Świętej pamięci ksiądz prałat Mikołaj Mróz mógłby być bohaterem arcyciekawej książki. Książki nie tylko o nietuzinkowym Człowieku: mądrym i odważnym w głoszeniu nawet niepopularnych prawd, ale też książki o Kapłanie mogącym służyć za wzór dla współczesnego, młodego duchowieństwa. Nysanie mieli ten ogromny przywilej od Pana Boga, że ks. Mikołaj Mróz służył im przez 35 lat swojego życia „w ich” katedrze, która potem stała się bazyliką mniejszą.
Droga do Nysy
Byłam parafianką parafii św. Jakuba i św. Agnieszki w Nysie i też z tego przywileju korzystałam. Homilie głoszone przez Kapłana były bardzo ciekawe. Mszalne czytania Pisma św. zwykle były kanwą do nauki jak się odnajdywać w tym zawirowanym, współczesnym świecie. Ks. Mikołaj miał obszerną wiedzę nie tylko teologiczną, ale też historyczną i ogólną. Wyznawał zasadę, że kazanie nie powinno trwać dłużej niż 15 minut. Ubolewał, że w seminariach duchownych nie ma zajęć z retoryki, jak za Jego czasów, które uczyłyby przyszłych księży głoszenia homilii.
Jako dziennikarka „Nowin Nyskich” miałam przyjemność poznać bliżej księdza prałata podczas wywiadów. Ksiądz Mikołaj był „wdzięcznym” rozmówcą, bo miał ogromną wiedzę, był naturalny, bardzo przyjazny i chętnie opowiadał o swoim życiu, o pracy duszpasterskiej, odważnie dzielił się też przemyśleniami na tematy „drażliwe”, jak eutanazja, aborcja, odchodzenie od wiary, lekcje religii.
W sierpniu 1986 roku 40-letni ks. Mikołaj Mróz został skierowany do parafii pw. św. Jakuba i św. Agnieszki jako administrator parafii i „pracował” u boku charyzmatycznego, legendarnego prałata Józefa Kądziołki, a po jego śmierci w marcu 1987 roku otrzymał dekret jako proboszcz.
O tych swoich doświadczeniach ks. Mikołaj opowiadał barwnie i ze swadą. Także o wprowadzanych przez siebie zmianach w swojej parafii. Oddawał jednak sprawiedliwość ks. prałatowi Józefowi Kądziołce, że ten nigdy go nie krytykował, ale wspierał niczym ojciec.
Równie barwnie Kapłan wspominał na łamach „Nowin Nyskich” 2-letnią „przymusową” służbę wojskową, którą musiał odbyć wraz z innymi alumnami w ramach szykan komunistycznego reżimu.
- To był ten sam pobór (lata 1966 - 1968) i ta sama jednostka, w której był Jerzy Popiełuszko (obecnie Błogosławiony). W Bartoszycach na północy Polski, blisko radzieckiej granicy.
Obowiązywał tam gorszy rygor niż w normalnym wojsku, bo oficerowie i niższa kadra chcieli udowodnić, że nie mają żadnego pobłażania dla poborowych z duchownego seminarium.
Odważne trudne prawdy
Ks. prałat Mikołaj Mróz nie unikał trudnych tematów w czasie homilii. Po jednym z takich kazań - na temat eutanazji i aborcji - poprosiłam swojego proboszcza o wywiad na ten temat. Nieco przekornie, idąc śladem „mądrości” wpajanych przez będące na topie media, dopytywałam czy eutanazja nie jest miłosierdziem dla bardzo cierpiących osób.
- Cierpiący człowiek, nawet umierający, chce żyć i boi się śmierci. Miłosierdziem nie jest eutanazja, ale żeby ktoś był przy nim. Wszędzie tam, gdzie prawo stanowione przez człowieka stawia się wyżej nad prawem naturalnym, wszędzie tam schodzimy w barbarzyństwo - mówił ks. Mikołaj Mróz.
Rozmawialiśmy też o wychowaniu młodego pokolenia, które ma drogie ubrania, sprzęty, dodatkowe lekcje, ale… nie ma przy sobie rodziców.
- Wychowanie, to jest bycie przy drugim człowieku. Z greckiego „paidagogos”, to ten, który towarzyszy młodemu człowiekowi, ale w pewnym momencie nie idzie z przodu, ale krok za nim i doradza – wyjaśniał Kapłan, który te zasady rozszerzał też na ludzi Kościoła.
- Widzę to też na naszym polu parafialnym. Ksiądz wychowawca, to jest ten, który jest „z”, ma czas dla dzieci, dla młodzieży. A nie, tylko zrobi katechezę i wychodzi. Do takiego księdza dzieci i młodzież nie lgną.
Ks. prałat Mróz był jednak bardzo wyrozumiały wobec młodego pokolenia, zwłaszcza zagubionego w świecie tak sprzecznych ideologii. Wierzył, że wróci ono jeszcze do wiary i Kościoła.
- Młodzież wyprowadziliśmy na pustynię, nic jej nie daliśmy tylko jakieś suche badziewie – mówił.
Kapłan wyjaśnił też, jak powinno pojmować się rozdział Kościoła od państwa:
- Nysa, tak jak inne śląskie miasta, lokowana została na prawie magdeburskim. Musiał być rynek z ratuszem, dwie pierzeje kamienic i był plac kościelny z kościołem. Sfera świecka oddzielona była od sfery kościelnej placem. Te sfery sobie nie przeszkadzały a działały dla dobra tych samych obywateli. I to jest naturalna świeckość. Ale ona różni się od laickości, która jako ideologia jest antyreligijna, bo dąży do zlikwidowania sfery religijnej.
Ja w świeckim państwie, które nie angażuje się ani po stronie judaistycznej, ani muzułmańskiej, ani chrześcijańskiej, widzę dobro. Ale w państwie, które jest światopoglądowo neutralne i zwalcza publiczne istnienie religii, widzę zło.
To tylko niektóre z mądrych, choć dla niektórych niewygodnych, nauk ks. prałata Mikołaja Mroza.
Bądź naszym Orędownikiem!
Ostatnią rozmowę ze swoim proboszczem dla „Nowin Nyskich” przeprowadziłam kilka lat temu, kiedy był już na emeryturze i wrócił do rodzinnego domu w Staniszczach Wielkich. Byłam pełna podziwu, bo prałat nadal był czynnym duszpasterzem w tej miejscowości i okolicach.
- Ponieważ jestem na chodzie i nie znoszę siedzenia na krześle, to wciąż chcę ewangelizować. Zdobyłem tyle wiadomości, tyle doświadczenia pasterskiego, że chcę się tym dzielić. Zdobytego doświadczenia, wiedzy duszpasterskiej i teologicznej nie mogę zamykać w sejfie – powiedział zdecydowanie.
Ks. Mikołaj nie zapominał też o Nysanach i raz w miesiącu przyjeżdżał w niedzielne popołudnie, by w kawiarence parafialnej przy bazylice głosić katechezę.
Mimo onkologicznej choroby, zawsze był pełny animuszu i zapewniał o dobrym samopoczuciu, wyrażając uznanie i podziękowanie dla lekarzy i personelu medycznego z Opola. Umiał doceniać dobro, które otrzymywał.
Księże proboszczu! My też doceniamy Twoje dobro, którym nas obdarzałeś i zapewniamy o modlitwie i pamięci. Tak jak byłeś naszym Pasterzem tu na ziemi, tak bądź naszym Orędownikiem w Domu Pana.
Danuta Wąsowicz-Hołota
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze