Śmierć Dorotki i Sławka, młodego, oczekującego dziecka małżeństwa z Nysy poruszyła cały powiat. Nic nie jest w stanie opisać tego co czuła ich najbliższa rodzina - rodzice, rodzeństwo. O ukojeniu bólu, mimo upływu czasu nie może być mowy. Tragizmu całej sytuacji dodawał fakt, że wyrok wydany na sprawcę wypadku, w którym zginęło małżeństwo nie oznaczało, że trafił on za kratki. Przynajmniej nie od razu.
Kochali góry
Oboje mieli mnóstwo znajomych i przyjaciół. Oni będą wiedzieli o kogo chodzi. To właśnie znajomi poprosili naszą redakcję o informację jaka (czy w ogóle) kara spotkała młodego sprawcę tej potwornej tragedii. Niech poniższe słowa będą przestrogą dla tych, którzy siadają za kierownicę będąc pod wpływem... alkoholu czy narkotyków. Czasu bowiem nie da się cofnąć, a za winy trzeba odpowiedzieć.
Była październikowa sobota 2014 roku. Młodzi nysanie (Dorota 28 lat, Sławomir 32 l.), wielcy miłośnicy gór wracali pieszo drogą z Zieleńca do Dusznik. To stroma i kręta droga, która wymaga dużej uwagi i ostrożności od kierowców. Około godziny 17.30, w zapadającym zmroku, na jednym z zakrętów doszło do tragedii. Niespełna 20-letni kierowca osobowej toyoty stracił panowanie nad autem. Samochód obrócił się na drodze, zjechał na drugi pas i przygniótł do bariery ochronnej małżeństwo. Mimo przeprowadzonej reanimacji młodych ludzi nie udało się uratować.
Nieumyślne spowodowanie...?
Sprawca usłyszał zarzut nieumyślnego spowodowania wypadku ze skutkiem śmiertelnym, za co groziło mu do 8 lat więzienia. Lokalne media informowały wówczas, że 20-latek był trzeźwy. Wkrótce okazało się jednak, że był pod wpływem narkotyków, a w związku z tym zmieniono mu kwalifikację czynu - groziło mu do 12 lat więzienia. I taki też wyrok zapadł w efekcie procesu sądowego.
Na jego ogłoszenie przyjechała jedna z ogólnopolskich stacji telewizyjnych.
- Powiedziałem wtedy dziennikarzowi, że mimo tego, że zapadł maksymalny wyrok, to dla mnie i tak nigdy on nie będzie sprawiedliwy, bo dla mnie było to potrójne morderstwo - mojej córki, mojego zięcia i mojego nienarodzonego wnuka - mówi ojciec. - Czym bowiem różni się siadanie za kierownicą samochodu naćpanego człowieka, który brawurowo jedzie po krętej górskiej drodze od uzbrojonego w broń przestępcy?! Obrońca z kolei wypowiadał się, że kara nie może być zemstą, a tutaj ewidentnie rodzina, czyli my, domagamy się zemsty! - dodaje.
Wyrok jest, kary nie ma
Obrona odwołała się od wyroku, ale Sąd Apelacyjny w Świdnicy rozpatrując go utrzymał w mocy wyrok pierwszej instancji. Sprawca śmierci małżeństwa i ich nienarodzonego dziecka miał iść do więzienia. Miał, bo... ślad po nim zaginął i to właśnie w dniu ogłoszenia wyroku!
Po jakimś czasie policja wystosowała za nim list gończy, jednak bezskuteczny. Była wina, ale nie było kary. W takich okolicznościach używa się popularnego powiedzenia, że "ktoś się zapadł pod ziemię", ale nie dla zrozpaczonego ojca nieżyjącego dziecka. W ustaleniu miejsca pobytu sprawcy tragedii z całej siły, a może ponad siły zaangażował się bowiem ojciec zmarłej kobiety rozpoczynając poszukiwania na własną rękę. O szczegółach tego nie będziemy pisać również na prośbę rodziny.
Skazany za śmierć małżeństwa (przypomnijmy - oficjalnie za nieumyślne spowodowanie śmierci) zniknął w internecie - przynajmniej pod swoim prawdziwym nazwiskiem. Zlikwidował profile w mediach społecznościowych, chociaż z pewnością istniał w nich pod fałszywymi danymi.
- Nie poczułem ulgi
Aby doprowadzić sprawcę śmierci swoich najbliższych za kraty więzienia rodzina była gotowa na skorzystanie z usług detektywa Krzysztofa Rutkowskiego. Wystarczył jednak kontakt telefoniczny. Detektyw zapytał o sprawy proceduralne - czy za skazanym wystosowano list gończy. Kiedy padła odpowiedź "tak" poradził, aby rodzina jako oskarżyciele posiłkowi wystąpili do sądu o wydanie europejskiego nakazu aresztowania. Pojawiły się bowiem informacje, że skazany może przebywać za granicą. Tak też się stało - w ciągu trzech dni dokument ten został wydany. Rodzina miała jednak dylemat - czekać na efekt działania tego dokumentu, na działania policji, bądź skorzystać z usług detektywa. Nie można było przewidzieć kiedy dojdzie bowiem do ujęcia skazanego. Gdyby sprawa się przedłużała pozostawał kontakt z Rutkowskim... Wybrano jednak pierwszą wersję i stosunkowo szybko przyniosła ona efekty.
Doszło do aresztowania sprawcy śmierci 28-latki, jej 32-letniego męża i ich nienarodzonego dziecka. Czas jaki spędził sprawca tej tragedii na wolności między wydaniem wyroku a więzieniem to 1,5 roku. Dodajmy, że unikającego kary sprawcę śmierci nyskiego małżeństwa zatrzymano w Polsce. - Nie poczułem ulgi - przyznaje ojciec zmarłej kobiety. - On dla mnie zawsze będzie mordercą moich dzieci. Dostał wyrok za nieumyślne spowodowanie śmierci, ale do nieumyślnego spowodowania śmierci może dojść, gdy dzieją się na drodze rzeczy niezależne od kierowcy - gdy np. w czasie jazdy urwało się koło w samochodzie, czy gdy dochodzi do zasłabnięcia kierowcy. Ale przecież picie alkoholu i spożywanie narkotyków, a potem siadanie za kierownicą nie można nazwać "nieumyślnym". Jednocześnie zdajemy sobie sprawę, że niektórzy dostają za podobny czyn karę w zawieszeniu, bo sąd twierdzi, że "młodym ludziom trzeba dać szansę". Nasze dzieci nie miały szansy... nie miały szansy na przeżycie.
Epilog
Rodzina Dorotki i Sławka wie, że sprawca śmierci ich dzieci trafił do więzienia w Dzierżoniowie. Tamtejszy zakład karny przeznaczony jest dla młodych przestępców i tych którzy odbywają karę po raz pierwszy. Odsiadując wyrok przez kilka miesięcy przebywał nad morzem na tzw. odwyku w ośrodku dla osadzonych z problemem narkotykowym. Nie został dodatkowo ukarany za unikanie więzienia.
Na wspólnym grobie Dorotki i Sławka na Cmentarzu Jerozolimskim w Nysie nigdy nie gasną znicze pamięci...
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Układy. Nasze państwo nie kara przestępców, tylko słabych obywateli.
Układy. Nasze państwo nie kara przestępców, tylko słabych obywateli.