Ma zaledwie 17 lat, a gimnastykę sportową trenuje od 6 roku życia. Podczas Mistrzostw Polski, mimo nieoczekiwanych problemów zdrowotnych, wywalczył srebrny medal. O pasji do sportu, ostatnich zawodach i planach na przyszłość rozmawiamy z Szymonem Szymańskim.
„Nowiny Nyskie” – Jak zaczęła się twoja przygoda z tą dyscypliną?
Szymon Szymański – Miałem sześć lat, kiedy w Szkole Podstawowej nr 2 w Nysie odbywał się nabór do klasy sportowej. Gdy po raz pierwszy wszedłem na salę gimnastyczną i zobaczyłem wszystkie przyrządy, dół z gąbkami, pomyślałem, że to po prostu ogromna sala zabaw. Bardzo mi się to spodobało i postanowiłem spróbować swoich sił. Tak właśnie zaczęła się moja przygoda z gimnastyką sportową i trwa już 11 lat.
- Za tobą Mistrzostwa Polski, które odbywały się w dniach od 19 do 21 czerwca. Z Gdańska wróciłeś ze srebrnym medalem. Spodziewałeś się takiego wyniku?
- Na pewno było to dla mnie w pewnym stopniu zaskoczeniem, zwłaszcza że przed zawodami doznałem poważnej kontuzji. Z drugiej strony wiedziałem, że przez cały rok ciężko pracowałem i nie opuszczałem żadnych treningów. Liczyłem więc na to, że ta praca przyniesie efekty.
- Wspomniałeś o kontuzji. Co dokładnie się wydarzyło?
- Do kontuzji doszło podczas Ligi Europejskiej w Krakowie. Było to 2 maja. Wykonywałem skok i podczas lądowania doszło do przeprostu nogi. Początkowo, przez adrenalinę, nie czułem żadnego bólu i chciałem wykonać mój drugi skok, jednak ratownicy medyczni mi na to nie pozwolili. Mimo wszystko nie był to dla mnie koniec zawodów. Wystąpiłem jeszcze na koniu z łękami, ponieważ ten przyrząd nie obciążał tak bardzo kontuzjowanego kolana. Myślę, że była to najpoważniejsza kontuzja, jakiej do tej pory doznałem. Co ciekawe, kolano wyglądało zupełnie normalnie - nie było nawet opuchnięte.
- Jak przebiegał proces diagnozy i rekonwalescencji?
- Przez pierwszy miesiąc jeździłem do różnych lekarzy, żeby postawili właściwą diagnozę. Miałem wykonywane USG i inne badania obrazowe. W tamtym czasie nadal trenowałem w ortezie uważając na kolano, ponieważ nie chciałem robić przerwy przed Mistrzostwami Polski. Ostatecznie okazało się, że mam zerwane więzadło krzyżowe przednie i rozwaloną łąkotkę. Konieczna była operacja, bo tylko w ten sposób można było wyleczyć uraz. Najtrudniejsze były pierwsze dwa tygodnie po zabiegu – musiałem praktycznie cały czas leżeć, a kolano bardzo bolało. Gdy po dwóch tygodniach po raz pierwszy odwiedziłem salę gimnastyczną i spotkałem swoich przyjaciół, dostałem nową motywację do dalszej pracy.
- Mimo tych trudności zdobyłeś srebro. Czy był moment podczas zawodów, w którym pomyślałeś: „Udało się”?
- Tak. Przede wszystkim gdy stałem w finale na koniu z łękami, razem z pozostałymi zawodnikami, usłyszałem od nich wiele słów uznania za to, że mimo kontuzji nie zrezygnowałem ze startu i dałem z siebie wszystko. Muszę przyznać, że koledzy z innych klubów okazali mi wtedy ogromne wsparcie. Drugim momentem, który na długo pozostanie w mojej pamięci, było wejście na podium o kulach. Gdy na nim stanąłem, poczułem, że mimo wszystkich przeciwności udało mi się dobrze zaprezentować podczas tych zawodów.
- Przejdźmy do codzienności. Co sprawia, że po 11 latach nadal masz motywację do treningów?
- Wydaje mi się, że dużą zasługę ma w tym mój trener. Bez niego nie wiem, czy nadal trenowałbym z takim zaangażowaniem. Bardzo motywuje mnie do działania, szczególnie w trudniejszych momentach. Duży wpływ mają też koledzy, z którymi ćwiczę. Spędzamy razem naprawdę dużo czasu i mogę powiedzieć, że znamy się już na wylot. W klubie panuje świetna atmosfera, dlatego trudno byłoby mi z tego wszystkiego zrezygnować po tylu latach.
- Gimnastyka sportowa jest uważana za jedną z najbardziej wymagających dyscyplin. Co twoim zdaniem jest w niej najtrudniejsze?
- W gimnastyce mężczyźni rywalizują na sześciu różnych przyrządach. Można powiedzieć, że to sześć zupełnie różnych konkurencji w jednej dyscyplinie. Żeby zostać mistrzem, nie wystarczy być świetnym tylko na jednym z nich - trzeba prezentować bardzo wysoki poziom na każdym. Jako gimnastycy jesteśmy wieloboistami, dlatego podczas treningów rozwijamy jednocześnie siłę, koordynację, równowagę, gibkość i wytrzymałość. Każdy przyrząd wymaga czegoś innego, więc osiągnięcie odpowiedniego poziomu we wszystkich jest ogromnym wyzwaniem. To właśnie sprawia, że gimnastyka jest tak wymagającym sportem.
- Jak udaje ci się pogodzić intensywne treningi z nauką?
- Muszę przyznać, że nie jest to łatwe, szczególnie w czasie roku szkolnego. Treningi trwają codziennie po kilka godzin, dlatego w tygodniu często brakuje czasu nawet na odpoczynek. Naukę zazwyczaj zostawiam na wieczór, a nierzadko kończę ją dopiero późno w nocy. Weekendy staram się wykorzystywać nie tylko na regenerację, ale także na spotkania ze znajomymi. Ogromnym wsparciem są dla mnie również rodzice. To oni pomagają mi pogodzić wszystkie obowiązki, między innymi odbierając mnie ze szkoły i zawożąc na treningi. Bez ich pomocy byłoby to naprawdę bardzo trudne. Mimo wszystko staram się dobrze organizować swój czas i jak najlepiej łączyć wszystkie obowiązki. Na razie udaje mi się znaleźć równowagę między sportem a nauką.
- Patrząc w przyszłość – o czym marzy dziś 17–letni gimnastyk?
- Przede wszystkim chciałbym nadal się rozwijać i osiągać kolejne sukcesy w gimnastyce. To sport, z którym wiążę swoją przyszłość. Po ukończeniu technikum planuję rozpocząć studia na akademii wychowania fizycznego i w przyszłości pracować jako trener. Chciałbym przekazywać swoją wiedzę i doświadczenie młodszym zawodnikom. Gimnastyka jest ogromną częścią mojego życia, dlatego chciałbym pozostać z nią związany również po zakończeniu swojej kariery sportowej.
- Dziękuję za rozmowę i życzę kolejnych sukcesów.
Rozmawiała
Magdalena Pawlak
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze