Ponad 3,2 kilometra przewodów elektrycznych zostało skradzionych lub zniszczonych na terenie Zbiornika Wodnego Otmuchów. Straty oszacowano na ponad 2 mln zł. Sprawa budzi ogromne kontrowersje, ponieważ dotyczy obiektu o strategicznym znaczeniu dla bezpieczeństwa przeciwpowodziowego regionu.
Jak poinformował "Nowiny Nyskie" Zespół Komunikacji Wód Polskich RZGW we Wrocławiu, „na terenie Zbiornika Wodnego Otmuchów odnotowano przypadki kradzieży oraz zniszczenia przewodów elektrycznych, stanowiących element systemu pomiarów hydrologicznych oraz instalacji teletechnicznej obiektu”.
Według Wód Polskich pierwsze zdarzenie zostało stwierdzone 10 marca 2026 roku, natomiast kolejne 4 maja 2026 roku. Oznacza to, że sprawcy mogli działać przez wiele tygodni. W obu przypadkach zawiadomiono policję. Skradzione i uszkodzone przewody znajdowały się w obrębie korony zbiornika, były zakopane w ziemi i zabezpieczone osłonami technicznymi. Łączna długość naruszonego okablowania wyniosła około 3200 metrów. Jak podają Wody Polskie, „na podstawie sporządzonych kosztorysów, które są dowodem w sprawie, wstępna wartość szkody została oszacowana na ponad 2 mln zł”.
Jak ustaliliśmy, śledztwo w tej sprawie prowadzi Prokuratura Rejonowa w Nysie. Według informacji uzyskanych przez nas nieoficjalnie, organy ścigania miały już ustalić osoby podejrzewane o udział w przestępstwie. Informacje te nie zostały jednak dotychczas potwierdzone w oficjalnym komunikacie prokuratury.
Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się również, że sprawcy mogli poruszać się po terenie zbiornika, podając się za pracowników Tauronu. Nikt z zarządzających zbiornikiem nie zwracał na nich uwagi. Oznacza to, że przez dłuższy czas osoby postronne mogły prowadzić działania na terenie strategicznego obiektu bez wzbudzania większych podejrzeń. To właśnie ten aspekt sprawy budzi największy niepokój. Zbiornik Wodny Otmuchów nie jest zwykłą instalacją techniczną. To jeden z kluczowych elementów systemu ochrony przeciwpowodziowej regionu. Obiekty tego typu powinny podlegać szczególnemu nadzorowi i ochronie, ponieważ ich prawidłowe funkcjonowanie ma znaczenie dla bezpieczeństwa mieszkańców oraz infrastruktury znajdującej się poniżej zapory.
Jak poinformował nas Zespół Komunikacji Wód Polskich, monitoring funkcjonuje na Zbiorniku Otmuchów, jednak nie objął swoim zasięgiem miejsca, w którym doszło do zdarzeń. - Kamery zainstalowane na bloku zrzutowym nie sięgają tak odległego obszaru – cała zapora ma długość około 6,5 km. Pracownicy obiektu także prowadzą regularne obchody infrastruktury, jednak przy tak rozległym terenie nie jest możliwe zapewnienie całodobowej obecności służb w każdym miejscu - podkreśla RZGW Wrocław.
Trudno nie postawić pytania, które nasuwa się samo. Co by było, gdyby osoby, które przez wiele tygodni mogły swobodnie działać na terenie zbiornika, nie przyszły tam po kable? Co gdyby ich celem było uszkodzenie urządzeń odpowiedzialnych za monitoring i bezpieczeństwo obiektu albo podłożenie materiałów wybuchowych? Skoro możliwe było zdemontowanie i wywiezienie ponad trzech kilometrów okablowania wartego ponad 2 mln zł, to pojawia się pytanie o skuteczność procedur bezpieczeństwa obowiązujących na obiekcie.
Reklama
Choć odpowiedzialność sprawców rozstrzygnie sąd, sprawa stawia Wody Polskie w bardzo niekorzystnym świetle. Zniknięcie tak dużej części infrastruktury technicznej ze obiektu infrastruktury krytycznej i wykrycie zdarzeń dopiero po fakcie trudno uznać za sytuację normalną. Mieszkańcy mają prawo oczekiwać, że zbiorniki wodne o kluczowym znaczeniu dla bezpieczeństwa regionu będą chronione znacznie skuteczniej.
Kradzież kabli o wartości przekraczającej 2 mln zł to nie tylko kosztowny akt wandalizmu. To również sygnał alarmowy pokazujący, jak poważne mogą być konsekwencje zaniedbań w ochronie infrastruktury odpowiedzialnej za bezpieczeństwo publiczne.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Nie ma się czemu dziwić przecież to państwo zwłaszcza pod rządami uśmiechniętych wogóle nie działa nie daj Boże wojny bo nasz bond-kosiniak pierwszy ucieka z kraju
Nie ma się czemu dziwić przecież to państwo zwłaszcza pod rządami uśmiechniętych wogóle nie działa nie daj Boże wojny bo nasz bond-kosiniak pierwszy ucieka z kraju