Pochodzący z Nysy Stanisław Światowski ma 20 lat i na YouTube prowadzi kanał Funfair Vlogs, poświęcony atrakcjom w wesołych miasteczkach. Niedawno na jego konto trafił także tytuł mistrza świata. Młody Nysanin przez 15 godzin nieprzerwanie jeździł na karuzeli typu Break Dancer. Choć wydawać by się mogło, że to zajęcie „zabawowe” Stanisław mocno stąpa po ziemi i ze swojego hobby zrobił metodę na prowadzenie firmy. Po latach wrócił w związku z tym z Niemiec, gdzie wyjechał jako kilkulatek, do Polski – do rodzinnej Nysy.
Nysanin swoje wyzwanie rozpoczął we wtorek (18 sierpnia) o 6 rano, jeszcze przed otwarciem festynu Bad Vilbeler Markt dla publiczności. Youtuber wsiadł na karuzelę Break Dancer i spędził na niej kilkanaście godzin. Zgodnie z regulaminem przysługiwały mu krótkie przerwy. Przeciętny przejazd na tej atrakcji trwa od 3 do 6 minut. Połowa ludzi, która skorzystała z tego typu przejazdu po jednej rundzie ma raczej dosyć. Ale nie Stanisław. Bo okazuje się, że rekordy świata można zaliczyć i w takiej dziedzinie.
Sam opis działania Break Dancera może przyprawić o zawrót głowy, a co dopiero przejazd nim. Główny dysk urządzenia obraca się w jedną stronę, mniejsze zespoły gondoli w przeciwną, a same gondole dodatkowo się przechylają i wirują generując mocne przeciążenia. Wcześniejszy rekord jazdy na Break Dancer wynosił „zaledwie” ponad 12 godzin.
- Procedura bicia rekordu była dość skomplikowana, bo nie było festynu z wesołym miasteczkiem, który trwałby 15 godzin – opowiada dalej. - Musiałem skontaktować się z burmistrzem miasta oraz osobę odpowiedzialną za organizację festynu z prośbą o wcześniejsze otwarcie. Na początku nastawienie było sceptyczne – widzieli młodego człowieka, o którym nigdy nie słyszeli. Ale skontaktowali się z instytucją w Hamburgu, gdzie rekord już był zgłoszony jako oficjalny oraz z mediami, bo ja wcześniej zgłosiłem lokalnym mediom swoje plany. Zgoda na otwarcie wcześnie rano była, ale bez otoczki muzyki, żeby pozwolić ludziom się wyspać – śmieje się Stanisław. - Zaczęło się o 6.00. Kiedy wysiadłem po tych 15 godzinach fizycznie czułem się dobrze, ale potem padłem, bo wcześniej niemal w ogóle nie zmrużyłem oka. Wspierali mnie rodzice i kolega, który również się tym pasjonuje i przyjechał na bicie rekordu 300 km.
Bicie rekordu pasjonat wesołych miasteczek połączył z akcją charytatywną. W czasie gdy on kręcił się na karuzeli zbierano pieniądze dla DKMS, czyli organizacji wspierającej walkę z nowotworami krwi. Z wyników zbiórki Stanisław jest bardzo zadowolony.
– Z wesołymi miasteczkami „związałem się” bardziej mając 14-15 lat, tuż po pandemii - mówi Stanisław Światowski. - Pierwsze filmy nagrywałem dla zabawy. Z czasem zacząłem wgrywać tego coraz więcej, a kanał zaczął rosnąć. Jeden z filmików miał 90 mln wyświetleń. Stwierdziłem, że dałoby się zrobić z tego coś więcej, jak po prostu tylko i wyłącznie kanał, który się prowadzi dla zabawy. Skończyło się na tym, że na początku tego roku założyłem działalność gospodarczą. Chodzenie po parkach rozrywki to moje hobby, a prowadzenie kanału na YouTubie na ten temat generuje spore zasięgi. Można zarobić na treściach o tej tematyce zamieszczanych w internecie.
Stanisław dodaje, że będąc w danym wesołym miasteczku – a większość jego podróży jest właśnie ukierunkowana na tego typu atrakcje – rozmawia z właścicielami poszczególnych karuzel. – Przedstawiając się mówię, że jestem YouTuberem, „robię” filmiki a teraz mogę dodać, że jestem mistrzem świata. Większość właścicieli zgadza się na publikowanie filmików. Dla nich to jest darmowa reklama w internecie, a dla mnie kolejne zasięgi.
Stanisław dodaje, że grono jego znajomych raczej zamyka się wśród miłośników jego hobby. W Niemczech w tej dziedzinie istnieje bardzo duża grupa ludzi, która się tym zajmuje, a w Polsce 10–20 osób. Gdziekolwiek się jedzie, zawsze się kogoś spotka, zawsze się z kimś porozmawia.
Stanisław szacuje, że przetestował ok. 2 tysiące różnych urządzeń. – Potrafię przejechać 1,5 tys. kilometrów, żeby dotrzeć do interesującego mnie parku rozrywki - stwierdza.
Swoją jednoosobową działalność Stanisław otworzył jednak w Polsce, a nie w Niemczech, gdzie z rodzicami wyjechał jako kilkulatek. Stanisław stąpa bowiem mocno po ziemi i robi to co lubi, ale nie zrezygnował z edukacji. Przeniósł ją po prostu do Polski, gdzie chodzi do liceum ogólnokształcącego i nie wyklucza w przyszłości rozpoczęcia studiów. Teraz robiąc to co lubi i prowadząc własną działalność gospodarczą docenia, że w ojczyźnie ma ku temu korzystniejsze warunki. - Przede wszystkim w Polsce można prowadzić kanał jako główne źródło utrzymania. W Niemczech musiałbym dorabiać, mimo że byłbym w stanie wykazać, że jestem w stanie się z tego utrzymać. W Niemczech zaczyna się żyć ciężej coraz większej ilości ludzi nie starcza na rachunki i zaczynają szukać alternatywy w innych krajach. Ostatnio nawet pojawiły się dane o 70 proc. niemieckiej młodzieży w moim wieku, rodowitych Niemców, którzy nie widzą przyszłości we własnym kraju. Oprócz tego chodzi oczywiście o kwestie związane z imigrantami, z tym, że na ulicach jest niebezpiecznie – dodaje.
Wkrótce Stanisław planuje udział w Oktoberfest czyli największym festynie świata. - Niedawno byłem w Luksemburgu, a będę miał też wyjazd do Szwajcarii – wylicza plany na najbliższą przyszłość.
Młody Nysanin coraz śmielej poczyna sobie w innej dziedzinie – wspinanie się po takich obiektach jak maszty radiowe, wiatraki, kominy… i to bez żadnego zabezpieczenia. Stanisław dodaje, że jest człowiekiem, który nie potrafi usiedzieć na miejscu a w sezonie jesienno–zimowym - kiedy parki rozrywki są zamknięte ciągnie go do wspomnianej wspinaczki. Dodaje też, że bardzo cieszy go możliwość powrotu do Polski, do Nysy, z której wyjechał z rodzicami mając 6 lat.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Zakładam, że ambitna nyska młodzież masowo ruszy śladem tego pana i wyczynowo, oraz profesjonalnie będzie jeździć na karuzelach.
Zakładam, że ambitna nyska młodzież masowo ruszy śladem tego pana i wyczynowo, oraz profesjonalnie będzie jeździć na karuzelach.