Reklama

Szlabany nie działały, pociągi jechały. Chwile grozy na przejeździe na ul. Grodkowskiej

Nieczynne rogatki i wyłączona sygnalizacja świetlna na jednym z najbardziej ruchliwych przejazdów kolejowych w Nysie wzbudziły przerażenie kierowców. W poniedziałek, 3 sierpnia, czytelnicy zaalarmowali nas, że na przejeździe przy ul. Grodkowskiej pociąg przejechał przy otwartych szlabanach. - Ledwo wyhamowałem - mówi zdenerwowany mieszkaniec. 

Kilka miesięcy temu zlikwidowano znajdującą się przy przejeździe przy ul. Grodkowskiej budkę dróżnika. Przez dziesięciolecia to właśnie człowiek odpowiadał tam za obsługę rogatek. Dziś sterowanie odbywa się zdalnie. PKP Polskie Linie Kolejowe zapewniały, że nie wpłynie to na bezpieczeństwo kierujących. Właśnie okazało się, że sprzęt jest zawodny. 

Do PKP Polskich Linii Kolejowych skierowaliśmy pytania o przyczyny awarii oraz o to, czy likwidacja posterunku dróżnika była słuszną decyzją.
Jak wyjaśnia spółka, powodem wyłączenia zabezpieczeń była usterka systemu. – Rogatki na wspomnianym przejeździe kolejowo-drogowym nie funkcjonowały ze względu na usterkę kamer. Przez cały czas zapewnione było całkowite bezpieczeństwo. Po obu stronach drogi ustawiono znaki „STOP”, które nakazują bezwzględne zatrzymanie przed torem. Wprowadzono ograniczenie prędkości pociągów do maksymalnie 20 km/h. W przypadku przestrzegania przepisów przez kierowców, rowerzystów i pieszych umożliwiało to utrzymanie pełnego bezpieczeństwa – przekazał Radosław Śledziński z zespołu prasowego PKP Polskich Linii Kolejowych.

Reklama

Wyjaśnienia PLK rodzą jednak pytania. Czy ustawienie znaków „STOP” rzeczywiście rozwiązuje problem na przejeździe, który od lat był wyposażony w rogatki i sygnalizację świetlną? Przejazd przy ul. Grodkowskiej należy do najbardziej uczęszczanych w Nysie. Każdego dnia korzystają z niego tysiące kierowców, pieszych i rowerzystów. Z drugiej strony korzystają z niego pociągi osobowe i towarowe. Przez lata bezpieczeństwa pilnował tam również dróżnik, który w razie problemów mógł natychmiast zareagować. W tym roku posterunek został zlikwidowany, a człowieka zastąpiły systemy elektroniczne.

Poniedziałkowa awaria pokazuje, że nawet nowoczesna technika nie jest niezawodna. Gdy zawodzi elektronika, na miejscu nie ma już pracownika kolei, który mógłby ręcznie zabezpieczyć przejazd lub zamknąć rogatki. Pozostają jedynie znaki „STOP” i ograniczenie prędkości pociągów. W praktyce jednak wielu kierowców może mieć problem z oceną sytuacji, zwłaszcza gdy przez lata przyzwyczajeni byli do automatycznie zamykających się szlabanów. Widok otwartych rogatek przy nadjeżdżającym pociągu budzi zrozumiały niepokój.

Reklama

To kolejna sytuacja, która pokazuje skutki postępującej automatyzacji na kolei. O ile na co dzień rozwiązania te sprawdzają się bardzo dobrze, o tyle każda awaria rodzi pytanie, czy całkowite wyeliminowanie człowieka z obsługi przejazdów było rzeczywiście dobrym rozwiązaniem. Bo jeśli w miejscu, gdzie jeszcze niedawno nad bezpieczeństwem czuwał dróżnik i działały szlabany, dziś jedynym zabezpieczeniem podczas awarii pozostaje znak „STOP”, trudno oprzeć się wrażeniu, że margines bezpieczeństwa został ograniczony.#
pw
 

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    gość 2026-08-17 10:49:22

    Niech kierowcy przestaną jeździć na pamięć, bo „od zawsze tak jeżdżą”. Wtedy nie będzie problemu.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo nowinynyskie.com.pl




Reklama