Wywiad z Mateuszem Morawieckim o Rozwoju Plus, PiS i planach politycznych.
Piotr Wojtasik - Panie premierze, dlaczego Rozwój Plus? Dlaczego szuka Pan własnej drogi poza partią, w której był Pan premierem?
Mateusz Morawiecki - Najpierw wyjaśnijmy, że do ostatnich dni walczyliśmy o jedność. Trzeba więc raczej powiedzieć o wypchnięciu nas z PiS. Nie można jednak płakać nad rozlanym mlekiem i siedzieć z założonymi rękami. Skoro zostaliśmy wypchnięci z Prawa i Sprawiedliwości, być może coś dobrego się z tego urodzi.
Dzięki temu możemy działać jednoznacznie w innych obszarach i docierać do nowych grup wyborców. Być może właśnie dzięki temu będziemy w stanie pokonać obecną władzę. Widać, że PiS w pewnym sensie buksuje w miejscu i w niewielkim stopniu udało się tej partii docierać do nowych grup wyborców. Strategia przyjęta rok temu przez środowisko Solidarnej Polski, które w dużym stopniu przejęło Prawo i Sprawiedliwość, wiązała się z radykalizacją języka i atakiem na wiele grup. Nie przyniosła ona rezultatu. Po tym, jak zostaliśmy wypchnięci z Pis, będziemy mieli, moim zdaniem, większe możliwości docierania do nowych grup społecznych i wyborców.
- Co odróżnia Rozwój Plus od PiS? Jak przekonalibyście wyborców PiS, żeby teraz wybrali wasze ugrupowanie?
- Powiedział pan „partię”, ale partii jeszcze nie ma. Mogę jednak powiedzieć, że będziemy ją teraz zakładać, skoro zostaliśmy wypchnięci z Prawa i Sprawiedliwości. Zasadniczo różni nas to, że bardzo mocno stawiamy na kwestie rozwojowe, gospodarcze i finansowe oraz na to, aby ten rozwój przekładał się na życie ludzi. Co oznacza rozwój dla samorządów? Tutaj, w Nysie, Otmuchowie czy gdziekolwiek indziej, oznacza to programy inwestycyjne. Co oznacza rozwój dla małego i średniego polskiego przedsiębiorcy? Spotkałem się dzisiaj z takimi przedsiębiorcami w Otmuchowie, dzięki Pawłowi Stępkowskiemu. To byli wspaniali ludzie. Bardzo ważne jest jednak, aby tak ukształtować cały system gospodarczy, żeby służył polskim małym i średnim przedsiębiorcom. To jest rozwój.
- A co oznacza rozwój w służbie zdrowia?
- To dostęp do opieki zdrowotnej, większa liczba przyjęć, więcej pieniędzy. To bardzo szerokie pole. Drugim obszarem, na którym będziemy się bardzo mocno koncentrować, jest budowa tożsamości i spójności – nawet ponad pewnymi podziałami i ponad podziałami politycznymi. Myślę, że jesteśmy grupą nastawioną bardziej na kompromis. Wierzymy, że dla dobra polskiej racji stanu i wypracowania rozwiązania czasami warto dogadać się z kimś i odpuścić dwa czy trzy własne postulaty po to, żeby zrealizować dziesięć kolejnych. Kiedy rządziliśmy, nie byliśmy w stanie dogadywać się z innymi partiami. Najlepszym dowodem jest to, że w 2023 roku wygraliśmy wybory, ale było to pyrrusowe zwycięstwo. Nie chcę więcej odnosić pyrrusowych zwycięstw. Chcę odnieść prawdziwe zwycięstwo.
- W którym miejscu sceny politycznej chcecie się znaleźć? Gdzie chcecie szukać swoich wyborców?
- Jesteśmy prawicą rozumianą jako ugrupowanie konserwatywne i bardzo patriotyczne. Gdybym miał użyć jednego słowa, powiedziałbym: patriotyzm. Patriotyzm gospodarczy, patriotyzm miejsca, patriotyzm państwa, ale również patriotyzm lokalny. To słowo jest dla nas absolutnie kluczowe. Efektem finalnym naszych działań powinna być wielka, silna Polska.
- Z różnych stron sceny politycznej słyszymy różne propozycje, ale często brakuje postulatów programowych i ustrojowych. Mówię choćby o zmianie ordynacji wyborczej, likwidacji powiatów czy potężnej reformie służby zdrowia i oświaty. Czy macie na to konkretne pomysły?
- Oczywiście. Jeden z naszych członków, poseł Krzysztof Szczucki, napisał książkę „Tyrania praworządności” o potrzebie nowej konstytucji. Zawarł w niej bardzo głębokie propozycje zmian ustrojowych, o które pan pyta. Dotyczą one zarówno głównych instytucji funkcjonujących w Polsce – rządu, prezydenta, Senatu i Sejmu – jak również pewnych cząstkowych prób naprawy sytuacji w Polsce. Mamy takie propozycje. Jeździmy z nimi po Polsce.
- Czy uważa Pan, że w czasie, gdy był Pan premierem, zdarzały się sytuacje, w których interes partii przeważał nad interesem państwa? Nie chodzi mi o sytuację, w której partyjni koledzy kazali Panu robić coś, czego Pan nie chciał, ale czy coś takiego się zdarzało?
- Trudno mi odpowiedzieć, czy cokolwiek takiego mam w głowie. Raczej nie. Jeśli już, to przychodzi mi do głowy telewizja publiczna, która była fatalnie prowadzona i de facto podlegała bezpośrednio kierownictwu politycznemu PiS. Państwu się to bardzo nie przysłużyło, a wręcz przeciwnie – była to jedna z przyczyn naszej porażki. Ta tępa propaganda, z którą wszyscy byliśmy konfrontowani, była później wycinana na rolki, a młodzi ludzie w całej Polsce robili z tego, mówiąc potocznie, bekę i śmiali się do rozpuku. Więcej było z tego szkody niż pożytku. Natomiast jako premier nie mogę sobie przypomnieć żadnego faktu, który mógłbym przytoczyć jako przykład sytuacji, w której interes partii przeważył nad interesem państwa. Starałem się zawsze mieć na uwadze interes państwa polskiego.
- A obostrzenia covidowe? Czy były to Pana decyzje, czy decyzje podejmowane przez kierownictwo polityczne?
- To były przede wszystkim rekomendacje rady medycznej. Zasiadało w niej 30 najlepszych specjalistów chorób zakaźnych, epidemiologów i wirusologów w Polsce. To oni bardzo mocno opowiadali się za różnego rodzaju zakazami. Później można było przeczytać w wywiadach, kto miał jakie zdanie na ten temat. Ja natomiast starałem się, żeby gospodarka nie ucierpiała na skutek COVID-19. W Polsce mieliśmy najmniejsze tąpnięcie, a później bardzo szybką odbudowę rynku pracy. W zasadzie nie było wzrostu bezrobocia. Bardzo szybko znaleźliśmy się na pierwszym lub drugim miejscu w Unii Europejskiej – ex aequo z Czechami – pod względem najniższego poziomu bezrobocia. Dlaczego? Ponieważ ogromne pieniądze, które przeznaczyłem na ratowanie firm i miejsc pracy, zostały dobrze wykorzystane.
- Jak wygląda budowanie struktur Rozwoju Plus w skali kraju? Jest Pan dzisiaj na Opolszczyźnie, na krańcu Polski. Czy tak będzie wyglądała działalność stowarzyszenia – będzie Pan pojawiał się w każdym regionie?
- Tak. Będę się pojawiał w każdym zakątku Polski. Bardzo dużo jeżdżę po kraju. Kilka dni temu byłem na Podlasiu, północnym Mazowszu i wschodnim Mazowszu. W przyszłym tygodniu wybieram się na Śląsk i do Małopolski. Praktycznie cały czas jestem w trasie.
- Czy zainteresowanie stowarzyszeniem jest masowe? Ile osób już się zaangażowało?
- To już na pewno setki, a być może ponad tysiąc osób. Staramy się jednak przeprowadzać weryfikację, żeby nie było tak, że każdy, kto sobie tego zażyczy, od razu staje się członkiem wspierającym stowarzyszenie. Idzie to jednak bardzo dobrze. Powoli przesuwamy też punkt ciężkości na działania polityczne, po tym jak zostaliśmy wypchnięci z PiS.
- Czy nadal jesteście członkami Prawa i Sprawiedliwości?
- Dowiedzieliśmy się kilka dni temu, że już nie. Ta decyzja nie została wtedy publicznie ogłoszona, ale później zostało to publicznie ujawnione.
- Wróćmy jeszcze do postulatów programowych i ustrojowych. Gdyby pojawiła się propozycja likwidacji powiatów, bylibyście jej zwolennikami? Widać dzisiaj, że samorządność trochę złapała zadyszkę. Mamy rozbudowaną administrację, czasami dochodzi do sytuacji, w których miejscowości czy powiaty mają po kilka tysięcy mieszkańców. Dużo pieniędzy jest wydawanych na administrację, które mogłyby trafić na drogi, szpitale czy inne potrzeby.
- Żadne pieniądze nie mogą być marnowane. Dlatego jesteśmy zwolennikami bardzo czystego podziału kompetencji. Jeżeli istnieje już kompetencja urzędnicza związana z wydawaniem pozwoleń i różnego rodzaju zgód, chociażby na poziomie powiatu, to uważam, że powinna zostać usprawniona. Obywatel czy właściciel firmy nie powinien być petentem. To zmienię natychmiast poprzez odpowiednie regulacje, choć później oczywiście musi za tym iść zmiana mentalności. Chcę położyć ogromny nacisk na to, aby zarówno w urzędzie skarbowym, jak i w urzędzie powiatowym, obywatel, przedsiębiorca czy osoba realizująca inwestycję była traktowana po partnersku. Jeżeli ktoś chce zrobić coś dobrego dla siebie, swojej rodziny czy lokalnej społeczności, właściciel firmy powinien otrzymać pomoc. Widzę możliwość odchudzenia niektórych działań urzędów powiatowych po to, aby wydatki były jak najmniejsze. Jednocześnie poziom kompetencji, który osiągnęliśmy w wielu obszarach w gminach, powiatach i województwach, powinien zostać doszlifowany i wykorzystany dla dobra ludzi oraz przedsiębiorców.
- Moje pytania wynikają przede wszystkim z tego, że Polska się kurczy. Mamy coraz mniej mieszkańców i ogromny problem demograficzny. Niedawno zaprezentowaliście Państwo propozycje dotyczące tego problemu.
- Zaprezentowaliśmy bardzo ciekawy raport. Zachęcam wszystkich do sięgnięcia do naszych materiałów i zapoznania się z nimi. Proponujemy w nich tzw. pensję macierzyńską albo tacierzyńską, czyli pensję rodzicielską na poziomie minimalnego wynagrodzenia – 4800 zł brutto, około 3600 zł netto. Byłaby ona niezależna od tego, czy ktoś pracuje w innych miejscach. Policzyliśmy to bardzo dokładnie i proponujemy takie świadczenie przez trzy lata życia dziecka. Nie poddajemy się. Wielki kolejny program prorodzinny i pronatalistyczny będzie z całą pewnością jednym z naszych priorytetów. Chodzi o to, aby zapobiegać depopulacji, a przynajmniej maksymalnie spowolnić ten proces. Jest jeszcze drugi aspekt, który bardzo leży mi na sercu i który krąży po mojej głowie. Nie mówiłem o nim głośno w innych miejscach. To wielki program repatriacji Polaków. W ciągu ostatnich 30–40 lat z Polski wyjechało – nie mówię już o emigracji powojennej, bo to są dzisiaj w dużej mierze starsi ludzie – według różnych szacunków od 4 do 5 milionów osób. Może nawet więcej, ale mówimy o takim rzędzie wielkości. Niektórzy z nich mają dzisiaj zgromadzony kapitał, majątek, emerytury niemieckie, brytyjskie czy francuskie. Niech przyjeżdżają do Polski, tutaj zostawiają kapitał, tutaj wśród swoich, niech żyją, pracują i zakładają firmy. Uważam, że wyniknie z tego dla Polski wiele dobrego.
- Jesteśmy też w stanie zaoferować im to, co oferuje Zachód, czyli bezpieczeństwo.
- Tak, to bardzo ważna sprawa i bardzo dziękuję za zwrócenie na nią uwagi. W Polsce nie trzeba się obawiać wychodząc nocą z domu. Dlatego wszystkim Polakom, gdziekolwiek żyją – w Hiszpanii czy we Włoszech – mówię: wracajcie do Polski.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Obserwuję życie na Ziemi już od dłuższego czasu i w polu mojego zainteresowania są także sprawy związane z rozwojem tegoż życia, wynikającym ze sposobu rozmnażania. Przyobserwowałem, że macie tu rozmnażanie przez podział, pączkowanie, kopulację, hermafrodytyzm, które to obojnactwo jeszcze dzieli się na: równoczesne, sekwencyjne, proterandria, proterogynia, i do tego, to obojnactwo może mieć zapłodnienie krzyżowe lub samozapłodnienie. Pewnikiem się teraz Ludziaki zastanawiacie, co ja znów wymyśliłem i co to ma wspólnego z powyższym artykułem. Ano ma, i to bardzo wiele, bo po pierwsze, jestem także bacznym obserwatorem tutejszej tzw. sceny politycznej. Po drugie, zaobserwowałem, mnożenie bytów partyjnych przez podział, chociażby to, co się dzieje z PIS-em. Po trzecie, każda strona sceny politycznej i nie ma znaczenia LEWA, PRAWA lub CENTRALNA, dodatkowo pączkuje w ramach swojego utożsamiania się z tą sceną. Po czwarte, najciekawiej się robi, gdy te różne twory partyjne zawierają sojusze koalicyjne i wtedy dochodzi do… Nie bójmy się tego nazwać, tak zwyczajnie po Ludziacku. Słowem, dochodzi do kopulacji miedzy partyjnej. No, niby ma być radość, krzyki zachwytu oraz odprężenie po dobrym spełnieniu obowiązku, zgodnego z naturą Ludziaków a jednak nie. Weźmy taką kopulacyję PIS-u i Samoobrony. Przeć to była zabawa SADO-MASO i co z tego miało wyniknąć? Związek skonsumowano a nowego życie nie było. Po piąte, wiem, w Polsce jest pragnienie HERMAFRODYTYZMU, żeby samemu rządzić bez koalicjantów. Tylko, że takie SAMOZABAWY, to uważam za takie, jakieś, może… Raz, może dwa, ale to jest takie jakieś. Byle jakie. Zabawa we dwoje, we troje a nawet we czworo, to jest dopiero zabawa. Uważam, że w takim HERMAFRODYTYŹMIE, dochodzi często do samouwielbienia, samozachwytu, kończącego się KULTEM JEDNOSTKI. Po szóste, im więcej partii tym więcej KIEŁABASY WYBORCZEJ a to jest dobre dla społeczności lokalnych. Gdy przychodzą wybory, to partie, każda innego dnia, mogą w takiej Nysie rozstawiać GRILLE i częstować wyborców. Jak nic, dwa miechy nie trzeba będzie wydawać na obiad, bo partyjki nakarmią. Po siódme, całe szczęście, że przewodnia siła narodu miłościwie obecnie nam panująca, nie wypłaciła subwencji PIS-owi. Co to by teraz za cyrki rozwodowe się działy, z tym podziałem majątku. Wystarczy, że sobie do gardeł skaczą a wstyd na całą Rzeczpospolitą się niesie.
Obserwuję życie na Ziemi już od dłuższego czasu i w polu mojego zainteresowania są także sprawy związane z rozwojem tegoż życia, wynikającym ze sposobu rozmnażania. Przyobserwowałem, że macie tu rozmnażanie przez podział, pączkowanie, kopulację, hermafrodytyzm, które to obojnactwo jeszcze dzieli się na: równoczesne, sekwencyjne, proterandria, proterogynia, i do tego, to obojnactwo może mieć zapłodnienie krzyżowe lub samozapłodnienie. Pewnikiem się teraz Ludziaki zastanawiacie, co ja znów wymyśliłem i co to ma wspólnego z powyższym artykułem. Ano ma, i to bardzo wiele, bo po pierwsze, jestem także bacznym obserwatorem tutejszej tzw. sceny politycznej. Po drugie, zaobserwowałem, mnożenie bytów partyjnych przez podział, chociażby to, co się dzieje z PIS-em. Po trzecie, każda strona sceny politycznej i nie ma znaczenia LEWA, PRAWA lub CENTRALNA, dodatkowo pączkuje w ramach swojego utożsamiania się z tą sceną. Po czwarte, najciekawiej się robi, gdy te różne twory partyjne zawierają sojusze koalicyjne i wtedy dochodzi do… Nie bójmy się tego nazwać, tak zwyczajnie po Ludziacku. Słowem, dochodzi do kopulacji miedzy partyjnej. No, niby ma być radość, krzyki zachwytu oraz odprężenie po dobrym spełnieniu obowiązku, zgodnego z naturą Ludziaków a jednak nie. Weźmy taką kopulacyję PIS-u i Samoobrony. Przeć to była zabawa SADO-MASO i co z tego miało wyniknąć? Związek skonsumowano a nowego życie nie było. Po piąte, wiem, w Polsce jest pragnienie HERMAFRODYTYZMU, żeby samemu rządzić bez koalicjantów. Tylko, że takie SAMOZABAWY, to uważam za takie, jakieś, może… Raz, może dwa, ale to jest takie jakieś. Byle jakie. Zabawa we dwoje, we troje a nawet we czworo, to jest dopiero zabawa. Uważam, że w takim HERMAFRODYTYŹMIE, dochodzi często do samouwielbienia, samozachwytu, kończącego się KULTEM JEDNOSTKI. Po szóste, im więcej partii tym więcej KIEŁABASY WYBORCZEJ a to jest dobre dla społeczności lokalnych. Gdy przychodzą wybory, to partie, każda innego dnia, mogą w takiej Nysie rozstawiać GRILLE i częstować wyborców. Jak nic, dwa miechy nie trzeba będzie wydawać na obiad, bo partyjki nakarmią. Po siódme, całe szczęście, że przewodnia siła narodu miłościwie obecnie nam panująca, nie wypłaciła subwencji PIS-owi. Co to by teraz za cyrki rozwodowe się działy, z tym podziałem majątku. Wystarczy, że sobie do gardeł skaczą a wstyd na całą Rzeczpospolitą się niesie.