Głośna sprawa sekty „Niebo” zainspirowała twórców, którzy stworzyli serial HBO a w roli przywódcy sekty - Bogdana Kacmajora – obsadzili Tomasza Kota. O sekcie kilkakrotnie w latach 90 ubiegłego wieku pisały „Nowiny”, bo z naszego terenu wywodziły się ofiary sekty. Sam guru „Nieba” bywał wielokrotnie w naszym mieście. Przypomnijmy więc historię nyskiej rodziny zniszczonej przez sektę, pamiętając, że chociaż minęło ponad trzydzieści lat to sposób werbowania niewiele się zmienił.
Artykuły na temat „Nieba” i dramatycznej walki matki – pani Felicji o wyciągniecie z sekty syna, córki i wnuczek ukazały się w naszym tygodniku w latach dziewięćdziesiątych. Pani Felicja byłą osobą o wielkiej sile, zaangażowaniu – nagłośniła sprawę w mediach, szukała posłuchu o posłów, zgłaszała sprawę organom ścigania, jeździła do siedziby sekty. Wiele razy odbijała się o przysłowiowy mur. „Niebo” zabrało jej najbliższych, a jej najbardziej żal było wnuczek i innych dzieci, które widziała jeżdżąc do siedziby „Nieba”. Te dzieci były pozbawione dzieciństwa – zabrano im nie tylko prawo do zabawy, ale nawet do normalnych imion. Bogdan Kacmajor pojawił się w życiu jej rodziny ot, tak zwyczajnie. Na początku nic nie zwiastowało tego co nazwać można tragedią…
Najpierw zabrał rodzinie syna
Rodzina pani Felicji mieszkała w Nysie. Ich najstarszym dzieckiem był Andrzej, ale w historii jeszcze mocniej pojawiła się młodsza córka Ewa. Rodzice wychowywali swoje dzieci w religii katolickiej, a Andrzej nawet był ministrantem. W wolnym czasie uprawiał sport. Po skończeniu studium geologicznego, po roku pracy w zawodzie nauczyciela udało mu się wreszcie dostać na wymarzoną biologię na uczelni we Wrocławiu. Kolejne lata studiów nie zapowiadały nieszczęścia – jak to na studiach – nie tylko nauka, ale też znajomi, miłość… Najbliżsi chłopaka bardzo cieszyli się, że ma narzeczoną - piękną i miłą studentkę Akademii Rolniczej.
Andrzej miał też grono kolegów, którzy często przyjeżdżali do niego do Nysy. Tym kolegą Andrzeja był m.in. Bogdan Kacmajor, któremu zwykle towarzyszyła narzeczona – koleżanka z roku Andrzeja. Nocowali w mieszkaniu pani Felicji.
- Karmiłam ich, nawet podziwiałam Kacmajora, że ma zdolności uzdrawiające, o których tak barwnie opowiadał Andrzej, choć tak między Bogiem a prawdą do końca w nie wierzyłam – opowiadała na naszych łamach. - Dziwiłam się, bo w Nysie rozeszła się fama o jego zdolnościach i ludzie prosili o umówienie z Bogdanem Kacmajorem. On zawsze miał dużo pieniędzy, gdyż jeździł leczyć ludzi po całym kraju. Nie zdziwiło mnie więc, że syn powiedział, że Kacmajor kupił 30 hektarów ziemi we wsi Majdan Kozłowiecki koło Lubartowa w województwie lubelskimi i że tam buduje dom.
Andrzej był wtedy już szczęśliwym małżonkiem. Młodzi małżonkowie zakomunikowali, że wyjeżdżają do Kacmajora, że będą uprawiać ziemię, a za to będą mogli zamieszać w nowym budynku. Taki komunikat nie zszokował mamy i teściowej – ona była wykształconą rolniczką, on biologiem. Pani Felicja myślała, że będą traktowani przez „przyjaciela” jako współwłaściciele. Nysanka mówiła na naszych łamach, że odwiedzała ich w nowym miejscu życia i cieszyła się razem z nimi, że dom rośnie.
- Oni tzn. moje dzieci i Kacmajor z żoną również odwiedzili nas w Nysie. Jednak zauważyłam, że zaczęli być jacyś inni – opowiadała pani Felicja. - Zbierali się nad Biblią, coś tam zakreślali, aż powoli zaczęli sobie nas podporządkowywać.
Gasili np. telewizor lub radio i nakłaniali do medytacji. Próbowali wtłaczać nam do głów teorie o zagładzie świata, o tym, że Kacmajor jest wysłannikiem Nieba, że nas uratuje. Kiedy my zaczęliśmy protestować - najpierw ze zdziwieniem, potem ostro - to zaczynali z moim synem i z synową straszyć nas chorobami. Wmawiali mnie i mężowi, że jesteśmy chorzy, że umrzemy. Starałam się odwiedzać syna, ale to już nie były serdeczne spotkania. Zawsze był w towarzystwie innych mężczyzn, nie padały już słowa „mamo”, „matko”, tylko „kobieto”, „nawiedzona”, a potem coraz ostrzejsze do „Won, ty stara k…”.
Potem zabrał córkę i wnuczki
Pani Felicja dodawała naszej dziennikarce, że dziwiła się, że Andrzej i Bożena, wykształceni ludzie pozwolili z siebie zrobić kogoś, kogo dzisiaj nazwalibyśmy potocznie „robolami” (synowa pani Felicji była kucharką).
Pani Felicja wspominała, że na miejscu było mnóstwo ludzi, mnóstwo pieniędzy, lodówki pełne żywności. Jednocześnie macki sekty sięgały po kolejne zdobycze - także do Nysy, Otmuchowa i okolicznych wsi, wśród których było wielu bogatych ludzi. W rozmowie padło, że jedna rodzina z Goświnowic sprzedała cały dobytek - dom, gospodarstwo i wraz z 70-letnią nestorką rodu zamieszkali w Majdanie.
Reklama
Sekta w krótkim czasie urosła do 50 osób. Każdy z członków wniósł jakiś majątek, a że nie było tam własności prywatnej wszystko szło do podziału między wszystkich. Były więc samochody, traktory wyposażenie domów.
Kiedy fama o magii uzdrawiania przez Kacmajora minęła przyszły głodne lata. Ludzie ze wsi opowiadali, że sekciarze kradli zamarznięte owoce z sadów i jedli lebiodę. Wtedy to Kacmajor wprowadził zasadę oczyszczania przez głodówkę.
Jednocześnie nadawał swoim podopiecznym nowe imiona „Fiu Fiu”, „Da 1”, „Da 2”, „Ojejek”. Sam Kacmajor przyjął imię „Nie”, a jego druga żona „Bo”, co składało się na słowo „Niebo”. Ich dzieci dostały imiona: ”Idzie”, „Do”, „Nas”, „Co Dzień”, „Nowe”, „Świtem”, a córeczka „Mądrość” miała zapoczątkować kolejne zdanie.
Reklama
Córka pani Felicji - Ewa byłą już wtedy mężatką. Jeździła odwiedzać brata w Majdanie. Pojechała tam też tuż przed urodzeniem dziecka i tam urodziła córeczkę Luizę, ale pod presją męża wróciła do rodziny. Jednak nie na długo. - Potem podstępnie przyjechali do naszego domu - syn Andrzej z innymi członkami sekty – opowiadała pani Felicja. - Mówili, że zaczęli nowe życie. Pilnowaliśmy Ewy. Oni wieczorem poszli do jej pokoju i długo tam siedzieli. Kiedy wszedł tam mąż i zięć Ewa była już spakowana. Wtedy ja porwałam wnuczkę. Myślałam, że jak nie dam dziecka to córka zostanie. Ale gdzie tam. Przyjechała dopiero po jakimś roku - zmizerowana, włosy rzadkie, tłuste, zęby czarne, bo oni tam nie mogli myć zębów, nie używali pralek ani proszków. Ewa powiedziała, żebym kupiła jej jakieś rzeczy i dla Rachelki, bo okazało się, że kiedy uciekała była w drugiej ciąży i tam urodziła córkę. Odkarmiłam ją, ale pilnowałam jednak wnuczki, bo czułam w tym jakiś podstęp. Mówiłam, żeby przywiozła wnuczkę, której nie miałam okazji jeszcze poznać. Byłyśmy na zakupach - to był moment kiedy zabrała Luizę i uciekła. Zięć pojechał do Majdana i wykradł je trzy, ale sekta zaraz powiadomiła policję, że wykradł jej dzieci. Przyjechali do Nysy, a ona krzyczała, że zabije je jak ich nie wypuścimy.
Pani Felicja pisała do pierwszej żony Kacmajora, której ten wykradł 10–letniego syna. - Znałam Dawidka, bo jeszcze w pierwszych latach jeździł do nas do Nysy. Potem widziałam go w czasie odwiedzin w Majdanie. Dzieci Kacmajora były na specjalnych prawach. Z żoną miał ich pięcioro i były zadbane, dożywione, nie to co reszta. „Biedaczki”… mówiła pani Felicja.
Razem z zięciem złożyli w sądzie sprawę o odebranie praw rodzicielskich matce, czyli Ewie. Sąd w Lubartowie dał ojcu prawo do wychowywania najstarszej Luizy. I co z tego? - Kiedy zgłosiliśmy się do tamtejszej policji z prośbą o obstawę, bo wiedzieliśmy, że dobrowolnie jej nam nie oddadzą to policjanci byli jacyś tacy zastraszeni, zasłaniali się brakiem nakazu, dzwonili do prokuratora, a ten też gdzieś indziej, aż w końcu kazali nam iść do komornika, bo powiedzieli, że tylko on jest uprawniony do wykonania egzekucji. Kurator kazał sobie najpierw zapłacić 5 mln zł. Wpłaciła, ale czekali 1,5 roku na postanowienie sądu. Ewę sąd obarczał wysoką grzywna, ale nic z tego nie wynikało. Próba odebrania – nawet z policją nie przynosiła skutków.
Kiedy pani Felicja jeździła do siedziby sekty serce - jako matce - się jej kroiło. Jej córka wyglądała jak staruszka – postarzała, ubrana w łachmany. W „Niebie” trzeba było odpokutować nawet z grzesznej myśli, z której sam „nosiciel” nie zdawał sobie sprawy, a o której Kacmajor wiedział – bo miał… widzenia. Za swoje grzechy „niewolnice” musiały głodować, a ludzie we wsi mówili, że jedna młoda kobieta z dzieckiem w ręku w skąpym ubraniu, przy siarczystym mrozie musiała biegać kilka razy wokół domu.
Koniec „Nieba”
Pani Ewa miała w sekcie drugiego męża. Kacmajor przydzielił jej męża - (!) 13–letniego chłopca, a rodzice tego chłopaka, którzy też byli w sekcie przyjęli to jako coś normalnego. Z tego związku przyszła na świat kolejna córka pani Ewy, a jednocześnie wnuczka pani Felicji. Kiedy struktury sekty zaczęły się walić pani Ewa została skazana przez sąd za uprawianie nierządu z nieletnim. Motyw dotyczący przydziału przez guru sekty żony, którą była Nysanka, 13-latkowi znalazł miejsce w serialu, który aktualnie jest emitowany.
Kiedy w sekcie panował czas głodu wtedy Kacmajor odsyłał kobiety do ich domów. - Mojej znajomej córka z zaświerzbionymi dziećmi wróciła do domu, ale w rzeczywistości traktowała to jako karę, bo chciała wrócić do sekty. Nie pozwoliła leczyć swoich dzieci lekarzom, a ci wbrew woli matki nie mogli niczego zrobić. Jeden z tamtejszych policjantów stwierdził, że w „Niebie” stwarzano pozory wygód dla dzieci i kiedy dostawali „cynk” o nakazie rewizji to natychmiast zjawiały się słodycze, dzieci rysowały w kolorowych blokach, miały czyste ubranka. Co zastanawiające Andrzej i Bożena nie mogli mieć własnych dzieci (Kacmajor ich nie uleczył), ale pozwolono im w błyskawicznym tempie adoptować dwóch synów, którzy także trafili do „Nieba”. Zagadką pozostaje jak to się mogło stać ze względów proceduralnych.
Szacowano, że w latach dziewięćdziesiątych w Polsce działało 300 sekt. Kilkadziesiąt tysięcy rodzin, którym sekta odebrała dzieci skupionych było w Stowarzyszeniu Ruchu Obrony Rodzin. Pani Felicji udało się wydobyć z sekty wnuczki i córkę, ale ich adaptacja do normalnych warunków życia trwała bardzo długo.
Według oficjalnych informacji Bogdan Kacmajor zmarł w 2022 roku w Northampton w Wielkiej Brytanii.
Agnieszka Groń
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze