Jeszcze kilka kadencji temu Rada Miejska w Nysie była miejscem sporów, emocji i ostrych dyskusji, ale jednocześnie zachowywała pozory powagi i szacunku dla demokratycznych zasad. Dziś trudno oprzeć się wrażeniu, że nyski samorząd przeżywa głęboki kryzys, a jego symbolem stała się przewodnicząca rady Jolanta Trytko-Warczak z Koalicji Obywatelskiej. Do niedawna krytyczka rządów Kordiana Kolbiarza.
Prowadzenie obrad przez przewodniczącą coraz częściej przypomina gaszenie pożarów benzyną. Kiedy na sali pojawia się sytuacja konfliktowa, gdy radni zaczynają zadawać niewygodne pytania albo dyskusja wymyka się spod kontroli, rozwiązaniem okazuje się... kolejna przerwa. Nie dialog, nie mediacja, nie sprawne prowadzenie obrad, lecz ucieczka od problemu. Ostatnio wręcz po ogłoszeniu przerwy uciekła z sali obrad mówiąc, że teraz idzie na kawę. Wcześniej przerwała wystąpienie radnego Piotra Smotera, kiedy ten krytycznie oceniał działalność AKWY. Przekroczył czas wypowiedzi, to mikrofon został mu wyłączony.
Kulminacją degrengolady rady miejskiej stała się tzw. „uchwała kagańcowa”, jak określa ją opozycja. Większość w radzie postanowiła ograniczyć czas wypowiedzi radnych. Ograniczenia nie dotyczą jednak wszystkich. Nie ma ich przewodnicząca rady. Nie ma ich burmistrz i jego zastępcy. Nie mają ich prezesi miejskich spółek. Ograniczenia dotyczą wyłącznie radnych, a w praktyce radnych opozycji, bo koalicja rzadko zabiera głos.
To sytuacja wręcz kuriozalna. Podczas ostatniej sesji prezes spółki AKWA Edyta Peikert nazwała radnych „chamami”. Były już prezes spółki ARN określał jednego z radnych mianem „kłamcy”. Radni, których publicznie obrażano, mieli ograniczony czas na reakcję i obronę własnego dobrego imienia. Trudno o bardziej jaskrawy przykład nierówności.
Coraz częściej dochodzi również do wyłączania mikrofonów radnym, gdy ich wypowiedzi stają się niewygodne dla władzy. Tymczasem wiceburmistrz Elwira Ślimak może zabierać głos praktycznie bez ograniczeń i bez żadnego trybu. To nie przeszkadza jej mówić, ile chce i kiedy chce.
Jeszcze bardziej bulwersująca jest sprawa karania opozycyjnych radnych odebraniem diet za wyjście na przerwę ogłoszoną przez samą przewodniczącą. Trudno znaleźć racjonalne uzasadnienie dla takiego działania. Wygląda ono bardziej na demonstrację siły niż na troskę o przestrzeganie regulaminu. Dostali po kieszeni, bez podstawy prawnej, co stwierdziła nawet ekspertyza zamówiona przez urząd.
Osobny rozdział to traktowanie radnego Sławomira Siwego. Jako jedyny radny w całej radzie zasiada tylko w jednej komisji, choć standardem są dwie. Nie jest tajemnicą, że swoje diety przeznacza na cele społeczne i charytatywne. Ograniczenie jego udziału w pracach komisji oznacza więc również ograniczenie środków, które trafiają do potrzebujących. Trudno nie odnieść wrażenia, że w tym przypadku polityczna niechęć zwyciężyła nad zwykłą ludzką przyzwoitością.
Do obrazu rady oderwanej od rzeczywistości dochodzą wypowiedzi radnych koalicji. Radny Zelent przekonuje, że wyborcy dali mu przyzwolenie na pracę w gminnej spółce, ponieważ został wybrany już jako jej pracownik. Zapomina jednak o fundamentalnej zasadzie samorządu – radny ma kontrolować władzę, a nie być od niej finansowo zależny. Konflikt interesów nie przestaje istnieć tylko dlatego, że został wcześniej ujawniony.
Coraz wyraźniej widać, że większość rządząca Nysą nie ma racji – ma za to siłę. Siłę, by przepychać uchwały ograniczające debatę. Siłę, by uciszać niewygodnych radnych. Siłę, by wyłączać mikrofony i odbierać diety. Ale demokracja nie polega na tym, że większość może wszystko.
Po dziesięciu latach rządzenia ekipa Kordiana Kolbiarza sprawia wrażenie środowiska, które całkowicie utraciło kontakt z rzeczywistością. Kiedy mieszkańcy oczekują rozwiązywania problemów i odpowiedzialnego zarządzania, samorządowe elity zajmują się ograniczaniem debaty i dyscyplinowaniem opozycji. Jednocześnie z niepokojącą lekkością zadłużają przyszłe pokolenia Nysan. Do tego wcale nie mają zamiaru się zatrzymywać, jakby świadomie chcieli doprowadzić do finansowego upadku Nysy.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze