Reklama

Potraktowali mnie jak kryminalistkę

Nowiny Nyskie
10/10/2019 14:13

- Zostałam potraktowana jak kryminalistka. Kiedy chciałam uchylić drzwi radiowozu funkcjonariusz kazał wysiąść policjantce i pilnować, żebym nie uciekła – opowiada Anna, która została zgarnięta przez policję, kiedy szła nieprawidłowo poboczem ulicy Asnyka w Nysie.

Popełniła wykroczenie
Anna jest nyską nauczycielką, od ponad 25 lat pracującą w zawodzie. Nigdy nie miała kontaktu z policją, bo zawsze starała się przestrzegać prawa. Jako kierowca nie naruszała przepisów, jako piesza przechodziła tylko po pasach.
Ale i jej, tak praworządnej osobie, przytrafiło się, że popełniła wykroczenie drogowe.
- Zrobiłam to zupełnie nieświadomie – zapewnia kobieta.
Był piątek 27 września. Anna po ponad dwutygodniowej infekcji wyszła pierwszy raz z domu. - Przez tę chorobę odłożono u mnie zaplanowaną, poważną operację. Infekcja była tak wyczerpująca, że nie miałam na nic siły i mąż musiał wziąć opiekę. Tego dnia pierwszy dzień po zwolnieniu poszedł do pracy, a ja wybrałam się na zakupy – opowiada Anna.
Sprawunki zrobiła w markecie przy ul. Piłsudskiego. Niestety nie zdążyła na autobus.
- Zdecydowałam więc, że pójdę do następnego przystanku. Przeszłam przez stację BP, potem szłam chodnikiem obok nyskiego targu. Tego dnia był upał, a ja byłam jeszcze słaba po chorobie. Czułam się bardzo zmęczona i bardzo chciałam się czegoś napić – opowiada.
Anna dostrzegła szyld McDonald’sa i skierowała się w jego stronę. - Przeszłam przez pasy i szłam chodnikiem, który jednak zaraz się skończył. Nie było tam żadnych barierek zagradzających dalsze przejście. Tak bardzo chciałam odpocząć, że szłam dalej przed siebie. W pewnym momencie poczułam jak mijają mnie samochody i zastanowiło mnie, dlaczego ten chodnik jest taki wąski. Nie czułam się tam bezpiecznie i zdecydowałam się wrócić do pasów, ale w tym momencie podjechał radiowóz – opowiada kobieta.

Nie jesteśmy taksówką
Anna mówi, że wsiadła do niego niemal w biegu, ale… była szczęśliwa na widok policji. Radiowóz zaparkował na parkingu w połowie drogi między McDonald’sem a „Biedronką”.
- Wręcz poczułam dumę, że funkcjonariusze się tak ładnie się zachowali - zareagowali na osobę, która idzie poboczem i przewieźli ją w bezpieczne miejsce.
Powiedziałam to siedzącemu w radiowozie policjantowi i policjantce. Dodałam, że te wszystkie złe opinie o polskich policjantach są krzywdzące.
Ku zaskoczeniu kobiety funkcjonariusze zareagowali bardzo ostro na jej słowa:
- Usłyszałam, że radiowóz to nie taksówka i oni nikogo nie podwożą, a ja popełniłam wykroczenie i otrzymam mandat. Policjant wyjaśnił mi, że przed wąskim chodnikiem był znak: zakaz ruchu dla pieszych. Niestety ja go nie dostrzegłam. Może wyborcze bilbordy odwróciły moją uwagę, a może byłam tak bardzo osłabiona, że myślałam tylko o tym, że muszę się napić wody, bo zemdleję... Poprosiłam funkcjonariuszy, żeby podjechali tam i pokazali, czy rzeczywiście jest znak. Najpierw usłyszałam: ”później”, a kiedy ponownie o to poprosiłam usłyszałam: „nie jesteśmy taksówką”.

Reklama

Policjantka nie jest od zakupów
Anna wyjaśniła policjantom, jak doszło do tego, że znalazła się na poboczu ul. Asnyka: opowiedziała o swojej chorobie, o tym, że jest na lekach, że czeka na operację i jest w bardzo złym stanie fizycznym.
- Sytuacja ta powstała z mojej winy i tego nie negowałam. Wyjaśniałam tylko, dlaczego tak się stało.
W odpowiedzi usłyszałam, że policjanci nie są zainteresowani moją historią.
Policjant poprosił kobietę o dowód tożsamości. - Nie miałam przy sobie ani prawa jazdy ani dowodu. Zasugerowałam, że może podjedziemy do domu i wezmę dowód i pan mnie wtedy spisze. Po raz kolejny usłyszałam, że radiowóz nie jest taksówką. Miałam podać dane ustnie.
Anna nie zgodziła się, żeby nie być posądzoną o podanie nieprawdy. - Usłyszałam, że teraz policja ma system komputerowy, w którym po wprowadzeniu nazwiska osoby widać jej dowód osobisty ze zdjęciem. Podałam więc swoje dane, policjant sprawdził i potwierdził, że wszystko się zgadza.
Tę procedurę policjanci przeprowadzali w dusznym zamkniętym radiowozie. - Trwało to dość długo i poczułam się bardzo źle. Bałam się, że zaraz zemdleję. Powiedziałam o tym policjantom, mówiąc że jak najszybciej muszę wypić wodę.- To co, mam dzwonić po karetkę? - zapytał funkcjonariusz. Zaskoczył mnie, bo karetka jest wzywana tylko do zagrożenia życia.
Byliśmy blisko sklepu „Biedronka”. Zapytałam, czy mogłabym tam kupić wodę. A jeśli nie, to czy mogłabym prosić o to panią funkcjonariuszkę. Usłyszałam, że policjantka nie jest od tego – opowiada nyska nauczycielka, która była bardzo zaskoczona bezdusznością młodych ludzi.
- Procedura procedurą, ale gdzie są ludzkie uczucia? - zastanawia się kobieta.
To co stało się później, jeszcze bardziej wstrząsnęło panią Anną. - Było tak duszno, że zapytałam czy mogę uchylić drzwi radiowozu. Nie czekając na odpowiedź zrobiłam to, bo było mi słabo. W tym momencie usłyszałam jak policjant zwraca się do funkcjonariuszki: Wysiądź, stań i przypilnuj drzwi, żeby nie uciekła. Policjantka zerwała się z miejsca i stanęła przy radiowozie od mojej strony. To było uwłaczające dla mnie, potraktowano mnie jak kryminalistkę! Czułam zastraszenie, olbrzymią presję i poczucie władzy ze strony policji.

Dmuchnie pani w alkomat
- To skumulowało moje już i tak bardzo złe samopoczucie, bo prawdopodobnie skoczyło mi ciśnienie krwi.
Anna zadzwoniła więc do męża. Dała telefon na tryb głośnomówiący i opowiedziała o całej sytuacji: że od kilkunastu minut jest przytrzymywana w dusznym radiowozie, że jest jej słabo i nie może doprosić się o łyk wody.
- Mąż powiedział, że natychmiast dzwoni do komendanta i się wyłączył. Po chwili z radiowozem połączył się przełożony policjantów i zapytał, czy rzeczywiście jestem przetrzymywana. Policjant wziął telefon i wyszedł z radiowozu.
Po powrocie usłyszałam od funkcjonariusza, że nie mam go straszyć posłem Januszem Sanockim i komendantem. Powiedziałam, że nie straszę. Przecież ja do nikogo nie dzwoniłam, poza swoim mężem! To mąż, w obawie o moje zdrowie interweniował w komendzie policji i u pana posła Sanockiego.
Policjanci nie skończyli od razu procedury. - Funkcjonariusz odwrócił się do mnie, podsunął mi alkomat pod usta i kazał dmuchać.
Anna zaprotestowała argumentując, że jest w kontakcie logicznym, nie czuć od niej alkoholu i nie zataczała się, kiedy szła poboczem.
- Jakim prawem chce pan, żebym dmuchała do alkomatu? Nie zgadzam się! - powiedziałam zdenerwowana.
Policjant zabrał alkomat. Policjantka cały czas stała przy drzwiach i pilnowała mnie. Czułam się jak przestępca. Byłam już nie tylko w bardzo złym stanie fizycznym, ale i psychicznym. Chciałam, żeby to wszystko skończyło się jak najszybciej.

Reklama

Wolna po 40 minutach
Anna oświadczyła, że mandatu nie przyjmuje i poprosiła policjanta, żeby jej powiedział, dlaczego nie może otrzymać pouczenia i kto o tym decyduje.
- Powiedział, że to jest jego subiektywna ocena. Poprosiłam, żeby dał mi wezwanie na komendę co zrobił. Poprosiłam też o pouczenie o moich prawach na piśmie. Najpierw nie chciał mi dać, mówiąc że ma ostatnią kopię. W końcu mi ją wręczył.
Kobieta po ok. 30 – 40 minutach przebywania w dusznym radiowozie usłyszała: „Jest pani wolna”. - Usłyszałam też, że jestem roszczeniowa. A przecież ja nie używałam wulgaryzmów, nie krzyczałam, po prostu pytałam i prosiłam: najpierw o pokazanie znaku, potem o wodę. Usłyszałam, że policjantka nie jest od kupowania wody, a radiowóz to nie taksówka. Byłam zdruzgotana zachowaniem tych funkcjonariuszy.
Kilka nocy rozpamiętywałam tę sytuację, nie mogąc zrozumieć jak można być tak bezdusznym!

Liczy się tylko procedura?
Wysiadając z radiowozu, może z nawyku nauczycielskiego, pani Anna zafundowała młodym ludziom (którzy mogli być kiedyś jej uczniami) krótką lekcję zachowania. Powiedziała:
- Życzę państwu miłego dnia. Nie chciałabym jednak, żeby ktoś z państwa bliskich (np. mama, która pewnie jest w moim wieku), był kiedyś tak zaatakowany przez policjantów, że poczuł się zestresowany, mobbingowany, wystraszony i kiedy źle się poczuł, nie otrzymał nawet wody. Policja powinna być po to, żeby służyć, ochraniać obywatela, a nie po to, żeby łapać i dawać mu mandaty. Nie chciałabym, żeby państwa bliscy kiedykolwiek znaleźli się w takiej sytuacji jak ja dzisiaj!#

Reklama


Komentarz przełożonego policjantów

Nadkom. Janusz Marmul, zastępca komendanta powiatowego w Nysie


- Wszystko wyjaśniłem już w rozmowie z panią Anną i jej mężem. Wcześniej rozmawiałem z policjantami biorącymi udział w interwencji. Oni postępowali zgodnie z procedurami. To, że funkcjonariuszka pilnowała drzwi radiowozu nie wynikało ze złej woli policjantów, ale takie są procedury. Funkcjonariusze twierdzą, że nie przetrzymywali pani ponad wymagany czas – musieli sprawdzić dane w komputerze, była rozmowa, wyjaśnianie sprawy. Według nich pani Anna była w radiowozie kilkanaście minut, nie więcej. Pani Anna twierdzi inaczej, ale trudno mi to sprawdzić, to są słowa przeciwko słowom.
Niestety tej interwencji towarzyszyły emocje, być może z obu stron. Zawsze uczulamy funkcjonariuszy na odprawach, że podczas interwencji powinni przestrzegać procedur, ale też zachować rozwagę i empatię. Może rzeczywiście w tym przypadku zabrakło odrobiny ludzkiego podejścia u policjantów. To nauka dla innych funkcjonariuszy na przyszłość.

Reklama

 

      
 

 

 

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    gość 2019-10-10 16:15:15

    Nasza policja zatrzymuje pieszych lub rowerzystów,ale gdy dzieje się coś złego to nie ma co na nich liczyć. Proszę wziąć się do pracy panowie policjanci ,prawdziwej pracy.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Trzmiel 2019-10-10 23:20:23

    "Bohaterska" Policja Nyska ... Zatrzymali groźną przestępczynię, Panią Annę, nauczycielkę która szła nieprawidłowo ...
    Tymczasem na ulicy Zjednoczenia i na ulicy Prudnickiej 5 obok całonocnego monopolowego, wieczorem, po zmroku, łyse umięśnione typy prawie codziennie zaczepiają przechodniów ... I "bohaterskiej" Policji ani widu ani słychu !!! Kamery też niczego nie alarmują ... Więc jak to jest ??? Jakie są priorytety "bohaterskiej" nyskiej Policji ???

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    gość 2019-10-11 04:55:26

    panowie policjanci stańcie na Słowiańskiej gdzie jest 40km na h/tak mówi znak/i nikt tego nie przestrzega , tam jest zgroza idąc chodnikiem , a o godz 8.00 i 14.00-1500 ARMAGEDON

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo nowinynyskie.com.pl




Reklama