Reklama

Córka skarży się na dom opieki: Nie pozwolę na takie traktowanie mojego taty!

- Przed podpisaniem umowy na pobyt mojego taty w Domu Pomocy Dwór Biskupi właściciel zachwalał warunki, w których będzie przebywał mój tata. Okazało się, że niewiele miało to wspólnego z prawdą! – twierdzi Małgorzata Soboń.

W lipcu ojciec Małgorzaty Soboń dostał wylewu. Natychmiast trafił do szpitala. Z racji tego, że mieszka w okolicach Wrocławia właśnie do stolicy Dolnego Śląska. Pani Małgorzata mówi, że udar sprawił, że jej tata wyszedł ze szpitala z niedowładem prawej strony ciała. Według lekarzy stan ten można było jednak cofnąć za sprawą rehabilitacji. Mężczyzna zachował przy tym pełną świadomość umysłu. – Na co dzień pracuję w Niemczech, w domu pomocy społecznej, gdzie znajdują się osoby starsze i schorowane. Jednak dopiero w marcu przechodzę na emeryturę, dlatego do tego czasu musiałam znaleźć dla taty miejsce, gdzie godnie by się nim zajęto – łącznie z rehabilitacją – mówi kobieta. – Szukałam takiego miejsca na tymczasowy pobyt mojego taty, by miał bardzo dobre warunki, był dobrze zaopiekowany do czasu, gdy będą mogła wziąć go do siebie i sama się nim zająć. Natrafiłam na ofertę Domu Opieki Dwór Biskupi w Nysie – mówi.

Kobieta opowiada, że kiedy skontaktowała się z właścicielem placówki ten niebywale zachwalał usługi. - Wyszczególniał na co tato może liczyć – wspomina kobieta dodając, że miesięczny pobyt jej ojca w tym miejscu miał kosztować 6,6 tys. zł. - Zostałam poinformowana, że do wyboru są dwu lub trzyosobowe pokoje, więc oczywiście wybrałam dwuosobowy, by tato miał większy komfort i że w pokoju jest telewizor. Poinformowałam też właściciela, że tato ma wyznaczoną konsultację dotycząca rehabilitacji poudarowej. Od razu usłyszałam, że oni w Domu prowadzą własną rehabilitację od poniedziałku do piątku i mojego tatę, cytuję: „postawią na nogi”. Powrót do stanu przedudarowego miał nastąpić w ciągu trzech miesięcy – relacjonuje rozmowę Małgorzata Soboń.

Reklama

Kobieta zdecydowała się na tymczasowe umieszczenie ojca w nyskim domu opieki. Według dalszych słów pani Małgorzaty przesłała ona do Nysy podpisaną umowę zawartą na czas nieokreślony z możliwością wypowiedzenia jej z miesięcznym wyprzedzeniem. – Kwota pobytu taty też w tym miejscu nie była mała, ale liczyłam, że za ceną idzie jakość - liczyłam, że w tym miejscu tato będzie zaopiekowany, a ja będę o niego spokojna. W dodatku wiedziałam, że to rozwiązanie tymczasowe… że tylko do marca… - dodaje.

Po ok. dwóch tygodniach pani Małgorzata przyjechała do Polski, by zobaczyć jak wygląda pobyt jej ojca w nyskim ośrodku. - Wcześniej dzwoniłam do pielęgniarek i dowiedziałam się, że w poniedziałek będzie lekarz i zostanie ustalony termin na ściągnięcie szwów operacyjnych.

Reklama

Kiedy przyjechałam do taty to pierwsze moje uczucie to… przerażenie. Wchodząc do środka poczułam potworny smród – opowiada kobieta. - Tato leżał nieogolony, w barłogu, jego prześcieradło było za małe na materac łóżka i co najgorsze – brudne. Opowiadał mi, że prosił opiekunki o pomoc w wysadzeniu na toaletę to usłyszał, że jest za ciężki i że ma załatwiać się w pampersa. Na jego nogach zauważyłam niedomyte ślady kału. Zrobiłam tam po prostu aferę, bo przecież to były warunki urągające człowieczeństwu! Kiedy podniosłam głos opiekunka stwierdziła, że przebierze mojego tatę, a ja w międzyczasie poszłam do przełożonych pielęgniarek i powiedziałam co myślę o takiej OPIECE. Ta pani nie potrafiła nic powiedzieć na moje zarzuty – po prostu milczała - mówi.

Małgorzata Soboń dodaje, że kiedy wróciła do taty był już przebrany przez pracowników domu opieki. - Tato opowiedział mi, że na początku był w innym pokoju i akurat dzisiaj przenieśli go do tego. Owszem był w nim telewizor, ale był tak usytuowany, że mógł go oglądać albo jeden albo drugi pensjonariusz. Tato nie miał szans zadzwonić po jakąkolwiek pomoc, bo dzwonek był na szafce nocnej, która znajdowała się pod ścianą. Szwy do tamtego momentu nie były ściągnięte, a przecież były zapewnienia, że lekarz zaraz będzie i wszystkim się zajmie. Do tego opatrunek był odklejony. Całe szczęście, że było już zagojone, ale co by było gdyby tak się nie stało. Przecież mogło dojść do zakażenia! Mam też uzasadnione przypuszczenia, że ludzie przebywający w tym ośrodku są przecierani tylko chusteczkami nawilżającymi zamiast mycia – dodaje przejęta zaraz podnosząc kwestię podawania posiłków. - Obiad nie był niczym przykryty, niezabezpieczony - mówi. - „Pokonał” trasę korytarzy, po których przecież unoszą się zarazki! Poza tym kiedy udało mi się pomóc zjeść ojcu pierwsze danie, drugie było już zimne, więc już go nie chciał! – dodaje zirytowana. – Nacisnęłam przycisk alarmujący, bo chciałam sprawdzić jak długo trzeba poczekać, żeby ktoś przyszedł. Kiedy po dwudziestu minutach nikt się nie zjawił zaczęłam szukać pracowników. Na korytarzu zaczepiła mnie pensjonariuszka, która zaczęła płakać i powiedziała, że nie mam już wody do picia, a choruje na cukrzycę. Dałam jej swoją…

Reklama

Pani Małgorzata dodaje także, że nie ma pretensji do obsługi domu pomocy, bo spotkała się z miłym podejściem. – Rozmawiałam z jedną z pracownic i powiedziała mi, że na tyle osób, które się tutaj znajdują pracownicy nie są w stanie zadbać o wszystko – dodaje.

O sytuacji swojego ojca w domu pomocy – według pani Małgorzaty – odmiennej od zapewnień składanych przed podpisaniem umowy kobieta chciała porozmawiać z właścicielem. – Nie było go, więc wykonałam telefon. Kiedy powiedziałam co zobaczyłam, usłyszałam słowa typu „niech mnie pani nie straszy, proszę mi to wszystko napisać, niech mi pani nie ubliża…”. Ja powiedziałam, że czuję się oszukana, że jak można tak ludzi traktować. Nie ubliżałam, nie krzyczałam, mówiłam spokojnie, ale ten pan przeszedł na tryb: „to nie ja”. Usłyszałam też, że z nim nie wygram. Nie zamierzałam z nikim walczyć, ani wygrywać. Chciałam, żeby mój tato i ludzie, którzy tam przebywają mieli właściwą opiekę - kwituje. Pani Małgorzata dodaje, że jej tato nie był przez dwa pierwsze tygodnie rehabilitowany, mimo że padały wcześniejsze zapewnienia, że tak będzie. – Mój tato ma niedowład ciała, ale zachował pełną jasność umysłu. Kiedy odjeżdżałam to płakałam i on płakał – mówi córka pensjonariusza podkreślając, że wróciła do pracy nie mając innego wyjścia, ale prosząc o odwiedzanie taty i monitorowanie sytuacji przez najbliższe osoby. – Nie mam pretensji do pracowników domu, bo panie opiekunki są bardzo miłe, ale z pewnością jest ich zbyt mało, by wszystkiemu podołać – stwierdza pani Małgorzata dodając, że szuka dla swojego ojca innego domu opieki.

Reklama

Kiedy zadzwoniliśmy do osoby, którą kobieta określała jako właściciela nyskiego domu opieki odebrał Robert Leszczyński widniejący w KRS jako prezes zarządu spółki prowadzącej placówkę. Nie udało się nam jednak porozmawiać telefoniczni w sposób merytoryczny, dlatego przesłaliśmy pytania w sprawie. Pod odpowiedziami podpisał się prokurent spółki Aleksander Leszczyński.

Pytania do Domu Opieki Dwór Biskupi

- Czy do zarządu spółki prowadzącej Dom Opieki Dwór Biskupi w Nysie dotarły zażalenia Małgorzaty Soboń na sposób sprawowania opieki nad jej ojcem? Jeżeli tak to jakie podjęto kroki w sprawie wyjaśnienia ewentualnych zaniedbań w tej opiece i jaki jest ich efekt?
- Spółka nie udziela informacji na temat korespondencji i kontaktów pomiędzy stronami umowy pobytu, w tym przypadku pomiędzy Spółką i wskazaną przez Państwa osobą. Powyższe dotyczy również udzielania informacji na temat, cyt. „podejmowania kroków w sprawie wyjaśnienia ewentualnych zaniedbań w tej opiece i jaki jest och efekt”. Przesłane przez Panią pytanie zawiera nieprawdziwą tezę, do której z przyczyn oczywistych Spółka nie będzie się odnosić. 

Reklama

- Dlaczego pan Wiesław został poddany rehabilitacji dopiero od 3 sierpnia, a nie zaraz po przyjęciu do Domu Opieki Dwór Biskupi? Według jego córki takie zapewnienia padły ze strony pana Roberta Leszczyńskiego.
- W kolejnym pytaniu (rehabilitacja) ponownie stawia Pani nieprawdziwą tezę, wobec czego Spółka nie odniesie się do tak zadanego pytania.

- Z czego wynika opóźnione zdjęcie szwów chirurgicznych w przypadku Wiesława Sobonia?
- W pytaniu nt. rzekomego opóźnienia w zdjęciu szwów ponownie stawia Pani tezę sprzeczną ze stanem faktycznym, wobec czego Spółka nie odniesie się do tak postawionego pytania.

Reklama

- W jaki sposób serwowane są pensjonariuszom posiłki, tzn. czy są one dostarczane w zamkniętych pojemnikach, by uniknąć ich przedwczesnego wystygnięcia i możliwości skażenia?
- Pytanie odnośnie do sposobu podawania posiłków jest niezrozumiałe. Zawiera ono nieuprawnioną i błędną tezę, jakoby podawanie posiłków w sposób inny niż w pojemnikach miało wpływać na nieprawidłową temperaturę posiłków oraz możliwości ich zakażenia.

-  Czy pensjonariusz, który nie porusza się samodzielnie ma możliwość wezwania pielęgniarki (w jaki sposób)?
- Odnośnie do możliwości wzywania personelu opiekuńczego przez mieszkańców, informujemy, że opiekunowie medyczni sprawdzają potrzeby mieszkańców w każdym pokoju co kilkanaście minut z uwagi na wykonywanie obowiązków w sprawowaniu opieki, nadto mieszkańcy posiadają system przyzywowy w każdym pokoju.

Reklama

- Czy pensjonariusze Domu Opieki Dwór Biskupi są poddawani pełnym zabiegom higienicznym (tj. kąpieli) codziennie?
- Odnośnie do pytania dotyczącego utrzymywania higieny mieszkańców, uprzejmie informujemy, że mieszkańcy w ramach sprawowanej opieki poddawani są codziennym czynnościom higienicznym, w tym kąpielom zgodnie z grafikiem kąpieli, które realizowane są kilka razy w tygodniu, w niektórych przypadkach codziennie.

Z poważaniem
Prokurent
Aleksander Leszczyński

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 04/09/2026 13:01
Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    Snuł - niezalogowany 2026-09-04 15:18:41

    Domy opieki to trupiarnie! Jeśli ktoś jest tak naiwny, żeby uwierzyć, że w tym kraju przesiąkniętym na wskroś zdziczałym chamstwem, ktoś troskliwie zajmie się jego obłożnie chorym krewnym, to już tylko jego problem. Starzy, porzućcie wszelką nadzieje! Będziecie zdychać za duże pieniądze, jak psy pod płotem, albo i jeszcze gorzej.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Snuł - niezalogowany 2026-09-04 15:26:41

    Ja was ludzie nie chcę psychicznie dobijać, tylko proszę, żebyście spojrzeli trzeźwo na rzeczywistość która was otacza. Doszliśmy do takiego upadku, że wejście do sklepu to niemal pewny kontakt z szumowinami, a jedyną nadzieją tłumu jest jakaś pizda w kusej marynaresi, której nawet menel nie chciałby kopnąć w dupę, która nawet nie potrafi się ubrać, nic nie umie i do niczego się nie nadaje, ale została posłem. Oto jest nasza rzeczywistość.

    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo nowinynyskie.com.pl




Reklama