Trzy siostry: Halina Kociuba, Maria Smagoń i Teresa Szcześniak postanowiły po latach wydać tomik poezji swojego zmarłego wuja Kazimierza Śliwińskiego, żołnierza II wojny światowej, więźnia obozów jenieckich, a po wojnie wieloletniego nauczyciela matematyki w nyskiej szkole rolniczej. Z pewnością w naszym mieście i gminie żyją jeszcze jego wychowankowie.
Kazimierz Śliwiński urodził się 3 marca 1911 roku w Ustianowej w województwie lwowskim. Ukończył gimnazjum w Tarnopolu, a egzamin dojrzałości zdał w 1931 roku. Na świadectwie ukończenia szkoły średniej widnieje adnotacja „Państwowa Komisja Egzaminacyjna uznała Kazimierza Śliwińskiego za dojrzałego do studiów wyższych i wydaje mu niniejsze świadectwo”.
Gdy Niemcy napadli na Polskę Kazimierz Śliwiński został zmobilizowany i służył jako oficer gospodarczy. Po rozbiciu przez wojska niemieckie jego oddziału pod Iłżą Kazimierz trafił do niewoli niemieckiej. Tak było niemal przez całą wojnę, bo do kwietnia 1945 roku. W tym czasie przebywał w kilku obozach jenieckich dla oficerów. Ostatnim był oflag Sandbostel koło Bremy. Po zakończeniu wojny i wyjściu z niewoli przebywał zaś w obozach dla byłych jeńców wojennych w brytyjskiej strefie na terenie Niemiec. Od stycznia 1946 roku do lipca 1947 roku pracował tam jako nauczyciel polskiego gimnazjum w Adelheide koło Bremy i w Obenstrohe, skąd wraz z grupą uczniów powrócił do Polski.
W dokumentacji zachowały się pisma z Centrali Szkolnictwa w Niemczech zaświadczające o pracy pedagogicznej Kazimierza Śliwińskiego we wspomnianym gimnazjum, które również zawierały podziękowania za pracę szkolną i pozaszkolną. Po powrocie do Polski zamieszkał w Nysie, bo tu w ramach repatriacji osiedliła się jego żona ze swoją matką. W archiwum rodzinnym znajduje się przedwojenne piękne zdjęcie ślubne pary z datą 26.12.1937 roku.
Kazimierz Śliwiński swoją pracę zawodową związał ze szkolnictwem w Nysie. Pracował jako nauczyciel matematyki najpierw w liceum ogólnokształcącym, potem w Technikum Mechanicznym, a w 1954 roku przeszedł do Zespołu Szkół Rolniczych i pracował tam do emerytury. Dopiero po śmierci (pan Kazimierz odszedł w latach siedemdziesiątych) przeglądając dokumenty najbliższa rodzina dowiedziała się, że ich krewny był płodnym poetą. W jego archiwum znaleziono blisko 200 wierszy - od fraszek przez dłuższe formy, w których znajdziemy przemyślenia zwykłego człowieka – jego słabość, trudy odnalezienia się w rzeczywistości.
– Dla nas odkrycie, że wujek pisał wiersze było ogromnym zaskoczeniem. Dla nas był przede wszystkim bardzo wesołym, sypiącym jak z rękawa żartami człowiekiem – mówią zgodnie siostry - panie Halina, Maria i Teresa. - Wujostwo nie miało dzieci i opieką nad owdowiałą ciocią zajęła się nasza mama. Po śmierci cioci musieliśmy usunąć wszystko z mieszkania i wtedy doszło do TEGO odkrycia. Można by wnioskować, że utwory były przygotowane do wydania, bo znalazłyśmy maszynopis w trzech kompletach - mówią.
Wszystkie panie dodają, że przez lata każda z nich miała swoje sprawy – pracę, opiekę nad wnukami i z roku na rok kwestia wydania wierszy i wspomnień o wujku była odkładana. - Teraz same sobie powiedziałyśmy, że to nasz obowiązek, nasza misja dla rodziny – dodają.
Siostry przesłały w międzyczasie do archiwum w Krakowie wszystkie dokumenty świadczące o służbie wojskowej wuja i są gotowe do wydania tomiku. – Wujek spoczął na Cmentarzu Jerozolimskim. Za każdym razem kiedy odwiedzamy jego grób widzimy na nim świeże kwiaty i palące się znicze. To świadczy o tym, że przychodzą tutaj jego byli uczniowie. Bo wujek był prawdziwym nauczycielem z powołania – surowym, ale sprawiedliwym i uczył nie tylko swojego przedmiotu, ale także wychowywał. Dlatego ten spadek niematerialny, który po sobie zostawił trzeba uwiecznić – dodają nasze rozmówczynie.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze