Po latach sportowych sukcesów Karol Byrski wraca do Nysy z nowym celem. Zwycięzca prestiżowych zawodów winterclash chce rozwijać lokalną szkółkę, zarażać dzieci swoją pasją i pokazać, że rolki agresywne mają w mieście duży potencjał.
Choć przez lata rolki agresywne były dla Karola przede wszystkim sportową pasją i okazją do rywalizacji, dziś coraz więcej czasu poświęca pracy z najmłodszymi. Prowadzi zajęcia dla dzieci i młodzieży, organizuje warsztaty oraz obozy, starając się przekazać im nie tylko technikę jazdy, ale także radość płynącą z uprawiania tego sportu. Jak podkreśla, największą motywacją są dla niego postępy uczniów i ich zaangażowanie podczas treningów.
- Im młodsze dzieci, tym jest trudniej. Trzeba im bardziej pokazywać niż mówić. One bardzo szybko łapią, kiedy widzą, jak coś się robi. Potem tylko koryguje się błędy i to naprawdę działa – mówi Karol.
Metodę opartą na pokazywaniu ćwiczeń uważa za zdecydowanie skuteczniejszą od samych instrukcji słownych. Jak przekonuje, dzieci najlepiej uczą się przez obserwację, dlatego podczas zajęć stawia przede wszystkim na praktykę.
- Jestem mega szczęśliwy, bo wkładam dużo pracy w moich uczniów. Rodzice cały czas dają mi dobry feedback i wiem, że robię dobrą robotę. Jak człowieka się pochwali, to chce się działać dalej.
Pierwsze efekty działań mężczyzny są już widoczne. Choć szkółka będzie się dopiero rozwijać, zainteresowanie rolkami agresywnymi wśród dzieci i młodzieży systematycznie rośnie. Instruktor nie ukrywa, że pozytywne reakcje mieszkańców utwierdzają go w przekonaniu, że w Nysie jest miejsce na rozwój tej dyscypliny. Jak podkreśla, wielu młodych ludzi szuka nowych form aktywności, a rolki agresywne mogą być dla nich ciekawą alternatywą. Pierwsze zgłoszenia pojawiły się już po rozdaniu pierwszych ulotek promujących zajęcia.
- Rozdałem przez tydzień około sto ulotek. Wiem, że dwie dziewczynki już sobie kupiły rolki agresywne. Jednej osobie nawet sam sprzedałem pierwszą parę. Teraz przygotowujemy się do kolejnych zajęć – mówi.
To dopiero początek, jednak Karol nie ukrywa, że zależy mu na stworzeniu w Nysie aktywnej społeczności rolkarzy. Chciałby, aby jego podopieczni mieli możliwość regularnych treningów oraz rozwijania swoich umiejętności bez konieczności wyjeżdżania do większych miast.
Zanim Karol zaczął prowadzić zajęcia i zdobywać sportowe sukcesy, sam stawiał pierwsze kroki na rolkach jako kilkuletni chłopiec. Początkowo była to jedynie forma spędzania wolnego czasu, jednak z biegiem lat zainteresowanie przerodziło się w prawdziwą pasję. Choć wychowywał się w rodzinie związanej z piłką nożną, to właśnie rolki agresywne okazały się sportem, któremu postanowił poświęcić najwięcej czasu.
- W mojej rodzinie wszyscy byli związani z piłką nożną. Sam też zaczynałem od tego sportu, ale z czasem dostałem od sąsiada pierwsze rolki. Później kupiłem swoją pierwszą bardziej profesjonalną parę i całkowicie mnie to pochłonęło – mówi.
Przełomowym momentem okazała się przeprowadzka do Nysy. To właśnie tutaj poznał grupę osób dzielących tę samą pasję i zaczął regularnie trenować. Jak przyznaje od 2010 roku praktycznie nie rozstaje się z rolkami, a kolejne lata przyniosły mu nie tylko rozwój sportowy, ale także możliwość poznawania ludzi z całej Polski.
- Jak przeprowadziłem się do Nysy, poznałem ludzi, którzy tak jak ja pasjonowali się rolkarstwem. Od 2010 roku jeżdżę praktycznie bez przerwy i nie wyobrażam sobie, żebym mógł z tego zrezygnować – wspomina Karol.
Lata regularnych treningów szybko zaczęły przynosić efekty. Mężczyzna z powodzeniem rywalizował w zawodach krajowych i za granicą, zdobywając cenne doświadczenie oraz kolejne sukcesy. Dziś należy do grona najbardziej rozpoznawalnych zawodników, a swoją wiedzą dzieli się podczas warsztatów i obozów organizowanych w różnych częściach kraju.
- Największym sukcesem było dla mnie zwycięstwo w zawodach winterclash. To jedne z najbardziej prestiżowych zawodów w rolkach agresywnych i wygrana tam była dla mnie spełnieniem marzeń.
Mimo rosnącego zainteresowania rolkami agresywnymi rozwój tej dyscypliny w Nysie wciąż napotyka na przeszkody. Zdaniem mężczyzny największym problemem pozostaje skatepark, który bywa zamykany, a w okresie jesiennym, gdy pogoda wciąż może być dobra, rolkarze praktycznie nie mają miejsca do treningów. To sprawia, że rozwijanie szkółki i regularnych zajęć staje się znacznie trudniejsze.
- Nyski skatepark to chyba jedyny taki przypadek w Polsce, gdzie otwarty obiekt jest zamykany o określonej godzinie. Od października praktycznie nie można z niego korzystać, nawet jeśli pogoda dopisuje. Tłumaczy się to tym, że dzieci mogą się tam przewrócić i zrobić sobie krzywdę, ale przecież upadki są naturalną częścią nauki i zdarzają się na każdym skateparku – podkreśla.
Mimo tych trudności Karol Byrski nie zamierza rezygnować z realizacji swoich planów. Chce rozwijać swoją szkółkę, zachęcać kolejne dzieci i młodzież do aktywności oraz budować w Nysie środowisko, które będzie mogło rozwijać tę dyscyplinę przez cały rok. Jak podkreśla, wierzy że miasto ma duży potencjał, a odpowiednie warunki pozwoliłyby jeszcze większej liczbie młodych osób odkryć pasję do wyczynowej jazdy na rolkach.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze