Reklama

Kontrowersyjna spółdzielnia energetyczna 

04/03/2026 15:14

Liczne nieprawidłowości w SIM Opolskie nie przeszkodziły koalicji rządzącej Nysą w podjęciu decyzji o przystąpieniu do Nyskiej Elektrowni Społecznej, której twarzą jest były prezes SIM Opolskie Bogdan Wyczałkowski. Za byli radni Koalicji Obywatelskiej, za której rządów sprawa SIM trafiła do prokuratury. 

NysaSpółdzielnia Nyska Elektrownia Społeczna została założona przez Agencję Rozwoju Nysy, SIM Opolskie i SIM Nysa. Na blisko 20 ha gruncie wydzierżawionym od Gminy Nysa na 25 lat planuje budowę farmy fotowoltaicznej. Z racji tego, że nie miała pieniędzy na opłatę czynszu, podnajęła teren ARN–owi. Gminna spółka zapłaciła też za projekt farmy i przyłączenie do sieci energetycznej. Prezesem spółdzielni jest Karina Hereda, księgowa ARN i była księgowa SIM Opolskie, a pełnomocnikiem Bogdan Wyczałkowski – prezes ARN i były prezes SIM Opolskie. 

Radny Antoni Hasenbeck zwrócił uwagę, że skoro należąca do spółdzielni elektrownia ma przynosić gminie rocznie 3-4 mln zł oszczędności, to jeszcze większe można uzyskać nie dokładając do Agencji Rozwoju Nysy – ok. 10 mln zł rocznie. Nie trzeba wtedy wydawać 30 mln złotych, a zysk będzie dwa razy większy.

Reklama

Na ostatniej sesji rady miejskiej odbyło się głosowanie w sprawie członkostwa w spółdzielni Gminy Nysa. Korzyści z jej działalności przedstawił Bogdan Wyczałkowski. Mówił, że spółdzielnia zwolniona jest z opłat stałych, towarzyszących sprzedażny energii elektrycznej, dzięki czemu jej członkowie będą kupować tańszy prąd. Poinformował, że koszt budowy elektrowni słonecznej to 43 mln zł, ale spółdzielnia nie dostała na ten cel dofinansowania z KPO. Trafiła na listę rezerwową. Mimo tego ogłosiła przetarg na budowę, ale prawdopodobnie zostanie on unieważniony. - Rozmawiamy z bankiem na temat kredytu dla spółdzielni. Jeden nam odmówił, z drugim trwają rozmowy, dotyczą one zabezpieczenia kredytu – poinformował Bogdan Wyczałkowski. Zapewnił, że na pewno poręczycielem nie będzie Gmina Nysa. 

Obecnie członkami są ARN, SIM Nysa, i AKWA. W sumie produkcja prądu na ich potrzeby ma wynieść 10 MWh 

Reklama

Ogromne kontrowersje wzbudza statut spółdzielni. Zgodnie z nim kadencja prezesa trwa 8 lat i jest on praktycznie nieusuwalny. Można to zrobić tylko i wyłącznie w przypadku skazania prawomocnym wyrokiem sądu i w przypadku uporczywego nieprzestrzegania statutu i zaleceń rady nadzorczej. Nie ma też możliwości przystąpienia do spółdzielni innych członków poza założycielami. Tak więc cały projekt zamyka się w wąskim gronie ludzi związanych z ARN i Gminą Nysa. – Radni nie dostali statutu spółdzielni, nad przystąpieniem do której mają głosować, być może zrobiono to celowo, dlatego nie możemy nad tym głosować – mówił radny Sławomir Siwy. Zaproponował, żeby spółdzielnię stworzyła Gmina i żeby była ona otwarta na mieszkańców i lokalnych przedsiębiorców. Zwrócił uwagę na konflikt interesów i niejasne powiązania personalne i rodzinne osób, które obecnie zarządzają spółdzielnią. Radny Piotr Smoter złożył wniosek, żeby najpierw zmienić statut spółdzielni, aby zabezpieczyć interes Gminy. Inaczej Gmina nie będzie miała nad nią żadnej kontroli. 

W związku z tymi i innymi wątpliwościami radni opozycji domagali się wycofania z porządku obrad uchwały, dotyczącej Nyskiej Elektrowni Społecznej. Co ciekawe, takie stanowisko zabierali zarówno radni PiS, jak i wybrany z list KO, ale niebędący w koalicji Bartłomiej Dykta. 
Burmistrz Kordian Kolbiarz przekonywał, że spółdzielnia energetyczna to kolejne błogosławieństwo dla Nysy. Dzięki niej gmina będzie miała niższe rachunki za energię elektryczną, na czym skorzystają wszyscy mieszkańcy. Zapewniał też, że jej członkami będą tylko spółki miejskie i Gmina, więc spółdzielnia będzie pod pełną kontrolą. 

Reklama

Zdaniem radnego Wojciecha Grubiaka (PiS) przystąpienie Gminy Nysa do spółdzielni energetycznej, to nic innego jak gaszenie pożaru po publikacji w mediach materiałów na jej temat. - Ma wywołać wrażenie sprawowania kontroli nad SNES przez władze Nysy. Można mieć tylko nadzieję, że obecni członkowie spółdzielni nie zechcą jej sprywatyzować. Wystarczy 5 nowych członków spółdzielni, aby Gmina straciła kontrolę nad tym przedsięwzięciem – twierdzi. 

 

 


 

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo nowinynyskie.com.pl




Reklama