Reklama

Lekarka pobiła i wyzywała ratownika

25/07/2019 08:00

Lekarka z nyskiego szpitala uderzyła w twarz ratownika medycznego, brutalnie wypchnęła go z gabinetu i wulgarnie wyzywała. Zrobiła to w stosunku do funkcjonariusza publicznego, bo zgodnie z prawem jest nim ratownik medyczny na służbie. Sąd Rejonowy w Nysie uznał jednak to za występek o „niskiej szkodliwości społecznej” i sprawę umorzył obciążając kosztami Skarb Państwa. Ratownik już odwołał się od wyroku.

Oczekiwanie na przyjęcie pacjenta
Piotr Zima pracuje w Opolskim Centrum Ratownictwa Medycznego w Opolu od 1982 roku, wcześniej jako sanitariusz, a od 2008 roku jako ratownik medyczny. - Wiele przez te lata widziałem. Wiele razy udzielałem pomocy pijanym pacjentom, którzy zachowują się wulgarnie, padają z ich strony różne słowa, ale takie zachowanie lekarza?! Tego nie można w żaden sposób wytłumaczyć! Przecież ja byłem na służbie! Czasami jest pośpiech, zdenerwowanie, emocje, ale nigdy nikt z personelu medycznego nie pozwolił sobie w najmniejszym stopniu na niegrzeczne zachowanie. A tutaj zostałem obrzucony najgorszymi wulgaryzmami, uderzony dwa razy w twarz z tzw. liścia, wypchnięty za drzwi, aż krew się polała - opowiada w emocjach ratownik.
Piotr Zima jest nie tylko pracownikiem OCRM, ale także jeździ karetką transportując i opiekując się pacjentami m.in. na trasie z ich miejsca zamieszkania do placówek lecznictwa. 30 maja ubiegłego roku wraz z kolegą przewoził pacjenta cierpiącego na poważne schorzenie urologiczne z Malerzowic do szpitala w Nysie. Według relacji ratownika rodzina pacjenta była umówiona z lekarką na tym oddziale. Razem z pacjentem jechała jego żona, córka, zięć. - Przyjechaliśmy z pacjentem na oddział ok. 9.00, stanęliśmy na korytarzu i czekaliśmy ok. 40 minut. Kiedy kolega powiedział pani doktor, że nie możemy czekać, bo mamy kolejny transport ona krzyknęła wulgarnie: „Gabinet jest zajęty. Nie w........ę stamtąd ordynatora”.

„W.........j ch..u j....y.”
Po jakimś kwadransie ratownicy zostali skierowani z pacjentem do gabinetu na piętro, gdzie czekali... kolejny kwadrans na zjawienie się lekarki. - Naszym zadaniem jest bezpieczny transport pacjenta. Tak naprawdę my mogliśmy go po prostu zostawić w szpitalu, tym bardziej, że mieliśmy kolejny pilny transport. Pojechaliśmy jednak windą na górę pod wskazany gabinet. Kiedy na miejsce dotarła pani doktor kolega powiedział do niej, że tak długo czekamy a mamy kolejny pilny transport... Ona stwierdziła, że przyjmuje tylko „z dobrej woli”. Zrobiła się awantura. Powiedziała w nerwach do kolegi, żeby jej nie pospieszał, bo ona wie co robi. Ja się wtedy odezwałem. Powiedziałem, żeby nie krzyczała na kolegę, nie podnosiła głosu, bo najważniejszy jest w tym wszystkim pacjent - nim trzeba się zająć. A ona wtedy do mnie: „WYJDŹ!” - chociaż nie byliśmy na TY. Ja na to nie zareagowałem. Wtedy ona chwyciła mnie za mundurek, wypchnęła z gabinetu i uderzyła dwa razy drzwiami. Doznałem urazu kolana i łokcia, bo ona pchała tymi drzwiami na moje ciało. Udało mi się jednak wejść i zapytałem ją: „Co ty wyprawiasz kobieto?!”. Ale to co zrobiła sekundę później to był już totalny szok! Uderzyła mnie dwa razy w twarz z otwartej dłoni i krzyknęła: „W.........j ch..u j....y”.
Piotr Zima dodaje, że wszystko słyszał i widział kolega ratownik i rodzina pacjenta. - Lekarka rozpłakała się, powiedziała że tego już nie wytrzyma i że idzie na policję. Poszła zostawiając rozebranego pacjenta. Jego badanie dokończył ordynator, któremu powiedziałem, że lekarka nie zachowuje się racjonalnie, że mnie zaatakowała. Widać było, że zostałem zraniony, bo przez służbowe ubranie widać było krew. Sam myślałem, żeby wezwać policję, ale wiedziałem, że już jesteśmy przez to całe zamieszanie spóźnieni, a mieliśmy pilnie zawieźć pacjenta z Niemodlina do Krapkowic - dodaje.
Po całym zajściu Piotr Zima wraz z kolegą ratownikiem zawiózł z powrotem pacjenta z Nysy do Malerzowic, a następnie wrócił do siedziby OCRM do Opola. - Byłem w takim stanie psychicznym, że kolega radził, żebym znalazł jakieś zastępstwo, ale to nie było możliwe. Poddałem się obdukcji, a także badaniu na trzeźwość i obecność narkotyków, żeby nie zarzucono mi, że ze mną było coś nie tak. Po zakończeniu dyżuru o godz. 18.00 zgłosiłem sprawę na policję. Na drugi dzień pojechałem też do tej rodziny z Malerzowic. Dostałem podpisane oświadczenie - łącznie z peselem - potwierdzające, że widzieli co się stało, co zrobiła lekarka - dodaje ratownik. Piotr Zima stwierdza, że w związku z atakiem lekarki przez osiem dni przebywał na zwolnieniu lekarskim, ale skutki psychiczne odczuwa do dzisiaj.

Reklama

Zeznania świadka niewiarygodne - oskarżonej wiarygodne
Sprawa trafiła do sądu z tzw. urzędu, gdyż Piotr Zima podczas napaści był na służbie, a napaść na niego zgodnie z prawem ma mieć takie same konsekwencje jak w przypadku napaści np. na policjanta. Lekarka została oskarżona o naruszenie nietykalności cielesnej poprzez dwukrotne uderzenie go ręką w twarz oraz trzymanie za odzież i jednoczesne wypchanie drzwiami z pomieszczenia służbowego, w wyniku czego ratownik doznał lekkich obrażeń ciała oraz za to, że znieważyła go słownie. Wyrok w tej sprawie zapadł miesiąc temu. - Sprawa toczyła się NIESTETY przed Sądem Rejonowym w Nysie - mówi dalej Piotr Zima. - Odbyły się cztery rozprawy. Miałem swojego prawnika, ale niemal wszystkie jego pytania były oddalane przez sędzinę. W pewnym momencie mój prawnik - widząc co się dzieje - wniósł o nagrywanie rozprawy i koniec procesu był już rejestrowany. Wniósł także o zmianę sędziego, ale to się nie stało.
Lekarka nie przyznała się do zarzutów. Jak wynika z akt sprawy stwierdziła, że kiedy pacjent przyjechał była na bloku operacyjnym, że obaj ratownicy podeszli do niej z pretensjami, potem gabinet był zajęty. Że to ratownicy, głównie Piotr Zima nie pozwolił się jej skupić na pacjencie, na wywiadzie medycznym, wręcz był agresywny, a ona nie mogła skupić się przez to na pracy, że jej dogadywał.

Nie ratownik tylko kierowca?!
Czytając uzasadnienie wyroku widać, że sąd nie przyjmował zeznań świadków, które pogrążały lekarkę. Nie dał wiary m.in. zeznaniom córki pacjenta, która zeznała, że Piotr Zima nie był agresywny w stosunku do lekarki. Według sądu to „pozostawało w sprzeczności z wiarygodną częścią relacji oskarżonej”(cytat z uzasadnienia wyroku).
Lekarka stwierdziła, że to ratownik naruszył jej nietykalność. Mimo że jak wynika z uzasadnienia sąd przyznał, że lekarka użyła w stosunku do Piotra Zimy wulgarnych słów, uderzyła go to sprawę umorzono. Uznano, że to co zrobiła lekarka ma niską szkodliwość społeczną, a kosztami procesu obciążył Skarb Państwa. Co bulwersujące, sąd uznał, że Piotr Żyła jako ratownik medyczny mógłby korzystać z ochrony przysługującej przedstawicielom tej profesji udzielając pierwszej pomocy, ale tamtego dnia wykonywał on... usługę transportową, w czasie której nie było żadnych komplikacji medycznych. Sąd uznał więc, że Piotrowi Zimie, mimo że pracuje na stanowisku ratownika i był tamtego dnia na dyżurze nie przysługuje ochrona przewidziana w Kodeksie karnym dla funkcjonariuszy publicznych. - Taki wyrok mógłby zapaść gdyby lekarka okazała skruchę, powiedziała że ją poniosło, ale od pani doktor nie było najmniejszej pokory - mówi ratownik. - Jeżeli ona tak potrafiła się zachować w stosunku do mnie to jak zachowuje się w stosunku do pacjentów?!
Pełnomocnik Piotra Zimy złożył odwołanie od wyroku. Sprawę rozpatrzy tym razem sąd w Opolu.

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    Gość - niezalogowany 2019-07-25 09:41:24

    Szok. Która sędzia prowadziła sprawę?

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Zdegustowana - niezalogowany 2019-07-25 13:26:27

    Dlaczego nie podano pwrsonaliów tej hardej pani doktor? Sąd chroni oprawcę, a ofiarę poniża. Powodzenia dla Pana Ratownika, trzymam kciuki

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    gość 2019-07-25 17:43:44

    Tacy sędziowie w Nysie . Bronia oprawców

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo nowinynyskie.com.pl




Reklama