Reklama

Muzyka tworzona z pasji i emocji

15/08/2026 13:21

Muzyka rodzi się z emocji, ale za każdym utworem stoją również dyscyplina, konsekwencja i godziny pracy. O procesie tworzenia, koncertach, nowoczesnych technologiach oraz o tym, dlaczego autentyczność jest dziś ważniejsza niż liczba wyświetleń, rozmawiamy z Arthurem Samuelem.

„Nowiny Nyskie” - Muzyka towarzyszy Ci od najmłodszych lat. Skąd wzięła się ta pasja?
Arthur Samuel – Muzyka była obecna w moim życiu od zawsze. Mój tata był organistą, więc już jako dziecko miałem z nią codzienny kontakt. W domu stały instrumenty, a on często sadzał mnie na kolanach przy keyboardzie. Myślę, że właśnie wtedy narodziła się moja pasja. Z czasem zacząłem odkrywać twórców, którzy stali się dla mnie inspiracją, a później zrozumiałem, że to nie tylko hobby, ale coś, z czym chcę związać swoją przyszłość.

- Jak wygląda proces tworzenia Twoich autorskich utworów?
- Piszę wszystkie swoje autorskie teksty sam, a każda piosenka najczęściej rodzi się z emocji. Zapisuję w notatniku pojedyncze myśli, słowa czy hasła, a po pewnym czasie wracam do nich i dopiero wtedy buduję z nich całą historię. Nie wierzę w brak weny – uważam, że po prostu trzeba pisać. Niektóre utwory powstają przez kilka miesięcy, inne nawet w dziesięć minut, jeśli emocje są na tyle silne, że wszystko przychodzi naturalnie. Zawsze warto mieć przy sobie notatnik lub dyktafon, bo najlepsze pomysły często pojawiają się niespodziewanie.

Reklama

- Tworzysz głównie sam. To świadomy wybór?
- W przypadku mojej autorskiej twórczości zdecydowanie tak. To bardzo osobiste utwory, dlatego najlepiej tworzy mi się w samotności. Właśnie wtedy najłatwiej przelać na papier własne emocje i doświadczenie. Nie oznacza to jednak, że zamykam się na współpracę. Lubię pisać z innymi artystami i wspólnie tworzyć muzykę – miałem okazję przekonać się o tym chociażby podczas programu Stowarzyszenia Autorów ZAiKS „TekstMisja”, podczas którego pisaliśmy w grupach po kilka tekstów dziennie. Uważam, że z takich projektów często rodzą się świetne utwory. Po prostu w przypadku własnych piosenek zależy mi na tym, aby od początku do końca były zgodne z moją wizją.

Reklama

- Jak wygląda praca w studiu nagraniowym i z jakimi mitami na jej temat spotykasz się najczęściej?
- Wydaje mi się, że największym zaskoczeniem dla osób spoza branży jest to, że praca w studiu nie jest ani tak trudna, ani tak łatwa, jak często się ją przedstawia. Wokół nagrywania muzyki narosło wiele mitów. Z jednej strony mówi się, że wystarczy wejść do studia, a komputer i technologia zrobią wszystko za artystę. Z drugiej – że to niezwykle skomplikowany proces dostępny tylko dla nielicznych. Prawda leży gdzieś pośrodku. Oczywiście potrzebna jest wiedza, doświadczenie i wyczucie, ale przede wszystkim trzeba po prostu zacząć tworzyć i uczyć się w praktyce.
Dużo się mówi również o autotunie. Wiele osób uważa, że to narzędzie, które potrafi zamienić każdego w świetnego wokalistę, ale to nieprawda. Autotune jest instrumentem, z którego także trzeba umieć korzystać. Sam miałem okazję wykonywać utwory z jego wykorzystaniem i przekonałem się, że wymaga to wielu prób oraz odpowiednich umiejętności. Żadna technologia nie zastąpi warsztatu ani pracy włożonej w rozwój.

- Jesteś kojarzony z występami z looperem. Na czym polega ta technika i dlaczego wciąż bywa mylona z playbackiem?
- Looper to urządzenie, które pozwala nagrywać dźwięk na żywo i od razu odtwarzać go w formie zapętlonych ścieżek. Dzięki temu podczas koncertu mogę krok po kroku budować cały utwór – najpierw nagrać gitarę, później wokal czy kolejne partie, a wszystko dzieje się na oczach publiczności. Niestety, wiele osób myli tę technikę z playbackiem, choć to dwie zupełnie różne rzeczy. W przypadku loopera nic nie jest odtwarzane z wcześniej przygotowanej taśmy – wszystko powstaje na żywo. To właśnie dlatego wymaga dużego skupienia i nie daje miejsca na błędy. Jeśli coś zostanie zagrane lub zaśpiewane niepoprawnie, ten błąd będzie powtarzał się w każdej kolejnej pętli. Mimo to lubię tę formę występów, bo pokazuje odbiorcom cały proces tworzenia muzyki i daje im pewność, że wszystko dzieje się tu i teraz.

Reklama

- Co daje Ci większą satysfakcję – tworzenie muzyki czy koncerty?
- Zdecydowanie koncerty. Od zawsze odliczam czas do momentu, kiedy mogę wyjść na scenę i spotkać się z publicznością. To właśnie podczas występów mogę dzielić się energią z ludźmi i od razu zobaczyć ich reakcje. Nie ma nic piękniejszego niż chwila, gdy publiczność śpiewa moje piosenki razem ze mną. To daje ogromną satysfakcję i przypomina, po co w ogóle tworzę muzykę.
Oczywiście koncertom wciąż towarzyszy stres, zwłaszcza gdy wiem, że ludzie przyszli właśnie po to, żeby usłyszeć moje utwory. Z czasem jednak nauczyłem się, że drobne pomyłki są czymś naturalnym i tylko pokazują, że wszystko dzieje się na żywo. To właśnie ta autentyczność sprawia, że każdy koncert jest inny i wyjątkowy.

Reklama

- Na scenie występujesz zarówno solo, jak i z zespołem. W czym tkwi największa różnica?
- Gra z zespołem daje ogromne poczucie bezpieczeństwa. Odpowiedzialność za koncert rozkłada się na kilka osób, a energia między muzykami sprawia, że każdy występ jest wyjątkowy. Gdy wychodzę na scenę sam cały ciężar spoczywa na mnie, dlatego stres jest zdecydowanie większy. Cieszę się też, że w zespole jest moja dziewczyna, która gra na skrzypcach. Jej obecność i wsparcie są dla mnie bardzo ważne – zarówno na scenie, jak i poza nią.

- Jaką rolę we współczesnej karierze muzyka odgrywają media społecznościowe?
- Media społecznościowe odgrywają dziś ogromną rolę, a czasami mam nawet wrażenie, że większą niż sama muzyka. W obecnych realiach nie wystarczy już stworzyć dobrego utworu – trzeba jeszcze sprawić, żeby ludzie mieli szansę go usłyszeć. Algorytmy platform streamingowych i mediów społecznościowych nie zawsze sprzyjają twórcom, dlatego obecność w internecie stała się niemal nieodłącznym elementem pracy artysty.
Nie chodzi jednak wyłącznie o promowanie kolejnych piosenek. Równie ważne jest budowanie relacji z odbiorcami i pokazanie im, kim jest się na co dzień. Dzięki temu słuchacze poznają nie tylko muzykę, ale również człowieka, który za nią stoi. To często właśnie ta autentyczność sprawia, że zostają z artystą na dłużej.
Oczywiście chciałbym, żeby zawsze najważniejsza była sama muzyka, ale dziś trudno funkcjonować bez aktywności w mediach społecznościowych. Trzeba nauczyć się z nich korzystać, jednocześnie nie tracąc własnej tożsamości i nie podporządkowując wszystkiego algorytmom.

Reklama

- Na ile opinie słuchaczy wpływają na kierunek Twojej twórczości?
- Oczywiście obserwuję reakcje słuchaczy i wiem, jakie utwory najbardziej trafiają do odbiorców, ale nie potrafię tworzyć wyłącznie pod ich oczekiwania. Zawsze staram się być wierny sobie i swojej muzycznej drodze. Przez lata moja twórczość bardzo się zmieniała – od prostych akustycznych brzmień po bardziej elektroniczne inspiracje. Dziś wiem, że moi słuchacze rozumieją tę różnorodność i ufają, że prędzej czy później wrócę również do brzmień, z których mnie poznali.

- Nad czym obecnie pracujesz i czego mogą spodziewać się Twoi odbiorcy?
- Obecnie kończę pracę nad albumem „Enter”, z którego część singli jest już dostępna. Na płycie znajdzie się 14 utworów i mam nadzieję, że słuchacze chętnie po nią sięgną. To materiał, nad którym pracowałem przez wiele lat, dlatego bardzo zależy mi, aby miał szansę wybrzmieć i znaleźć swoich odbiorców.
Po premierze chciałbym przede wszystkim skupić się na koncertach i przez najbliższy czas grać ten materiał na żywo. Uważam, że album potrzebuje czasu – chciałbym, aby ludzie mogli się z nim oswoić, wracać do poszczególnych utworów i odkrywać je na nowo. Dopiero później przyjdzie moment na pracę nad kolejnym albumem.
Oczywiście nie oznacza to, że przestaję tworzyć. Cały czas zapisuję nowe pomysły i powstają kolejne piosenki, ale na razie chcę w pełni poświęcić się albumowi „Enter”. Wierzę, że ten materiał będzie żył jeszcze przez długi czas i że słuchacze będą do niego wracać.

Reklama

- Patrząc na swoją dotychczasową drogę – czego nauczyło Cię tworzenie muzyki?
- Przede wszystkim nauczyła mnie cierpliwości i pokory. Dziś wiem, że sukces nie przychodzi po jednym utworze ani po jednym udanym koncercie. To efekt konsekwentnej pracy i ciągłego rozwoju. Z perspektywy czasu widzę też, jak bardzo rozwinąłem się jako producent i twórca – również dzięki współpracy z innymi artystami.
Ta droga uświadomiła mi również, jak ważny jest szacunek do słuchaczy. Za każdą liczbą odtworzeń czy polubień stoją prawdziwi ludzie, dlatego nie warto skupiać się wyłącznie na statystykach. Trzeba robić swoje, nie porównywać się z innymi i pamiętać, dlaczego w ogóle zaczęło się tworzyć muzykę.
Nauczyłem się także, jak ważne jest otaczanie się odpowiednimi ludźmi. To oni pomagają zachować równowagę – cieszą się z naszych sukcesów, ale jednocześnie potrafią spojrzeć na wszystko z dystansem i wesprzeć w trudniejszych momentach.
Myślę, że właśnie taki balans jest w tej branży bezcenny.

- Dziękuję za rozmowę i życzę powodzenia w dalszym rozwoju kariery muzycznej.

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 15/08/2026 13:21
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo nowinynyskie.com.pl




Reklama