokali przy wspomnianych ulicach jest już kilkadziesiąt. Niektóre nie znajdują nowego przeznaczenia od wielu miesięcy.
Śródmieście Nysy od dawna nie jest miejscem sprzyjającym handlowi. Można odnieść wrażenie, że pod tym względem jest coraz gorzej. Coraz częściej klienci wybierają zakupy przez internet. Klientów wyssała galeria handlowa Dekada. Oprócz tego od niedawna w Nysie działa drugi – po Vendo Parku – park handlowy (przy ul. Szlak Chrobrego). W tych miejscach – w przeciwieństwie do wymienionych nyskich ulic – można zaparkować samochód. Znalezienie miejsca do pozostawienia samochodu np. na ul. Celnej czy na rynku to rzadki przywilej.
Coraz większym problemem jest likwidacja małych wiejskich sklepów. Jeszcze kilka lat temu we wsiach naszej gminy działały nawet trzy takie punkty, a teraz w wielu miejscowościach ich po prostu nie ma. Tym samym osoby starsze, czy samotne nie mają gdzie zrobić podstawowych zakupów.
Gwoździem do trumny małych wiejskich sklepików prowadzonych przez „panią Jasię” staje się też KSeF. Trudno bowiem wymagać od osób, które prowadzą mały biznesik - często od kilkudziesięciu lat - aby zagłębiały się w nowe oprogramowanie.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
To w każdym mieście jest normalne gdzie są galerię handlowe , a nawet w tych miastach co nie ma galerii , to ludzie kilka czy kilkanaście kilometrów wolą jechać do innego miasta gdzie jest galeria i jest większy wybór, a nie mały wybór i ceny kosmos bo nie ma konkurencji , pamiętam czasy jak nie było galerii w Nysie czy parku handlowego to tragedia była mały wybór i ceny o połowę większe jak w dużym mieście, niestety handlarze jak dalej chcą być przedsiębiorcami to muszą zmienić branże, najlepsze chyba to jakaś kawiarnia pizzeria w centrum miasta czy coś z jedzeniem ludzie teraz dużo wydają na jedzenie w restauracji, ogólnie trzeba szukać jakiegoś punktu zaczepienia
Monopolizacja rynku: Rynek skupia się w rękach kilku potężnych graczy, takich jak Lidl (38,55% udziału) czy Biedronka (36,90%). W dłuższej perspektywie może to prowadzić do dyktowania cen zarówno dostawcom, jak i konsumentom. Mimo trudnej sytuacji, małe sklepy nie znikną całkowicie, ale muszą się zmienić. Szansą dla nich jest specjalizacja (np. lokalne produkty bio, rzemieślnicze wędliny) oraz rozwój formatów typu convenience (np. Żabka), które stawiają na szybkość i bliskość klienta.
Ten komentarz jest ukryty - kliknij żeby przeczytać.
Miałem tak kiedyś! Kupiłem kiełbasę w Lewiatanie przy Mariackiej. Nie była tania. Przynoszę do domu, wącham, śmierdzi! Nie zepsuciem, tylko czymś takim jakby mającym udawać wędzenie, ale smród intensywny że aż w oczy szczypało. Wkurzyłem się, bo kupiłem tego duże opakowanie, więc dawaj za metkę, znalazłem producenta w sieci i pytam w mailu, dlaczego ich kiełbasa tak potwornie śmierdzi? Na to odpowiada mi wkrótce jakaś tamtejsza idiotka i pisze, że ich firma produkuje wędliny z kwalifikowanych mięs! W odpowiedzi pytam, czy nie szkoda jej życia na pieprzenie od rzeczy? Nie odezwała się ponownie. Nic dziwnego. Jeśli żyje z wciskania kitu, to wciskanie kitu stało się jedynym sensem jej istnienia.
Ten komentarz jest ukryty - kliknij żeby przeczytać.
Skoro handel znika , to najwyraźniej nie jest potrzebny. Nie widzę tu problemu.
Poza tym nie znoszę chodzić do sklepów, bo zawsze spotykam w nich szumowiny. Bywam w nich tylko z konieczności i nie wyobrażam sobie, żeby łażenie po sklepach stało się kiedykolwiek moim hobby.
Ten komentarz jest ukryty - kliknij żeby przeczytać.
Ten komentarz jest ukryty - kliknij żeby przeczytać.
Ten komentarz jest ukryty - kliknij żeby przeczytać.
Może na Celnej sklepy wymienią się na mieszkania jak to było przed bumem handlowym
Dobry pomysł
Centrum miasta tak dziwne jak w Nysie to chyba już nigdzie nie istnieje. Po pierwsze źle zorganizowany ruch pojazdów. Mamy 21 wiek i Rynek takiego miasteczka powinien być oazą pieszych. Z działalności tylko mała gastronomia, małe butiki i ewentualnie kwiaciarnie. I dużo zieleni. Ruch pojazdów tylko wyjątkowo. A co mamy? Droga szybkiego ruchu od Kolejowej przez Rynek do końca Prudnickiej. Tor wyścigowy dla de...ili w dzień i w nocy. Dodatkowo miejsce lansu dla tych co hałasem swoich silników zagłuszają własną głupotę. Mających gdzieś ograniczenia prędkości i przestrzeganie ciszy nocnej. Powie ktoś że to nie ma związku z likwidacją sklepików. A jednak ma. Po pierwsze przyległe ulice to parkingi dla giełdy samochodowej, sprzedawców w tych sklepach i dojeżdżających do pracy z okolicznych miejscowości i osiedli. Po drugie zakupy robimy tam gdzie taniej, większy wybór i biorąc pod uwagę wielkość miasteczka spokojnie można dojść pieszo. Niestety Centrum nie jest przyjazne chodzeniu. Wieczny hałas i smród, oraz niebezpieczne zachowania kierowców skutecznie uprzykrzają takie spacery. No i oczywiście docgodzi sprawa własności lokali. Kilkunastu cwaniaķów wykupiło lata temu lokale mieszkalne na parterach. Poprzerabiali je na sklepy i myśleli że to do końca świata. Teraz kiedy dyktują wysokie ceny najmu lokali jest płacz, bo za drogo. Niestety te lokale są duże powierzchniowo i bardzo nieodpowiednie dla większości działalności. Stąd parabanki, szmateksy czy handel nie wiadomo czym. No i brak parkingów dla klientów. I jeszcze jedno czy przyjemnie się siedzi w ogródku knajpy przy ruchliwej ulicy czy parkingu?
Mnie zastanawia inne dziwne zjawisko. Co rusz powstają w Nysie sklepy w których trudno dojrzeć klientów. Jakieś zielarnie, jakieś niby kolonialne itp. Tłumów tam nie uświadczysz, ale jakimś cudem te przybytki wytrzymują do pół roku, następnie są zamykane, a w ich miejsce powstają kolejne o bardzo podobnych cechach.
Popieram w 100%. Zwłaszcza kilku cwaniaków pod koniec dzikiego okresu przed EU wykupiło lokale i myśleli, będą z tego żyć do końca świata.
Ale piszecie o ulicach.... Nie oszukujmy się ale dekadę też czarno widzę ! Nie dość że tam nie ma ludzi, to jeszcze sklepy też się zamykają i stoją puste miejsca ....
Tą Dekadę powinni zamienić na Muzeum Powszechnego Zidiocenia. Byłem tam tylko raz i wystarczy - dziękuję uprzejmie.
Ten komentarz jest ukryty - kliknij żeby przeczytać.
Ten komentarz jest ukryty - kliknij żeby przeczytać.
Sprzedawca który za dużo gada, powinien być poddany obowiązkowemu zabiegowi drutowania ryja.
Grill.
To w każdym mieście jest normalne gdzie są galerię handlowe , a nawet w tych miastach co nie ma galerii , to ludzie kilka czy kilkanaście kilometrów wolą jechać do innego miasta gdzie jest galeria i jest większy wybór, a nie mały wybór i ceny kosmos bo nie ma konkurencji , pamiętam czasy jak nie było galerii w Nysie czy parku handlowego to tragedia była mały wybór i ceny o połowę większe jak w dużym mieście, niestety handlarze jak dalej chcą być przedsiębiorcami to muszą zmienić branże, najlepsze chyba to jakaś kawiarnia pizzeria w centrum miasta czy coś z jedzeniem ludzie teraz dużo wydają na jedzenie w restauracji, ogólnie trzeba szukać jakiegoś punktu zaczepienia
Monopolizacja rynku: Rynek skupia się w rękach kilku potężnych graczy, takich jak Lidl (38,55% udziału) czy Biedronka (36,90%). W dłuższej perspektywie może to prowadzić do dyktowania cen zarówno dostawcom, jak i konsumentom. Mimo trudnej sytuacji, małe sklepy nie znikną całkowicie, ale muszą się zmienić. Szansą dla nich jest specjalizacja (np. lokalne produkty bio, rzemieślnicze wędliny) oraz rozwój formatów typu convenience (np. Żabka), które stawiają na szybkość i bliskość klienta.
Ten komentarz jest ukryty - kliknij żeby przeczytać.